Infonurt2
Bohdan Szewczyk Wydawca, 14 Arletta str. Georgetown,On. L7G 3J3, tel. 905-873-0961
Twoja wyszukiwarka
Niedziela, 09.05.2010, 01:45pm (GMT)
  Strona glowna
  FAQ
  RSS
  Linki
  Mapa strony
  Kontakt
 
MATKA ; Maja Włoszczowska została mistrzynią świata ; Pogrobowcy i ofiary Solidarnosci z KOR ; ZOFIA KORBOŃSKA ; Zapraszam do Kielc na I Kongres Gospodarki Polsko-Polonijnej
::| Poszukiwane zapytanie:       [Szukanie zaawansowane]
 
Wszystkie artykuly  
  Forum dyskusyjne
  Sensacje
  OD WYDAWCY
  TEMATY WAŻNE
  Polityka
  Historia
 » DARIUSZ RATAJCZAK
  Książki które polecamy
  OBRONA SKARBU PANSTWA POLSKIEGO
  Tematy ciekawe
  Filmy
  SPORT
  TŁUMACZ
  Zaprzyjaźnione serwisy
  REKLAMA KLASYFIKOWANA
Daj reklame Najlepsze miejsce DLA CIEBIE

  ::| DARIUSZ RATAJCZAK
  Wiecej ++
 
 
Historia
 
Żydzi to nie wybrany naród a wymyśłony
Sobota, 11.28.2009, 04:10pm (GMT)

 

PRZYJĘCIE ZYDÓW W POLSCE

GEN NIL - MIGAWKI Z FILMU http://www.youtube.com/watch?v=oga8Em1hgcQ

............................................................................................................................

Wymyślony Naród

Piotr Zychowicz 28-11-2009,

Od wielu lat żadna książka tak silnie nie wstrząsnęła światem żydowskim jak „Wymyślenie żydowskiego narodu” Szlomo Sanda, profesora historii z prestiżowego Uniwersytetu Telawiwskiego. Z profesorem Szlomo Sandem rozmawia Piotr Zychowicz

+zobacz więcej

Od wielu lat żadna książka tak silnie nie wstrząsnęła światem żydowskim jak „Wymyślenie żydowskiego narodu” Szlomo Sanda, profesora historii z prestiżowego Uniwersytetu Telawiwskiego. Izraelski naukowiec o polskich korzeniach przez jednych został określony jako wariat i antysemita, który kala własne gniazdo. Inni uważają go za wizjonera, który nie bał się wystąpić przeciwko największemu żydowskiemu tabu i złamać zmowę milczenia.

Jak wskazuje tytuł książki, profesor Sand uważa, że... naród żydowski został wymyślony. W Izraelu jego naukowa rozprawa spotkała się z wielkim zainteresowaniem czytelników i – rzecz niemal bez precedensu dla prac naukowych – trafiła na listę bestsellerów, na której znajdowała się nieprzerwanie przez 19 tygodni. Podobny sukces odniosła we Francji, gdzie zdobyła prestiżową nagrodę Prix Aujourd’hui.

W październiku książka wyszła po angielsku i trafiła do Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, wywołując kolejną falę polemik i prasowych sporów. Krytyczną recenzję książki opublikował niedawno „Financial Times”. Gazeta uznała ją za prowokację. Federacja Syjonistyczna Wielkiej Brytanii i Irlandii zaś ostrzegła, że lansowanie podobnych tez „może się przyczynić do wzrostu incydentów na tle antysemickim”. Autor książki – według organizacji – szuka zaś taniej sensacji.

Rz: Kto wymyślił naród żydowski?

Żydowscy historycy żyjący w Niemczech w drugiej połowie XIX wieku. To był okres kształtowania się nowoczesnych nacjonalizmów w Europie. Mieszkańcy Starego Kontynentu zaczęli wtedy myśleć kategoriami wspólnot etnicznych. Rodziły się narody: niemiecki, polski, francuski. Żydowscy historycy w Niemczech byli ludźmi swoich czasów i działali pod wpływem dominujących w nich prądów. Wzorowali się na nacjonalistach państw europejskich, głównie Niemcach, i w taki sposób powstał syjonizm, a wraz z nim naród żydowski.

Jak to „powstał”?

Powstał, bo wcześniej nie istniał.

Przecież Żydzi mieszkali w Europie od dwóch tysięcy lat. Odkąd zostali wygnani przez Rzymian z Palestyny.

Nic takiego się nie stało. To mit. Rzymianie wcale nie wypędzili Żydów z Palestyny, a Żydzi wcale nie przybyli do Europy. System kar, jaki Rzymianie stosowali wobec ujarzmionych nacji, nie przewidywał masowych wysiedleń. Wyrzucenie całego narodu z jego ziemi to bardzo skomplikowana operacja, której wykonanie stało się możliwe dopiero w XX wieku wraz z rozwojem niezbędnej infrastruktury, np. linii kolejowych. Nawet Trzecia Rzesza miała spore problemy z takimi operacjami, a co dopiero Imperium Rzymskie. Rzymianie byli oczywiście brutalni. Mogli zabić wielu ludzi, spalić miasto, ale nie wypędzali całych narodów.

Ale przecież to fakt powszechnie znany...

Oczywiście, że powszechnie znany. O wypędzeniu napisano w deklaracji niepodległości Izraela z 1948 roku, a nawet na naszych banknotach. Do tego bowiem sprowadza się mit założycielski Państwa Izrael: wyrzucili nas z naszej ziemi dwa tysiące lat temu, ale teraz wróciliśmy, aby ją odebrać. Nawet ja – zawodowy historyk od kilkudziesięciu lat – bezkrytycznie w to wierzyłem. Dopóki dziesięć lat temu nie postanowiłem zbadać tego problemu...

Co się okazało?

Zacząłem od literatury przedmiotu. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że nie ma ani jednej książki naukowej na temat wypędzenia Żydów z Palestyny. Wyobraża pan to sobie? Jedno z najważniejszych wydarzeń w historii narodu, a nikt nie napisał na ten temat opracowania historycznego!

To jeszcze nie dowód, że to nieprawda.

Bądźmy poważni. Mamy do czynienia z wielką mistyfikacją. Mit o wypędzeniu Żydów to wytwór chrześcijańskiej propagandy z IV wieku. Miała to być kara za zabicie Syna Bożego. Właśnie do tego mitu nawiązali syjoniści w XIX wieku. Aby zbudować naród, trzeba było spreparować jego pamięć. Francuscy nacjonaliści odwoływali się do starożytnych Galów, włoscy do Juliusza Cezara, a niemieccy do Teutonów. Żydzi wzięli z nich przykład. Ogłosili, że Rzymianie wypędzili ich przodków z Palestyny, ci rozeszli się po całej ziemi, ale teraz muszą znowu połączyć się w jeden naród.

Ale przecież to jest fakt – w Europie, Afryce i w Azji istniały lub nadal istnieją skupiska Żydów.

Tak, ale wszyscy ci ludzie nie są wcale potomkami wypędzonych Żydów z Palestyny. Mało tego, w sensie etnicznym wcale nie są Żydami. To przedstawiciele rozmaitych innych ludów i narodów, których przodkowie przed wiekami nawrócili się na religię judaistyczną. Żydzi znaleźli się na całym świecie nie dzięki jakiejś mitycznej wędrówce ludów, tylko dzięki masowemu nawracaniu! Bycie Żydem w Europie czy Afryce nie miało nic wspólnego z narodowością. Żydami byli po prostu wyznawcy judaizmu.

Judaizm jest jednak ściśle powiązany z tożsamością etniczną.

Teraz tak. Ale wystarczy przestudiować starożytne źródła arabskie, wczesnochrześcijańskie, pogańskie czy żydowskie (z Talmudem na czele), aby się przekonać, że religia judaistyczna długo była religią nawracającą. Od II wieku przed narodzeniem Chrystusa aż do IV wieku naszej ery judaizm był najważniejszą monoteistyczną religią na świecie, której celem było pozyskanie jak najwięcej nowych wyznawców. Przekonanie pogan, że powinni wierzyć w jednego Boga, co robiono zresztą bardzo skutecznie. I stąd na świecie wzięło się tylu Żydów.

Ale przecież większość Żydów w Polsce wyglądała zupełnie inaczej niż Polacy. Nie mogli to być nawróceni na judaizm Słowianie.

Na judaizm nie nawracali się tylko poszczególni ludzie, ale – tak samo jak w przypadku chrześcijaństwa – całe królestwa. Na przykład w Jemenie czy Afryce Północnej. Podobnie stało się z leżącym pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym królestwem Chazarów. W XII wieku ten nawrócony na judaizm turecki lud zaczął być jednak spychany przez Tatarów i Mongołów Dżyngis-chana na zachód. Zatrzymali się we wschodniej Polsce. Odpowiedź na pańskie pytanie jest więc prosta:

75 procent polskich Żydów wygląda inaczej niż Polacy, gdyż jest pochodzenia chazarskiego.

W Polsce panuje przekonanie, że Żydzi przyszli do nas z Zachodu, a nie ze Wschodu.

Ta teoria pojawiła się dopiero w latach 60. XX wieku. Wcześniej wszyscy wielcy historycy – począwszy od Ernesta Renana, aż po Marca Blocha – uważali, że Żydzi przybyli do Polski z Chazarii. Zdanie to podzielali zresztą badacze syjonistyczni, choćby jeden z najważniejszych żydowskich historyków międzywojnia Icchak Shipper z Warszawy. Oni mylili się tylko w jednym. Twierdzili, że Żydzi najpierw przyjechali do Chazarii z Palestyny, a dopiero potem do Polski.

W Polsce panuje przekonanie, że Żydzi osiedlali się u nas, uciekając przed prześladowaniami na Zachodzie. Polska miała być ostoją religijnej tolerancji.

Miło o tym mówić, a jeszcze milej słuchać. Obawiam się jednak, że muszę sprowadzić Polaków na ziemię. Z demograficznego punktu widzenia nie da się wytłumaczyć istnienia tak wielkiej populacji Żydów w Polsce jako rezultatu emigracji z Niemiec czy z Hiszpanii. Tamtejsze społeczności były na to zbyt małe. Swoją drogą, czy pan wie, jak niemieccy Żydzi nie znosili polskich Żydów? Nazywali ich pogardliwie Ost-Juden. Uważali ich za półdzikich, brudnych Azjatów, z którymi nie chcieli mieć nic wspólnego. Takim terminem określali na przykład moich pochodzących z Łodzi rodziców.

Powiedział pan, że potomkami Chazarów było 75 procent polskich Żydów. A reszta?

Moja mama miała osiem sióstr. Pięć miało kruczoczarne włosy i semickie rysy – tak jak ja – ale trzy były blondynkami i miały niebieskie oczy. Do dziś wielu Żydów pochodzących z Polski ma europejski wygląd. Dlaczego? Otóż, królestwo Chazarów podbiło ziemie zamieszkane przez Słowian. Mniej więcej w okolicach Kijowa. 25 procent polskich Żydów to potomkowie tych Słowian, którzy przyjęli judaizm od swoich chazarskich władców.

A może to efekt mieszanych małżeństw?

Oczywiście, to też się zdarzało, ale nie na jakąś wielką skalę. Tak czy inaczej w efekcie tego podczas okupacji Niemcy mieli poważne kłopoty z rozróżnieniem Polaków od Żydów. Ojciec opowiadał mi, że podczas pierwszych miesięcy okupacji, które przeżył w Łodzi, Niemcy bezskutecznie próbowali identyfikować Żydów na oko. W efekcie wielu Żydów, którzy mieli idealnie aryjskie rysy, chodziło sobie swobodnie po ulicach. Niemcy – choć bardzo tego chcieli – nie mogli więc w Polsce dokonać Holokaustu na podstawie swoich teorii rasowych, pomiarów i tym podobne. Zagłada Żydów w Polsce została dokonana na podstawie dokumentów: spisów ludności, dowodów osobistych, świadectw urodzenia.

Skoro nie było takiego wydarzenia jak wypędzenie Żydów z Palestyny, to gdzie się ci Żydzi podziali?

Nigdzie. Nadal mieszkają na swojej ziemi w Palestynie. Potomkowie starożytnych Żydów to dzisiejsi Palestyńczycy. Ludzie ci zostali bowiem zarabizowani po tym, gdy w VII wieku Palestyna została podbita przez Arabów. Nie ma się im zresztą co dziwić. Arabowie ogłosili, że każdy, kto uzna Mahometa za proroka, zostanie zwolniony od podatków. Myślę, że gdyby ktoś coś takiego zaproponował dzisiejszym Izraelczykom, zapewne duża część z nich też by się nawróciła na wiarę Allaha. (śmiech)

Ale Palestyńczycy wyglądają przecież jak Arabowie. Nie różnią się od Egipcjan czy Irakijczyków.

Trudno, żeby po tylu stuleciach taki mały naród zachował etniczną czystość. Palestyńczycy często pytają mnie: czyli to my jesteśmy prawdziwymi Żydami? Nie, odpowiadam, jesteście tylko ich potomkami. Żyjecie bowiem w miejscu świata, przez które przechodziło wielu zdobywców i wszyscy zostawiali tu swoją spermę. Podbój arabski był również podbojem biologicznym. Nie zmienia to jednak faktu, że członek Hamasu z Hebronu jest bliżej spokrewniony z antycznymi Żydami niż izraelski żołnierz, z którym walczy.

Palestyńczycy nie są chyba zachwyceni, gdy mówi im pan, że w ich żyłach płynie żydowska krew?

Rzeczywiście, nie lubią o tym słuchać. (śmiech) To chyba najlepszy dowód na to, że nie jestem agentem Hamasu i nie napisałem swojej książki na zlecenie Arabów.

Wróćmy do kwestii żydowskiej tożsamości. Stosunek do Palestyny zawsze miał chyba także wymiar religijny.

Tak, i co ciekawe w religijnej tradycji żydowskiej wypędzenie miało wymiar metafizyczny, a nie realny. Przeciwieństwem „wypędzenia” zawsze było „odkupienie”. Dopiero rewolucja syjonistyczna przeformowała odwieczną judaistyczną formułę „wypędzenie” – „odkupienie” na „wypędzenie” – „powrót do ojczyzny”. Żydzi przez wieki uważali, że powrócą do Ziemi Obiecanej, dopiero gdy przyjdzie Mesjasz i rozpocznie się sąd ostateczny. Powrócą jednak w sensie duchowym, po śmierci.

Czy dlatego wielu religijnych Żydów do dziś nie popiera syjonizmu i Państwa Izrael?

Nie popiera? Oni uważają, że jego istnienie jest obrazą Boga i bluźnierstwem. Proszę zwrócić uwagę, że przez całe wieki Żydzi wcale nie pchali się do Ziemi Obiecanej, to się zaczęło dopiero w XX stuleciu. Żydzi w Babilonie żyli przecież w odległości czterech dni jazdy wielbłądem od Palestyny! I wcale nie chcieli się tam przeprowadzić.

Czyli wszystko zaczęło się od syjonizmu?

Tak, ale nawet gdy ta ideologia już istniała, większość Żydów wcale nie paliła się do wyjazdu na Bliski Wschód. Gdy pod koniec lat 80. XIX wieku w Rosji zaczęły się wielkie pogromy, wśród Żydów zawrzało. Część, jak Róża Luksemburg, stała się rewolucjonistami, część poparła socjaldemokrację, ale większość głosowała nogami. Zaczęła się masowa migracja do Ameryki. W latach 20. USA uznały jednak, że mają wystarczająco dużo Żydów, i zamknęły przed nimi drzwi. Wtedy nie było już wyboru – ludzie zaczęli osiedlać się w Palestynie. Kolejna fala przybyła z Niemiec po dojściu Hitlera do władzy w latach 30. A potem już poszło. II wojna światowa, Holokaust i ostateczne zwycięstwo syjonizmu, jakim było powstanie Izraela. Swoją drogą oglądał pan kiedyś słynne żydowskie filmy kręcone w Nowym Jorku w latach 20.? Jak pan myśli, jaki kraj przedstawiano w nich jako ukochaną ojczyznę, o jakim kraju mówiono z nostalgią i miłością?

Domyślam się, że nie o Palestynie.

O Polsce! To była dla Żydów prawdziwa ojczyzna. Mój ojciec, umierając w Izraelu, mówił właśnie o Polsce! Kraju, do którego tęsknił i uważał za swoją prawdziwą ojczyznę. Tak mówił o Polsce stary Żyd umierający w państwie żydowskim, w Ziemi Obiecanej. Ciekawe, co?

Pański ojciec przetrwał zagładę w Polsce?

Nie, w grudniu 1939 roku uciekł z niemieckiej strefy okupacyjnej do sowieckiej. Wziął mamę i siostrę (ja urodziłem się już po wojnie w obozie przejściowym w Austrii) i przedostał na teren opanowany przez Armię Czerwoną. Co ciekawe, ojciec przed wojną był działaczem komunistycznym, ale Sowietom się do tego nie przyznał. Bał się, że NKWD go zamorduje, tak jak zamordowała wielu innych działaczy KPP w latach 30. Moja rodzina uratowała się więc dlatego, że byliśmy Żydami, a nie komunistami. Wywieźli ich do Uzbekistanu i tam przetrwali wojnę.

Mam wrażenie, że czasami prowokuje pan swoich rodaków. Powiedział pan kiedyś, że powstanie Izraela było aktem gwałtu.

Zostałem wtedy zaproszony przez uniwersytet na terytoriach okupowanych. Po wykładzie Palestyńczycy zapytali mnie, dlaczego – choć jestem zwolennikiem takiej teorii historycznej – nadal usprawiedliwiam istnienie Państwa Izrael. Odpowiedziałem, że nawet dziecko zrodzone w wyniku gwałtu ma prawo do życia. Potem opisały to palestyńskie gazety i zrobiło się sporo szumu. Ale ja to podtrzymuję. Uważam, że Izrael ma prawo do egzystencji na Bliskim Wschodzie. Ale nie z powodu bajek o powrocie do ziemi przodków, ale dlatego, że próba zniszczenia go doprowadziłaby do niewyobrażalnej tragedii.

Ale obecny kształt tego państwa panu nie odpowiada?

Nie. Mój sprzeciw wzbudza to, że Izrael oficjalnie nazywa się państwem żydowskim, a na naszej fladze jest gwiazda Dawida. Sprawia to, że ćwierć populacji kraju [tak zwani izraelscy Arabowie, nie mylić z Palestyńczykami mieszkającymi na terytoriach okupowanych – przyp. red.] traktowana jest jak obywatele drugiej kategorii. Izrael powinien porzucić swój żydowski charakter i stać się świeckim państwem Żydów i Arabów.

Czy to nie utopia? Wielu Izraelczyków uważa, że w sytuacji, gdy kraj znajduje się w morzu wrogich Arabów, oznaczałaby to samobójstwo.

Jest dokładnie odwrotnie! Izrael czeka katastrofa, jeżeli się nie zmieni. Prędzej czy później dojdzie tu do masowej rewolty. Nie wybuchnie ona w Autonomii Palestyńskiej, ale na północy Izraela, w Galilei, której większość mieszkańców stanowią Arabowie. Galilea będzie izraelskim Kosowem. Kosowo zaczęło separować się od Serbii, gdy kraj ten stał się państwem plemiennym, nacjonalistycznym. Choć zamieszkane przez Albańczyków, nie chciało przyłączyć się do biednej, zapóźnionej Albanii i zdecydowało się na samodzielność. To samo stanie się z Galileą. Izraelscy Arabowie nie będą chcieli wejść w skład zacofanej Autonomii Palestyńskiej, ale długo już w państwie żydowskim nie wytrzymają.

Żydzi i Arabowie mieliby stworzyć razem jedno państwo? Przecież nienawiść jest tak wielka...

I kto to mówi? Polak! A czy między wami a Niemcami nie było wielkiej nienawiści? I ten wasz konflikt nie trwał 60 lat, tylko 1000! A teraz jakoś jesteście świetnymi sąsiadami i znaleźliście się w jednej federacji! A Polacy doznali od Niemców tyle krzywd. Ja akurat jestem jednym z tych Żydów, którzy nie zapomnieli, że w Polsce podczas wojny nie zginęły tylko trzy miliony polskich Żydów, ale również trzy miliony Polaków. Pamięta pan film Claude’a Lanzmanna „Szoah”? Dzięwięciogodzinny dokument, większość nagrana w Polsce, i ani słowa o tym, że Polacy też ginęli w obozach.

Jaka przyszłość czeka Izrael?

Bardzo ponura. Obawiam się, że w dalekiej perspektywie nie ma żadnej szansy, żeby przetrwał na Bliskim Wschodzie jako państwo żydowskie. Należy zerwać z tym nonsensem i porozumieć się z Arabami. Przyjąć wreszcie do wiadomości rzecz oczywistą: że jesteśmy wielokulturowym, wieloetnicznym społeczeństwem, a nie żadnym plemiennym monolitem, który może się separować od Arabów. Proszę się przespacerować ulicami Tel Awiwu. Jaki pluralizm! Ile ludzkich typów! Żydzi europejscy, Żydzi bliskowschodni, Polacy, Rosjanie, Etiopczycy! I ci wszyscy ludzie uparcie powtarzają, że w ich żyłach płynie jedna krew.

Rzeczywiście trudno uwierzyć, żeby etiopscy Żydzi byli potomkami Żydów z Palestyny.

Trudno uwierzyć? Przecież to są Murzyni! Najgorsze jest w tym to, że ci dorośli ludzie całkowicie na poważnie, bez mrugnięcia okiem twierdzą, że są potomkami króla Salomona. Żydami, którzy zgubili się przed wiekami w Afryce, ale już całe szczęście się odnaleźli i wrócili do domu. Są momenty, w których wydaje mi się, że świat zwariował. Jedna z największych tragedii ludzkości polega na tym, że ludzie patrzą, ale nie widzą. Żyjemy w oparach ideologii, które lansują najbardziej karkołomne teorie, a my bezrefleksyjnie je przyjmujemy i uważamy za prawdę objawioną.

Pańska teoria również wzbudza wiele kontrowersji. Jest pan nawet oskarżany o antysemityzm.

Polityka Państwa Izrael przyczyniła się do znacznie większego wzrostu antysemityzmu niż moja książka. Gdy ktoś mówi coś niewygodnego, najłatwiej jest go oskarżyć o antysemityzm. Ja nie dam sobie zamknąć ust i dalej będę się starał obalić niebezpieczny mit, że Izraelczycy są wspólnotą etniczną. Doprowadza on bowiem do szaleństwa, jakim jest udawanie, że ćwierć populacji naszego kraju nie istnieje. Jak długo jeszcze można utrzymywać tę iluzję? Obiecałem sobie, że nie będę szedł na żadne kompromisy z ideologią, jak robi to wielu innych badaczy. Mówić półgębkiem czy posługiwać się aluzjami. Jestem na to za stary. Mówię prawdę, bo niedługo może już być za późno. Ten sam mit, na podstawie którego narodził się Izrael, może się okazać mitem, który go zniszczy.

Infonurt2 : Stefan Korboński świadek i ostatni lider państwa  dziemnego w Polsce  pisze i mówi o Shoah gdzie udzielał rezyserowi wywiady czego fragment jst w filmie. – Polacy,Żydzi i Holocaust (orginał : „The Jews and Poles at World war II”- Hippcrene Books , New York 1989)

Obraz ten jest mniejszy od Unii Lubelskiej, namalowany w 1889 roku, należy do cyklu „Dzieje cywilizacji w Polsce”, a przedstawia scenę z 1096 roku. Rzecz dzieje się pod katedrą w Płocku, której mury i kolumny twarzą tło dla postaci. Wśród postaci wyodrębnić należy stojącego z prawej strony Bolesława Krzywoustego, za którym stoi jego najstarszy brat Zbigniew i ich ojciec, książę Herman.

 

Niepewne Pochodzenie Żydów

 

Iwo Cyprian Pogonowski

 Historycy starają się ustalić genetyczne pochodzenie Żydów. Spekulacje w tej sprawie sięgają przodków Abrahama i niektórzy uważają, że słowo „Abraham” składa się z dwóch części. Mianowicie „a” co znaczy w sanskrycie „nie”  przed słowem „braham” ma znaczyć „nie Bramin,” czyli członek niższej kasty hinduskiej.

 

Jak wiadomo w religijnej tradycji żydowskiej, Żydówka zawsze rodzi Żyda, bez względu na tożsamość ojca. Nieraz miało to zły wpływ na moralność, tak, że wielu Żydów, którzy pochodzą z ziem słowińskich ma geny Słowian. Podobnie jak Niemcy, zwłaszcza w Bawarii maję turkmeńskie geny Awarów, którzy po klęsce w walkach przeciwko Słowianom uciekli pod opiekę króla Franków i założyli marchię pod nazwą „Awaria.” Słowo to z czasem zostało zmienione na „Bawaria.” Mimo tego za przykładem Żydów, Niemcy chełpili się wyższością rasową, zwłaszcza nad Słowianami.

 

Wiadomo, że w połowie ósmego wieku przywództwo Chazarów, z pochodzenia Turkmenów, zamieszkałych nad deltą rzeki Wołgi, ze stolicą mieście Itel, nawróciło się na Judaizm i sprzedawało żydowskim handlarzom niewolników, dostarczanych przez Żydów Maurom na rynek w mieście Kordoba w Hiszpanii. Wkrótce później pojawiła się w listach handlarzy niewolników, nazwa Polski jako „Nowego Kanaanu,” a pamiątkę podboju w starożytności, i zniewolenia przez Hebrajczyków, mieszkańców starożytnego Kanaanu w Palestynie.

 

Obecnie profesor historii uniwersytetu w Tel Awiw’ie, Szlomo Sand, opublikował książkę pod tytułem: „The Invention of the Jewish People,” („Wymysł Istnienia Narodu żydowskiego,” w której to książce autor udowadnia, że wielka część Żydów Chazarów osiedliła się na Ukrainie, Litwie i w Polsce, gdzie byli podstawową częścią ludności żydowskiej, która w Polsce korzystała z autonomii opartej na Statutach Kaliskich z 1264 roku. Ludność ta z czasem stała się trzonem kultury żydowskiej w Europie. Żydzi w Polsce żyli według praw Talmudu.

 

W Polskiej Rzeczypospolitej przed rozbiorami mieszkało 80% wszystkich Żydów na świecie. Uważa się, że Polska uratowała Żydów przed wymarciem i że na ziemiach polskich uformowała się nowoczesna żydowska tożsamość narodowa. Według profesora Szlomo Sand’a większość żydowskich przybyszów do Palestyny, nie ma genów semickich, ponieważ przeważają wśród nich geny Chazarów. Ironią losu jest fakt, że obydwie grupy etniczne tak Niemcy jak i Żydzi, mają poważny wkład genów azjatyckich Turkmenów.

 

Brak genetycznego związku wielkiej części Żydów w Izraelu z rasą semicką pochodzi od faktu że genetycznie nie oni potomkami starożytnych mieszkańców Palestyny. Dlatego profesor Szlomo Sand kwestionuje uzasadnianie państwa izraelskiego na Bliskim Wschodzie dziedzictwem po przodkach. Natomiast dr. Sand rozpowszechnia swój program szerzenia demokracji i integracji Żydów z Arabami.

 

Książka profesora Sand’a pod tytułem: „The Invention of the Jewish People,” ukazała sie po hebrajsku w 2008 roku i była bestsellerem w Izraelu, a opublikowana po francusku w marcu 2009, była bestsellerem we Francji, gdzie otrzymała prestiżową nagrodę „Aujourd’hui” jako książka historyczna.

 

Obecnie książka pod tytułem: „The Invention of the Jewish People,” jest tłumaczona na kilkanaście języków, pewnie i na polski. Autor podróżuje w USA z wykładami na ten temat tej książki.

 

Profesor Sand twierdzi, że wpływ genetyczny Chazarów prawdopodobnie dominuje wśród ludności żydowskiej w Palestynie, która była zmuszana, za pomocą pogromów, wyjeżdżać po wojnie z państw satelickich do Palestyny, w okresie, kiedy Stalin tworzył tam państwo Izrael, po zainicjowaniu w Narodach Zjednoczonych, w marcu 1947, pierwszych oficjalnych żądań, o uznanie państwa Izrael przez ONZ. Historyk żuydowski, Roman Brackman, pisze że wczesny Izrael był „nieudanym satelitą Stalina.”

 

W 1976 roku, Artur Koestler opublikował książkę pod tytułem: „Trzynaste Plemie,” w której napisał, że Żydzi stanowią „psudo-naród” oparty na mylnej tradycji, uformowany pod wpływem Talmudu. Naturalnie książki Koestlera i Sand’a, są ostro atakowane przez zwolenników stosowania talmudycznych przepisów zwłaszcza w stosunkach Żydów z nie-Żydami.

 

Krótko przed publikacją książki Koestlera, Arabia Saudyjska żądała uznania syjonizmu przez ONZ jako program i system bezprawny, ponieważ był to system stworzony przez nie-semickich Żydów, nie mających według Arabów żadnych praw dziedzicznych do Palestyny. Niepewne pochodzenie Żydów w Izraelu, dodatkowo kompromituje obecne nieludzkie traktowanie Palestyńczyków przez władze izraelskie. Niestety obecnie Arabowie palestyńscy są traktowani podobne do traktowania Żydów w gettach przez Niemców w czasie wojny.

WWW.pogonowski.com

 

Zapomniani bohaterowie

Jan Żaryn 26-11-2009,

Strona żydowska coraz lepiej zdaje sobie sprawę z tego, że lista Polaków, Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, nie jest kompletna – pisze historyk

Badaczom dziejów II wojny światowej, szczególnie relacji polsko-żydowskich, tragedia z Ciepielowa jest dobrze znana. To jedna z wielu historii, które bez retuszy i mitologizowania mogły się stać podstawą scenariusza filmu, także fabularnego. Opowiada dramatyczne losy polskich rodzin z małej miejscowości spod Lipska, które (w sumie ponad 30 osób) zostały wymordowane przez Niemców za ratowanie Żydów.

Rodziny Kowalskich, Kosiorów i Obuchiewiczów, a także Skoczylasów dla większości Polaków do dziś pozostają anonimowe. Nie otrzymali medalu „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. Kto zna ich historię? Kto wie, że w pierwszych dniach grudnia 1942 r. żandarmeria niemiecka na oczach sąsiadów wymordowała rodziców i ich dzieci, a także ratowanych Żydów? Zginęli w męczarniach, spaleni żywcem we własnych zabudowaniach. Najmłodsze dziecko Obuchiewiczów miało 7 miesięcy. Mimo tej tragedii w okolicznych wsiach nadal ratowano uciekinierów z getta.

Dzięki Prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu, który po premierze filmu dokumentalnego w reżyserii Arkadiusza Gołębiewskiego i Macieja Pawlickiego „Historia Kowalskich” w warszawskim kinie „Silver Screen” odznaczył pośmiertnie członków tych rodzin Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, weszli do panteonu. Byli to bowiem bohaterowie Polski Walczącej, tacy sami jak generałowie i komendanci główni Armii Krajowej: „Grot”, „Bór” i „Niedźwiadek”, i ich żołnierze.

„Podlegają karze śmierci”

Po utworzeniu gett, a następnie ich zamknięciu, jesienią 1941 r. Niemcy przystąpili do tworzenia prawa, które miało przygotować zarówno Żydów, jak i „stronę aryjską” na rozpoczynający się czas Zagłady (od lipca 1941 r. na ziemiach zajętych w 1939 r. przez Sowiety, od lipca 1942 r. na pozostałym terenie). Głównym celem obwieszczeń, które zaczęły się pojawiać na murach miast i miasteczek, podpisywanych przez gen. Hansa Franka bądź szefów poszczególnych dystryktów, było zastraszenie ludności mieszkającej po obu stronach muru:

„1. Żydzi, którzy bez upoważnienia opuszczają wyznaczoną im dzielnicę, podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby, które takim Żydom świadomie dają kryjówkę.

2. Podżegacze i pomocnicy podlegają tej samej karze jak sprawca, czyn usiłowany karany będzie jak czyn dokonany. W lżejszych wypadkach można orzec ciężkie więzienie lub więzienie.

3. Zawyrokowanie następuje przez Sądy Specjalne. ” – brzmiało pierwsze z nic z 15 października 1941 r.

Rozporządzenia te powtarzane były, tak co do treści, jak i miejsc ich publikowania. Zaostrzano jedynie kary, gdyż haniebne prawo nie skutkowało; mimo iż praktyka roku 1942 pokazywała, że Niemcy traktowali groźby poważnie. Karze podlegać zaczęli także ci, którzy nie donieśli, choć wiedzieli o ukrywaniu w sąsiedztwie Żydów. Zarówno przykłady wyroków sądów niemieckich czy egzekucji publicznych, jak i kolejne rozporządzenia miały zastraszyć Polaków, pozbawiać ich odruchu niesienia pomocy człowiekowi w potrzebie.

Polacy jednak to naród, który nie przyjmuje zakazów. Każde ograniczenie wolności staje się nam nienawistne. Pokazują to liczne świadectwa polskie i żydowskie spisywane od 1945 r. do dziś. Świadczą o tym także dokumenty, w tym niemieckich sądów specjalnych, a także polskie, powojenne, zbierane przez Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (zob. ostatnio wydaną w IPN pracę, w ramach serii „Kto ratuje jedno życie”: „Kto w takich czasach Żydów przechowuje?… Polacy niosący pomoc ludności żydowskiej w okresie okupacji niemieckiej”, pod red. Aleksandry Namysło, Warszawa 2009).

Według wyliczeń dra Wacława Zajączkowskiego i prokuratora Wacława Bielawskiego, do dziś weryfikowanych przez historyków IPN i archiwistów NDAP, Niemcy zamordowali co najmniej kilkaset osób za sam fakt ukrywania Żydów; kolejne setki, a może tysiące Polaków trafiło do obozów koncentracyjnych lub podlegało innej represji (np. aresztowanie i stosowanie tortur). Według danych IPN do lipca 2009 r. na liście osób prześladowanych znalazło się 4709 rekordów osobowych, co – dopiero po kolejnej fazie weryfikacji – przełoży się na wiarygodną liczbę prześladowanych.

Skomplikowane warunki

Przez długie powojenne dziesięciolecia do światowej opinii publicznej docierały jednak głównie relacje uratowanych Żydów. W ich centrum, co zrozumiałe, znajdowały się przeżycia społeczności żydowskiej – Zagłada. Aby wiedza o ratującym Polaku dotarła do odbiorców, musiał uratować się Żyd, następnie zapragnąć zadośćuczynić swoim dobroczyńcom, a wreszcie znać ich tożsamość i aktywnie starać się o przyznanie medalu. Musiał, także po wojnie, pozostać przy swej narodowej bądź religijnej tożsamości i uznać Instytut YV za naturalne miejsce do składania stosownej relacji. Pomijam tu inne kwestie, jeszcze bardziej złożone, jak choćby brak świadomości uratowanych Żydów – np. dzieci – co do swojego pochodzenia, mieszkających i wychowujących się po wojnie w polskich rodzinach.

Dopiero spełnienie tych wszystkich warunków, z których najważniejszym był pierwszy (dotrwanie do końca wojny), pozwalało Instytutowi Yad Vashem na przyznanie medalu Polakowi. Jest ich dziś ponad 6600 na ponad 22 tysiące nazwisk z całego świata. Rada Pomocy Żydom „Żegota” – jako jedyna organizacja – została także uhonorowana tym medalem (w opublikowanej po raz pierwszy po wojnie w języku polskim, „Księdze Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ratujący Żydów podczas Holocaustu. Polska”, red. naczelny Israel Gutman, Kraków 2009, t. 1–2; znajduje się ponad 5 tysięcy osób; dane z 2000 r.). Większość uratowanych, których po wojnie było – według szacunków – od 30 tys. do ponad 50 tys. spośród tych, którzy odważyli się naruszyć rozporządzenia niemieckie i wyjść z getta, nie spełniała po wojnie wszystkich warunków wstępnych. Z różnych powodów.

Oczami Żydów

Czytając relacje żydowskie widać wyraźnie, że perspektywa stałego napięcia i strachu (patrzenie na świat wylęknionymi oczami z kryjówki) nie pozwalała ratowanym na obiektywne zainteresowanie się przestrzenią polską ani na poznanie skali niesionej pomocy, czy wręcz na zrozumienie napięcia towarzyszącego codzienności okupacyjnej „po aryjskiej stronie”. Tylko niektórzy potrafili napisać, że ratowały ich dziesiątki rąk, a każda z tych dłoni, gdyby nie znalazła się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie, zerwałaby nić solidarności z ukrywającym się.

Władysław Szpilman, którego wybawcą – wedle popularnej wersji – miał być Niemiec, nie przeżyłby ani jednego dnia w Warszawie, gdyby przed powstaniem w stolicy nie znalazł przyjaciół i nieznajomych: „Byłem w krańcowym przygnębieniu, gdy znów Opatrzność zesłała mi w ostatniej chwili wybawienie w postaci pani Heleny Lewickiej, bratowej p. Jaworskiej. Nie znała mnie nigdy przedtem, po raz pierwszy zobaczyła mnie na oczy, lecz gdy dowiedziała się o moich dotychczasowych przejściach, zgodziła się od razu wziąć mnie do siebie” – wspominał.

Żydzi nie spotykali jedynie miłosiernych Polaków, ale także szmalcowników, a przede wszystkim ludzi lękliwych – jak my wszyscy – mających opory przed narażaniem życia najbliższych za życie nieznajomego. Stan napięcia i negatywne kontakty „za murem” utrwaliły wśród uciekinierów z getta negatywny stereotyp Polaka – o czym pisała Teresa Prekerowa („Stosunek ludności polskiej do żydowskich uciekinierów z obozów Zagłady w Treblince, Sobiborze i Bełżcu w świetle relacji żydowskich i polskich”, „Biuletyn GKBCpNP”, nr XXXV, Warszawa 1993, s. 100 – 114) – jako mordercy, chciwego na pieniądze, biżuterię czy nawet buty, nienawidzącego i znienawidzonego.

Ratujący się Żydzi, oceniając w ten sposób potencjalnych wybawicieli i własną kruchą zależność od Polaków, często próbowali znaleźć drogę do ich serc poprzez pieniądze. Dawało im to większą gwarancję przeżycia, a jednocześnie mniej uzależniało. Ukrywanie stawało się operacją kupno-sprzedaż, choć wyjątkową zawsze z racji potencjalnej ceny – życia. Relacje żydowskie, choćby zapiski z dziennika Feli Fischbein, świadczyły o mylnym często przeświadczeniu, że Polacy uprawiali swoisty handel, którego przedmiotem był Żyd potrzebujący. Własnym życiem

Strona polska, z jej argumentacją, bywa w tych relacjach nieobecna (a przecież polska rodzina musiała na przykład znaleźć konspiracyjny sposób na wyżywienie dodatkowych osób w tajemnicy przed sąsiadami). Pieniądz nie świadczył o tym, że głównym motywem niesienia pomocy nie była bezinteresowność czy odruch sumienia.

Zrozumienie polskiej przestrzeni było trudne także z racji nieznajomości polskich domów, wiary i kultury, ba, nawet języka. Jak pisał Czesław Miłosz przed wojną Wilno było miastem co najmniej dwóch cywilizacji: polskiej i żydowskiej. Z tym że „elita” społeczności żydowskiej mówiła po rosyjsku, a ortodoksyjna większość w jidysz bądź po hebrajsku. Z kolei przedwojenni Żydzi łódzcy czy mieszkający na polskim Śląsku częściej niż językiem polskim posługiwali się niemieckim. Tylko kilka procent Żydów przyznawało się do znajomości języka polskiego jako ojczystego.

Środowiska żydowskie żyły przed wojną własnym życiem, w tym religijnym (istniały także niezależna prasa, teatry czy szkoły), część komunizujących Żydów znała jedynie swoich polskich odpowiedników, a sąsiedzki kontakt ekonomiczny wywoływał na ogół stan napięcia, a nie wzajemne zrozumienie.

Wydaje się zatem – co stawało się szczególnie ważne w latach okupacji – że bariera między Polakami i Żydami, sztucznie poszerzona przez Niemców po 1939 r., nie pozwalała obu stronom na głębsze wzajemne zrozumienie. Tym bardziej że najważniejszą kwestią stawało się przeżycie najbliższej minuty, dnia, miesiąca. Dopiero wspólne doświadczenie cierpienia mogło powoli przyczynić się do zmiany wzajemnych uprzedzeń. Jednak po wojnie, po której Polacy nie odzyskali niepodległości, a część Żydów aktywnie wsparła nowych okupantów, warunki poznania racji obu stron tylko się pogorszyły.

Aby wiedza o ratującym Polaku mogła dotrzeć do odbiorców, musiał uratować się Żyd, następnie zapragnąć zadośćuczynić swoim dobroczyńcom, a wreszcie znać ich tożsamość i aktywnie starać się o przyznanie im medalu

Żydzi, nieutożsamiający się z dążeniami i wrażliwością polską, przed wojną realizujący swoje cele rodzinne, społeczne i polityczne, w skrajnych warunkach okupacyjnych patrzyli na stronę aryjską z lękiem graniczącym z paniką. Po wojnie uratowani nie chcieli zapewne pamiętać o swojej traumie ani o wszystkim, co kojarzono z latami okupacji, w tym o Polakach – obcych wybawcach, którzy stawali się coraz odleglejszym wspomnieniem.

Pomoc przyszła od przyjaciół

Jedynie spolonizowani Żydzi, nierzadko katolicy, mający polskich przyjaciół bądź żyjący przed wojną w polskich rodzinach, mieli w warunkach okupacyjnych poczucie bezpieczeństwa na równi z Polakami.

Doskonale też zdawali sobie sprawę, skąd przychodzi pomoc: „Z dużym zainteresowaniem dowiedziałam się o projektowanym tomie dotyczącym Polaków ratujących Żydów” – pisała do mnie pani Barbara Marlow, w związku z książką, którą przygotowuję w IPN pt. „Dobre sąsiedztwo”. – „Ojciec mój, Leon Bregman, po zakończeniu studiów prawa na Uniwersytecie Warszawskim, miał własną firmę importu maszyn i oleju z Anglii, był również czynny w Zw. Peowiakow, Zw. Żydów Uczestników Walk o Niepodległość Polski w Warszawie, zarządu Fundacji im. Warszawy dla Inwalidów Wojsk Polskich i radnym Miasta Stołecznego Warszawy. […]. Brat mego Ojca, Aleksander Breman, był znanym dziennikarzem politycznym i we wrześniu 1939 znalazł się wraz z rządem polskim w Rumunii, skąd załatwił wizy rumuńskie dla ojca i mego brata. Wyjechali z Polski w kwietniu 1940 r. nie do Rumunii, ale wprost do Jugosławii, gdzie ojciec, oficer rezerwy WP, natychmiast zgłosił się do wojska, a mój brat dostał odroczenie do zdania matury. Matka i ja zostałyśmy w Warszawie i wraz z rodzicami ojca musiałyśmy pójść do Ghetta w październiku 1940 r.

Wspomniał pan o kościele Wszystkich Świętych, który w tym okresie był w granicach Ghetta. Dobrze go pamiętam, bo była to nasza parafia (rodzice, brat i ja byliśmy chrzczeni) i przez dwa lata ogródek, do którego chodziłam codziennie. Wyszłam z Ghetta w lipcu 1942 r. wraz z moją matką. Dalsze nasze losy wymagają dłuższego opisu i dodam tylko, że doznałyśmy wiele pomocy i podpory u dawnych znajomych i nowych przez następne dwa lata. Dawna znajoma p. Stanisława Wedecka była naszą główną opiekunką, rodzice przyjaciela mego brata od profesora Lenarta, jego żona i synowie utrzymywali z nami stały kontakt, moja matka mieszkała przez półtora roku u p. Ireny Nowodworskiej, wdowie po Leonie Nowodworskim, dziekanie Rady Adwokackiej i jednym z przywódców Stronnictwa Narodowego, Ksiądz [Leon] Pawlina z Caritasu [po wojnie więziony, następnie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, w wypadku kolejowym – J. Ż.] dał nam nowe papiery i umieścił mnie na pół roku w szkole przy Klasztorze Sióstr Felicjanek pod Warszawą [w Wawrze, gdzie odbywało się także tajne nauczanie w gimnazjum – przy. J. Ż.].

Przez cale dwa lata po wyjściu z Ghetta nasi opiekunowie umożliwili mi prawie »normalne« życie, tzn. że mogłam mieszkać w centrum miasta, wychodzić normalnie, wstąpiłam do harcerstwa i widywałam moją matkę, mimo że nie mieszkałyśmy razem. Jako harcerka brałam udział w powstaniu. Po wojnie udało nam się wydostać z Polski przez zieloną granice i dołączyć do ojca, który był w II Korpusie we Włoszech. Brat mój, porucznik obserwator w 300 Dywizonie, zginął w locie bojowym w lipcu 1944 r.”. W doskonałym, izraelsko-amerykańskim bodaj, filmie dokumentalnym pokazanym niedawno przez TVN głównym bohaterem jest syn uratowanego Żyda, który przełamując po wielu latach bariery niechęci wobec Polaków i Polski, zmusił rodzinę (starsze i młodsze pokolenie), by przyjechali do kraju „gojów” i sprawdzili, czy ich dobroczyńcy jeszcze żyją. Ta historia zakończyła się happy endem. Pani Mucha wraz z mężem otrzymali medal „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. Wybawcy pani Marlow do dziś go nie otrzymali. Jedynie w ostatnich dniach do IPN dotarła wiadomość, że po wielu latach Instytut YV uhonorował medalem ks. Marcelego Godlewskiego, proboszcza kościoła Wszystkich Świętych.

Zakonnice i inteligencja

Żydzi, którzy przeżyli wojnę i dali świadectwo prawdzie, to ułamek spośród tych, którzy podjęli heroiczną próbę opuszczenia getta (z warszawskiego getta liczącego ok. 400 tys. ludzi wyszło 25 tys.). Bo żeby Polak mógł pomóc Żydowi, ten musiał najpierw wyjść z getta bądź uciec z transportu.

W polskich relacjach często pojawia się motyw niesienia pomocy potrzebującym. Ta indywidualna pomoc mieściła się w szeroko pojętej Konspiracyjnej Walce Cywilnej narodu, kierowanej przez Stefana i Zofię Korbońskich. Wielką pomoc okazywały siostry zakonne. W ich domach schronienie znalazło tysiące dzieci, ukrytych wśród polskich sierot.

Jednym z takich miejsc, w którym pracowały i siostry, i osoby świeckie był warszawski Dom Małych Dzieci im. Ks. Gabriela Piotra Baudouina, kierowany przez dr Marię Wierzbowską. Z kolei s. Joanna H. Lossow, Franciszkanka Służebnica Krzyża, przełożona domu warszawskiego, a od 1942 kierowniczka placówki Towarzystwa nad Ociemniałymi w Żułowie k. Krasnegostawu, wspominała, wyliczając kolejne domy i osoby udzielające pomocy Żydom, np. rannym w 1939 r., czy później małym dzieciom: „W tym okresie moja praca polegała głównie na załatwianiu spraw zakładowych w urzędach niemieckich i kwestowaniu żywności dla Lasek. A było kogo żywić, gdyż w naszym zakładzie oprócz paruset stałych mieszkańców przebywali ranni żołnierze, oficerowie i inwalidzi z września 1939, oraz uchodźcy z Warszawy, między którymi byli także Żydzi oraz spora gromadka dzieci, które znalazły się w czasie działań wojennych bez żadnej opieki i dla których utworzyliśmy internat tzw. Alojzki – nazwa pochodząca od patrona domu w Laskach, w którym zostały one umieszczone”.

Podobne relacje dotyczyły polskich rodzin zarówno wiejskich, jak i miejskich. Wspominała pani Miecznikowska mieszkająca w Warszawie: „Najpierw wynajęliśmy pokój dziecięcy dwu młodym ludziom – Adamowi Kapłańskiemu i Bronisławowi Lewandowskiemu. Obaj konspirowali. Pan Bronisław był muzykiem, autorem słynnego »Marsza Żoliborza«. I tak nasz dom – jak większość domów w naszej kolonii dziennikarskiej wszedł w życie konspiracyjne okupacyjnej Warszawy. […] Według mego brata – pierwsza w naszym domu zjawiła się pani Niewiadomska. Oczywiście to nie było jej prawdziwe nazwisko. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, jak naprawdę się nazywała. Nie wiemy, ani ja, ani mój starszy brat, z czyjego poręczenia zjawił się u nas w domu bardzo gruby pan z Lublina, i prosił, by rodzice wynajęli pokój jego żonie. Nam dzieciom podano, że to jego narzeczona. Ten pan mówił Ojcu: »ona musi wyjechać, Lublin to nieduże miasto „wszyscy ją znają... «. Rodzice zgodzili się wynająć pani Stefanii Niewiadomskiej gabinet ojca. Nie miała »dobrego wyglądu«. […]

W 1941 roku wyprowadzili się lokatorzy z pokoju dziecięcego. Z ogromnym żalem rozstawaliśmy się z tak miłymi i drogimi nam młodymi ludźmi. Pokój dziecięcy był wolny i czekał na nowych lokatorów. Przyszła go wynająć młoda, szczupła, gładko uczesana kobieta. Niebieskooka szatynka, włosy miała upięte w kok. Chciała wynająć dla siebie i dla męża pokój leżący na uboczu. Usytuowanie naszego domu odpowiadało jej. Zobaczyła ogród, dwa wyjścia, ścieżkę łączącą wszystkie ogródki, którą wywożono śmieci i przywożono węgiel i ziemniaki na zimę – i zdecydowała się. Do naszego domu wprowadzili się państwo Borowscy. Gdy zobaczyliśmy pana Artura, nawet my, dzieci, zdaliśmy sobie sprawę, że nie jest on Aryjczykiem. Niski, ruchliwy ciemnooki o charakterystycznym wydatnym nosie, miał zdecydowanie niekorzystny wygląd. Pomimo to rodzice zdecydowali się wynająć im pokój”.

Krystyna Zabłocka z domu Skarżyńska pisała zaś w liście do Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów (wszystkie cytaty pochodzącą z tego zbioru): „Lidia Parecka, ur. [odzona […] w Tarnopolu była w trzecim pokoleniu katoliczką, jedynie przez Niemców uważana była za Żydówkę. Poszukiwana po śmierci rodziców przez gestapo na wiosnę 1942 r. zmuszona była uciekać ze Lwowa. Siostry Sacre Coeur, których była wychowanką, wysłały ją do ss. niepokalanek w Nowym Sączu, w którym ja byłam uczennicą. Po kilkudniowym tam pobycie skierowały ją do domu moich rodziców – Jadwigi i Stanisława Skarżyńskich, gdzie przebywała do końca wojny. Dla usprawiedliwienia jej pobytu była przedstawiona jako kuzynka pochodzenia ormiańskiego ze Lwowa. Zameldowana w gminie Czchów, pracowała jako praktykantka ogrodnictwa. Mieszkała w jednym pokoju ze mną”.

Z chrześcijańskiego miłosierdzia

W tysiącach relacji odnajdujemy wspólne fakty. Po pierwsze, z obawy o życie ratowani przemieszczali się z miejsca na miejsce. Krąg ludzi dobrej woli poszerzał się, co zwiększało szanse na uratowanie Żyda. Po drugie, w miejscu, gdzie dana osoba była przechowywana (np. dom zakonny czy kamienica, dwór ziemiański, a nawet cała wieś) wszyscy mieszkańcy albo od początku wiedzieli o przechowywanym, albo prędzej czy później się o nim dowiadywali. Możliwości ukrycia tego faktu przed swoimi były w wielu przypadkach po prostu niemożliwe albo wręcz szkodliwe – np. na wsi, gdzie lokalna społeczność darzyła się zaufaniem i solidarnie wspierała swoich przed obcymi.

W wielu relacjach pojawia się wątek „legendowania” pobytu „kuzyna” z miasta, a następnie przyznaje się, iż nikt tej legendzie nie wierzył. Rzecz jasna, im mniej wiedziano, tym lepiej. Ludność wiejska chroniąca Żydów bała się zarówno obcego, który mógł zdradzić kryjówkę, jak i samego Żyda – ratowanego, którego na ogół nie znano i nie wiedziano, czy nie stanie się on zagrożeniem dla społeczności.

W polskich relacjach dominuje wrażliwość chrześcijańska. Nie spotkałem się z relacją, w której kapłani czy siostry zakonne odmawiałyby pomocy potrzebującemu, czy to rannemu żołnierzowi, partyzantowi czy Żydowi. Miłosierdzie chrześcijańskie stanowiło fundament odzywający się wtedy, gdy należało dokonać wyboru. Burzy to zatem niesprawiedliwy i głupi mit o chrześcijaństwie jako religii wspierającej rasistowski hitleryzm w jego – faktycznie – pogańskim programie Zagłady Żydów, Cyganów, niepełnosprawnych, homoseksualistów, a w dalszej kolejności Słowian czy też nieprzystosowanych do projektu III Rzeszy.

„Weszłam do chaty, zamknęłam okiennice i drzwi i położyłam się. Widać dobrze od razu zasnęłam, co mi się prawie nigdy nie zdarzało, skoro pukanie, które od drzwi się rozlegało, uważałam ze sen. Ale nie – ktoś puka. Noc i ktoś puka! Przerażona szukam kontaktu elektrycznego na ścianie, bo zdawało mi się, że jestem w mieszkaniu moim w Bielsku i nie mogę się zorientować, gdzie drzwi, gdzie okno, gdzie lampa. Słyszą słowa po słowacku mówione: »Len pomalu, len pomalu«... Wreszcie otwieram drzwi. Migają latarki elektryczne, dwóch ludzi wsuwa dwie ciężkie walizy, pan doktór Rajec, nasz lekarz obwodowy z Frydmana, drżącymi rękami płaci im za niesienie. Drzwi się zamykają, jesteśmy sami. On, z dzieckiem na ręce, żona jego i ja. Groza! Dra Kuechla ze Starej Wsi wzięto już ubiegłej nocy i zamordowano w Czorsztynie, teraz na nich kolej. Oni są Żydzi... Doktór mówi, że przez chwilę odpoczną i pójdą w las, w las... Drżymy wszyscy troje. Pani Elżbieta żółta jak cytryna, doktor drżący cały, mała 2,5-letnia Ewa śpi na jego rękach. Ja się trzęsę, dygocę jak w febrze. Szczęki mi się zwarły, gorzko i sucho mam w ustach. Nie mogę wydobyć słowa ze ściśnionego gardła. Śmierć ma nas już w szponach! Lada chwila za ich tropem mogą tu wpaść ci, którzy mają rozkaz odstawiać Żydów ze Słowacji do granicy. Sekundy mijają, a my we troje zanurzeni jesteśmy w śmiertelnym, naprawdę śmiertelnym strachu...

Naraz dziwny spokój wraca mi do serca, kolory na twarz, jakaś fala ogromnej miłości zalewa mi serce, miłości do tych ludzi, tak ściśnionych trwogą. Męstwo, tak! Męstwo zasila me serce. Ci ludzie stają mi się w jednej chwili najdroższymi na świecie. Mówię więc do nich spokojnie: »Las ma swój kres, zima nadchodzi. U mnie zostaniecie«... Zdawałam sobie sprawę, że to było działanie Boże we mnie. Mój spokój i im się udzielił. Pan doktór położył na moim tapczanie dziecko, pani Elżbieta zaczęła żółcią wymiotować... Zostali i trwali. Nazajutrz otworzyli walizę i podali blaszaną puszkę ze swoim majątkiem, z pieniędzmi. Powiedziałem im: w piwnicy są ziemniaki i tę puszkę tam sobie państwo przechowajcie. Oni nie zdawali sobie z tego sprawy, jak świętym było dla mnie ich życie i moje, które dla nich naraziłam!” – wspominała Mieczysława Farysiak z Dursztyna na pograniczu polsko-słowackim.

Dwie pamięci

Historia rodziny Kowalskich i ich sąsiadów to typowe dzieje wiejskiego rodu. Liczne potomstwo, wielka miłość i ciężka praca, przy rodzinnym posiłku pada mało słów, dużo jest za to czynów i uczuć.

Podobnie jak w wielu innych miejscach w Polsce, w małym Ciepielowie ukrywano Żydów. Do dziś ostatni pamiętający tamte czasy ze łzami w oczach opowiadają o tragicznych dniach z grudnia 1942 r. To żywa historia, która dzięki Maciejowi Pawlickiemu i Arturowi Gołębiewskiemu stać się może – i powinna – aktualną dla nas wszystkich. Ten film może także odegrać rolę przełomową. Jedyne bowiem, co do dziś łączy relacje żydowskie i polskie, to zgodne stwierdzenia, że Żydzi nie byli przez Polaków lubiani (oczywiście nie chodzi o konkretne – znane – osoby, ale jako naród), że byli obcy ze swoimi zwyczajami. Polacy zapamiętali im także ujawniający się przed wojną i w latach 1939 – 1941 brak solidarności z Polakami. Te dwie pamięci zrodziły jednak konkretną listę polskich „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, która uchodziła dotąd za jedyną prezentującą autentyczne dzieje Polaków ratujących Żydów. Dziś, dzięki badaniom historyków, a także wzajemnym, coraz bogatszym relacjom między Polską a Izraelem, strona żydowska coraz lepiej zdaje już sobie sprawę, że lista te nie jest kompletna.

Dlatego też strona polska stara się zbudować w Warszawie imienny pomnik ku czci Polaków ratujących Żydów, z nadzieją, że w ciągu najbliższych lat lista polskich „Sprawiedliwych” zbliży się do rzeczywistej listy Polaków niosących pomoc Żydom w czasie II wojny światowej.

Autor jest historykiem, doradcą prezesa IPN, profesorem UKSW

Infonurt2 : warto zajrzec do książki  Stefana  Kobrońskiego Polacy, Żydzi i Holocaust oraz wywiadów z jegożoną Zofia ..Wyjechali w 1947 uciekając ..właśnie przed  Żydami -litwakami nadesłanymi nam po wojnie przez Stalina. Za ich zasługi w ratowaniu Żydów Berman dał im szanse ... ucieczki promem do Szwecji ..Nie wszyscy dostapili tego..inni jak Gen Nil, i 300 tys innych Akowców – zostali  przez Żydów i NKWD  zamordowani.

PRACA ZBIOROWA

Inne artykuly:
MUROWANIE LUDZKOŚCI (11.02.2009)
WÓDZ (08.19.2009)
Victoria Polska 1920 roku (08.14.2009)
BANDEROMACHIA (08.07.2009)
Obława Augustowska - pogrom Polaków z AK (08.06.2009)
NIEDOPUSZCZENI NA POMOC WARSZAWIE (08.01.2009)
Maciej Rataj Pamiętniki 1918-1927 (07.31.2009)
Przewrót majowy w rachubach Kremla (07.27.2009)
STRACH PRZED PRAWDZIWĄ HISTORIĄ POLSKI (07.14.2009)
OSTATNIE GODZINY ŻYCIA STALINA (06.12.2009)



  Daj swoje logo tutaj
Miejsce na twoją reklamę

::| Goracy temat
Apel w sprawie śmierci Doktora Dariusza Ratajczaka.
ś.p. dr.DARIUSZ RATAJCZAK WIECZNIE ŻYWY
ZASZCZUCIE TEGO CZŁOWIEKA TO HAŃBA DLA UO, KOŚCIOŁA i TEGO MIASTA...OPOLA!
tajemnicza śmierć Dariusza Ratajczaka
Żydzi to nie wybrany naród a wymyśłony
OSTATNIE GODZINY ŻYCIA STALINA

SOSO NEWS EXPRESS
[Do gory]