
Jak Zachód Gruzję porzucił, a Amerykanie rozważali bombardowanie Rosjan
Marcin Bosacki, Waszyngton
2010-02-06,
Na zdjęciu :Demonstracja poparcia dla Micheila Saakaszwilego, Tbilisi, 12 sierpnia 2008 r.
Nie tylko Rosja ponosi odpowiedzialność za wojnę z Gruzją. Ponosi ją również Zachód - pisze w książce "Mała wojna, która wstrząsnęła światem" były amerykański dyplomata Ron Asmus
ZOBACZ TAKŻE
· Rosja: koniec układów. USA: kto chce może być w NATO (06-02-10, 16:45)
· Sikorski krytykuje Gruzję (04-11-09, 00:00)
· Rosja oskarża Gruzję o pomoc al-Kaidzie (13-10-09, 11:42)
· Rok temu w Osetii Południowej (08-08-09, 01:00)
· Wojna z Gruzją zatrzymała NATO (06-08-09, 01:00)
· Miedwiediew odradza NATO rozszerzenie o Gruzję (27-07-09, 00:00)
· Joe Biden: Wspieramy Gruzję, ale... (24-07-09, 00:00)
· Wiceprezydent USA ostrożny w Kijowie (22-07-09, 01:00)
· Gruzja
Amerykanie rozważali zbombardowanie Rosjan
W czasie wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 r. prezydent USA George Bush dyskutował z najbliższymi współpracownikami o ataku na oddziały rosyjskie. To jedno z wielu odkryć wydanej w tym tygodniu w Stanach książki "Mała wojna, która wstrząsnęła światem". Napisał ją Ron Asmus, znawca spraw międzynarodowych, były dyplomata w rządzie Billa Clintona.
"W gorących dniach sierpnia 2008 r. - pisze Asmus - doradcy Białego Domu naciskali, by chociaż rozważyć ograniczone opcje wojskowe, by spowolnić ofensywę Rosjan. Mówili m.in. o zbombardowaniu i zablokowaniu tunelu Rockiego [najkrótsza droga z Rosji do Osetii Południowej i Gruzji] i inne chirurgiczne ataki, by zmniejszyć napór Rosjan na rząd Gruzji".
Rozwiązania te zalecali doradcy Narodowej Rady Bezpieczeństwa i wiceprezydenta Dicka Cheneya. Ale przeciwni byli najwyżsi urzędnicy, w tym doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Stephen Hadley. Mimo to Hadley uznał, że "Bush musi wiedzieć, co najbliżsi mu ludzie i członkowie rządu, w tym Cheney, myślą o tym, czy USA powinny rozważyć użycie siły, by pomóc Gruzinom".
11 sierpnia na naradzie przedstawicieli najważniejszych agend rządu, a także Hadleya i Cheneya, z Bushem opcje militarne odrzucono. "Wszyscy rozumieli, że jakiekolwiek kroki wojskowe będą prowadzić do konfrontacji z Moskwą, której rezultatu nie dało się przewidzieć i która nie była w interesie USA".
- Nie mam wysokiego mniemania o prezydencie Bushu, ale jestem głęboko przekonany, że nawet on w żadnym razie nie poszedłby na awanturę z bombardowaniem jednostek rosyjskich. W Białym Domu przecież doskonale rozumieli, że oznaczałoby to początek wojny na pełną skalę - mówi Fiodor Łukjanow, naczelny kwartalnika "Rosja w Polityce Globalnej".
Bezradny Zachód
Książka Asmusa o konflikcie z sierpnia 2008 r. jest fascynującym obrazem kulisów dyplomacji i polityki światowej. Ale i obrazem smutnym - bo pokazującym bezradność Zachodu.
Asmus był przygotowany do napisania takiej książki jak mało kto. Nie ukrywa, że jako były wysoki rangą dyplomata rządu Billa Clintona, a dziś dyrektor prestiżowej fundacji GMF w Brukseli zna głównych aktorów dramatu. Asmus nie jest bezkrytyczny wobec prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego i pisze wprost, że dał się sprowokować i pierwszy wydał rozkaz do ataku. Główny ciężar odpowiedzialności składa jednak na Rosję (wprost) i na Zachód (mniej otwarcie). Pisze, że do wojny musiało dojść, gdyż Gruzja chciała "iść na Zachód", a Rosja byłego prezydenta, a dziś premiera Władimira Putina - "powstrzymać ten marsz wszelkimi środkami".
Najciekawsza jest w "Małej wojnie" analiza błędów Zachodu. Jego przywódcy po obu stronach Atlantyku z reguły nie dostrzegali coraz wyraźniejszych znaków nadciągającej wojny. Nawet jak dostrzegali, to niewiele robili. A jak robili, to bez większych efektów. Asmus pokazuje, jak Rosjan popychały do wojny i decyzja Zachodu o uznaniu niepodległego Kosowa, i chaotyczny szczyt NATO w Bukareszcie, w którym nie dano Gruzji planu wejścia do Sojuszu (bo sprzeciwiały się Niemcy), ale dano obietnicę członkostwa (pod naciskiem m.in. Polski). Przede wszystkim jednak opisuje brak solidarności Zachodu, wspólnego planu i pomysłu nie tylko na Gruzję, ale na całą przestrzeń postsowiecką i samą Rosję.
Zamiast strategii mamy inercję i chaos. Zachód nie potrafił powstrzymać wojny, a w jej trakcie podejmował - i USA, i kluczowi gracze UE - decyzje na kolanie i bez koordynacji. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy storpedował np. pierwszą próbę rozejmu autorstwa jego własnego szefa MSZ Bernarda Kouchnera po prostu dlatego, że do Moskwy chciał jechać sam. Rolę stosunków osobistych - wzajemnej nienawiści Putina i Saakaszwilego czy tego, że niemiecka kanclerz Angela Merkel prezydenta Gruzji nie lubi.
Infonurt2 :Wojnę tą zatrzymał wybór Obamy na prezydenta USA. Zobacz art. PUŁAPKA NA ROSJE. Dlatego właśnie Obama otrzymał Nagrodę Nobla – z wygranie wyborów na prezydenta USA a tym samym za powstrzymanie IIIWS. Przypominam zachowanie prezydentów L.Kaczyńskiego i Sarkozy którzy jak przystało na rewolucyjnych Zydów natychmiast sie tam znależli próbując rozdmuchać gasnące płomienie wojny