MUROWANIE LUDZKOŚCI
http://wiadomosci.onet.pl/137271,21,0,0,1,pokaz.html
Wielki Mur Chiński
Na tę stronę wskazuje przekierowanie ze strony „Wielki Mur”. Zobacz też: Wielki Mur - chińska stacja antarktyczna.
Wielki Mur Chiński – zdjęcie satelitarne z programu NASA World Wind
Lokalizacja Wielkiego Muru Chińskiego.
Wielki Mur Chiński w 2004
Wielki Mur Chiński w Jinshanling
Wielki Mur Chiński (chin. upr. 万里长城, trad. chin. 萬里長城; pinyin Wànlǐ Chángchéng) – mur obronny, zaopatrzony w bramy i wieże, od Shanhaiguan (nad zatoką Liaodong) do Jiayuguan w górach Nanshan o długości ok. 2400 km (uwzględniając tylko wiodącą nitkę muru bez bocznych odgałęzień, w wersji pochodzącej z czasów dynastii Ming), mający dawniej chronić Chiny przed najazdami ludów z Wielkiego Stepu. Nazywany jest też "Murem 10000 Li". (10000 nie powinno być tutaj traktowane dosłownie i oznacza raczej "nieskończoną długość" muru.).
W 1987 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a 7 lipca 2007 ogłoszono go jednym z siedmiu nowych cudów świata.
Najnowsze badania chińskich naukowców, prowadzone głównie w oparciu o dane satelitarne, określiły łaczną długość budowli na 8851,8 km[1]. Składają się nań odcinki:
- 6259,6 km - mur wzniesiony ludzką ręką,
- 2232,5 km - naturalne bariery, takie jak rzeki i wzgórza,
- 359,7 km - rów.
Historia
Budowa muru trwała ok. 17 wieków. Rozpoczęła się za dynastii Qin, a jej ukończenie nastąpiło w okresie panowania dynastii Ming.
Pierwsze odcinki muru zaczęły już powstawać około VI wieku p.n.e. Były to jednak początkowo tylko oddolne inicjatywy nadgranicznej ludności, nie połączone w żadną całość. Akcję budowania muru jako jednolitej struktury rozpoczął dopiero pierwszy cesarz Chin Qin Shi Huang w III wieku p.n.e.. Mur miał być jednocześnie symbolem potęgi władcy. Początkowo kierujący budową mieli do dyspozycji ok. 300 tys. ludzi. Wkrótce okazało się to niewystarczające. Przydzielano następne szerokie rzesze robotników. Przestępców i ludzi uznanych za przestępców kierowano do katorżniczej pracy przy budowie Wielkiego Muru Chińskiego. Wznosili go także rekruci, którym w razie potrzeby wydłużano lata służby. Oblicza się, że w budowę muru zaangażowanych było aż 3,5 mln osób, czyli 69,9% ludności ówczesnych Chin. Praca ponad siły zbierała straszliwe żniwo, w związku z nią zmarło ponad milion ludzi (około 30% obywateli Chin). Towarzyszący jej ucisk spowodował, że rok po śmierci cesarza, w 209 roku p.n.e. chłopi wzniecili powstanie i dynastia Qin upadła. Później budowę umocnień na zmianę wznawiano i porzucano na całe stulecia.
Znaną do dziś postać mur uzyskał dopiero za dynastii Ming (1368), w XIV wieku. Dynastia ta, odczuwając duży nacisk ludów mongolskich, postanowiła zbudować, w oparciu o wciąż istniejące fragmenty starożytnego muru, ciągły system fortyfikacji – od granic Korei aż po pustynię Gobi. System ten składał się nie tylko z samego muru, ale także z przylegających do niego osad nadgranicznych, faktorii handlowych oraz szerokiego na blisko 1 km pasa "spalonej" ziemi. W czasie drugiej wojny chińsko - japońskiej pełnił funkcję linii obrony dla wojsk Kuomintangu Czang Kaj-szeka .
Znaczenie
Oprócz bezpośredniej ochrony przed najazdami ludów z Wielkiego Stepu mur miał duże znaczenie handlowe, ochraniając na całej swojej długości chińską część Jedwabnego szlaku.
Mur, nawet w czasach swojej świetności, nie spełniał nigdy roli fortyfikacji zdolnej przeciwstawić się długiemu oblężeniu przez silną armię. Stanowił jednak dość skuteczną zaporę przed nieskoordynowanymi atakami małych ord, zapewniając względny spokój na terenach przygranicznych i umożliwiając prowadzenie handlu wzdłuż Jedwabnego Szlaku. W sytuacji zmasowanego ataku zorganizowanej armii, mur był niemal całkowicie bezużyteczny i mógł co najwyżej spełniać rolę systemu wczesnego ostrzegania. Do przekazywania wiadomości alarmowych na wypadek zbliżania się nieprzyjaciół służyły wieże sygnalizacyjne rozmieszczone co 100 metrów, na których w nocy zapalano ogień, a w dzień wypuszczano dym, który błyskawicznie był przekazywany wzdłuż całego kraju systemem "od wieży do wieży".
W jego historii mur był wielokrotnie skutecznie forsowany przez ludy z Wielkiego Stepu (Xiongnu, Turków i Mongołów). W końcu po pokonaniu w XVII wieku dynastii Ming przez Mandżurów, mur znalazł się wewnątrz państwa Nurhaczego i jego następców. W efekcie stracił jakiekolwiek znaczenie strategiczne.
Wielki Mur Chiński jest największą budowlą tego typu na świecie. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie jest widoczny "gołym okiem" z odległego kosmosu (np. z Księżyca), natomiast z niskiej orbity okołoziemskiej widocznych jest też wiele innych budowli, np. autostrady, lotniska czy tamy.
Fragmenty muru
Obecnie większa jego część jest w złym stanie i porozrywana na kilkanaście odcinków o różnej długości (stopniowo odbudowywana); tylko niewielkie fragmenty są udostępnione turystom. W okolicach Pekinu jest 6 takich fragmentów:
- Badaling
- Jinshanling
- Simatai
- Huanghua
- Mutianyu
- Juyongguan
Są również fragmenty takie jak np. Jiankou, które jednak z powodu zbyt złego stanu nie są udostępniane dla masowego ruchu turystycznego.
Ciekawostki
- Podczas budowy muru za nieposłuszeństwa ludzi żywcem wmurowywano do niego. Gdy niewolnik zmarł (najczęściej na skutek wycieńczenia), chowano go przy murze, żeby zapobiec epidemiom, natomiast wbrew krążącym legendom, nie grzebano wszystkich zmarłych wewnątrz muru, gdyż przez takie działanie budowla mogłaby stracić swoją wytrzymałość.
Mur berliński
Jak sypał się mur
Piotr Semka 07-11-2009,
Otwarcie granicy 9 listopada kojarzy się Niemcom z wybuchem wolności. Ale jeśli spojrzeć na to chłodno, były to wydarzenia dość przypadkowe, choć ze skutkami trudnymi do cofnięcia
„Pociąg wolności” z uciekinierami, którzy schronili się w ambasadzie RFN, wyrusza z Pragi
+zobacz więcej
· Data historyczna, ale przypadkowa
Szare zimowe miesiące – od grudnia po luty – skłaniają w Berlinie do depresji. Skłonni do czarnego humoru berlińczycy nazywają je Selbstmordmonate – miesiące samobójcze. 20 lat temu we wschodniej części miasta – stolicy NRD – oprócz pogody powodów do depresji było wyjątkowo dużo. Na początku stycznia 1989 roku poczuł to dotkliwie 21-letni wschodni berlińczyk Chris Gueffroy. Właśnie otrzymał powołanie do armii, co zapowiadało 18 miesięcy służby pełnej poniżeń i tępej marksistowskiej łopatologii.
Chris pracował jako barman w hotelu przy międzynarodowym lotnisku Schönefeld. Spotykał przybyszy z Zachodu dostatecznie często, aby mieć dosyć zgrzebnych realiów państwa Ericha Honeckera. Pozostawała próba ucieczki przez mur.
Pokusa pokonania betonowej bariery dzielącej Berlin pojawiła się w głowie Gueffroya, gdy usłyszał przy piwie od jednego z wojskowych interesującą plotkę. Ponoć enerdowscy pogranicznicy mieli otrzymać zakaz strzelania do uciekinierów. Pogłoska ta miała swoje korzenie w nieformalnej wypowiedzi Honeckera rzuconej w czasie wizyty w Bonn w 1987 roku, że nikt we władzach NRD nie chce dalszych śmierci na wewnątrzniemieckiej granicy.
Guefferoy wraz z przyjacielem Christianem Gaudianem wybrali do próby sforsowania muru jego odcinek koło kanału Britzer, dzielącego wschód od zachodu w dzielnicy Treptow. Nocą z 5 na 6 lutego przekroczyli strefę śmierci od strony kolonii domków letnich, wdrapując się po linie zahaczonej o występ muru za pomocą głowicy ogrodowej motyki. Bez trudu pokonali pierwszą barierę i kolejną drucianą siatkę. Nie mogli jednak wiedzieć, że nawet najlżejsze naciśnięcie siatki uruchamia alarm w wieżyczce strażniczej. Już po chwili w ich kierunku posypały się strzały.
Chris i Christian próbowali uniknąć postrzelenia, biegnąc zygzakiem. Pierwszy postrzał – w pierś – dostał Chris – w sumie w jego ciele znaleziono potem dziesięć kul. Skonał jeszcze w strefie śmierci. Jego towarzysza aresztowano i skazano w maju 1989 roku na trzy lata więzienia.
Chris Gueffroy był ostatnią ofiarą zastrzeloną podczas próby sforsowania muru. Plotka, która zachęciła go do ucieczki, okazała się bzdurą. Jak na ironię to dopiero śmierć Gueffroya, która zszokowała Zachód, zmusiła Honeckera do ustępstw. Od kwietnia 1989 roku strażnicy tym razem naprawdę dostali zakaz strzelania do uciekinierów. Mur miał oddzielać wschodnich Niemców od świata jeszcze 273 dni.
Blisko, coraz bliżej
Kiedy zaczął się początek końca NRD? Czy w maju 1989 r., gdy po raz pierwszy opozycjoniści podjęli próbę udowodnienia sfałszowania wyniku wyborów? A może w czerwcu, kiedy węgierscy komuniści walczący na Zachodzie o etykietkę liberałów nakazali demontaż żelaznej kurtyny na granicy z Austrią, a potem od sierpnia pozwalali uciekać enerdowcom wypoczywającym nad Balatonem?
8 sierpnia około 130 obywatelom NRD udaje się wedrzeć na teren stałego przedstawicielstwa RFN w Berlinie wschodnim i zażądać od Bonn przyznania im obywatelstwa. 13 sierpnia ambasada zachodnioniemiecka w Budapeszcie zostaje zamknięta z powodu natłoku uciekinierów. Wydarzenia nabrały tempa, gdy okupacja przez setki obywateli NRD ambasad RFN w Pradze i Warszawie zaczyna być światową sensacją.
Wschodni Niemcy oglądają wszystko w telewizji zachodnioniemieckiej. Przykłady determinacji z Pragi, Warszawy i Budapesztu nie pozostają bez wpływu – pęka bariera strachu w samej NRD: 4 września po raz pierwszy mająca wyraźnie opozycyjny wydźwięk msza w lipskim Nikolaikirche przeradza się w demonstrację wychodzącą poza mury świątyni.
9 września w Gruenheide koło Berlina w letnim domku Roberta Havemanna – zmarłego w 1982 r. symbolu enerdowskiej opozycji – jego żona Katja wraz z dysydentami Barbel Bohley i Rolfem Heinrichem zakładają Nowe Forum – polityczną platformę opozycji. 19 września próbują oficjalnie zarejestrować swój ruch, ale MSW odrzuca wniosek jako „antypaństwowy” i „nielegalny”.
Ale zakazy przestają już jednak mieć znaczenie. Takie berlińskie kościoły jak Zionkirche, Erloeserkirche czy Gethsemanekirche stają się miejscem otwartych dyskusji o potrzebie końca monopolu władzy SED. Aktywizuje się prowincja – polityczne dyskusyjne dysydentów ze zwykłymi ludźmi odbywają w wielu kościołach na terenie całej NRD.
Od 29 września zaczynają się cotygodniowe poniedziałkowe marsze protestu w Lipsku.
Tracący zdolność do oceny sytuacji I sekretarz komunistycznej partii SED Erich Honecker działa na oślep. Najpierw zawiesza wyjazdy do CSRS „na dowód osobisty”, ale potem ulega prośbom z Bonn i zgadza się, aby specjalne pociągi wywiozły w pierwszych dniach października do Bawarii uciekinierów z ambasad, przejeżdżając przez terytorium NRD.
W swojej starczej pysze ogłasza członkom politbiura, że kłopotliwą sprawę da się jeszcze wykorzystać propagandowo. Przejazd zaplombowanych pociągów ma być okazją do demonstracji pogardy dla zdrajców skuszonych zachodnioniemieckimi srebrnikami.
Jednak nastroje wschodnich Niemców były całkiem inne. Natychmiast rozpowszechniło się pełne zazdrości określenie „pociągi wolności”. 4 października w Dreźnie, przez które miał przejechać pociąg, policja musi rozpraszać tłumy zgromadzone wokół dworca. Setki młodych Niemców liczyło, że jakoś uda im się wskoczyć do tej ruchomej oazy wolności. Dochodzi do gwałtownych starć, spalone zostają samochody.
Honecker próbuje jeszcze zastraszyć naród demonstracją siły i zwartości partii. Uroczyste obchody 40-lecia NRD w Berlinie wschodnim 7 października uświetnia parada ludowej armii, ale napinanie muskułów przez słabnącego sekretarza wywołuje już tylko żałosne wrażenie.
Już dwa dni potem w Lipsku w opozycyjnej demonstracji uczestniczy aż 70 tysięcy ludzi. Co więcej – demonstranci nie boją się pikietować gmachu bezpieki. Wtedy dochodzi do prawdziwego przełomu. Siły policyjne z ostrą bronią w pogotowiu nie decydują się na wejście do akcji. Sowieci dyskretnie dają do zrozumienia, że nie poprą reżimu w razie eskalacji zamieszek. Swoją wielką chwilę ma słynny dyrygent lipskiego Gewandhausu Kurt Masur, który mediuje między demonstrantami a dowódcą sił policyjnych generałem Gerhardem Strassenburgiem. Hasło demonstrantów „Keine gewalt – Bez przemocy” – staje się faktem.
W latach 60. mieszkańcy NRD opowiadali sobie przygnębiający dowcip. Oto dwóch pograniczników stoi na murze, gdy nagle wiatr obala niedokładnie umocowany segment muru. Obaj pojmują, że nagle otwiera się droga do ucieczki na Zachód. Trzeba się tylko natychmiast zdecydować. – O czym myślisz? – pyta z dziwnym uśmiechem pierwszy żołnierz. – O tym samym co ty! – odpowiada jego towarzysz broni. Wtedy pierwszy poważnieje: – Skoro tak, to musze cię aresztować!
Ten dowcip doskonale obrazuje schizofrenię setek tysięcy funkcjonariuszy reżimu, którzy nawet dostrzegając absurdy systemu w krytycznych chwilach zachowują prusacką w swej istocie mentalność służbisty. Wielkość psychologicznej wygranej demonstrantów polegała na tym, że ludowi policjanci pomyśleli jedno: Tych tłumów nie da się już aresztować.
Na ulicach Lipska 9 października rozstrzygnęły się losy reżimu Honeckera. Pojęcie o skali niezadowolenia zaczyna docierać do szczytów władzy. Nawet zawsze wierny partii Erich Mielke – szef imperium Stasi – wyczuwa, że Moskwa spisuje już „pierwszego” na straty.
18 października pod naciskiem własnego politbiura Erich Honecker z powodów zdrowotnych podaje się do dymisji. Kruszący się autorytet partii ma ratować nowy I sekretarz Egon Krenz – były szef młodzieżówki partyjnej. Mało kto wie jednak, że jest jeszcze jeden kandydat do uratowania władzy SED, tyle że pod odnowionym szyldem. To Markus Wolf, długoletni szef enerdowskiego wywiadu, który dwa lata wcześniej został wypchnięty przez Honeckera na przymusową emeryturę.
Stosunkowo młody i ambitny światowiec ze Stasi zbyt głośno zaczynał wtedy krytykować skostnienie partii i rozprawiać o Gorbaczowie. Urażony zepchnięciem na boczny tor „Misza” Wolf cierpliwie czekał na potknięcie Honeckera. Gdy przyszła jesień 1989 roku, przystąpił do cichej ofensywy. Uznał, że Krenz to kandydatura przejściowa. Wymyślił dla siebie rolę, jaką w Polsce odegrali Jaruzelski, Kiszczak i Kwaśniewski.
Można tylko domyślać się, czy Wolf chciał wciągnąć opozycję w jakiś rodzaj rozmów okrągłego stołu, by potem grając teczkami jednych skompromitować, a z innych uczynić swoich sojuszników, a w końcu z błogosławieństwem Gorbaczowa odnowić NRD?
Wiedział przy tym, że opozycja na czele z Neues Forum jest stosunkowo słaba. Jej liderzy tacy jak Barbel Bohley, Wolfgang Templin, Rainer Eppelmann czy Markus Meckel to ludzie w społeczeństwie mało znani. Pozostawało więc wkręcić się między opozycję jako ofiara Honeckera, a potem spróbować zostać twarzą nowej rewolucji. I przez chwilę zdawało się to Wolfowi nieźle wychodzić. Widzimy go np. na mównicy, gdy 4 listopada Neues Forum organizuje masowy wiec na berlińskim Alexanderplatz.
Historyczne „natychmiast”
Ale sama partia też szuka na gwałt sposobu rozładowania społecznego napięcia. W końcu na szczytach SED zapada decyzja, aby szybko pozwolić na bezproblemowe wyjazdy do RFN. Cynicy z politbiura głoszą, że zalani powodzią uchodźców politycy z Bonn sami zaczną martwić się o przetrwanie NRD. Komuniści zakładają też, że najbardziej aktywni szybko wyjadą na Zachód, a z wciąż kruchą opozycją można wygrać w polityczne szachy.
Na gwałt przygotowywany zostaje dokument o umożliwieniu wyjazdu do RFN bez potrzeby uzyskiwania zgody władz NRD. Miał on zostać przedstawiony publicznie 9 listopada. Transmitowaną na żywo konferencję prasową poprowadził pozujący na liberała sekretarz KC do spraw informacji Guenther Schabowski. Jak każda nowinka, jego wystąpienie przyciągnęło przed telewizory miliony widzów.
Do dziś nie wiadomo, dlaczego do przedstawienia dokumentu wyznaczono właśnie Schabowskiego, który nie uczestniczył przy jego powstawaniu. Jak potem się okazało, przybył na konferencję po bardzo męczącym dniu pracy i tylko pobieżnie zapoznał się z nową ustawą przed wystąpieniem przed kamerami.
Tak nadeszła historyczna godzina 18.53. Schabowski zaskoczył dziennikarzy, informując o przyjęciu przez partię i rząd nowego prawa ustawy pozwalającego wszystkim obywatelom NRD na swobodny wyjazd do RFN i Berlina Zachodniego poprzez wszystkie punkty kontroli granicznej.
Reporterzy nie wierzyli swoim uszom i zaczęli upewniać się, czy dobrze zrozumieli słowa sekretarza. Do dziś trwają spory, który z zszokowanych dziennikarzy zadał ważkie pytanie: „Od kiedy ustawa wchodzi w życie?”. Jedni wskazują na dziennikarza włoskiej agencji ANSA, inni upierają się, ze był to Tom Brokaw z NBC.
Zaskoczony Schabowski włożył okulary i zaczął gorączkowo przebiegać wzrokiem dokument. Wymamrotane słynne zdanie: „to wchodzi w życie, wedle mojej wiedzy, natychmiast, niezwłocznie” przeszło do historii Niemiec.
W wybuchłej wrzawie i wobec gradu uściślających pytań Schabowski w ogóle stracił rezon. Część dziennikarzy z hałasem opuszczała salę konferencyjną, aby jak najszybciej nadać sensacyjną informację. Nieprzyzwyczajony do takiego bałaganu aparatczyk parokrotnie jeszcze powtórzył, że nic nie słyszy w kakofonii zadawanych naraz pytań i wreszcie z ulgą ogłosił zakończenie konferencji, dziękując niebiosom, że cała ta awantura się już skończyła.
Nie mógł wiedzieć, że w tym samym czasie miliony enerdowców już dzwoniły do siebie, dzieląc się sensacyjną wieścią, że granica z Zachodem jest otwarta. Wiadomość nagłaśniały w takim brzmieniu także media z RFN – więc obywatele NRD uznali, że wieść jest potwierdzonym przez wolne media faktem.
Najszybciej tłumy zaczęły gromadzić się w Berlinie, wpierw przy przejściu przy Bornholmerstrasse. Ludzie powiadamiali skonsternowanych strażników, że przedstawiciele najwyższych władz ogłosili natychmiastowe otwarcie granic. Pogranicznicy odpowiadają, że nie mają żadnych nowych instrukcji i proszą, żeby przyjść następnego dnia.
Ale tłum tylko gęstniał. Co więcej, pogranicznicy NRD wydają się kompletnie zaskoczeni nową sytuacją. Przez lata jedno ich warknięcie powodowało, że zwykli enerdowcy stawali na baczność. Teraz ludowi policjanci zmuszeni są wysłuchiwać coraz bardziej hardych żądań otwarcia granic. I na dodatek nie mogą nic zrobić, bo dowódcy błagają ich, by nie prowokować tłumu.
Tysiące ludzi szturmują kolejne przejście przy Bernauerstrasse. Atmosfera zaczęła z czasem się robić groźna, tłum napierał na barierki. Strażnicy obawiali się, że wybuchną zamieszki. Rozpaczliwe telefony do dowódców nie pomagały. Nikt nic nie wiedział. W końcu zaakceptowano wypuszczanie na Zachód na podstawie samego dowodu osobistego. Ale samo sprawdzanie dokumentów przy tak gigantycznym naporze tłumu zaczęło grozić stratowaniem strażników. W końcu o 22.30 komendant przejścia Harald Jaeger kazał po prostu otworzyć szeroko bramę i puścić tłum bez sprawdzania dowodów.
Te obrazki transmitowała na bieżąco telewizja RFN i, widząc je, kolejni enerdowcy zaczęli szturmować przejścia poza Berlinem. Rewolucja wywołana pogubieniem się w wypowiedzi Schabowskiego rozlewała się na całą granicę.
Co ciekawe, z czasem pojawiła się teoria spiskowa, głosząca, że Schabowski tylko udawał nieporadnego gamonia. Tak naprawdę Moskwie miało zależeć na fakcie dokonanym otwarcia granic, aby zmienić ekipę na bardziej strawną dla obywateli NRD.
Faktem jest, że banalny aparatczyk o polskim nazwisku wszedł do historii jako człowiek, który zakończył niemiecko-niemiecką zimną wojnę.
Trabiparade na Ku’dammie
Tej nocy w Berlin po obu stronach muru prawie nikt nie śpi. Tłumy mieszkańców stolicy NRD z zaciekawieniem rozglądają się po ulicach i witrynach Zachodu. Co bardziej nieufni obywatele NRD w obawie, że podobna okazja może się nie powtórzyć, z podręcznymi torbami emigrują na stałe na Zachód. Inni na odwrót – demonstracyjnie korzystają z przywileju wizyty za murem i leniwie przechodzą w płaszczach narzuconych na piżamę i w kapciach.
W sumie 50 tysięcy wschodnich berlińczyków zrobiło sobie spacer na Zachód. Po prestiżowym bulwarze Kurfürsterdamm sunie sznur trabantów. Rytuałem staje się przyjacielskie walenie w plastikowe enerdowskie autka. Bardziej staroświeccy patrioci ze łzami w oczach wciskają kwiaty za wycieraczki wozów z NRD.
W atmosferze szczęścia i radości w ramiona padają sobie ludzie, którzy nigdy wcześniej się nie widzieli. Starsi wiekiem berlińczycy oblewają szampanem pierwszą wizytę swoich bliskich zza muru bez lęku o to, na jakie pytania Stasi trzeba będzie odpowiadać po powrocie. Zachodnioberlińscy właściciele knajp ulegają patriotycznej euforii i stawiają przybyszom piwo. Wystarczy tylko pokazać enerdowski dowód. Dokument z młotem i cyrklem pozwala też jeździć metrem i autobusami po zachodniej części miasta bez biletu.
Traf chciał, że 9 listopada, kiedy zaczęła się enerdowska inwazja na Zachód, był czwartkiem. Przez kolejny piątek, sobotę i niedzielę z możliwości zobaczenia Zachodu „na dowód” skorzystało trzy miliony obywateli NRD. Wieść o cudownej zmianie dociera do najbardziej zaspanych wiosek na pograniczu.
Banki wypłacają przybyszom zza kordonu hojne kieszonkowe od wujka Helmuta. To „Begrüssungsgeld”, czyli suma 100 marek zachodnich na drobne prezenty czy piwo. Bawaria jak zwykle uparła się, aby być od wszystkich lepsza – wypłacała aż 140 DM. Tłumy „dederonów” stoją w kolejkach po atrakcyjne na Wschodzie rarytasy – banany, kawę czy kolorowe gumy do żucia.
Największy weekendowy jubel przeżył Berlin. Już w nocy z 9 na 10 listopada tłum obsiada mur od zachodniej strony przed Bramą Brandenburską. Większość zdjęć symbolizujących upadek muru pochodzi z tego „Mauer-party”. Kucie muru to raczej show na potrzeby fotoreporterów. Konstrukcja jest z tak dobrego betonu, że nawet kowalskie młoty niewiele jej szkodzą.
Otwarcie muru było całkowitym zaskoczeniem dla niemieckiego wywiadu. Być może dlatego 10 listopada przed południem jako pierwszy pokazał się pod Bramą Brandenburską nie kanclerz Helmut Kohl, ale były socjaldemokratyczny kanclerz Willy Brandt. Gdy w 1961 roku rozpoczęto stawianie muru, Brandt był burmistrzem Berlina zachodniego. Zaniepokojony, że socjaldemokraci „ukradną mu show”, Kohl skrócił swoją wizytę w Polsce i już 10 listopada wieczorem przemawiał wraz z Brandtem przed ratuszem dzielnicy Schönberg, wyrażając swoją radość z upadku muru.
W tym samym czasie na niezliczonych przejściach na granicy niemiecko-niemieckiej od Bałtyku po Turyngię zachodnioniemieccy strażacy i saperzy budują setki prowizorycznych mostków, aby umożliwić nagły przemarsz tysięcy ludzi przez mało uczęszczane do niedawna przejścia.
Gigantyczna ilość chętnych od odwiedzenia zachodniej części miasta zmusiła enerdowską policję do stworzenia nowych, prowizorycznych przejść granicznych w Berlinie. W nocy z 11 na 12 listopada w tym właśnie celu dźwigi rozpoczęły usuwanie fragmentów muru na Potsdamerplatz – niegdysiejszym salonie stolicy Niemiec zamienionym przez wojnę i podział miasta w pustynię. „Serce starego Berlina znów zaczęło bić” – mówił wzruszony burmistrz zachodniego Berlina Walter Momper. Na świecie obrazki z tej rozbiórki nieraz fałszywie interpretowano jako początek demontażu całego muru. Tak naprawdę miał on stać jeszcze ponad pół roku.
Data wielu znaczeń
Dziewiąty listopada uznawany jest za datę upadku muru w sensie symbolicznym, bo wtedy władze NRD zezwoliły wschodnim Niemcom swobodnie przechodzić przez punkty graniczne.
Systematyczną likwidację betonowego tasiemca zaczęto dopiero 1 lipca 1990 r., gdy wraz z unią walutową zniesiono niemiecko-niemieckie przejścia graniczne. Jak na ironię rozbiórka „antyfaszystowskiego wału ochronnego” była ostatnim zajęciem enerdowskiej straży granicznej. Po zjednoczeniu Niemiec zadanie to przejęli saperzy z Bundeswehry, którzy uwinęli się z usuwaniem jego resztek do 30 listopada 1990 r.
Z murem żegnano się tak szybko, że ledwo w ostatniej chwili uratowano dla potomności fragment konstrukcji i strefy śmierci przy Bernauerstrasse – urządzone tam później miejsce pamięci daje jakieś pojecie o grozie tego tworu komunizmu.
Przebieg muru w wielu miejscach centrum oznaczono specjalną metalową linią na chodnikach. Dziś potrzeba sporej wyobraźni, by wyobrazić sobie, jak upiorny był podział na pół metropolii nad Szprewą.
Listopad gorętszy niż lato
Symbol muru wwiercił się na tyle głęboko w psychikę Niemców, że sam moment otwarcia granic z 9 listopada kojarzy się Niemcom z wybuchem wolności. Ale jeśli spojrzeć na to chłodno, były to wydarzenia dość przypadkowe, choć ze skutkami trudnymi potem do cofnięcia. Wspominałem, że o wiele bardziej brzemienny w skutki był dzień 9 października – lipska kapitulacja ludowej policji przed bezbronnymi demonstrantami. Dla wydarzeń po 9 listopada i dla dalszych losów NRD decydująca była przedłożona Bundestagowi 28 listopada 1989 r. deklaracja kanclerza Helmuta Kohla „Dziesięć punktów programowych dotyczących przezwyciężenia podziału Niemiec i Europy”, który nie był wcześniej uzgodniony z koalicjantem ani z zachodnimi partnerami.
Już 18 maja 1990 r. został podpisany z NRD układ państwowy o unii monetarnej, gospodarczej i społecznej. Bez rosnącego w kolejnych miesiącach przejmowania przez RFN odpowiedzialności za dalsze losy Niemiec wschodnich, NRD mogłaby przetrwać w jakiejś postokrągłostołowej formie. Markus Wolf mógłby zostać enerdowskim Kwaśniewskim, a spór o lustrację skłóciłby i tak słabą opozycję. Na uczelniach królowałyby marksistowskie repy, a Karl-Eduard von Schnitzler – naczelny propagandzista Honeckera – mógłby wzorem Urbana sprzedawać w setkach tysięcy wschodnioniemiecki odpowiednik tygodnika „Nie”. „Ostalgia” w masach pojawiłaby się już sama.
Wejście do gry dyplomacji RFN odsunęło taki scenariusz w niebyt. Ale pozostał pewien kac. Dawni opozycjoniści w małym stopniu porobili kariery w nowej RFN. Pozostał uraz po „ukradzionej” przez Kohla rewolucji. Także z powodu sporów o to, co nastąpiło potem, noc 9 listopada – czyli chwila braterstwa, gdy nieznani ludzie padali sobie w ramiona – tak dobrze nadaje się do roli wolnościowego symbolu.
Cudzoziemcy często więc pytają Niemców, dlaczego to nie 9 listopada stał się świętem zjednoczenia kraju? Taki pomysł istotnie pojawił się rychło po dniu, w którym „Niemcy stali się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie” – jak pisały wówczas gazety. Ale na tę datę cieniem kładą się dwie inne rocznice. Tego dnia w 1923 roku Adolf Hitler podjął próbę puczu w Monachium i w ten sam dzień w 1938 roku doszło do tzw. nocy kryształowej. W setkach niemieckich miast rozbijano żydowskie sklepy i podpalano synagogi.
Swoje zjednoczenie Niemcy świętują więc 3 października, kiedy to w 1990 r. dawną NRD włączono do Republiki Federalnej. Ale w okrągłą dwudziestą rocznicę upadku muru data 9 listopada dostała dyspensę od traumy pamięci o Holokauście. Z tym że w tę noc przed Bramą Brandenburską najlepsi symfonicy niemieccy odegrają obok „Lohengrina” Ryszarda Wagnera elegię „Ocalony z Warszawy” Arnolda Schoenberga – hołd dla ofiar warszawskiego getta.
Szacunek dla cieni ofiar zagłady nie wyklucza radości z upadku kordonu, będącego zmorą Niemców po obu stronach granicy i symbolem podziału kraju. Mur pochłonął w ciągu ponad 28 lat istnienia co najmniej 136 ofiar śmiertelnych – nie licząc trudnej do jednoznacznego ustalenia liczby kalectw i ciężkich ran postrzałowych. Według danych Ośrodka Badań Historycznych w Poczdamie wśród zastrzelonych ma murze było 117 mężczyzn w większości w wieku między 16 a 30 lat, osiem kobiet i dziewięcioro dzieci. Dalsze 252 osoby zmarły w trakcie odpraw na berlińskich przejściach granicznych, w większości z powodu ataków serca. Ta liczba najwięcej mówi o atmosferze grozy, jaka panowała na punktach kontroli enerdowskiej policji.
Pierwsze niemieckie państwo robotników i chłopów przeżyło upadek muru dokładnie o jedenaście miesięcy i 24 dni. Ostrzeżenia partyjnych twardogłowych, że bez muru NRD zniknie bez śladu, akurat w tej sprawie okazały się niezwykle trafne.
Także niemiecki komunizm nie był w stanie egzystować bez przymusu i terroru. Bez determinacji i odwagi samych Niemców mógłby stać znacznie dłużej. I dlatego w poniedziałek wieczorem nad Szprewą znów strzelać będą korki od szampana. A może jeszcze jakaś chrześcijańska dusza zapali świeczkę pod obeliskiem w miejscu, gdzie Chris Gueffroy dostał w pierś enerdowską kulę.
Korzystałem z książek: W. Schuller, „Die deutsche Revolution 1989”; E. Neubert, „Unsere Revolution”; N. Heber i J. Lehmasnn, Keine Gewalt: F. Taylor, Die Mauer; 1989: Vom gebet zur Demo (zbior.); Vier Tage in November (zbior.)
Podział Berlina.
Budowa odcinka muru 20 listopada 1961.
Widok na mur i strefę śmierci od strony Berlina Zachodniego.
Checkpoint Charlie 7 czerwca 2003.
East Side Gallery - fragment.
Demontaż muru, 21 grudnia 1989.
Pozostałości muru.
Przebieg muru na zdjęciu satelitarnym Berlina.
Mur berliński (niem. Berliner Mauer) – istniejący w okresie od sierpnia 1961 do listopada 1989 system umocnień długości 155 km (betonowy mur, okopy, zapory drutowe, miny) oddzielający Berlin Wschodni, stolicę Niemieckiej Republiki Demokratycznej i miejscowości zachodniej Brandenburgii od Berlina Zachodniego.
Historia
Budowa
13 sierpnia 1961 władze NRD zamknęły przejścia do Berlina Zachodniego. Najpierw wykonano zapory drutowe, a następnie wzniesiono początkowo półmetrowy mur z cegieł, wkrótce zaś znacznie wyższy mur z betonowych segmentów. Wstrzymano komunikację między obydwoma sektorami miasta, 50 tys. mieszkańców NRD zatrudnionych w Berlinie Zachodnim musiało pozostać w bloku.
Od wielu miesięcy Walter Ulbricht, I sekretarz SED, zabiegał u Nikity Chruszczowa, I sekretarza KPZR, o zgodę na "zastosowanie radykalnych środków" zapobiegających ucieczce najlepszych specjalistów NRD na Zachód. Polecił też Erichowi Honeckerowi przygotowanie tajnego planu pod kryptonimem Chiński Mur, mającego na celu odgrodzenie Berlina Zachodniego od terytorium NRD. Mimo tych działań pogłoski, które rozchodziły się po obu stronach granicy, 15 czerwca 1961 Ulbricht zdementował:
|
|
|
Robotnicy budowlani naszej stolicy zajmują się głównie budownictwem mieszkań i ich siła robocza zostaje w pełni wykorzystana w tym właśnie celu. Nikt nie ma zamiaru budować muru! |
Zabiegi Ulbrichta w Moskwie wreszcie zakończyły się sukcesem 5 sierpnia, kiedy na spotkaniu liderów partii komunistycznych uzyskał zgodę na uszczelnienie granicy między obu częściami Berlina. Dwa dni później Chruszczow zapowiedział przez radio, że "wygodna droga ucieczki" przez Berlin Zachodni musi zostać całkowicie zlikwidowana.
Znacznie już wcześniej przewidywano, iż strumień uciekinierów ze Wschodu zostanie wkrótce zahamowany. Przygotowania do operacji "Chiński Mur" nie mogły pozostać niezauważone, toteż w ostatnich tygodniach przed zamknięciem granicy liczba uchodźców gwałtownie wzrosła. Po wystąpieniu radiowym Chruszczowa wśród osób rozważających ewentualny wyjazd na Zachód pojawił się syndrom "gorączki przymykanych drzwi". W kulminacyjnym okresie ponad 1000 osób dziennie uciekało na Zachód. 12 sierpnia ich liczba przekroczyła cztery tysiące.
W sobotę 12 sierpnia około czwartej po południu Ulbricht podpisał i przesłał Honeckerowi rozkaz realizacji "Operacji Róża". Ogłoszono, że do przekroczenia granicy zachodnich sektorów miasta niezbędne będzie posiadanie specjalnych upoważnień. Powołano rezerwy policji oraz tzw. milicji robotniczej, jednostek stworzonych po zamieszkach w roku 1953. Przygotowano zgromadzone w magazynach koszar dziesiątki kilometrów kolczastego drutu i setki posterunków strażniczych. O północy 25 tysięcy uzbrojonych żołnierzy, policjantów i funkcjonariuszy robotniczej milicji otoczyło gęstym szpalerem zachodnie sektory Berlina. W niedzielę 13 sierpnia o godzinie 111 nad ranem oficjalna enerdowska agencja prasowa podała komunikat, że państwa Układu Warszawskiego zwróciły się do NRD z prośbą o ustanowienie "skutecznego nadzoru" nad granicą w Berlinie i wokół niego. W ciągu godziny zamknięto 67 spośród 81 istniejących punktów przekraczania granicy Berlina Zachodniego, a wkrótce zlikwidowano jeszcze dalszych siedem. Wszelki ruch między obu częściami miasta został zatrzymany, również szybkie koleje miejskie przestały kursować między obiema częściami miasta. Zaczęto stawiać zasieki, które wkrótce zastąpiły betonowe segmenty kilkumetrowej wysokości. Przez pierwsze kilka dni przez nie dość jeszcze szczelne umocnienia zdołało się przedostać wiele osób, niektóre z nich wykorzystywały niezamurowane jeszcze przez władze NRD okna granicznych budynków, których fasady z widokiem na Berlin Zachodni stanowiły linię graniczną. Budynki te jednak wkrótce całkowicie zamurowano, a nieco później całkowicie zburzono.
Mur
Przez następne blisko trzydzieści lat komunikacja między obiema częściami miasta odbywała się poprzez kilka silnie strzeżonych przejść (najsławniejsze z nich to "Checkpoint Charlie", przy Friedrichstraße, łączące Berlin Wschodni z byłym sektorem amerykańskim Berlina Zachodniego, na którym w październiku 1961 doszło do konfrontacji czołgów sowieckich z amerykańskimi). Jedynie dwie zachodnioberlińskie linie metra, C i D, oraz jedna linia S-Bahn przebiegały bez przystanków pod centrum Berlina. Począwszy od 23 sierpnia prawo przekraczania granicy Berlina Zachodniego mieli tylko ci spośród obywateli NRD, którzy posiadali tam prawo stałego pobytu. Prawo takie uzyskiwali tylko bardzo nieliczni Niemcy z NRD - praktycznie prawie wyłącznie emeryci w ramach "łączenia rodzin". Budowa muru naruszała porozumienie powojenne w sprawie okupacji Niemiec. Jednakże ani protesty mocarstw zachodnich, ani burzliwe demonstracje po obu stronach muru nie dały rezultatu. Nazywany przez komunistyczną propagandę "murem ochronnym przed faszyzmem", mur berliński w rzeczywistości od samego początku był stworzony wyłącznie w celu powstrzymania ucieczek na Zachód. Od 23 czerwca 1963 zaczęto tworzenie wzdłuż muru pasa "spalonej ziemi" zaminowanej i strzeżonej przez mechaniczne "potykacze" i czujniki, systemy automatycznego ostrzału i inne instalacje mające na celu uniemożliwienie niedozwolonego przekroczenia granicy. Przez wszystkie lata jego istnienia był on systematycznie przez władze NRD poprawiany i rozbudowywany. Rozbudowa ta realizowana była w czterech etapach:
- Zasieki z drutu kolczastego (1961)
- Zasieki "ulepszone" (1962-1965)
- Mur betonowy (1965-1975)
- "Grenzmauer 75" ("Mur graniczny 75") (od 1975)
Mur czwartej generacji, z sekcji oficjalnie nazywanych "Stützwandelement UL 12.11" ("element muru oporowego") był wersją ostateczną i najbardziej wyrafinowaną. Składał się z 45 tys. pojedynczych, samodzielnie stojących elementów z betonu zbrojonego wysokości 3,6 m i 1,5 m szerokości. Kosztowały one ponad 16 milionów marek NRD.[1]
Systemy samoczynnie strzelające do wszystkiego co się rusza w zakazanej strefie wzdłuż muru zostały zdemontowane dopiero w 1984 w zamian za dwie duże pożyczki udzielone władzom NRD przez rząd RFN.
Od strony NRD dostęp do muru był niemożliwy, dodatkowe ogrodzenie pasa granicznego stało od 30 do nawet 100 m od samego muru. Po stronie Berlina Zachodniego natomiast berliński mur stał się czterdziestokilometrowym polem do ćwiczeń dla miłośników graffiti, w niektórych miejscach ustawiono również wieżyczki obserwacyjne dla turystów. Jedną z nich odwiedził np. Richard Nixon w 1969.
Ofiary Muru
W licznych próbach przekraczania muru bez zezwolenia władz NRD zginęło 128 osób[2]. Pierwszą ofiarą była Ida Siekmann[2], który zginęła 22 sierpnia 1961 skacząc z 3 piętra. Pierwszy raz otwarto ogień do uciekinierów 24 sierpnia, a 4 października w wyniku ostrzału na tej samej Bernauer Straße zginął Bernd Lünser.
Pierwszym zabitym już po postawieniu muru był Peter Fechter, który zmarł 17 sierpnia 1962 po wielogodzinnych cierpieniach u stóp muru w wyniku ciężkich ran postrzałowych[3].
Ostatnim zastrzelonym był Chris Gueffroy, który zginął 5 lutego 1989 przed północą[4] , dwa tygodnie przed cofnięciem przez NRD rozkazu otwierania ognia do uciekinierów. Ostatnia ofiara muru, Winfried Freudenberg[5] , zginął miesiąc później (8 marca 1989) w wyniku katastrofy balonu własnej roboty, którym przeleciał ponad murem. Spadł wraz z nim w dzielnicy Zehlendorf, już po zachodnioberlińskiej stronie.
Ponadto przy Murze zginęło 6 żołnierzy służby granicznej NRD (głównie omyłkowo postrzelonych przez własnych towarzyszy, lecz również z rąk uciekinierów)[2]. Całkowita zweryfikowana liczba ofiar Muru wynosi zatem łącznie 136 osób.
Demontaż
Zaznaczenie przebiegu muru
Fragment muru w Brukseli (siedziba Parlamentu Europejskiego)
Dopiero od 9 listopada 1989 rozpoczęto demontaż muru berlińskiego. Kawałki betonu, będące pozostałością po jego zburzeniu przez wiele następnych lat stały się obiektami pamiątkarskimi, a tereny w centrum miasta pozostałe po rozbiórce szerokiego na kilkadziesiąt metrów systemu umocnień z nim związanych stały się poszukiwanymi parcelami budowlanymi.
Historyczny przebieg muru został uwidoczniony na terenie miasta podwójną linią cegieł wmurowaną w podłoże. Co kilka metrów wmontowano pamiątkowe plakietki.
W kilku miejscach Berlina pozostawiono dla potomnych fragmenty muru. Znajdują się one m.in. na:
- Kochstraße około półkilometrowy fragment muru w pierwotnej lokalizacji
- Potsdamer Platz - kilka elementów postawionych w pewnej odległości od faktycznej ich lokalizacji
Nadal widoczne pozostałości Muru znajdują się w ponad trzydziestu miejscach[6]. Wzdłuż trasy byłego muru wytyczono pieszy szlak dla turystów.
Większe i mniejsze fragmenty muru przekazano również do wielu miejsc na całym świecie, gdzie pełnią rolę pomników. Znajdują się one między innymi w:
Mur ŻYDOWSKI
Mur bezpieczeństwa w lipcu 2006
Mur bezpieczeństwa, bariera bezpieczeństwa (hebr. גדר ההפרדה lub חומת ההפרדה – "płot rozdzielający", "mur separacji") – system fortyfikacji, bariera terenowa zbudowana z inicjatywy Izraela celem ochrony izraelskich obywateli przed ewentualnymi atakami terrorystycznymi ze strony mieszkańców Zachodniego Brzegu Jordanu.
Historia
Izraelski rząd zatwierdził plan budowy pierwszego odcinka muru 14 czerwca 2002. Budowa rozpoczęła się dwa dni później, a zakończono ją 31 lipca 2003[1]. Kolejne fragmenty bariery są sukcesywnie budowane. Do lipca 2007 gotowe były odcinki o łącznej długości 450 km, co stanowi nieco ponad połowę planowanej ogólnej infrastruktury (cały mur ma liczyć 790 km długości[2]). Jak poinformował minister obrony Izraela, budowa może nie zostać ukończona do roku 2010[2].
Przebieg trasy muru
Bariera podzielona jest na trzy części: sekcję północną, Jerozolimę oraz sekcję południową. Mur zbudowano wzdłuż linii demarkacyjnej z 1949 roku, zwanej też „zieloną linią”, jednak w wielu miejscach mur oddala się od niej, separując od terytorium Autonomii Palestyńskiej osiedla żydowskie[3], m.in. Wschodnią Jerozolimę, Ariel, Gush Etzion, Immanuel, Qarne Shomron, Oranit. Mur bezpieczeństwa ma 66 bram (dane z lipca 2008[4]), jednak Palestyńczycy mogą korzystać jedynie z 39 z nich. Niektóre z bram (m.in. w Dżeninie i Tulkarmie) otwierane są tylko sezonowo, np. w okresie żniw.
Część północna
Północny fragment muru ciągnie się na długości 123 km[1]. Przebiega przez punkt kontrolny Salem, dalej na zachód znacznie odbiega od zielonej linii, przyłączając na stronę izraelską tereny aż do wsi Hinnanit i Shaqed. W okolicach miasta Tulkarm bariera zbudowana jest wzdłuż zielonej linii. Dalej na południe znajdują się kolejne palestyńskie enklawy za murem, m.in. moszaw Sal'it. Miasto Kalkilija pozostawiono po stronie palestyńskiej, oddzielono zaś m.in. leżące dalej na południe miejscowości: Elkana, Modi'in Illit, Har Adar, Giv'at Ze'ev i Pisgat Ze'ev[5].
Jerozolima
W dystrykcie Jerozolimy mur bezpieczeństwa zbudowano wokół wsi Beit Iksa (na północ od Jerozolimy). Po stronie izraelskiej znajduje się także miejscowość Shu'afat. Planowana jest budowa muru wokół Ma'ale Adummim, Mishor Adummim i Al-Ka'abina. Częściowo ogrodzona jest Wschodnia Jerozolima ze Starym Miastem.
Część południowa
Mur obronny Izraela w Meitar w południowym Hebronie
Murem otoczone jest od północy i zachodu miasto Betlejem (pozostaje tym samym przy Autonomii Palestyńskiej). Trasa budowy kolejnego fragmentu muru przebiega coraz dalej od zielonej linii, aż do kibucu Migdal Oz. Następna, wybudowana już część muru, omija Hebron, pokrywając się niemal zupełnie z linią demarkacyjną z 1949. Planowane jest jednak wydzielenie miejscowości Eshkolot na południu. Sansana i Mezadot Yehuda już znajdują się za murem po stronie izraelskiej.
Kontrowersje
Budowa muru przez Izrael wzbudziła liczne głosy sprzeciwu ze strony Palestyńczyków i światowej opinii publicznej. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze nazwał konstrukcję "murem apartheidu" i w 2004 roku określił ją jako sprzeczną z prawem międzynarodowym[6]. Badanie ankietowe, którego wyniki opublikował The Jerusalem Post, wykazało, iż 72% Palestyńczyków doświadczyło szykan słownych i upokorzeń ze strony izraelskich żołnierzy strzegących bram w murze bezpieczeństwa, zaś 24% zgłosiło naruszenie lub odmowę pozwolenia transportu produktów rolnych[2]. Strona izraelska tłumaczy, że mur jest niezbędnym środkiem ochrony ludności cywilnej przed atakami palestyńskich terrorystów, posiłkując się argumentem o spadku tego typu incydentów po 2002 roku.
Mur AMERYKAŃSKI
, który miał chronić
pmaj 31-10-2009,
Amerykańska operacja "Gatekeeper", która miała uszczelnić granicę USA z Meksykiem spowodowała ponad 5000 ofiar wśród meksykańskich, nielegalnych imigrantów - przypominają obrońcy ich praw.
źródło: AFP
+zobacz więcej
W wigilię Wszystkich Świętych obrońcy praw emigrantów umieścili ponad 5000 białych krzyży na przebiegającym przez miasto Tijuana odcinku muru budowanego wzdłuż granicy przez władze USA.
Jak oświadczyła koordynatorka Koalicji w Obronie Migrantów, Esmeralda Siu, każdy krzyż upamiętnia jedną śmiertelną ofiarę rozpoczętej przed około dziesięciu laty amerykańskiej operacji.
Zmusiła ona Meksykanów pragnących zamieszkać w Stanach do wybierania najbardziej niebezpiecznych dróg, prowadzących m.in. przez pustynie Arizony.
Poprzednia administracja USA uzyskała w Senacie zatwierdzenie planu budowy wyposażonego w elektroniczne urządzenia ostrzegawcze muru długości 595 kilometrów na granicy z Meksykiem, której łączna długość wynosi 3.200 km. Będący w budowie mur, częściowo złożony z elementów metalowych, zostanie uzupełniony 800 kilometrami barier uniemożliwiających przejazd samochodem przez granicę.
Według oficjalnych statystyk amerykańskich, co roku przybywa nielegalnie do USA 260.000 Meksykanów. Ludność pochodzenia meksykańskiego w USA liczyła w 2007 roku 11,8 milionów osób. Przeciętne zarobki w USA są ponaddziesięciokrotnie wyższe aniżeli w Meksyku.
ÓSMY CUD ŚWIATA
ZA - $35 MILIARDÓW
http://www.google.com/search?hl=pl&source=hp&q=MAN+MADE+RIVER&lr=&aq=f&oq=
The Great Man-Made River (GMR, النهر الصناعي العظيم) is a network of pipes that supplies water from the Sahara Desert in Libya, from the Nubian Sandstone Aquifer System fossil aquifer. Some sources[who?] cite it as the largest engineering project ever undertaken.
The Guinness World Records 2008 book has acknowledged this as the world's largest irrigation project.
According to its website, it is the largest underground network of pipes and aqueducts in the world. It consists of more than 1300 wells, most more than 500 m deep, and supplies 6,500,000 m³ of freshwater per day to the cities of Tripoli, Benghazi, Sirt and elsewhere. Muammar al-Gaddafi has described it as the "Eighth Wonder of the World."[1]
History
In 1953, efforts to find oil in southern Libya led to the discovery of huge quantities of fresh water underground. The GMRP was conceived in the late 1960s and work on the project began in 1984. The project's construction was divided into five logically separate phases. The first phase required 85 million m³ of excavation and was inaugurated on August 28, 1991. The second phase (dubbed First water to Tripoli) was inaugurated on September 1, 1996.
The project is owned by the Great Man-Made River Project Authority and funded by the Libyan government. Brown & Root and Price Brothers were responsible for the original design, and the primary contractor for the first phases was Dong Ah Consortium (a South Korean construction company) and present main contractor is Al Nahr Company Ltd. This company was registered in England and Wales as a foreign company FC017848 until July 31, 2003.
The imported goods from several worldwide Countries (such as Italy, Spain, Germany, Japan etc.) destined to the construction of the GMRP arrived by sea via the entry port of Marsa el Brega (Sirte Gulf).
The total cost of the project is projected at more than US$25 billion. Libya claims to have completed the work to date without the financial support of major countries or loans from world banks. Since 1990 UNESCO has provided training to engineers and technicians involved with the project. 172 people died in the construction[citation needed].
The fossil aquifer from which this water is being supplied is the Nubian Sandstone Aquifer System. It accumulated during the last ice age and is not currently being replenished. If 2007 rates of retrieval are not increased,the water could last a thousand years.[2][3] According to a Nubian Aquifer Project publication, "one expert says that, at current rates of consumption, reserves could be diminished in as short a time period as 100 to 500 years".
A large, recently-settled lawsuit between the Libyan government and Brasoil, a subsidiary of the Brazilian national oil company, arose from the project. Brasoil was contracted to drill many of the wells in the early stages of the project. Many (hundreds) of the wells in the project collapsed or failed prematurely for unexplained reasons.[citation needed]
[edit] Timeline
Building of the Great Manmade River
- 3 October 1983: The General People's Congress held an extraordinary session to draft the resolutions of the basic people's Congresses, which decided to fund and execute the Great Man-Made River Project.
- 28 August 1986: Muammar al-Qaddafi inaugurated the Brega plant for the production of the Pre-stressed Concrete Cylinder pipes, which are considered the largest pipes made with pre-stressed steel wire (the majority of steel wire was made in Italy by the Redaelli Tecna S.p.A. company with its head office in Cologno Monzese - Milan and its factory in Caivano-Naples). Sarir plant was also inaugurated on this date.
- 26 August 1989: Muammar al-Qaddafi lays the foundation stone for phase II of the Great Man-Made River Project.
INFONURT2 : NO I LUDZKOŚĆ "ZAMUROWAŁO"- NIKT NIC NIE WIE O NAJWIĘKSZEJ BUDOWIE LUDZKOŚCI W LIBII "RZEKA ZBUDOWANA PRZEZ CZŁOWIEKA"- ÓSMY CUD ŚWIATA ! A ja tam byłem (Sebha 1981 i Bir Et Tarfaz - 1982) i ta wode piłem - nie wiedząc jeszcze że jest to taka inwestycja!!Wyjechałem z Libii Grudzień 1982 i przyjechałem do Kanady ( krainy mlekiem i prądem płynącej) styczeń 1983 - popełniając największy błąd życiowy... Wydawca