Infonurt2
Bohdan Szewczyk Wydawca, 14 Arletta str. Georgetown,On. L7G 3J3, tel. 905-873-0961
Twoja wyszukiwarka
Piatek, 09.10.2010, 06:26pm (GMT)
  Strona glowna
  FAQ
  RSS
  Linki
  Mapa strony
  Kontakt
 
Dziennikarze "Superwizjera" TVN dotarli do Pawła Plusnina ; Śmierć dr Ratajczaka była planowana? ; OD WYDAWCY- WRZESIEŃ 2010 ; MATKA ; Pogrobowcy i ofiary Solidarnosci z KOR
::| Poszukiwane zapytanie:       [Szukanie zaawansowane]
 
Wszystkie artykuly  
  Forum dyskusyjne
  Sensacje
  OD WYDAWCY
  TEMATY WAŻNE
  Polityka
  Historia
  Książki które polecamy
  OBRONA SKARBU PANSTWA POLSKIEGO
  Tematy ciekawe
  Filmy
  SPORT
  TŁUMACZ
  Zaprzyjaźnione serwisy
  REKLAMA KLASYFIKOWANA
Daj reklame Najlepsze miejsce DLA CIEBIE

 
 
Książki które polecamy
 
DZIEJE BEZ DZIEJÓW
Piatek, 02.19.2010, 12:02pm (GMT)

Paradoks pozorny.

Paradoks, który swój głęboki sens odnajduje w ostatnich trzech wiekach naszej historii. Paradoks, który zatraca swą paradoksalność w bieżącym nurcie życia polskiego.
Dzieje bez dziejów. Takim określeniem najdobitniej zamanifestować można właściwą postawę uczuciową wobec dziejów, którym brak znamion wielkości. Jest to postawa buntu. Tylko z takiej postawy może zrodzić się wola i czyn, walka o lepsze Jutro.
Wola zrodzona z napięcia uczuciowego tylko wtedy zaważyć może na przebiegu historii, gdy weprze się silnie o intelekt. Złoża duchowe dają energię, skuteczność działania zapewnia poznanie. Poznanie określa ściśle cel i warunki jego realizacji. Historia, tak jak czas, nie zna przerw. Każdy rzut w przyszłość posiada głębokie uwarunkowania w czasach minionych, jak i obecnie przeżywanych. Poznanie, wykrywając związki przyczynowe przebiegających zjawisk życia zbiorowego, daje możność świadomego oddziaływania na tok dziejów po myśli naszych pragnień i wyznawanych ideałów. Te przesłonki uzasadniają trud podjęty przez autora "Dziejów bez dziejów". Praca bowiem ta jest szeroko zakrojoną próbą uchwycenia w zwarty system myślowy rozlicznych powikłań, składających się na całość naszego życia zbiorowego w latach 1600 - 1950, jest to próba wykrycia sił sprawczych, leżących u podstaw przeżywanej epoki. Stąd podtytuł książki: "Teoria rozwoju wewnętrznego Polski".
Oczywistą jest rzeczą, że praca ta, daleka od bezproduktywnego banału naszej oficjalnej nauki historii, czy też komunałów na użytek chwili preparowanych, sięgnąć musiała do samych źródeł, skąd wyrastają siły istotnie czynne w rozwoju Polski. Siły te są duchowej natury. "Teoria" wykazuje jak pod ich działaniem rodzą się nieubłagane a ponure procesy, których nieodwracalność, tak długo jak długo czynne są te siły, jest niemożliwa. Wynika stąd konsekwentna postawa najgłębiej sięgającego rewizjonizmu. Postawa buntu wobec treści duchowych, które powszechnie zwykło się uważać za najwyższy na skali wszelkich wartości. W tym sensie "Dzieje bez dziejów" są zarzewiem głębokich niepokojów ideowych, bez których - trzeba to sobie powiedzieć - nie ma mowy o nawrocie z ahistorycznych bezdroży. Ale w Polsce dzisiejszej takie postawienie problemu jest co najmniej niepopularne. W atmosferze powszechnej sytości duchowej i upojenia prawdami trwającymi od wieków w sklerotycznym zastoju, wszelka istotnie nowa myśl ideowa, burząca martwą toń bezruchu, zyskuje sobie miano "szkodliwych dla Narodu nowinek". Każdej próbie zasadniczej zmiany, gdy już nie sposób nie uznać jej obiektywnej konieczności, przeciwstawia się podstępny chwyt: "Polska nie ma czasu". Ten szantaż ideowy przewija się niezmiennie przez dzieje Polski. Wyostrzony praktyką wieków, tym sprawniej działa dzisiaj. Nic to, że historia powszechna wypełniona jest przykładami, że Narody zawsze od dogłębnych przewartościowań duchowych rozpoczynały swoje wielkie epoki, gdy ich nie stało, następowały nieubłaganie okresy bezdziejów. "Polska nie ma czasu". Potworność tego szlagwortu występuje w całej swej upiornej okazałości, gdy zważymy, że chroni on nie samorodne wartości, nie własne twory genialności Narodu, ale chroni "prawdy" obce, przed wiekami zaszczepione na Jego żywym ciele. Obecna chwila szczególnie sprzyja szermierzom tego hasła. Ale nie trza mieć złudzeń. Zarzewie przemian ideowych jakie mają się zrodzić z myśli rzuconych w "Dziejach bez dziejów", nie wywoła żadnych wstrząsów już dzisiaj, co najmniej byłoby oceniać tę pracę według kryteriów, jakie narzuca bieżąca chwila. Tu raczej należy baczyć, by zachłyśnięcie się bieżącą chwilą nie stało się narzędziem tych sił, które kierowane swym pasożytniczym zmysłem, chwytają każdą okazję dla utwierdzenia się i zwiększenia swego żeru. Te to bowiem siły szczują hasłem: "Polska nie ma czasu". Tu również należy baczyć, zaabsorbowani dniem dzisiejszym, nie zapomnieli o zaczynie dnia jutrzejszego.
Niejednemu czytelnikowi "Dziejów bez dziejów" nasunie się problem pesymizmu i optymizmu. Niejeden czytelnik zbyt pochopnie oceni tę pracę jako wyraz krańcowego pesymizmu. Nic bardziej fałszywego! Pewnie, że wnioski snute na kanwie " teorii wewnętrznego rozwoju Polski" daleko odbiegają od głęboko zakorzenionej w umysłowości polskiej skłonności do samoadoracji, i do wnoszenia własnych cech słabości na ołtarze "świętości narodowych".
"Dzieje bez dziejów" to nie jakaś tam taka, lub owaka ocena polskiej rzeczywistości. "Dzieje bez dziejów" to przede wszystkim teoria, poznanie tego co jest. Ponad zakłamanie łzawego "optymizmu" wyrasta wola opanowania myślowego całości procesów życia Narodu. Od tego ogniwa zacząć musi każde zamierzenie rzutowane w przyszłość. Czyż można nazwać optymistą lekarza, który kaszel chorego na otwartą gruźlicę ocenia jako lekką grypę? Optymistą wydaje się być ten, kto wyrastając ponad komunały niedomówień, zwały tchórzliwych przemilczań, czy uznane powszechnie fikcje, szuka prawdy, choćby najbardziej bolesnej, gdy w oparciu o nią realizować wolę upragnionych zmian. Każda strona "Dziejów bez dziejów" jest wyrazem najśmielszego optymizmu, jest radosnym objawieniem, iż rdzeń Narodu, główne elementy Jego organizmu, są zdrowe, pełne uśpionych sił, zaś tajemnicza choroba, od wieków podcinająca Jego żywotność, okazała się tylko schorzeniem systemu nerwowego - duszy zbiorowej, schorzeniem, którego istotę, gdy się uświadomi łatwo będzie usunąć.
Problem katolicyzmu. Hołdownikom systemu duchowego, reprezentowanego przez katolicyzm, problem ten wyda się być centralną osią pracy Stachniuka. Odpowiednie zresztą sugestie zdołały dość głęboko zapuścić korzenie w polskiej publicystyce. Nic bardziej złudnego! Na sztandarze naszej walki nie ma miejsca na słowo: katolicyzm. Nonsensem jest przypuszczać, byśmy swoje życia oddawali tego rodzaju celom. Tylko patentowani obrońcy "wiecznych praw" mogą uważać katolicyzm za coś czemu warto się poświęcić, już to walcząc z nim, już to go broniąc. Zbyt cenimy swoją wartość, by w naszym stosunku do katolicyzmu przekroczyć właściwe proporcje. Katolicyzm nadęty jest swoimi własnymi kryteriami wartościowania. Nasze kryteria są inne, stąd nie urzeka nas jego "moc". Przedmiot naszych zainteresowań i ukochań leży w innym wymiarze. Gdy jednak w konkretnych warunkach katolicyzm stoi zwadą na drodze do realizacji naszych pragnień i ideałów, poświęcamy mu tyle czasu i trudu, ile wymaga tego skuteczność działania. Nic ponad to.
"Dzieje bez dziejów" Stachniuka ukazują się jako pierwsza publikacja książkowa zespołu ludzi, skupionych wokół miesięcznika "Zadruga". Książka ta wieńczy dwuletni okres działalności publicystycznej, jest jednocześnie zamknięciem wstępnego etapu pracy, który był niezbędny dla samookreślenia się i zarysowania naszej postawy ideowej od strony warunków, w jakich aktualnie żyjemy. Sformułowania tego etapu są jakby negatywem naszych wyobrażeń, które dopiero Jutro nabiorą rumieńców życia. Dokonane już teraz pozwolę uniknąć błędów, zabezpieczą przed zejściem na manowce w drodze do wytęsknionej przyszłości. Ale to jest dopiero wstęp. Zdanie właściwe, niepomiernie ważniejsze leży przed nami. Trzeba teraz dokonać sformułowań własnego światopoglądu, odpowiedzieć napytanie w czym leży sens życia człowieka. Trzeba z kolei dać wytłumaczenie historii jaj podmiotu, jakim jest naród. Wreszcie zarysować trzeba w zawartym systemie myślowym cel dziejowy Narodu i drogi doń wiodące. Trzeba rozwiązać myślowo problem całej Słowiańszczyzny z którą czujemy się organicznie związani - To są zadania i zamiary na najbliższą przyszłość. Dorobek osiągnięty w naszym skromnym zakresie utrwalać będziemy w dalszych kolejnych wydaniach książkowych. Przerwy w czasie wypełniać nadal będzie "Zadruga". My tu przemawiamy za siebie samych. a przecież niepodobieństwem jest żebyśmy siebie, ilu nas teraz jest w zespole, uważali za zdolnych do podołania ogromowi zadań, które muszą być spełnione nim zostanie skończony systemat uzdalniający wolę do skutecznego działania. Jest to bezpańskie pole pracy, które przeorywać muszą wszyscy ci, których mierzi lichota duchowa systemu kulturalnego, na którym wciąż jeszcze wspiera się życie umęczonego Narodu.
Serca nasze biją tęsknotą za Wielkością, za stylem życia polskiego, w którym znojny trud, męstwo i wytężenie człowieka każdą chwilę trwania otoczą blaskami niewysłowionego piękna... Jakże daleko jesteśmy od tej chwili dziś, gdy otacza nas małość, strojna w pontyfikalne szaty! Małość, wszystko co nam drogie swoim całunem pokrywająca, małość co w mroczną otchłań bezdziejów wtrąciła już setki milionów istnień... Rozpocząć musimy nowy wątek życia, życia prawdziwie polskiego.
Zespół "ZADRUGI"

Część I
Zasady ogólne
Rozdział I. Historia narodu jako przedmiot teorii
1. Wola tworzenia dziejów i jej warunki.
Rzeczywistość polska, widziana oczami żyjącego pokolenia jest taka, jaką ją stworzył naród wysiłkiem pokoleń ubiegłych i tego, które aktualnie po ziemi naszej stąpa. Wpływy zewnętrzne, wyciskające swoje piętno na polskiej rzeczywistości, nie zmieniają istoty rzeczy, gdyż rozpatrywać je należy jako warunki dane, wśród których przebiegała aktywność życiowa licznych pokoleń, składających się z milionów jednostek. Narody ościenne, ich zasięgi i oddziaływania historyczne należą do tej samej kategorii zjawisk, jak klimat, gatunek gleby, roślinność, ukształtowanie powierzchni, system rzek. Naród, pojmowany jako ciąg pokoleń, działać musiał wśród tych okoliczności, dzięki czemu aktualna rzeczywistość cywilizacyjna jest wynikiem tego działania, produktem zachowania się życiowego setek milionów istnień zarówno już zmarłych, jak i żyjących. Wszystko, co się składa na "teraz", jest sumą zobjektywizowanych aktywności życiowych niezliczonych milionów jednostek. Jutro zaś będzie takim, jakim je stworzą członkowie narodu polskiego żyjący "dziś".
Określmy naszą postawę wobec rzeczywistości polskiej, wobec płynącego strumienia życia polskiego: polega ona na woli uzyskania takiego wpływu na tok życia, by życie to spotęgować, narzucić mu potężny rytm, nadać znamiona Wielkości. Wola realizacji Wielkości w życiu polskim jest tą zasadniczą postawą duchową, która narzuca nam nakaz wzięcia jak najczynniejszego udziału w zachodzących procesach.
Współczesne życie polskie jest rażącym zaprzeczeniem tego wszystkiego, co w duszy czującego narodowo Polaka wiąże się z odczuciem Wielkości. Istnieje przepaść pomiędzy tym, co być powinno wynika z systemu wartości, nadających sens życiu ludzkiemu, a tym co stanowi konkretną, namacalną, upiorną rzeczywistość polską. Pomijając przeraźliwą nędzę materialną, niesłychanie niski poziom cywilizacyjny całości życia narodowego, najbardziej uderzającą, najdotkliwiej dającą się odczuć jest nędza duchowa, moralna, niesamowite ubóstwo życia uczuciowego. Atmosfera emocjonalna, owa gleba każdego systemu kulturalnego, w całokształcie życia narodowego polskiego jest jałowa w stopniu nie dającym się wprost określić. To co istnieje, to co stanowi świat uczuciowy licznych pokoleń i niezliczonych setek milionów istnień, prawie całkowicie mieści się w liryce trawienia. Dogłębne metafizyczne emocje, wstrząsające duszą ludzką, potęga uczuć i z nich wyzwalające się równie potężne aktywności są w życiu polskim takim, jakim ono jest współcześnie, czymś obcym, dalekim, niezrozumiałym.
Z tego stwierdzenia płyną bardzo daleko sięgające następstwa. Skoro pomiędzy systemem wartości, wyznaczającym profil ideowy polskiego nacjonalizmu, a rzeczywistością społeczną Polski istnieje wyraźna rozbieżność, a właściwie sprzeczność, to tym samym rodzi się nakaz świadomego wpłynięcia na tę rzeczywistość, przekształcenia jej według posiadanego wzorca, będącego wykładnikiem naszej postawy wobec życia. Z tej postawy woluntarystycznej, postawy czynnej, nakazującej przystąpić do działania rodzi się problem, stanowiący oś pracy niniejszej, a mianowicie zagadnienie warunków, które decydują o skuteczności tego działania. Warunkiem każdego działania jest poznanie okoliczności w jakich to działanie ma przebiegać oraz poznanie samych elementów działania.
Najsilniejszą, bo nieprzebytą przeszkodą dla skutecznego działania jest niewiedza. Jeśli ktoś, wyhodowawszy w swoim ogródku nieogrodzonym żadnym płotem smakowite odmiany gruszek, postarał się, by fakt ten uszedł uwagi i wiedzy okolicznych uliczników - to możemy z całą pewnością rzec, iż gruszki te są chronione najlepiej. Bo gdyby wiedzę o istnieniu gruszek posiedli malcy, pozbawieni szacunku dla cudzej własności, gruszki stałyby się ich łupem i nie przeszkodziłyby temu ani płoty, ani mury, ani druty kolczaste: bowiem niewiedza jest skuteczniejszą zaporą przed działaniem niż grube mury. Zasada ta stosuje się w pełni do każdego działania. O ile niewiedza jest murem nie do przebycia dla jakiegokolwiek działania, to szczególnie zatwardziałą postacią niewiedzy jest błędna, fałszywa wiedza. Wzmiankowani ulicznicy, spragnieni apetycznych gruszek, mogą czynić gorączkowe poszukiwania za nimi w swej okolicy; gdyby przezorny hodowca gruszek potrafił uświadomić ich jakąś drogą, iż poszukiwane gruszki rosną w jakiejś określonej dalszej okolicy; to pchnąwszy amatorów gruszek na fałszywy ślad, pewność zachowania owoców wyłącznie dla siebie podniósłby bardzo znacznie.
Poznanie jest zasadniczym warunkiem działania nie tylko w konkretnych sytuacjach codziennego życia. W tym samym stopniu stosuje się to do każdego działania społecznego. Jeśli jednak dość często słyszymy o spontaniczności, o intuicji jako momencie decydującym o działaniu w życiu politycznym, społecznym itp., to wynika to ze specjalnych przyczyn. Akt poznania w wyżej podanym przykładzie z gruszkami i niepowołanymi amatorami na te gruszki jest prosty i nieskomplikowany. Z chwilą uświadomienia przez uliczników miejsca i położenia ogrodu z gruszkami kwestia poznania i losu gruszek jest przesądzana. Inaczej jest w skomplikowanych stosunkach życia zbiorowego. Ogarnięcie niezliczonych wątków przyczynowych, ujęcie ich w sądy i pojęcia ogólniejsze, zbudowanie systemu hierarchicznego tych sądów, nastręczać może tak wielkie trudności, iż całkowite poznanie warunków dla jakiegoś zamierzonego działania społecznego może wcale nie nastąpić. Działanie po omacku, kierowanie się intuicją stać się musi tą jedyną, często zwodniczą nicią Ariadny w danej akcji. Skuteczność takiego działania stać będzie w pewnej proporcji do posiadanych elementów wiedzy, tyczących się warunków, wśród których działanie będzie przebiegać.
Wola, zdążająca do przemiany życia polskiego, w całej rozciągłości poddana jest tym samym prawom. W każdym niemal ubiegłym pokoleniu istniały w łonie narodu grupy czujące tak samo jak my, którzy pragniemy gruntownej odmiany kierunku rozwojowego, po którym Polska z nieubłaganym fatalizmem się toczy. Działalność ich nie dała pozytywnego wyniku... Staje więc przed nami zadanie dokonania najbardziej wnikliwej analizy, najgłębiej sięgającego poznania sił, sprawiających rozwój życia polskiego według niezwykłych linii kierunkowych. Musimy poznać, co się właściwie dzieje i dlatego musimy ogarnąć całość stosunków życia polskiego, by zamknąć je w zwartym systemie sądów, wyjaśniających niezwykłą kierunkową rozwoju Narodu, której etapy już przebyte, lub te, ku którym się zdąża, budzą w nas najbardziej tragiczne odczucia. Krótko: stworzyć zwarty system uporządkowanych sądów tłumaczących nam prawidłowość rozwoju Polski. Będzie to więc "teoria rozwoju wewnętrznego Polski".
Dokonawszy tego dzieła, uzyskamy- potężne narzędzie do skutecznego działania. Brak jego wniwecz obracał wszystkie wysiłki poprzednich pokoleń. zanotowane przez historię w ostatnich stuleciach.

2. W nurcie historii.
Skoro przedmiotem działania ma być życie zbiorowe narodu, jego świat duchowy, polityka, gospodarstwo, a o skuteczności tego działania w wysokim stopniu decyduje poznanie prawidłowości w tym życiu zachodzących, to tym samym stwierdzamy, iż chodzi nam o system teoretyczny, który by dawał jasny, wyraźny i uporządkowany obraz rzeczywistości polskiej i sił które ją stwarzają.
Ze strumienia historii wydzielamy niejako pewien okres i staramy się określić układ sił czynnych w obecnym, obchodzącym nas momencie i o stawaniu się decydujących. Zdajemy jednak sobie sprawę z tego, że historia jest to ciągłość i kolejne zazębianie się zdarzeń. Wiemy, iż w każdej chwili teraźniejszości działa cała przeszłość nawet najdalsza. Stajemy zatym wobec konieczności ujęcia ogólnego rytmu historii, ogólnych linii rozwoju dziejów, by na ich tle rozpatrywać konkretny, interesujący nas, szczegółowy okres historyczny. Systematyczny- wykład historiozoficznego ujęcia dziejów odkładamy do pracy temu zadaniu poświęconej specjalnie. Konieczność usadzenia przedmiotu "teorii rozwoju wewnętrznego Polski" w żywym nurcie historycznym, nakazuje jednak dokonać krótkiego rzutu oka na to, co stanowi trzon dziejów. Umożliwi to myślowe wyodrębnienie okresu naszej historii; będącej przedmiotem "teorii rozwoju wewnętrznego Polski', ułatwi dokonanie uogólnień, stanowiących o istocie poznania. Poznać otaczające nas życie polskie, jego rytm, znaczy to: poznać ogólne linie rozwojowe leżące w głębszej perspektywie, a na ich tle szczególny odcinek naszej historii, z którym jesteśmy najbardziej związani, w nim bowiem działamy i żyjemy.
Jeśli patrzymy na świat materii martwej, bez trudu dostrzegamy jego zasadnicze prawo, polegające na nieubłaganej degradacji, którą nazywamy w fizyce entropią. Materia posiada wyraźną kierunkową ku stopniowemu rozładowaniu się. Jak nakręcony zegarek stopniowo się rozkręca, tak też świat otaczających nas żywiołów martwych rozpada się na atomy, elektrony, wypromieniowuje w przestrzeń.
Całkowicie inne są prawa biologii-wegetacji. Pnie się ona w kierunku przeciwnym. Jest to świat flory i fauny. Człowiek w nim się niczym nie wyróżnia. Dopiero postawa heroiczna wobec życia, bój o władztwo nad nim i nad materią, wbrew prawom "przyrodzonym" materii i wegetacji, ujawnia, iż w istocie ludzkiej jest coś, co go wynosi nieskończenie nad poziom żywiołów go otaczających i tych, których częścią jest on sam. O ile życie - wegetacja jest czymś "nienaturalnym" w stosunku do prawidłowości zachodzących w świecie nieorganicznym, t. zn.w postawa heroiczna jest w takim samym stopniu "nienaturalna" wobec rytmu wegetacji. Postawa heroiczna wprowadza nas w całkiem inny wymiar. Z chwilą gdy stajemy na stanowisku, że poza naturalnymi wartościami życia-wegetacji, moją powłoką cielesną "ja", lub jej wyimaginowanym przedłużeniem w postaci duszy nieśmiertelnej ("ja wieczyste" - "personalizm") istnieją rzeczy nieskończenie ważniejsze, którym owe "ja" nierozerwalne z wegetacją podporządkowane być musi - otwiera się nowy, ogromny, porywająco piękny, nabrzmiały patosem świat. Zarówno wegetatywne jak i heroiczne ustosunkowanie się do świata mieścić się może często w tej samej piersi. Zwycięskim może być tylko jedno. Pojąć więc możemy tę zasadniczą wrogość z jaką muszą się ustosunkować wobec siebie te wykluczające się wzajemnie postawy.
W człowieku więc dostrzegamy dwie wyraźne sfery życia. Z jednej strony człowiek jest zwierzęciem, o tych samych cechach, poddany tym samym prawom co i reszta ssaków, z drugiej zaś strony jest obdarzony impulsem twórczości, wolą dokonywania przeobrażeń w żywiołach go otaczających i tych, których częścią jest on sam. Pierwszą nazwaliśmy wegetacją, drugą zaś cechę określiliśmy jako wyraz postawy heroicznej wobec bytu.
Postawa wegetatywna jest wspólna całemu życiu organicznemu; przecina ona duchowość człowieka w ten sposób, iż życie uczuciowe i aparat umysłowy jest jakoby czymś niepotrzebnym. Można to sobie wyobrazić w ten sposób, że umownie zakładamy brak w człowieku postawy heroicznej. Zostaje tylko postawa wegetacji, która ciąg pokoleń człowieczych, ich materialne życie zbiorowe uporządkuje w sposób najbardziej odpowiedni. Niezmącone trwanie indywidualnych ciał, swobodny przebieg procesów fizjologicznych stanie się jakby celem samym w sobie. Tak uporządkowane jest życie świata zwierzęcego. Ponieważ człowiek posiada jeszcze życie psychiczne t. j. procesy uczuciowe i intelektualne, więc też w rytmie wegetacji ,muszą one być dostosowane, uciszone i włączone do ogólnej harmonii. To dostosowanie da nam lirykę wegetacji, lirykę trawienia w takim lub innym systemie kontemplacji. Wgłębienie się w wegetację dać musi zjawisko ucieczki od świata zewnętrznego, materialnego, wrogość doń, niechęć do kontaktu z nim, a więc niechęć do pracy, woli macy, potęgi, wysiłku itp.
Postawa heroiczna jest przeciwstawieniem tego wszystkiego. Rozsadza ona rytm wegetacji. Aparat psychiczny, zamiast zamierać w liryce trawienia, w dziwach kontemplacji, staje się potężnym narzędziem opanowania żywiołów materialnych, oraz żywiołów, składających się na istotę człowieka. Postawa heroiczna ma strzałkę kierunkową wręcz przeciwną niż rytm wegetacji. Człowiek tą postawą opanowany, zamiast podporządkowywać się wegetacji, dąży do jej opanowania, do realizacji mitu wszechpotęgi. Stopniami, po których się wznosi, jest zobjektywizowana twórczość. To co wydarł z żywiołów materii martwej i żywej, to co z wegetacji w sobie zdusił, przetworzył jest szczeblem do potęgi, do dalszej twórczości. Każdy zdobyty szczebel to historia, to etap realizacji mitu. Gdy droga zakreśloną przez dany mit dziejowy jest wyczerpana, wówczas trzeba zsumować drogę przebytą, wpatrywać się w mrok przyszłości i rzucać nowe przęsło, nowy most, nowy zarys akcji dziejowej - dla ciągu pokoleń następnych.
Jesteśmy w stanie po tym króciótkim rzucie określić różnicę pomiędzy dziejami i bezdziejami, pomiędzy wielkością w dziejach i nicością, ahistorycznością.
Tam, gdzie wola heroizmu, wola twórczości jest zduszona, nie jest normą życia zbiorowego, tam panuje wegetacja, wyobrazić którą możemy sobie w postaci perpetuum mobile, wynurzających się i niknących, pozornie tylko żywych pokoleń, podobnych do strumienia krwi, płynącego bezszelestnie w zamkniętym błędnym kole. Są to bezdzieje. Co innego stanowi istotę dziejów. Wola twórczości wgryza się w żywioły, przeistacza je w swoje ramię, w swoje narzędzia. To co jest heroiczne ma w sobie coś boskiego, coś, co swoją potęgę coraz szerszym kołem zakreśla, aż kiedyś cały byt obejmie.
W ten sposób otrzymujemy dwie linie, całkowicie rozbieżne, dwie osie, według których świat może się rozwijać. Jedna linia to bezdzieje, pogoda nieporuszonej, zwierzęcej wegetacji; druga to ciągły morderczy wysiłek, stały niepokój wytężonego ducha człowieka. Rozbieżność pomiędzy tymi liniami stanowi najbardziej zasadniczy podział światopoglądowy, najbardziej głęboki podział pomiędzy typami ludzkimi, kulturami, systemami duchowymi. Podział ten 'posiada dziś w Polsce najwyższą aktualność, jest kryterium, które zadecyduje o losach Polski i Słowiańszczyzny.

3. Odwieczne formy bezdziejów.
Jakież są istotne oznaczniki bezdziejów? Odpowiedź na to pytanie nie jest zbyt łatwa.
Typ cywilizacji wyrastający z postawy wegetacji jest pozornie niejednolity. Trzeba najpierw odrzucić misterną fasadę sztucznie wyjaskrawionych szczegółów, by dostrzec to, co jest wspólne dla wszystkich kultur w czasie i przestrzeni, wywodzących się z postaw wegetatywnych.
Wspólną podstawą tych wszystkich systemów społeczno-kulturalnych jest ujmowanie życia ludzkiego jako czegoś, co jest bez reszty zamknięte w ramach sztywnych praw. Z łatwością zauważyć można, iż podstawy te są jakby odbiciem niezmiennych praw naturalnych, rządzących światem flory i fauny. Życie rysuje się jako przesączanie się kropli cieczy przez ścianę żywiołów. Miliony takich kropelek życia w postaci indywiduów ludzkich przesiąkają przez żywioły materii nieorganicznej, a następnie spływają w nicość, by potem rozpocząć znów to samo od początku. Życie ludzkie nie posiada tu samoistnego sensu, a przymusowa wędrówka przez "doczesność", przez wrogie żywioły jest ciężkim dopustem, który przebyć należy z największą pokorą i rezygnacją.
System pojęć, jaki może wyrosnąć w kręgu takiego ustosunkowania się do życia, jest naogół ten sam po wszystkie czasy. Z zasady zawiera on tezę o nikłej wartości życia, o wrogości panującej pomiędzy życiem ludzkim a żywiołami, wśród których musi się ono rozlokować. Do tego dojść musi wiara, iż od doczesności należy jaknajbardziej się oddalić, szukać rozwiązań w wymiarach swego "ja", rezygnacja, uciszenie namiętności i pożądliwości, tendencje ku trzymaniu się złotego środka pomiędzy koniecznością korzystania ze świata zewnętrznego i chęcią ucieczki odeń. Gdy wypośrodkujemy ten ideał wegetacji, z łatwością zauważymy, iż jest on podstawą wszystkich wielkich systemów religijnych. Ta sama zasada leży u podstaw Buddyzmu, Braminizmu, starego Judaizmu i młodego Judaizmu (chrześcijaństwa), Konfucjonizmu, Mahometanizmu itp. Różnice istniejące pomiędzy nimi są tylko wyrazem dostosowania się do konkretnych warunków klimatycznych, fizycznych, a przede wszystkim do podłoża biologiczno-rasowego. Stwierdzamy więc, na tym miejscu, iż łożysko którym płynie wegetacja, systemy duchowe i kulturalne, które z niej wyrastają są wspólne dla wszystkich ras, każdego czasu i miejsca. Różnice są tylko barwną zasłoną utkaną z jaskrawych szczegółów drugorzędnych. Zasady starego judaizmu i młodego judaizmu, czyli chrześcijaństwa są te same, złudne zaś różnice powstały a konieczności przystosowania starego judaizmu do bujnej witalności młodych narodów aryjskich, których nieokiełznana wyobraźnia dodała liczne szczegóły ornamentacyjne do starych prawd wegetacji, zawartych w judejskich ewangeliach.
Stąd to wynika "wieczystość" prawd niezmiennych różnych Buddyzmów, starych i młodych judaizmów. Różnice w sposobie łagodzenia strachu przed nicością, przed nieubłaganą "śmiercią", rozmaite sposoby zwalczania i duszenia buntujących się mocy są czymś, co najbardziej się rzuca w oczy, aczkolwiek są to już rzeczy nieistotne, wtórne,

4. Zagadnienie wielkości w dziejach.
W przeciwieństwie do wiecznych i bezdziejowych zasad nagiego personalizmu, zasad czystej wegetacji, osładzanej wizją takiego lub innego piekła, albo siódmego nieba po śmierci postawa heroiczna wobec życia stwarza najzupełniej różny ciąg rozwojowy.
Życie ludzkie nie posiada samoistnej wartości. Jest natomiast olbrzymią, bezcenną wartością przez to, co ze siebie dać .może. Tylko to, co człowiek stworzył, zobjektywizował, uczynił szczeblem do dalszej twórczości, to posiada wartość, jest dobrem. Nie do pomyślenia jest tu istnienie człowieka izolowanego. W systemie wegetacji natomiast, jednostka swoje najdonioślejsze cale osiągnąć może w pełnej izolacji, w pustelni, na samotnej wyspie (Buddyzm, staro-judaizm, młodo-judaizm i inne).
Postawa heroiczna pcha człowieka ku twórczości, ku władztwu nad żywiołami. Dokonuje się to nie w wyniku odruchowego wybuchu ślepej aktywności, lecz według pewnych linii rozwoju dziejowego. Jednostka jest na posterunku, na którym ktoś przed tym był czynny i dzieła doprowadził do pewnego punktu, od którego ona ma działać w sposób określony danymi warunkami. Jest to problem mitu, problem planu akcji dziejowej, rozwijającej się, przechodzącej swoje fazy, a więc zmiennej, gdzie o "odwiecznych zasadach" mówić jest rzeczą śmieszną. Jest to ciągłość i zmienność, napięta myśl i wola, wytężenie i przystosowywanie się do logicznie nadążających zmian. Człowiek jest specjalną komórką, spełniającą doniosłe funkcje w milionowym organiźmie społecznym, ewoluującym ku swym celom, etapami których jest narastająca moc i potęga. Gdy naród wkroczy na linię twórczości, dla której motorem jest tylko postawa heroicznego ustosunkowania się do bytu, tym samym włączyć się musi w rytm historii. Odpaść muszą wszystkie przywileje szczęśliwości gnicia w bezruchu "odwiecznych prawd".
Wielkość w dziejach jest niesłychanie rzadkim zjawiskiem. Jeśli pominiemy Asyrię, Babilonię i Egipt, to epokami noszącymi znamiona wielkości będzie tylko świat starożytnej Hellady z Rzymem i epoka porenesansowa z szczytowym wiekiem XIX. To co dzisiaj w świecie się dzieje jest też niewątpliwie wprowadzeniem w wielką epokę. Jeśli się uwzględni, iż ród ludzki istnieje na globie ziemskim według obliczeń antropologów około 1.000.000 lat, a więc około '0.000 pokoleń, to okaże się, że okresy wytężonej twórczości, epoki owiane duchem wielkości są niesłychanie nikłym wycinkiem. Świat antyczny wraz z epoką porenesansową, wynosi coś około 1.000 - 1.500 lat t. j. 40 - 50 pokoleń. Prawie cały nasz dorobek temu nikłemu wycinkowi dziejów zawdzięczamy.
Podstawą dokonanego w tych okresach rozwoju jest heroiczne ustosunkowanie się do bytu. Morze wszechobejmującej wegetacji, czystego trwania, zalewające świat duchowy człowieka, musiało w tych krótkich okresach czasu ustąpić, odpłynąć przed wynurzającą się z głębi duszy człowieczej postawą heroiczną. System światopoglądowy, panujący na pewien czas w poszczególnych zbiorowościach, z tej postawy wysnuty, sprawił ogromny skok cywilizacyjny. Że siłą motoryczną tych epok była postawa heroiczna, wynika stąd, że nie do pojęcia byłby w świetle wegetacyjnego stosunku do życia, ani niezłomny wysiłek filozofów i artystów Hellady, ani wytężenie "kapitanów przemysłu", twórców kapitalizmu i imperiów nowoczesnych. Dla wielu może się to wydać niepojęte. Przyzwyczajono się u nas bowiem kojarzyć heroizm z konikiem, szabelką, orderem, biodrzystą dziewicą, nie zaś z napiętą wolą całego życia, prozaicznym zajęciom oddanego, jednak porządkującego świat na swoim drobnym odcinku według wewnętrznej wielkiej wizji, szarego, bezimiennego człowieka.
Wielkość w dziejach, znacząca się potężnym rozwojem kulturalnym i cywilizacyjnym, obiektywizacja ogromu możliwości tkwiących w człowieku, jest czymś krótkotrwałym, przemijającym. Dla nas, żyjących pragnieniem powołania wielkości do rzeczywistości, przemienienia tajonych w sercu tęsknot w rytm codziennego życia, zdobycia męką najwyższego wysiłku blasku wielkości dla każdej chwili naszego codziennego przemijania, każdego uderzenia pulsu, problem zaistnienia i załamania się wielkości jest najbardziej pasjonujący. Dotyczy istoty i wartości życia.
Każda wielka epoka to przede wszystkim zagadnienie mitu. Mit jako plan akcji dziejowej, narzucający jednostce sposób zachowania się w jej codziennym życiu w najbardziej szarych zabiegach, a jednocześnie wiążący je w oczywisty i wyraźny węzeł z najwyższymi ideałami, nadający każdej chwili trwania głęboki sens, otaczający je aureolą najwyższego piękna, jest tym mechanizmem społecznym, który stwarza ujście dla postawy heroicznej, daje możność jej obiektywizacji.
Postawa heroiczna jest to wola twórczości; ta zaś nie może się ograniczyć do wymiarów "duszy", lecz musi uruchomić elementy świata zewnętrznego, rzucić pomost do żywiołów człowieka otaczających i wraz z jego naturą psychofizyczną traktować wszystko razem jako tworzywo. Procesy twórczości artystycznej, filozoficznej, gospodarczej, technicznej, politycznej, naukowej odbywają się zawsze na granicy pomiędzy żywiołami: jaźni i niejaźni. Każda twórczość, czy to będzie dzieło artysty, towar, wynalazek techniczny, maszyna, dom, zawiera w sobie jednocześnie coś z natury ludzkiej i świata materii nieorganicznej lub organicznej (np. działanie nasze na świat roślinny i zwierzęcy), stopione w pewnej syntezie. Innymi słowy: postawa heroiczna, jako wola twórczości, przejawia się na zewnątrz w takim lub innym kształtowaniu świata dostrzegalnego zmysłami. Może to być zarówno myśl filozoficzna wypowiedziana słowami, jak i autostrada. Widzimy ją po śladach, które zostawia w świecie uchwytnym dla nas. Często dostrzegamy właśnie tylko te zewnętrzne przejawy, ich ład, zapominając o tej sile duchowej" która je stworzyła. Stąd już tylko krok do bezdroży tego lub innego materialistycznego pojmowania zjawisk.
Chcemy przez to powiedzieć, iż postawa heroiczna wobec bytu z chwilą gdy znajdzie dla siebie ujście, wprawia w ruch elementy materialne tak, że dla obserwatora dostrzegalną jest przede wszystkim właśnie od strony tych elementów. Gdy patrzymy na epokę kapitalizmu to rzuca się w oczy w pierwszym rzędzie straszliwy wir czynników materialnych, postępu technicznego, akumulacji kapitałów, narastania sił produkcyjnych, zgrzytów potężnego mechanizmu rynku, na którym praca fizyczna (klasa proletariacka) została sprowadzona do rzędu towarów, a więc czynnika czysto materialnego; nie dostrzegamy natomiast tych sił duchowych, które na podobieństwo motoru cały ten zawrotny ruch sprawiały. Uchwycenia prawidłowości w ruchu elementów materialnych wiru gospodarstwa kapitalistycznego, dokonał w trafny sposób K. Marks. Ale tym samym popełnił zasadniczy błąd, mszczący się na tych, którzy próbowali w oparciu o tę koncepcję przebudowywać świat.
W ten sposób zbliżamy się do zasad, na których opiera się rozwój ludzkości. Postawa heroiczna jest skierowana na zewnątrz. Tylko w połączeniu z żywiołami otaczającymi człowieka, w najściślejszym powiązaniu z ogromnym światem jest możliwa twórczość. Niema tu mowy o ucieczce od "doczesności", lecz radosne dążenie ku niej, przeświadczenie, że w najgłębszym powiązaniu nas z otaczającym światem tkwi właściwy sens życia. Postawę heroiczną nosi w sobie człowiek, jest to element stały. Świat wewnętrzny, w który ta postawa musi być włączona, jest zmienny. W każdym odcinku globu, w każdym momencie płynącego czasu świat otaczający jednostkę jest inny. Inny jest dorobek cywilizacyjny w narodzie angielskim XVIII wieku, inny już w XIX, inny w XX-ym. Inne są warunki geograficzne w Rosji, inne w Ameryce, inne w Polsce. Jednostka ożywiona wolą twórczości każdorazowo musi dostosowywać się do zmiennego profilu środowiska. Poza postawą heroiczną wszystko inne jest zmienne. Stałą musi być tylko wola twórczości, wola obiektywizacji mocy i potęgi człowieka. Postawa heroiczna jakiejś generacji u jakiegoś narodu, wydobywszy się z pod wpływów balastu wegetacji, musi włączyć się w dane, konkretne, z natury rzeczy oryginalne środowisko materialne, w istniejący stan pojęć, wyobrażeń, metod produkcji, ich jakości i ilości, w stan organizacji społeczno-politycznej, warunki geograficzne itd.
Postawa heroiczna musi te wszystkie elementy uruchomić. Nim to nastąpi musi je przed tym złączyć w harmonijnej syntezie, skonstruować mechanizm złączenia. Wszystkie elementy składowe są czymś oryginalnym. Tyczy to stanu cywilizacyjnego, kulturalnego (techniki, gospodarstwa, świata pojęć i wyobrażeń), jak i podłoża geofizycznego. Pomiędzy wolą twórczości ożywiającą jednostkę, a tymi elementami musi być rzucony system pasów transmisyjnych, jako warunek narzucenia całości wytężonego rytmu. Razem stanowi to mit.
Mit, jako plan akcji zbiorowej, wytycza tor aktywności dla całej grupy, a także dla każdej jednostki wskazuje, jak codzienna aktywność, szary, pospolity trud, nagina i kształtuje otaczającą rzeczywistość na modłę płomiennie upragnionej wizji. W tych warunkach automatycznie rozstrzyga się pozornie zawiły problem typu aktywności życiowej człowieka, a więc w istocie swej typu człowieka t. j. ideału człowieka w ogóle. Synteza w ten sposób ukształtowana określa ideały najwyższe, idee ogólne, strukturę społeczną i polityczną, koncepcję światopoglądową, estetyczną i moralną. Typ człowieka, jego ideał, typ aktywności codziennej jest tym samym zdeterminowany. System wychowawczy ma więc jako zadanie ten typ przeciętnej społecznej reprodukować.
W krótkich tych zdaniach próbowaliśmy skreślić mechanizm wewnętrzny każdego wielkiego mitu. Rozumiemy teraz dlaczego mit świata helleńskiego był takim jakim był, dlaczego stworzył odpowiadający swemu stylowi typ człowieka, dlaczego w epoce liberalizmu z jej szczytowym rozwojem w formach kapitalizmu w XIX w. wyłonił się jemu odpowiadający typ człowieka, typ przedsiębiorcy, "kapitana przemysłu", dlaczego nasza współczesność tak gwałtownie odbiega od tych ideałów, stwarzając nowy mit i nowego człowieka. Ta sama postawa woli twórczości maże dać różne style twórczości, różne typy cywilizacji. Pochodzi to stąd, iż środowisko w które włącza się wola twórczości, jest z zasady produktem jemu tylko właściwego rozwoju historycznego. Cała historia danej grupy narodowej. będąca czymś skończenie oryginalnym, jest w pewnym momencie zasadniczym czynnikiem dokonywującego się złączenia elementów w syntezę. Stąd też wielość mitów narodowych naszej epoki. Zjawisko to jest najzupełniej naturalne. Taż sama. postawa heroiczna, postawa woli twórczości, w danych okolicznościach dała nam raz cywilizację helleńską z jej ideałem człowieka mędrca-filozofa. raz cywilizację rzymską, by - złączone razem w wielkiej epoce grecko rzymskiej - ulec bakcylowi judejskiemu, upaść, rozsypać się na elementy składowe, na wegetujące w pustelni takich, lub innych otok, izolowane persony. Trzeba było tysiąc lat średniowiecza, by z tego dna upadku podnieść się do góry. W oparciu się o ideały zniszczonej cywilizacji antycznej, nastąpiło odrodzenie, renesans, zerwanie sklerotycznych pęt małości.
Tak wyłaniała się nowa, wielka epoka cywilizacyjna, której szczytowym okresem był wiek XIX. Jest to epoka, którą nazwać możemy indywidualistyczną. Stworzyły ją wyzwalające się narody anglo-germańskie. Wyzwolenie to nie było całkowite. Wiele elementów systemu światopoglądowego małości przekradło się do fundamentów tej epoki, dzięki czemu, po pewnym o okresie świetnego rozwoju, cywilizacja ta musiała runąć. Jakoż w istocie postawy heroiczne, wtłoczone w formy, które skażone były w zbyt silnym stopniu, musiały wkrótce ulecieć, wygasnąć. Uleciał duch "kapitanów przemysłu", uleciał duch fanatycznych badaczy i twórców w nauce i filozofii, skończyła się wiara w zbawczość deklaracji praw człowieka i obywatela. Dziś sobie zdajemy sprawę z tego, jak dalece ograniczone były możliwości postępu, wykwitającego z założeń racjonalizmu, utylitaryzmu i indywidualizmu, jako koncepcji światopoglądowej.
Mówiliśmy już o tym, że wielki mit jest w dziejach wyjątkiem. Nie zawsze postawa heroiczna może wydostać się z pod kamieni młyńskich balastu wegetacji, z jej moralnej roślinno-zwierzęcej łatwizny. Gdy się wydobędzie, gdy przezwycięży opór wszystkich podmiotów, składających się na grupę społeczną, musi z czysto duchowej postawy przekształcić się w system łączący ogrom elementów materialnych życia grupowego w skończoną, zdolną do życia syntezę. Cały ten wytężony rytm, spiętrzony przez postawy heroiczne człowieka, jest wybitnie "nienaturalny" w stosunku do wegetacji; ze wszystkich stron czyhają nań śmiertelne niebezpieczeństwa. Gdy tylko precyzyjne wiązania doznają pęknięcia w jakimś punkcie, całość rozsypuje się w gruzy.
Na czym polega ten upadek? Przede wszystkim na zwycięstwie wegetacji. Mit rozsypuje się na elementy składowe, rozkłada się do fundamentów. Tak jak organizm żywy z chwilą śmierci rozkłada się na najprostsze elementy składowe. Tymi elementami są w pierwszym rzędzie izolowane jednostki, przystosowane do czystej wegetacji, do bezdziejowego, beztwórczego trwania z pokolenia na pokolenie, tak jak to jest z rodem ludzkim od miliona lat. Każdy mit jest narażony na taką właśnie śmierć. Czeluście wegetacji, nagiego personalizmu czyhają nań zawsze, zieją wiecznie grozą zatracenia. Owe czeluście nagiej wegetacji, dybiące jak otwarte paszcze żarłocznych rekinów na każdą wielkość w dziejach, w świecie aryjskich narodów w całej swej kosmicznej grozie uwidaczniają się w wycyzelowanym przez judejczyków systemie światopoglądowym, który pogrążył świat antyczny w nicość, a dziś powoli, nieubłaganie spycha naród polski w trzęsawisko recydywy saskiej.
Pragnienia nasze muszą uwzględniać tę okoliczność. Musimy poznać prawa wyłaniania się wielkości w dziejach i prawa jej degradacji. Musimy uzbroić się do walki z małością postaw wegetacji i ich zorganizowanym systemem światopoglądowo-społecznym. Niewiele narodów w równym stopniu jak my mogło doświadczyć straszliwych skutków tego systemu. Musimy też najlepiej poznać ów system śmierci twórczego ducha człowieka i przeciwstawić mu wizję życia, tętniącego wolą twórczości i mocy. Postawa heroiczna wobec bytu, wydobywszy się z czeluści nicości i wegetacji, ustrojonej w prawdy "wieczne i objawione", musi wystrzelić bujnym kwiatem nowego prawdziwie polskiego życia. Zadanie to jest treścią naszego nacjonalizmu.
Mając najogólniej zarysowaną siatkę pojęciową, w której rozpatrujemy dzieje ludzkości, możemy umiejscowić w niej to, co stanowi naszą historię.
Jako młoda grupa plemienna słowiańska reprezentujemy liczne możliwości rozwojowe. W czasach następujących po wędrówkach ludów, nad Bałtykiem zestalają się ośrodki, z których według wszelkiego prawdopodobieństwa rozwinęłaby się samorodna cywilizacja słowiańska o charakterze naturalistycznym, analogicznym do tego, co się stało nad morzem Egejskim i Śródziemnym. Rozwój ten uległ zmąceniu. Z postaw wegetacji wydedukowany system duchowy - chrześcijaństwo, niszczy cywilizację antyczną, nie pozwala jej przyjść do siebie, a na jej gruzach zakłada swoje niepodzielne władanie. W ramy tego systemu zostają wciągnięci Słowianie. Młodszość cywilizacyjna mści się na nich okrutnie. Ludy romańskie i germańskie, ogarnięte przez chrześcijaństwo o parę wieków wcześniej, w rękach kościoła służą jako narzędzia do zniszczenia rdzenia duchowego kultury Słowian.
Dzieją się tu rzeczy brzemienne w następstwa dziejowe. Chrześcijaństwo, ogarniając germanów, jest w stosunku do nich jako barbarzyńskich zdobywców słabe i nieporadne. Na wiele rzeczy, acz niechętnie, musi się zgodzić. Wiele cech tych ludów, ich obyczajów, tradycji chrześcijaństwo musi respektować, zgodzić się na ich zachowanie, mimo iż z ideałami ewangelii nie są zgodne. Inaczej jest ze Słowianami W stosunku do nich posiada się całą potęgę Cesarstwa, stworzoną przez Karola Wielkiego. Kompromisy są tu zbyteczne, gdyż w oparciu a siłę oręża całej zachodniej - od paru wieków już chrześcijańskiej - Europy można spróbować pełnej chrystianizacji. Tam gdzie Słowiaństwo ulega chrześcijaństwu, nic nie pozostaje z jego dorobku cywilizacyjnego, z jego samorodnej, oryginalnej kultury Sławia jest przeznaczona na kolonię chrześcijaństwa w najczystszej postaci. To co nie ginie od miecza wyznawców krzyża, nie spłonie na stosie, jest już czysto chrześcijańskie. Tradycja ulega całkowitemu zerwaniu. Dzieje plemion lechickich rozpoczynają się od dnia chrztu, od r. 966. Ni mniej ni więcej. Wszystko co istnieje przed tym jest-obce. Nie zachowują się nawet nazwy dawnych bogów, obrządków, wierzeń. Na tym straszliwym, wyjałowionym pustkowiu, spychającym Lechitów na poziom bezwolnego bydlęcia, montuje się fałszywy obraz przeszłości, jako bogobojnych eunuchów z tęsknotą wyczekujących na proroków z Palestyny, via Rzym zdążających. W mawiają w nas, iż tak byliśmy zawsze. Że pobożne mazgajstwo, w które nas wtrącono chytrze w wyniku stuletnich wojen przegranych, było naszą cechą rasową, chlubę nam przynoszącą, bo importowanym ideałom bliską.
W starciu zbrojnym z zachodnią, chrześcijańską Europą, przegraliśmy. Zostaliśmy zepchnięci na linię rozwoju, u podstaw którego leżą zasady wegetacji. Zasady te dokonały w rasowej duszy lechickiej spustoszeń dogłębnych. Skutki ich zaważyły w dziejach przełomowego wieku XVI.

5. Przełom w XVI w.
Zniszczenie naszej tradycji, stworzenie okoliczności, w których katolicyzm wydawał się być jedyną treścią polskości, jedyną treścią duchową, zubożyło i wyjałowiło życie kulturalne młodego narodu.
Straszliwe kalectwo duchowe zaciążyło przemożnie nad dalszymi losami narodu. Pamiętać jednak należy, iż kalectwo to polegało na zniszczeniu dorobku tysiącletniego rozwodu kulturalnego Słowiańszczyzny. Był to więc zabieg raczej mechaniczny, polegający na odcięciu czegoś żywego. Zerwawszy ciągłość rozwoju kulturalnego Lechitów, nie mógł katolicyzm odrazu narzucić swego stylu duchowego, tym bardziej, iż w parę wieków po tym sam zaczął ulegać rozkładowi. Rozkład średniowiecza i powolne choć głębokie gnicie katolicyzmu, upadek papiestwa, pozwala Polsce na odbudowę swych sił. Dzielność Lechitów, ich żywotność, acz pozbawiona jakiegoś zwartego trzonu duchowego, żłobi sobie ujście na zewnątrz. Polska dźwiga się cywilizacyjnie, politycznie i gospodarczo.
Raptowne załamanie się Rzeczypospolitej w pierwszej połowie XVII w. jest pozorną tajemnicą naszej historii. Jeszcze w drugiej połowie XVI w. jest Polska jednym z czołowych państw świata, a już w dziesięcioleciach poprzedzających rok 1648 widać oznaki szybko postępującego upadku. Wojny kozackie go przyśpieszają; wkrótce po ich ustaniu życie polskie osiąga swój ideał w epoce saskiej, z której zostaje wytrącone przemocą w stuleciu 1815-1913. Po 1918 r. odradza się ponowne dążenie do utrąconej harmonii saskiej. Etapy tej grawitacji odbywają się w państwie niepodległym z niesamowitą wprost szybkością. Gdyby nie istniał nacisk z zewnątrz i przykre skojarzenie z czasów niewoli, wywołujące ruchy przeciwdziałające, to już około 1950 r. stan epoki saskiej w głównych rysach byłby urzeczywistniony.
Rozpatrzmy więc początek tej linii, która wykrystalizowała się w latach 1560-1600. Najbardziej pobieżny rzut oka na przeobrażenia w tych czasach, uczyni rozwijane poniżej ogniwa "Teorii rozwoju wewnętrznego Polski" w czasokresie 1600-1950 r. bardziej bliskie prawdy historycznej, niż to się powszechnie sądzi.
Zasadniczy przełom, od którego rozpoczęła się linia degradacji Polski miał miejsce w końcu XVI wieku. Ważnym więc jest stwierdzenie stanu poprzedzającego. Moment kiedy reakcja katolicka ogarnęła Polskę jest ważny z tego względu, iż wystąpiła ona na tle rzeczywistości polskiej, będącej produktem dłuższego rozwoju historycznego. Poprzedzający okres historyczny, rozwijający się pod działaniem konstelacji sił jemu właściwych, doprowadził dziedzinę życia kulturalnego, politycznego, ekonomicznego i socjalnego do pewnego stadium rozwojowego. Wewnętrzny mechanizm tego okresu historycznego, t. j. całej epoki jagiellońskiej w danym wypadku nas nie interesuje. Obchodzą natomiast żywo nas jego końcowe wyniki, w które włączał się swymi trybami następny etap naszej historii, jakościowo odrębny, będący właśnie przedmiotem "teorii rozwoju wewnętrznego Polski". Data 1600 r. jest oczywiście całkiem konwencjonalna.
Ten następny okres wiąże się z zasadniczym przełomem naszych dziejów. Po dotkliwych klęskach, zadanych katolicyzmowi przez protestantyzm, kościół katolicki dźwiga się z upadku, odradza się wewnętrznie i gwałtownie "dynamizuje się". Odrodzony i "zdynamizowany" rozpoczyna kontrofenzywę i zdobywa z powrotem wiele straconych pozycji. Zdobywa między innymi i Polskę. Kościół uświadamia sobie w całej pełni, iż zerwanie ciągłości kulturalnej, zniszczenie tradycji przedchrześcijańskiej i władztwo polityczne, posunięte aż do konkurencji z władzą świecką, nie zapewnia bezwzględnego panowania. Grzeszne instynkty, owo "smutne następstwo grzechu pierworodnego", zarzewie buntu przeciw wtłaczaniu życia w zabójcze formy wegetacji zawsze będzie groziło zgubą "kulturze chrześcijańskiej", o ile nie sięgnie się do samego źródła, do duszy ludzkiej poszczególnego szarego osobnika. Od soboru trydenckiego, który "zdynamizował" katolicyzm, kościół stawia sobie jako cel opanowanie już nie władzy politycznej, gdyż ta zawodzi, lecz samo podłoże społeczne, żywego człowieka, jego duszę, pojęcia wyobrażenia, pragnienia, wolę i najskrytsze drgnienia serca. Wprawdzie starał się to czynić i w wiekach poprzedzających, lecz brakło mu do tego odpowiednich narzędzi działania społecznego. W walce konkurencyjnej o dusze ludzkie, o szarego człowieka, do którego uczuć apelowała "demagogicznie" reformacja, kościół przejmuje wszystkie środki propagandy używane przez przeciwników. W ślad za Lutrem tłumaczy biblię na języki poszczególnych ludów, tworzy literaturę apologetyczną w języku ojczystym, agituje, ogarnia system wychowawczy, preparuje pogląd na naszą historię, narzuca nam swoje "misje" jako zadanie narodowe itp.
Zasadniczy przełom XVI w. polega jednak na tym, iż kościół katolicki sięga do duszy szarej, przeciętnej jednostki, urabia jej wnętrze duchowe według swej woli. W tym celu tworzy nowe środki działania. Są nimi: 1) instytucja duszpasterska, 2) katechizm i 3) jezuici. Na tych trzech filarach buduje się "katolickie państwo narodu polskiego", będące ostatecznym etapem wgryzania się systemu wegetacji w mózg i duszę Lechitów, systemu tej duszy całkowicie obcego.
Musimy dokonać rzutu oka na warunki, wśród których ta akcja przebiegała.
W dziedzinie politycznej sytuacja przedstawia się następująco: ośrodek władzy politycznej skoncentrowany w rękach królewskich zapewnia ciągłość polityki wielkiego państwa, spełnianie jego misji dziejowej. Raptowne wygaśnięcie dynastii jagiellońskiej u 1572 r. sprawia, iż ciężar władzy spływa na barki klasy szlacheckiej. Ta do roli kierowniczej państwa duchowo i moralnie jest w pełni przygotowana. Nie są tylko jeszcze wyrobione formy ustrojowe. Ale w tej dziedzinie odbywa się ruch umysłów, ożywiony duchem poczucia odpowiedzialności dziejowej. To co się dzisiaj wypisuje o upadku politycznym tych czasów jest wyrazem bezradności umysłów badawczych, dla których niepojęta jest nagła degradacja Polski, więc też usiłują początki jej odsunąć w głąb historii, w nadziei, iż w ten sposób uprawdopodobni się naciąganie faktów.
Życie gospodarczo kraju, oparte o kwitnący stan rolnictwa, tętni wytężonym rytmem. Środek ciężkości spoczywa w produkcji zbóż i ich eksporcie. Handel produktami rolniczymi, rozwój przemysłów konsumcyjnych i rzemiosł dopełnia obrazu pomyślnego stanu gospodarczego kraju.
Równowaga socjalna zasadza się, jak i w innych państwach, na przewadze producentów t. j. właścicieli gruntów i dzierżawców, którzy należą prawie wyłącznie do stanu szlacheckiego. Miasta są w stanie kwitnącym; zwrócone do spraw własnych, nie biorą żywszego udziału w życiu politycznym.
W całości biorąc, potencjał Polski reprezentował się imponująco. Tendencje panujące w mechaniźmie polskiego życia usposabiały do najśmielszego optymizmu. Oddaje to w pewnym stopniu zestawienie potencjałów ludnościowych Polski i innych państw Europy w/g Woytinsky`ego i Bujaka:

Rok 1580
Ludność ziem rdzennie polskich  4,5-5 mil, głów
Ziem ruskich, Litwy i Inflant       5 mil. głów
                      Razem        10 mil. głów

Francja                          14,3 mil. głów
Włochy                           10,4 mil. głów
Hiszpania                         8,2 mil. głów
Anglia                            4,6 mil. głów
Rosja                             4,3 mil. głów
Prusy                             1,0 mil. głów

Inaczej rysuje się życie duchowe. Kalectwo popełnione na duszy zbiorowej, o którym wyżej była mowa, znajduje swój wyraz w nikłym napięciu życia umysłowego i duchowego szerszych rzesz masy narodowej. Było to zjawisko naturalne, bo wynikające z wyjałowienia, jakie sprawia zerwanie żywego nurtu rozwoju kulturalnego. Konsekwencje tego stanu były dwojakie: brak gruntu dla żywszych przeżyć religijnych, dzięki czemu reformacja w Polsce była ruchem płytkim, a z drugiej strony łatwość w rozprzestrzenieniu się katolicyzmu, jaka systemu duchowego o cechach łatwizny moralnej, nie wymagającej żadnego prawie wysiłku psychicznego u wyznawcy.
Tak więc życie umysłowe rysuje się w mniej jasnych kolorach. Uderza młodszość cywilizacyjna narodu, wyrażająca się w tym, iż w nurcie życia duchowego brak tonu świadczącego o zrodzeniu się głębokiego niepokoju metafizycznego. Potrzeba odpowiedzi na najgłębsze zagadnienia bytu nie jest silniej odczuwana. Naród Polski w swej duchowości nie doszedł do etapu rozwoju kulturalnego, w którym umysł męski poszukuje odpowiedzi na podstawowe problemy istnienia.
Cały prawie wiek XV w Polsce wypełniony jest ruchawkami przeciw kościołowi katolickiemu, przybierającymi formę wojen religijnych, o czym nasza nauka historii z uporem nazbyt wymownym milczy. Nie wiele wiemy o głębokim ruchu religijnym, współczesnym husytyzmowi w Czechach. Ruch ten noszący znamiona protestantyzmu polskiego z XV w., w pewnym momencie jest tak silny, iż sięga po władzę w państwie. Dopiero przegrana bitwa pod Grotnikami w 1439 r., w której ulega armii królewsko-katolickiej, załamuje jego rozwój. Jednak napięcie duchowe w decydującym momencie jest zbyt słabe. W obliczu burzy idącej przez Europę w XVI w., naród polski nie był przygotowany do dokonania dojrzałego wyboru. Pomimo to historia nakazywała nieodwołalnie powziąć akt decyzji. To też decyzja z natury rzeczy w tych okolicznościach była fatalna, jako pozbawiona fundamentu głębszych przeżyć, które wyzwalają napięcie woli i gotowość do ponoszenia konsekwencji, jakie pociąga za sobą każde ryzyko.
Nic więc dziwnego, że w tych warunkach Polska pozostała przy katolicyźmie. Nęcił on wykończeniem, wycyzelowaniem światopoglądu, wtenczas gdy Reformacja była raczej negacją, buntem, "protestem", a więc czymś, co się dopiero miało wykrystalizować. Z drugiej strony olbrzymio zaważyła na szali Unia Polsko-litewska. Praca historii złożyła się w ten sposób, iż bez walki, trudu, czy też jakichś wysiłków większych narodu staliśmy się władcami o roi imperium kolonialnego na Wschodzie. Łatwizna demoralizuje, rozmiękcza charaktery. Przed każdym szlachcicem, bez zasług i znoju ku końcowi XVI w. stały ogromne możliwości łatwego i dostatniego życia. Oddziałać to musiało na całość stosunków społecznych. Z całą pewnością nie mogły do nich pasować surowe zasady ascezy protestanckiej. Dobrotliwemu traktowaniu słabostek ludzkich kościoła katolickiego, protestantyzm przeciwstawić się zasadniczo nie mógł.
Uprzytomnijmy sobie "konstelację warunków zastanych": 1. zerwanie ciągłości rozwoju państwa wskutek wygaśnięcia ośrodka władzy-dynastii i znalezienia się władzy w ręku klasy szlacheckiej (co oznaczało perturbacji na pewien czas); 2. wielki rozwój gospodarstwa (przede wszystkim rolnictwa); 3. dominującą rolę szlachty w układzie sił społecznych.
Zestawmy z tym cele, jakie postawił sobie Rzym. Statut zakonu jezuitów mówi o tym niedwuznacznie: "odmienić postać Europy, sprowadzić ją na dawne tory uległości i posłuszeństwa apostolskiej stolicy"... Cel ostateczny? "cnota, to jest udoskonalenie i uzacnienie duszy własnej"...
Dążąc do tych celów, katolicyzm włączał się w konkretną "konstelację warunków zastanych", różną u różnych narodów i dla tego też przebieg realizacji jak i wyniki końcowe musiały być różne dla różnych grup Przypadkowy moment zerwania się ciągłości politycznej z powodu bezdzietnej śmierci Zygmunta Augusta skłania Rzym do decyzji oparcia się o szlachtę, poparcia jej w dążeniach przeciw następcom na tronie królewskim, do osłabienia władzy. Kościół stawia na demokrację szlachecką i wygrywa. Odtąd są ze sobą sprzęgnięci wspólnymi interesami. Znana jest historia z konfiskatą drugiego wydania Skargi kazań sejmowych "O monarchii". Konstelacja warunków zastanych złączyła wiec katolicyzm w Polsce ze szlachtą, z demokracją szlachecką. Na Zachodzie natomiast, katolicyzm jako narzędzie swoje używał wyłącznie systemy rządów monarchicznych. We Francji jeszcze 40 lat temu, pojęcie katolik było równoznaczne z przynależnością do obozu monarchicznego. Świadczy o tym ks. Załęski: "sztandar reakcji podniosły w innych krajach rządy łącznie z duchowieństwem, u nas duchowieństwo łącznie z narodem"
*1).
Oto jest moment przełomowy naszej historii, który zadecydował o dalszych losach narodu. Odtąd mamy już tylko jego proste konsekwencje. Rzeczywistość dzisiejsza, jej charakter, będący zaprzeczeniem tego wszystkiego co uważać możemy za wartościowe, jest nieodrodnym dzieckiem tego przełomu. Kościół katolicki postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję dziejową i przekształcić to, co my nazywamy Polską w kolonię katolików mówiących językiem polskim. Mógł to urzeczywistnić tylko katolicyzm totalny. Udało się to w zupełności. Ideał totalizmu katolickiego został w pełni zrealizowany nieco później - w epoce saskiej. Dziś w Polsce Odrodzonej przeżywamy jego renesans.
Katolicyzm włączył się w konstelację życia zbiorowego narodu drugiej połowy XVI w. Włączenie odbyło się poprzez serca i mózgi; pozornie więc nie zmieniało konstelacji zastanej; pozornie wszystko toczyło się dawnym, zastanym torem i to w polityce, gospodarstwie, życiu socjalnym. Zarejestrowano tylko, że "naród odrzucił nowinkarstwo". Nic więc dziwnego, iż najgłębszy przewrót w życiu narodu uszedł łatwo uwadze badaczy historii. Nie było tych teatralnych akcesoriów, które są zazwyczaj symptomami tego rodzaju przeobrażeń: gromadnego ścinania głów, pochodów, ruchawek, wstrząsów.

6. Przedmiot teorii rozwoju wewnętrznego Polski.
Poznanie całokształtu epoki zawrzeć się musi w ramach teorii rozwoju wewnętrznego Polski. Jak każda teoria będzie ona uporządkowaniem sądów o rzeczywistości, według stopnia ogólności. Przesłanka zasadnicza, z której dedukuje się wszystkie dalsze ogniwa, winna uchwycić podstawową prawdę z życia polskiego. Harmonijnie powiązany system sądów pozwoli zorientować się w pozornym gąszczu polskiego życia, pozwoli uniknąć zwodnych manowców i błądzeń, sprawiając, iż każdy krok w kierunku opanowania bryły życia polskiego, staczającej się bezwładnie po linii degradacji, będzie postawiony właściwie. Podobnie jak nie możemy opanować siły przyrody i poddać ją swej woli, nie poznawszy prawidłowości zachodzących i praw nią rządzących, tak też bez poznania praw kierujących rozwojem narodu polskiego na przestrzeni lat 1600-1950, nie ma mowy o tym, by wpłynąć skutecznie na tok wypadków w dążeniu do określonego celu.
Od razu nasuwa się zagadnienie: czy można mówić o jakiejś epoce, jako pewnej wyodrębnionej objektywnie całości, dla czasokresu dziejów Polski lat 1600-1950? Pozytywnie na to odpowiedzieć można tylko wówczas, gdy da się wyszukać cechy najbardziej charakterystyczne dla tego okresu, a nie istniejące w okresach poprzednich.
Musimy najpierw odpowiedzieć sobie, dlaczego ten problem nie został dotychczas postawiony i dlaczego nie narzucił się umysłom badaczy naszej historii? Spojrzawszy wstecz, widzimy ogrom faktów, z których umysł może wyłuskać zasady, które nimi rządziły; nie posiadały tego przywileju generacje poprzednie. Zastęp naukowców w różnych dziedzinach nauk humanistycznych stworzył cały szereg doktryn i chociaż wiele z nich wprawdzie nie przeżyło swych twórców, to jednak niektóre dorzuciły coś do dorobku poznawczego, szczególnie w dziedzinie metody opracowywania i ujmowania zjawisk społecznych. Pozwala to nam dziś poczynić z tych ułamkowych hipotez próby daleko sięgających uogólnień co do naszej historii. Dotychczas bowiem te próby wniknięcia w naszą teraźniejszość i na mocy jej analizy uogólnienia sił, które ją wyznaczają, nie grzeszą przesadną śmiałością. Mieliśmy albo wysiłki jak najwierniejszego skodyfikowania faktów przeszłości w szereg chronologiczny i to nazwano "historią narodu", lub też czyniono pełne rozmachu syntezy dziejowe, przy czym zasady, z których wszystko dedukowano, spowite były zazwyczaj mgłami "ducha dziejów Polski", "geniusza Narodu", "ducha wolności' itp. nieokreślonymi bawidełkami metafizycznymi. Ta maniera głęboko zakorzeniła się w naszej t. zw. filozofii narodowej, w której starano się z nadwyżką powetować sobie własną bezradność wobec faktu załamywania się wiązadeł życia narodowego w polityce, gospodarstwie i kulturze ostatnich stuleci.
Konkretny fakt upadku państwa inaczej tłumaczyła szkoła historyczna - optymistyczna, inaczej pesymistyczna. Zasady życia narodowego tym bardziej były niedostępne dla umysłów tych wszystkich, którzy czerpali zbyt wiele ze skarbnicy dorobku narodów zachodnich. Próbując rzeczywistość polską ująć w schematy teoretyczne, wykwitłe na tle życia bardzo odmiennego, wyciągano wnioski najfrywolniejsze, których sprawdzianem ostatecznym były z góry powzięte przekonania autorów. To co znamy z opracowań dokonanych nad rzeczywistością polską, np. przez liberałów, marksistów, lub dla sfery gospodarstwa przez zwolenników "wolnej inicjatywy", mogłoby być bolesne, gdyby nie było tak komiczne. a uprzytomnić sobie trzeba, że kategoria tych poglądów jest właściwie bezkonkurencyjna i ona to wyznacza t. zw. opinię publiczną, jak również opinię sfer miarodajnych. Nie mogło przeto być inaczej. Teoria rzeczywistości polskiej, która uchwyciłaby podstawowe siły działające w życiu narodowym, określiła ich powiązania, kierunek i prawidłowości w przebiegu, powstać nie mogła. Z drugiej zaś strony, ponieważ układ sił i ich działanie ma swój przebieg oznaczony w czasie, więc mówić o teorii rzeczywistości polskiej t. zn. mówić o konkretnym czasokresie, w którym ten układ działa. Nie przesądzając możliwości powstania systemu dedukcyjnego, obejmującego i wyjaśniającego całość dziejów narodu, stwierdzamy, że tworzyć teorię rzeczywistości polskiej znaczy wyjaśnić tylko pewien zwarty okres dziejów narodu i tego okresu wewnętrzną jedność. Oczywiście mam na myśli okres od roku 1600 aż do naszych czasów, którego zakończenie, oznaczające wejście narodu w następną fazę rozwojową w wielu zasadach odrębną, przewiduję na lata 1945 -1950.
Okres 1600-1950 r. stanowi w naszych dziejach zamkniętą odrębną całość. Trudno zaś powiedzieć to samo o poprzedzającej epoce naszych dziejów. Nie posiadała ona cech jednolitych, pozwalających w niej dopatrywać się jedności, jak i z drugiej strony rozbicie jej na podokresy nastręczałoby wiele trudności. Mniej ona nas interesuje, gdyż praktycznie posiada mniejszą doniosłość. Czasy w których żyjemy wołają o działanie. Działanie zaś to musi być poprzedzone poznaniem warunków w jakich miałoby ono przebiegać. a poznanie tych warunków to właśnie poznanie całej epoki z której rozwoju warunki te wyrastają. Znamiona jedności występujące w interesującej nas epoce zaznaczają się dwojako: zerwanie przez Polskę równoległości z linią rozwojową narodów anglo-germańskich w latach 1550-1600, a następnie petryfikacja zasad w życiu wewnętrznym, na których to życie opiera się bez zmian do dnia dzisiejszego. Pierwsze oznaczało odrzucenie kierunku cywilizacji, którą nazywamy kapitalistyczną, łączącą się nierozerwalnie z wyobrażeniem twórczego, przedsiębiorcze o indywidualizmu. tkwiącego - jak to udowodnił M. Weber korzeniami w protestantyzmie; drugie łączy się z zasadą uharmonizowania życia polskiego na takim poziomie, który charakteryzuje się niezmienną równowagą wszystkich elementów życia zbiorowego, pełną niezmąconego, olimpijskiego spokoju. Tę równowagę w życiu narodu najbardziej zbliżoną do ideału uzyskano tylko raz, to jest w epoce saskiej.
Równowaga epoki saskiej nie mogła jednak być utrzymana wobec naporu dynamiki, której ogniska leżały poza granicami Polski; ogniska te to państwa i narody tworzące gmach cywilizacji europejskiej. Wyrazem tego była likwidacja państwa polskiego. Siły kształtujące rzeczywistość polską dopiero w 1918 roku uzyskują wolne pole dla swego działania. Rozpoczyna się proces w pewnym stopniu podobny do czasów pomiędzy rokiem. 1600-1660. Wracamy powoli lecz stale w łożysko wyżłobione, w epoce saskiej. I znów jak w roku 1792 odczuwamy nacisk wywierany przez zbiorniki energii politycznej umiejscowione poza naszymi granicami. Usiłujemy ten napór zrównoważyć. Te to wysiłki we wtórnych oddziaływaniach mącą czystość obraza, który nazwaliśmy powrotem do równowagi epoki saskiej.
Czasokres naszych dziejów lat 1600-1950 posiada jednolity styl, gdyż działają. w nim ciągle te same siły, wywierają nacisk w tym samym kierunku, porządkując elementy życia zbiorowego ciągle w ten sam sposób, według tego samego wzoru. Oczywiście każda teoria jest uproszczonym obrazem rzeczywistości; w danym jednak wypadku, siły, które nie zostaną uwzględnione w "teorii rozwoju wewnętrznego Polski lat 1600-1950", nie są decydujące i pominięcie ich nie przyczyni się do wykrzywienia obrazu teoretycznego. Noszą one charakter przypadkowy, ograniczony w czasie, w końcowych skutkach znosząc się nawzajem.
Teoretyzowanie na temat okresu lat 1600-1950 jest ułatwiane dzięki temu, iż treści tradycyjne związane z naszą przeszłością przedchrześcijańską zostały bez reszty wytępione, co spowodowało, iż jedynym prawie czynnikiem duchowym dziejotwórczym stał się zorganizowany system światopoglądowy katolicyzmu. On też wypełnił duszę narodu swoją treścią, tak dalece, iż polskość pojmowana jako treści duchowe utożsamia się a katolicyzmem. I słusznie. Nic innego nie ocalało z wiekowego tępienia. W ten sposób powstał bardzo zwarty typ duchowy, ukształtowany w/g skończonego, harmonijnego, wycyzelowanego w ciągu tysiącleci modelu, jakim jest światopogląd katolicki. Nadrzędna rola kościoła katolickiego w życiu społeczno-politycznym Polski w tym okresie sprawia, iż naczelne jego ośrodki mają możność pieczołowitej opieki nad czystością przebiegu życia katolickiego i polskiego. Dzięki temu nie można mówić a jakichś momentach perturbacyjnych. Rozwój wewnętrzny Polski od XVI w. jest to idealny nieomal przebieg eksperymentu dziejowego, wypróbowanie totalne koncepcji katolickiej i jej możliwości na żywym organiźmie narodowym, karnie poddającym się woli eksperymentatora.
Ponieważ istota katolicyzmu, jego struktura, tendencje, cele i naturalne dążenia są znane, tym samym uzyskujemy busolę, która ma ułatwić nam orientowanie się we fluktach barwnych szczegółów, składających się na historię narodu w interesującym nas czasokresie.
>
Rozdział II. Naród jako twórca swej historii.
O losach narodu, jego wielkości i upadku decyduje charakter tegoż narodu. Wszelkie inne okoliczności razem wzięte nie mają nawet części tego znaczenia. Nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach, moc charakteru danego narodu może przezwyciężyć trudności, zwalczyć opory rzeczy i ludzi, zapewnić przodujące stanowisko, podobnie - najbardziej korzystne warunki wewnętrzne nie uchronią narodu od upadku, gdy w charakterze danej zbiorowości brak elementów mocy i woli.

1. Decydująca rola charakteru narodowego w stwarzaniu dziejów.
O tym czym jest dany naród i czym będzie, decyduje jego charakter. Pomijając jakieś nadzwyczajne wypadki, możemy w historii obserwować stałe potwierdzanie tej prawdy. Nie do pomyślenia jest, by naród dzietny, naród ożywiony ambicją tworzenia i wykuwania swej historii stać się mógł igraszką jakichś przypadkowych zewnętrznych okoliczności. Dzielność narodu, moc jego charakteru, tężyzna przeciętnego szarego człowieka, stojącego w jego szeregach, stanowi zasadniczy element o tym, czy naród ten jest przodującym, twórczym, wytyczającym nowe drogi rozwojowe w kulturze, cywilizacji, panującym nad lądami, morzami i różnymi ludami, które w dzielności dorównać jemu nie potrafią. Wszystko; cokolwiek jest twórczością, postępem, zdobyczą ze świata opornych żywiołów martwych lub też tych, których częścią jest sam człowiek, wszystko to stać się może tym, tylko dzięki męce wytężenia, odwadze, śmiałości. Tylko miernoty i karły duchowe, obracające się w świecie rzeczy gotowych, nie zdobytych czynnie ryzykiem, krwawym trudem, mogą wykoncypować, iż może się coś stać, może zaistnieć, bez potrzeby uciekania się do męstwa i wysiłku. Jeżeli to jest słuszne w odniesieniu do życia jednostek, do podmiotów poruszających się w pozornie tylko oswojonym świecie wrogich żywiołów, to jeszcze bardziej sprawdza się to w stosunku do narodu.
W poruszonym wypadku. naród jest to ciąg faliście następujących po sobie pokoleń, składających się z milionów jednostek. Właściwości duchowe tych milionów, ujmowane jako zjawisko masowe, pozwalają na wyrugowanie cech przypadkowych dla wielu jednostek, a uchwycenie tego co wszystkim jest najbardziej wspólne. Te cechy najbardziej ogólne są właśnie tym, co wyznacza fizjognomię zbiorową.
Na mocy tego możemy powiedzieć, iż historia nasza interesującego nas okresu lat 1600-1050 jest w decydującym stopniu odbiciem charakteru narodowego polskiego. Nie popełnimy żadnej nieścisłości gdy powiemy, iż jaki był charakter narodowy w tym okresie takim był przebieg naszej historii. Gdyby charakter ten był inny, inną byłaby historia. Wprawdzie historię można rozpatrywać od strony warunków zewnętrznych, lecz to nie zmienia tej okoliczności, iż historia narodu zawsze przebiega w jakichś warunkach, jak i to, że o tym przebiegu decyduje charakter narodowy, a więc charakter milionów jednostek składających się na naród. Niewątpliwie warunki zewnętrzne mogą być mniej lub więcej sprzyjające, lecz nigdy one nie potrafią zastąpić samego życia, tętniącego w zbiorowym ciele narodu o takim lub innym typie aktywności.
Charakter narodowy, jako suma dyspozycji duchowych, decydujących o postawie życiowej milionów jednostek, wyznacza rytm życia, tempo rozwoju cywilizacyjnego. Gdy więc mówimy, iż w zależności od charakteru narodowego naród stwarza taką lub inną swoją rzeczywistość, taki lub inny byt, to tym samym mówimy o najistotniejszej przyczynie sprawczej jego historii, taką jaką ona jest.
Nie pomijamy więc niczego ważnego, decydującego. gdy mówimy, iż przyczyną sprawczą naszego niezwykłego rozwoju w ostatnich trzech stuleciach był i jest swoisty charakter narodowy polski. Prawda ta tym bardziej okazuje się niezbitą, gdy się uwzględni, iż linia rozwoju tak charakterystyczna dla naszej historii w latach 1580-1772, odnowiła się w Polsce Odrodzonej po roku 1918, chociaż wszystkie elementy zewnętrzne, które mogłyby to podobieństwo rozwoju narzucić, nie istnieją. Tym samym teza, iż charakter narodowy, który stworzył kierunkową rozwoju Polski od końca XVI wieku aż do rozbioru, nie uległ zmianie w ciągu wiekowej niewoli, znajduje swoje potwierdzenie. Teza ta tym większego nabiera prawdopodobieństwa, gdy się zważy, iż życie Polski Odrodzonej, tyle niepokoju budzące w lepszych umysłach i gorętszych sercach, przebiega wśród okoliczności mocno odmiennych od epoki saskiej, a pomimo to analogie co do kierunku są uderzające. Charakter narodowy, pomimo zmiany warunków i okoliczności zewnętrznych, sprawia ciąg skutków, które musimy uznać za naturalne, gdyż są zgodne z istotą jego oddziaływania na naszą rzeczywistość.

2. Siły wyznaczające charakter narodowy.
Naród więc stwarza swoją rzeczywistość. Charakter narodowy jest tu czynnikiem rozstrzygającym. Z kolei jednak zrodzić się musi pytanie, co decyduje o takim lub innym charakterze narodowym, jakie siły go stwarzają? Ponura rzeczywistość polska jest tworem narodu polskiego, wyrazem jego charakteru, ale tym samym, buntując się przeciw tej rzeczywistości, siejemy wobec zagadnienia zmiany charakteru narodowego. To zaś dokonać można tylko w tym wypadku, gdy znamy siły, które taki, a nie inny charakter narodu polskiego ukształtowały. Gdy owe siły poznamy, będziemy mogli je unicestwić, i w ten sposób oczyścić drogę de odrodzenia narodu, a więc stworzyć inny charakter.
Zastanówmy się więc nad przyczynami kształtującymi charaktery narodów.
Najogólniej biorąc, charakter grupy narodowej formowany może być przez dwa różne układy sił: 1) rasę, 2) środowisko. Jeśli chodzi o rasę to kwestia jest jasna. Typ krwi, typ antropologiczny, rasowy składający się na daną grupę narodową, decyduje o charakterze poszczególnych jej członków, a tym samym i całej grupy jaka sumy podobnych rasowo jednostek.
Środowisko nie jest czymś jednolitym. Składa się ono z całego szeregu różnych elementów. Mamy tu najpierw środowisko geofizyczne, a więc terytorium o takim lub innym ukształtowaniu pionowym, klimat, typ gleby, flory i fauny. Już Grecy zauważyli, iż mieszkańcy dolin i nizin różnią się zasadniczo od mieszkańców gór. Różnice są zarówno fizyczne jak i duchowe: obejmują świat uczuć, wyobraźni, pojęć, sposób reagowania i zachowania się. Inaczej ukształtowana jest natura ludów, zamieszkujących wielkie płaszczyzny lądów, inaczej wyspiarzy, całkiem inaczej reagują ludzie spod bieguna, inaczej spod równika itp. Typ zajęć gospodarczych, formy ustrojowe gospodarstwa, wywierają również silny wpływ na charakter ludności. Inny charakter ma naród żeglarzy i kupców, inny rolników lub rękodzielników. Takież różnice mogą istnieć dzięki przypadkowo utrwalonym instytucjom społeczno-politycznym. Formy ustroju politycznego, system prawny, uwarstwienie społeczne, formy rządów, mogą wywierać stały wpływ na charakter mas licznych pokoleń.
Oprócz tego, charakter narodu może wynikać z panującego systemu światopoglądowego, z panujących w danym środowisku treści duchowych, organizujących świat pojęć, wyobrażeń, pragnień i celów życiowych człowieka w/g jakiegoś stałego; wzorca. Wówczas możemy mówić o pewnym typie duchowym, o pewnej organizacji treści duchowych człowieka, stanowiących podstawę struktury danego środowiska. Daną organizację treści duchowych człowieka, właściwą dla określonego środowiska, a obejmującą postawy człowieka wobec głównych zagadnień bytu, jego zasady religijne, filozoficzne, estetyczne, społeczne i polityczne, stosunek do poszczególnych zagadnień życia, będziemy nazywali "typem kulturalnym".
Na typ kulturalny składają się więc zasady religijne, porządkujące stosunek "ja" do absolutu, organizujące w taki lub inny system wierzeniowy pojmowanie sensu istnienia, i z tym związany ideał człowieka najlepiej przystosowanego do osiągnięcia najwyższego celu, świadomość narodowa, system pojęć filozoficznych, postawy estetyczne, naukowe itd. Typ kulturalny wynika z jakiegoś światopoglądu, określającego istotę struktury wszechświata, a więc kosmosu, życia organicznego, istoty ludzkiej, a następnie dającego odpowiedź na zagadnienie sensu istnienia bytu wogóle, a człowieka w szczególności. Przede wszystkim jednak światopogląd daje odpowiedź co jest istotną wartością w życiu, o co należy walczyć, z czym i przeciw czemu, co jest dobrem a co złem.
Światopogląd jest więc jakby szkieletem typu kulturalnego. Jest rzeczą oczywistą, iż olbrzymia większość jednostek daleka jest od tego by uświadomić sobie niesłychaną złożoność własnych treści duchowych, .stanowiących istotę "ja"'. Wydają się one olbrzymiej większości czymś "naturalnym , pozbawionym całego tego rusztowania o którym była mowa powyżej. Chłopek polski, analfabeta, biedak, robotnik, inteligent, profesor uniwersytetu, wyznają pewne wartości, zajmują pewien stosunek do poszczególnych zagadnień życiowych i rzadko kiedy zaistnieje u nich świadomość, że ich ustosunkowanie się, pozornie odruchowe, z zasad jakiegoś światopoglądu lub jego fragmentów wynika.
Spróbujmy teraz przeprowadzić analizę, który z tych czynników wpłynął na ukształtowanie się polskiego charakteru narodowego. Czynniki te są następujące:
1 Rasa;
2 Środowisko geofizyczne, terytorium, gleba, klimat itd.;
3 Typy zajęć i formy życia gospodarczego:
4. Instytucje społeczno - polityczne;
5 Typ kulturalny.
1. Czy rasa mogła zadecydować o polskim charakterze narodowym? Odpowiedź twierdzącą często się słyszy w sferach, które poza tym stoją na stanowisku wybitnie wrogim wszelkiemu rasizmowi. Szczególnie częstym jest twierdzenie przedstawicieli katolickich, którzy w obronie przed zarzutem, iż katolicyzm stworzył polski charakter narodowy, a tym samym i upadek narodu, głoszą, iż to nie katolicyzm zdegradował naród, lecz właśnie naród polski zdegradował katolicyzm. Jeżeli się zważy, iż katolicyzm był decydującą siłą, która ukształtowała duszę zbiorową polską, o czym zresztą ciż sami katolicy z naciskiem i dumą twierdzą, a inne czynniki niczym istotnym nie różnią się od okolicznych narodów, to tym samym pozostaje tylko traktowanie rasy jako źródła istniejącej rzeczywistości polskiej. Mielibyśmy więc odrębny rasowy typ polski, typ rasy polskiej, która stworzyła upadek narodu w ostatnich trzech stuleciach, czemu nie mógł przeciwstawić się zwycięski, coraz potężniejszy katolicyzm. Nawet pomimo ogromnego rozrostu tegoż katolicyzmu zgubne skutki, sprawiane przez "rasę polską", nie mogły być zneutralizowane.
Bajdurzenie o polskiej rasie nie wytrzymuje krytyki. Nie ma jakiejś "polskiej" rasy odrębnej od podłoża Słowiańszczyzny. Podkładką rasową dzisiejszych Prus, które stworzyły wielkie Niemcy, są w przeważającej mierze rasowi Słowianie, niczym od Polaków pod względem biologicznym się nie różniący. Polacy, trafiając w kręgi innych kultur, szybko zatracają wszystkie cechy pozornie tak "polskie". Nie ma podstaw do twierdzenia, iż charakter narodowy polski wyrósł z rasy, iż jest odbiciem duszy rasowej. Wręcz przeciwnie: uważamy charakter rzekomo "polski", za coś, co nam narzucono, przeciw czemu nasza rdzenna, rasowa polska dusza, rozpaczliwie się buntuje. Toteż w ślad za Dmowskim można powiedzieć: "Nie zapominajmy, że społeczeństwo pruskie, będące tak biegunowym przeciwieństwem naszego typu szlacheckiego, w znacznej mierze ulepiło się z tego samego materiału rasowego co nasze, że dzisiejsi, nienawistni nam, ale jednocześnie pod wielu względami tak nam imponujący Prusacy - to potomkowie wspólnych nam przodków lub bliskich ich krewniaków, Słowian nadłabskich, Pomorzan i w ogromnej liczbie czystej krwi Polaków. Ten sam w znacznej mierze materiał tylko wychowany w innej szkole państwowej, dał tak silny, żywotny, tak czynny politycznie naród, że zdołał on zorganizować całe Niemcy"
*2).
Rzekoma "rasa polska" jest więc z jednej strony przyczyną naszego upadku dziejowego, z drugiej zaś strony dziwnie przylgnęła do prawd katolicyzmu. To samo widzimy w Hiszpanii, Portugalii, i w historii Włoch. Wynikałoby stąd, iż mniej wartościowe rasy - polska, hiszpańska, włoska - ciążą do katolicyzmu. Wobec tego oddalanie się od katolicyzmu, całkowite zerwanie z nim świadczyłoby o tym, iż nie należy się już do rasy "niższej". Bunt przeciw katolicyzmowi musi być za tym dziełem tych elementów "rasowych", które są pozbawione obciążeń niższości.
2. Środowisko geofizyczne, na które składa się terytorium, jego ukształtowanie, klimat, gleba, roślinność, nie mogło stworzyć tej rażącej odrębności charakteru narodowego, tak charakterystycznej. W tych samych warunkach geofizycznych żyją inne narody, a pomimo to ich charakter, przebieg ich historii jest całkowicie inny. Gdyby środowisko geofizyczne było czynnikiem formującym dzisiejszy charakter polski, to tym samym wielkie indywidualności zbiorowe, zwane Niemcami, Anglią. Rosją, w niczym od nas nie powinny się różnić. Wiemy jednak, że jest całkowicie inaczej.
3. To samo można powiedzieć o wpływie typu zajęć i form życia gospodarczego na życie duchowe narodów. Niemcy aż do roku 1870 były krajem rolniczym, typ zajęć rolniczych był zdecydowanie przeważającym. a pomimo to trudno powiedzieć, by historia Niemiec do roku 1870 toczyła się tym samym łożyskiem co i nasza. Zarówno mieszkaniec Prus jak Polski, żeby zdobyć możliwość utrzymania się, dać musiał z siebie taki sam wysiłek gospodarczy. Według obliczeń F. Bujaka, aż do rozbiorów w strukturze rolnej nie było istotnych różnic pomiędzy tymi krajami (15---17 osób na km\^2). Ustrój pańszczyźniany, hegemonia warstwy szlacheckiej, żyjącej kosztem stanu chłopskiego, w niczym istotnym nie odbiegała od tego, co się działo w Polsce, Prusach, Rosji. W dziedzinie życia gospodarczego nie ma sił, o których by można było powiedzieć, iż one to zadecydowały o ukształtowaniu naszego charakteru narodowego.
4. Często się wskazuje u nas na instytucje społeczno-polityczne jako przyczynę naszej odrębności duchowej. Władztwo polityczne warstwy szlacheckiej miało przyczynić się do wytworzenia "wad" charakteru narodowego. Pogląd ten przeszedł do naszej nauki historii i pchnął w następstwie tego wszystkie wysiłki reformistyczne w tym kierunku. W ciągu stuletniej niewoli pogląd ten wydawał się być niezachwianym. Dopiero 20-lecie niepodległego bytu dostarcza niezbitych argumentów na te, iż t. zw. "wady" charakteru nie są czymś właściwym szlachcie, lecz całemu narodowi. Te same uderzająco podobne cechy wykazują wszystkie warstwy naszego narodu, nie zaś tylko warstwa szlachecka. Ba! Chłopkowie nasi, wychowani od paru generacji w obcych państwach, które im nie mogły zaszczepić wad związanych z państwowością epoki saskiej, przeniesieni na drugą półkulę do Południowej Ameryki, w zespołowym życiu w puszczach Brazylii, wykazują naraz wszystkie "wady" szlacheckie. A i w państwie własnym, po przerwie kilka pokoleń trwającej, masy biorące udział w życiu politycznym, wykazują znamienne cechy, znane nam z epoki saskiej. Skoro formy polityczne i społeczne są tym; co wyciska swoje piętno na charakterze narodowym, to trudno wytłumaczyć fenomen polegający na występowaniu cech związanych z polską państwowością przedrozbiorową, w czasach odległych odeń o blisko 150 lat. Coś tu się nie klei. Ciągłość ustroju społeczno-politycznego została zerwana w końcu XVIII w., a mimo to cechy duchowe rzekomo przez ten ustrój tworzone, odnajdują się ni stąd ni zowąd w Polsce Niepodległej. Gdzie więc była owa nić przemożnej tradycji? Jak widzimy, pogląd ten wyprodukowany w okresie niewoli nie wytrzymał konfrontacji z rzeczywistością. Zbyt był płytki, zbyt optymistyczny, sprowadzający przyczynę degradacji dziejowej narodu do sił dających się łatwo usunąć. Szlachetczyzna była barwną zasłoną, mającą ochronić coś i kogoś przecz koniecznością ponoszenia odpowiedzialności. Szlachetczyzna była kozłem ofiarnym.
Po roku 1918 tłumaczenie ta musiało być zastąpione wynalazkiem "miazmatów niewoli". Jeszcze dziś coraz to słyszymy odgłosy powrotu do tej bajeczki. Czynić tak każe poczucie bezradności.
5. Bardzo rzadka natomiast możemy usłyszeć zdanie, iż charakter narodowy polski jest ukształtowany przez pewne czynniki duchowe. O tym, iż polski charakter narodowy, taki jaki on jest, jest równoznaczny z typem kulturalnym opartym o pewną zwartą konstrukcję światopoglądową, mówi się bardzo ostrożnie. Wiemy dlaczego. Gdy bowiem spojrzymy na rzecz od tej strony, to olśni nas jak błyskawica stwierdzenie, iż charakter narodu polskiego, a tym samym i jego cały rozwój historyczny w omawianym tu okresie, jest produktem oddziaływania światopoglądu katolickiego. Katolicyzm bowiem stanowi szkielet polskiego typu kulturalnego, on to ukształtował nasz dzisiejszy styl duchowy. Brzmi to paradoksalnie. Wszak podkreśla się u nas katolickość duszy polskiej, ale czyni się to z akcentem zadowolenia, dumy, nigdy zaś nie powstaje "bluźniercze" skojarzenia, iż skoro "katolicyzm jest istotą polskości", jest rdzeniem duszy narodowej, to tym samym jest trzonem charakteru narodowego.
Wszystko to co składa się na polski typ kulturalny jest równoznaczne z katolicyzmem. Określenie istoty wszechświata, człowieka i jego roli, sens istnienia, system najwyższych wartości, stanowiących rdzeń duszy polskiej, na którym uformowany został polski charakter narodowy, wszystko w katolicyźmie jest ugruntowane.
Możemy uogólnić nasze wywody. Siłą, która stworzyła to co nazywamy polskim charakterem narodowym, nie może być rasa, środowisko geofizyczne, typ zajęć gospodarczych, ani instytucje społeczno - polityczne, lecz tylko typ kulturalny, czyli zorganizowany system treści duchowych. Rdzeniem tego systemu duchowego jest światopogląd katolicki.
Tak więc ostatecznie dochodzimy do konkluzji, iż polska dusza zbiorowa, polski charakter narodowy, taki jaki on jest od czasu pełnego zwycięstwa katolicyzmu w Polsce w XVI r., jest dziełem katolicyzmu. Katolicyzm jest więc sprawcą niezwykłego kierunku rozwojowego narodu polskiego, który tak charakteryzuje naszą historię ostatnich stuleci.

3. Psychika grupy
Drogą eliminacji sił, które by można było uważać za czynnik kształtujący nasz charakter narodowy, doszliśmy do stwierdzenia, iż jest nim typ kulturalny. Jeśli się zważy, że wbrew licznym a potężnym oddziaływaniom z zewnątrz w czasie niewoli, kultura narodu jednak nie zastała w swych istotnych właściwościach odmieniona - to tym samym łatwo wyciągnąć wniosek, iż w narodzie istnieje jakiś wewnętrzny trzon, na oddziaływanie zewnętrzna oporny. Wbrew wszelkiemu materialistycznemu pojmowaniu historii, trzon ten nie mieści się zatym w świecie materialnym, w świecie zewnętrznym. Istota jego jest duchowej natury. Wykrycie jego i należyte wyjaśnienie da możliwość wejrzenia wgłąb polskiej historii, przyczyni się do zrozumienia polskiego "dzisiaj", a jednocześnie stworzy możliwość, stosownie do woli, użycia dźwigni dla poruszenia bryły polskiej w kierunku tak lub inaczej pożądanego "jutra".
Z kolei zastanówmy się nad istotą tych treści duchowych, które decydują o obliczu duszy zbiorowej, wyznaczając tym samym indywidualność narodu. Wiemy, iż opierają się one o szkielet światopoglądowy, o system wartości ideowych. W całości są one tym co nazwaliśmy "typem kulturalnym", co jednak możnaby jaszcze lepiej nazwać "ideologią grupy". Odtąd będziemy się posługiwać tym terminem dla określenia organizacji duchowej narodu, jego psychiki.
Ideologia grupy jest hierarchicznie zbudowanym systemem treści duchowych. U podstaw jej leży twierdzenie aprioryczne, z zasady natury wierzeniowej. Z tego twierdzenia wyprowadza się dedukcyjnie wszystkie wnioski aż do najbardziej szczegółowych. One to stanowią trzon systemu wychowawczego, obyczajów i zwyczajów, ustroju prawnego, norm życia społecznego, gospodarczego, aż do faktów pozornie najbłahszych. Świat duchowy jednostki, sposób jej wartościowania, cele życiowe, ideały, pragnienia, są jej narzucane przez panującą ideologię grupy w sposób bezwzględny, chociaż niepostrzegalny. Nie łatwo jest spostrzec, iż surowy materiał, jakim jest człowiek w chwili przyjścia na świat, trafia w tryby mechanizmu ideologii grupy, która narzuca mu zapomocą całego szeregu instytucji swój system kryteriów, celów, pojęcia dobra i zła, dzięki czemu jednostka dojrzewając uzyskuje ten sam profil duchowy co i jej otoczenie społeczne. Te wszystkie wartości, które mechanizm ideologii grupy wkłada w psychikę jednostki, jednostka z zasady uważa za swój autonomiczny wytwór, za swój świat, swoje istotne "ja". Nie może więc dostrzec, iż istota tego "ja"', wszystkie wartości na nią składające się, powstały bez jej udziału, jak i tego, że świat jej wartości został przez nią biernie przyjęty niepostrzeżenie w ciągu długich lat dojrzewania.
System treści narzuconych przez ideologię grupy. nosi charakter normatywny. Społeczeństwo stosuje sankcję wobec tych jednostek, które od danego wzorca, wynikającego z ideologii grupy w jakiś sposób odchylają się. Będą to najpierw sankcje satyryczne, gdy czyjeś postępowanie odchyla się nieznacznie, np, ktoś zajada potrawy z ryb za pomocą noża; sankcje etyczne, gdy odchylenie się od normy jest poważniejsze, np, ktoś nie zdejmuje kapelusza w chwili podniosłej manifestacji; sankcje prawne, gdy jednostka w istotny sposób pewne wartości, mające doniosłość społeczną, łamie. To co nazywamy wolnością woli, w rzeczywistości jest mocno ograniczone. Ogromna większość naszych działań codziennych wynika z norm, tkwiących w danej ideologii grupy. Skoro świat duchowy jednostki jest umeblowany od wewnątrz przez ideologię grupy, to tym samym jest oznaczone postępowanie jej, gdyż jest ono jakby projekcją na zewnątrz jej postaw.
Ideologia grupy oddziaływuje na świat duchowy jednostki za pomocą złożonego systemu środków. Człowiek przychodząc na świat jest tylko możliwością. W zależności od środowiska, będzie on Polakiem lub Niemcem, Anglikiem lub Rosjaninem. Czym się on stanie w rzeczywistości, zależy to od środowiska i panującej w nim ideologii grupy. Mechanizm ideologii grupy składa się: z pojęć religijnych i systemu organizacji życia religijnego (kościół), z systemu wychowawczego i jego ideałów (szkoła, rodzina, środowisko społeczne), z idei ogólnych, żyjących w danym środowisku, z treści świadomości narodowej, z systemu prawnego i obyczajowego, z języka i jego właściwości, literatury, filozofii, sztuki i nauki. Razem stanowi to zespół środków ideologii grupy, która za ich pomocą reprodukuje dany typ kulturalny. Stąd to mamy zwartość charakteru narodowego, nie ulegającego jakimś istotnym przemianom, chociaż podłoże w którym on żyje - fala powstających i niknących pokoleń jest ciągle zmienna.
Ujmowaliśmy ideologię grupy od strony ogólnej, formalnej. Sprawa ta nie jest tak prosta w rzeczywistości. Polska ideologia grupy zestaliła się nie odrazu. Wiąże się to z przełomowym okresem naszej historii w XVI w. Katolicyzm włącza się w wyżej już omawianą konstelację warunków zastanych. Kościół szukając dla siebie bazy społecznej, nie upatruje jej w nadwątlonej władzy królewskiej, lecz usiłuje złączyć się ze szlachtą. Za cenę popierania jej przeciw królom i innym stanom, uzyskuje na wyłączny użytek system wychowawczy, całe szkolnictwo. Popiera dążenia polityczne szlachty, nadając im sankcję religijną i tak powstaje "idea wolności", zgodna całkowicie z antropocentryzmem katolickim, rysującym się jako coś naturalnego w ramach katolicko - szlacheckiej demokracji. Wojnom obronnym Polski narzuca się znamię misji "obrony chrześcijaństwa", skąd tylko krok do wynaturzenia świadomości narodowej w dziwoląg "przedmurza chrześcijaństwa". W tym samym duchu jezuici, zapobiegliwe syny Loyoli, formują polską literaturę, naukę historii, sztukę, prawa i obyczaje. W zawrotnym tempie wszystkie elementy ideologii grupy zostają urobione według jednolitego stylu, którego trzonem jest katolicyzm. Polska ideologia grupy staje się katolicką i odtąd wszystkie pokolenia urabia w/g tego samego wzorca. Z polskości pojmowanej jako treści duchowe nic nie pozostaje. Są tylko formy zewnętrzne: masa biologiczna, język, folklor, wąsy, karabele, sukmany i podłoże geofizyczne, w którym żyje kolonia katolików, pochodzenia lechickiego.
Już w pierwszych dziesięcioleciach XVII w. rozpoczynają się ujawniać skutki tych przeobrażeń, polegające na załamywaniu się wiązadeł wewnętrznych państwa. Nasunąć się może wątpliwość następująca: wszak Polska była katolicka od X wieku, dlaczegóż więc dopiero od XVII wystąpiły właściwości katolicyzmu, których on przed tym nie ujawniał. Jeśli rozpatrywać będziemy katolicyzm od strony jego oddziaływań socjalnych, to należy sobie uprzytomnić rzeczy najprostsze: dla pełnego rozwinięcia jakiejś koncepcji światopoglądowej, jej pełnego urzeczywistnienia, trzeba ogromnej przestrzeni czasowej i materialnej. Aż do Reformacji katolicyzm opierał się o władztwo natury politycznej. Dopiero po soborze trydenckim, kościół "zdynamizowany" postanawia raz nazawsze unicestwić możliwość utracenia wiernych. Chce wypełnić swoją treścią światopoglądową, duszę zbiorową narodów, w których jeszcze panuje, poprzez ogarnięcie świata pragnień, pojęć-i wyobrażeń szarego człowieka. Tak powstaje plan ogarnięcia systemu wychowawczego (Jezuici) i mechanizmu tworzenia kultury. Żaden światopogląd nie trafia w pustkę; musi z duszy milionów istnień wyrugować zastany, by sobą wypełnić świat duchowy płynącej fali pokoleń.
Słyszeć można dość częste zdanie, iż katolicyzm nie zdążył jeszcze znaleźć swego pełnego urzeczywistnienia, chociaż istnieje 1500 - 2000 lat. Zauważę skromnie z mej strony; iż w roku 1600 musiał więc być o 300 lat przeszło dalszy od etapu dzisiejszego. Od tego czasu przebył ważki etap który dokumentują nasze nieszczęsne dzieje. Oprócz, tego odpadły narody północne; dzięki temu katolicyzm pozbył się elementów fermentujących, dynamicznych w orbicie katolicyzmu, i stał się bardziej jeszcze "katolicki", jak z zadowoleniem stwierdzają autorytety kościelne. Wydaje mi się, iż moment ten nie jest doceniany. Gdyby nie Reformacja, z całą pewnością nie zaistniałaby epoka "mitu indywidualistycznego" t. j. kapitalizm, liberalizm; industrializm itd., jak stwierdza M. Weber w swej znakomitej pracy p. t. "Die protestantische Ethik und der Geist Kapitalismus". Nie istniałaby wówczas skala porównawcza, i stan nasz jak i innych narodów katolickich wydawałby się ;,naturalnym", i nikomu do głowy by nie przyszło cokolwiek wartościować ujemnie. Istotne właściwości każdego światopoglądu, oprócz momentu czasu, wiążą się ze zjawiskami masowymi. Katolicyzm np. nie mógł wykazać swych istotnych możliwości w odniesieniu do grup małych liczbowo i nietrwałych czasowo. Jakiś narodek katolicki mógł całkiem upaść lub na krótko błysnąć świetnością. Tam gdzie w grę wchodzą setki milionów istnień, przepojonych katechizmem, na kanwie stuleci, momenty przypadkowe schodzą w cień, a prawo wielkich liczb daje ad oculos decydujące, wyniki, Tego nas pouczają dzieje Polski, Hiszpanii, Włoch w perspektywie stuleci:
Zwrócić należy uwagę jeszcze na jeden moment. Polska ideologia grupy, opanowana przez katolicyzm posiada mocny trzon wewnętrzny, który jej zapewnia niezmienność i trwałość w długich nawet okresach czasu. Ten trzon to instytucja kościoła katolickiego. Dzięki swym "odwiecznym prawdom" nie ulega on żadnym przemianom: Organizacja kościelna, skupiona wokół wiecznych zasad, objawionych 2 - 3 tysiące lat temu, ma ostać się naporowi przeobrażeń w świecie. Temu zawdzięczać należy niezmienność charakteru narodowego polskiego, pomimo gwałtownych wstrząsów politycznych od 1772. Ponieważ wstrząsy te nie nadwyrężyły fundamentów kościoła, więc też naturalną jest rzeczą, iż charakter polski pozostał ten sam.

4. Przeciętna społeczna a styl życia zbiorowego.
Zorganizowana psychika grupy narodowej, odtąd po dziś dzień bez istotnych zmian przekazywana, zaczęta przekształcać substancję narodową, będącą dla niej zewnętrznym środowiskiem materialnym, w myśl swego ideału. Jest to zasadnicza tendencja epoki zarówno dla przeszłości jak i dla chwili obecnej. Czasy Saskie, to okres kiedy ideał cywilizacyjny, tkwiący zasadami w fundamentach polskiej psychiki zbiorowej, był najbliższy spełnienia. Zbliżenie do tego ideału życia społecznego równoznaczne jednak było z głęboką degradacją narodu. W układzie równowagi politycznej Europy końca XVIII wieku, los jaki spotkał nasze państwo był czymś naturalnym. W niewoli życie polskie zostało poddane naciskowi sił całkowicie odmiennych, bo idących z zewnątrz. Pod ich działaniem życie narodu w jego sferze zewnętrznej uległo istotnej przemianie, znacznie odbiegającej od ideału jaki był gwiazdą przewodnią czasów saskich. I dopiero odzyskanie niepodległości, zwalniające rzeczywistość społeczną narodu z kleszczy obcego życia, poddało ją znowu pracy modulacyjnej sił, które z takim uporem kształtowały epokę saską.
Dzieje się to pośrednio po przez typ aktywności codziennej szarego człowieka. W warunkach polskiego życia nie może uchować się jednostka, któraby nie podlegała wpływom polskiej ideologii grupy. Może tylko ulec większemu lub mniejszemu zniekształceniu. W każdym jednak wypadku jej świat duchowy jest dziełem polskiej ideologii grupy. Gdy jednostka w ten sposób jest urobiona, to tym samym określa się sposób jej zachowania się w życiu. Pamiętajmy, że życie społeczne składa się z milionów takich właśnie jednostek. Ich aktywność codzienna żłobi styl życia społecznego. Gdy na życie zbiorowe patrzymy od tej strony, zauważymy łatwo, iż w wielkich liczbach, obejmujących miliony, dziesiątki milionów jednostek, różnice indywidualna znoszą się i mamy do czynienia z pojęciem jednostki idealnie przeciętnej, typowej, którą będziemy nazywać "przeciętną społeczną". Przeciętna społeczna, jako typ jednostki wypośrodkowany z masy, decyduje o rytmie życia społecznego. Jej postawy wobec zajęć gospodarczych, wobec zagadnień społeczno - politycznych, są wynikiem polskiej ideologii grupy; z drugiej zaś strony postępowanie zgodne z tymi postawami żłobi odpowiadający im styl gospodarstwa społecznego, styl polityki i form państwowych. Tak więc polska ideologia grupy, po przez "przeciętną społeczną", po przez typ jej codziennego zachowania się wpływa decydująco na kształtowanie się stylu polskiego gospodarstwa i państwa. Od tej strony rozpatrujemy naszą historię w latach 1600 - 1950.
Istnieje wyraźna wspólnota między życiem bohaterów epoki wojen szwedzkich a nami, chociaż odległość biologiczna wynosi blisko dziesięć pokoleń. Ta wspólnota to nic innego, jak wzór życia, który mocą tradycji spływa z pokolenia na pokolenie, kształtując każde z nich według tego samego stylu. Gdyby było inaczej, nie istniałaby nić ciągłości i przypomnienia tak dalekie wydawałyby się nam całkowicie obce. Świat naszych pojęć, wierzeń, przekonań, tylko w nikłym stopniu jest wytworem własnym, w decydującej mierze otrzymaliśmy go od tych, co dawno już są pogrążeni w niebycie. Ale tym samym twierdzić musimy, iż nasz świat duchowy a następnie i świat naszych czynów, tworów i dokonań, musiał być takim, a nie innym, gdyż decyzje co do jego kształtów zapadły długo przed naszym przyjściem na świat. tym samym i przyszła fala ludzka, która zajmie nasze miejsca na ziemi polskiej, ulegnie zapewne temu samemu przeznaczeniu. Gdy więc wrócimy myślą do siebie i będziemy usiłowali dociec, jaka jest nasza rola w tym mechanizmie, to z łatwością uświadomimy sobie, iż jesteśmy tylko pośrednikami w przekazywaniu tradycji narodowej, pojmowanej jako wzór życia, na którym bazuje się budowa socjalna, w jej ramach - komórka życia indywidualnego. Sens życia sprowadza się więc do przenoszenia bagażu przeszłości w przyszłość. Przed sumą jednostek żyjącego pokolenia zadanie rysuje się wyraziście i prosto: brać to co nam daje przeszłość, przejmować możliwie gruntownie i z pietyzmem, dokładnością, wkładać do głów, serc i instytucyj następców. Zadanie to tym lepiej może być uskutecznione, im inicjatywa żyjących jest mniejsza a zdolność przejmowania, naśladowania i podporządkowania jest wyższa.
Umysł nasz buntuje się jednak przeciw tej biernej roli, na jaką nas skazuje historia. Wskazuje przekonywająco, iż treści tradycyjne jednak przez kogoś zostały stworzone, i że w momencie tworzenia były czymś skończenie oryginalnym, bowiem z najzupełniej nowego wątku swój ciąg rozpoczynały; że dalej, do rzeczywistości powołane być mogły też tylko przez osobowości ludzkie itd. Ostatecznym wnioskiem, wypływającym z tego rozumowania jest twierdzenie, iż każde pokolenie narodu jest powołane nie tylko do roli biernych "tragarzy" treści tradycyjnych, ale i wzbogacenia ich, dodawania własnego dorobku, wplatania do nich własnych, tylko danemu pokoleniu z natury właściwych wątków kulturalnych.
Ale tu napotykamy na nowe zagadnienie: czy wszystko, co tworzy dane pokolenie może i powinno być włączone do dorobku przejętego z przeszłości? Powstaje wątpliwość, czy cały dorobek winien wejść do arki treści tradycyjnych; gdyby było tak, to cała treść tradycyjna byłaby przypadkowym zbiorem rzeczy najróżniejszych, często nie łączących się z sobą lub sprzecznych. Tak jednak nie jest. Treści tradycyjne mają swój styl, podstawy moralne i światopoglądowe, są fundamentem, na którym wznosi się ta budowa tradycji z materiału w znacznym stopniu wyselektowanego. Dorobek danego pokolenia włączonym być może do tradycji tylko po selekcji opartej na zgodności jego ze stylem dotychczasowej tradycji narodu.
W ten sposób powstaje dalsze zagadnienie - jak się ta selekcja odbywa? Warunkiem jej jest świadomość kryteriów tradycji; wiąże się z tym podział na rzeczy dobre, godziwe, z linią tradycji zgodne, i złe, grzeszne, niegodziwe, z tą linią sprzeczne. Tak więc dane pokolenie, o ile nie chce ograniczyć się do biernej roli przekazywania tradycji, a jest ożywione ambicjami twórczymi, winno posiadać kryteria oceny samej tradycji, a tym samym i własnej twórczości. Łączy się to z poczuciem głębokiej samowiedzy narodowej. Wypłynąć jednak podówczas może problem, najbardziej podstawowy dla historii danego narodu, czy grupy społecznej. Mianowicie wyłonić się mogą dwa kryteria wartości, wynikające z dwóch różnych układów, przy czym zarówno te układy jak i kryteria będą nawzajem sobie przeczyć i przeciwstawiać się: 1) styl treści tradycyjnych i wynikające zeń sprawdziany uważa się za dobro, 2) zasady podstawowe życia zbiorowego narodu w danym pokoleniu, dzięki którym jest on udolny zwycięsko przeciwstawić się oporom materii i ludzi, utrwalić swój byt - też są uważane za dobro. I właśnie tu może się zdarzyć, iż oba te dobra są różne jakościowo, niewspółmierne lub całkiem sprzeczne. Przyjęcie jako kryteriów dobra - zasad tradycji, degraduje naród, kieruje go ku upadkowi; kryteria wartościowań danego pokolenia, dzięki którym wznosi się w swej epoce w zwyż - zaprzeczają tradycji. Zwyciężyć może jedno albo drugie.
Losy narodu zależne są od dokonania wyboru,
Gdy spojrzymy w dzieje ludzkości, to uderzyć nas musi nie to, iż takie sytuacje w historii są dość częste, lecz raczej wola narodów do przekładania tradycji ponad instynkt trwania i utrzymania się. Proces zanikania narodów, lub całych cywilizacji składających się z grupy narodów, odbywał się na drodze kurczowego trzymania się treści tradycyjnych z uporem, rosnącym w miarę pogłębiania się procesów upadku. Staczanie się narodów w dół wyzwalało z zasady przeświadczenia, iż przyczyna tkwi nie w sprzeczności treści tradycyjnych z nowymi okolicznościami, do których tradycja jest niedostosowana, lecz właśnie w tym, iż tradycja ta pojmowaną najszerszej nie jest w pełni respektowaną i w życie niedostatecznie wcielona.
Takiż dylemat staje się osią centralną naszego życia. Być może, ideał naczelny polskiej ideologii grupy, polegający na traktowaniu życia doczesnego jako epizodu do wiekuistego szczęścia w niebiesiech, jest bardzo produktywny w odniesieniu do tego celu: zapewne umożliwia w warunkach społecznych, które stworzył, osiągnięcie jednostkom doskonałości moralnej, dającej legitymację do bram raju. Odbywa się to jednak kosztem rezygnacji narodu z jego przeznaczeń ziemskich. Mamy tu głęboką, zasadniczą antynomię naszych dziejów. Albo szczęśliwość jednostki w niebiesiech, albo wielkość narodu na ziemi. Wybór dokonany przed trzema wiekami prowadzi do likwidacji narodu. Wyjaśnieniu tej prawdy poświęcam właśnie niniejszą pracę.

Rozdział III. Polska ideologia grupy.
1. Istota ideologii grupy.
Możemy teraz, po dokonaniu wstępnych omówień, poświęcić nieco więcej miejsca rozpatrzeniu istoty ideologii grupy, jej strukturze i sposobowi oddziaływania na nurt życia społecznego.
Najbardziej nas obchodzi w tym wszystkim to, co stanowi życie psychiczne grupy. Jest rzeczą pewną, iż wszelkie wartości psychicznie nie mają istnienia poza jednostkami. a jednak używamy terminu "psychologia grupy" w znaczeniu czegoś, co bez reszty nie da się zmieścić w umysłach indywidualnych. Należy sobie zdać sprawę, - jak to już wyżej nadmienialiśmy z tej prostej rzeczy, iż świat naszych pojęć, wyobrażeń, pragnień i wogóle świat wartości duchowych nie jest wytworem jednostki, która je przeżywa. Nikły tylko ułamek treści duchowych, może być stworzony przez jednostkę, olbrzymią ich większość jednostka otrzymuje od społeczeństwa w postaci treści tradycyjnych. Te treści tradycyjne, dają prawie cały świat przeżyć jednostki. Ale nie dość na tym. Przejmując cały dorobek przeszłości jednostka ulega uniformizacji, poprzez organiczne wtopienie jej w system grupy. Jednostka jest tylko nosicielem cech swojej grupy. Jej działanie w każdej sytuacji życiowej musi być zgodne z ideałami grupy i jej normami. Codzienne działanie tej jednostki w gospodarstwie, rodzinie, polityce jest dalszym kontynuowaniem życia grupy; niepostrzeżenie zjawiające się nowe pokolenia czynią to samo, co ich poprzednicy, dzięki czemu stały charakter danej grupy, jej właściwości nie ulegają zmianom, chociaż podstawa biologiczna jej trwania, ulega całkowitej renowacji co kilkadziesiąt lat. Jednostka jest zatym woskiem, w którym psychika grupy wyciska swoje cechy; nasze czyny są wyznaczone przez nią, chociaż posiada się zawsze głęboko ugruntowane złudzenie, że jest inaczej. O tym będziemy snuć rozważania w dalszych częściach. Ważnym jest dla nas stwierdzenie, że psychika grupy, żyjąc w nas, posiada byt jakby ponad indywidualny. Wewnętrzna organizacja psychiki grupy, (co się stanie przedmiotem dalszych rozważań), dzięki swej mniej lub bardziej dla danej grupy zestalonej postaci, jest oporną na działanie sił naciskających na nią i dążących do wywołania w niej zmian.
Ideologia grupy, ogólnie ujmując, posiada inercję, skłonności do oporu wobec zmian, Odruchowy konserwatyzm przeciętnego człowieka jest tej właściwości pośrednim wykładnikiem. Ideologia grupy jest jakby sklepieniem unoszącym się nad całością życia socjalnego grupy, obejmując je i przenikając do najdalszych atomów. W sferze socjalnej mogą zachodzić samorzutne zmiany, naruszające równowagę sąsiednich elementów tak, iż w końcu dochodzą one do psychiki grupy, która albo przystosowuje się do nowej sytuacji, albo stawia inertny opór. W razie silnego oporu z jej strony, może zaistnieć sytuacja, w której żadna istotniejsza zmiana nie może się urzeczywistnić. Wtenczas mamy trwałą równowagę statyczną. Jest to najciekawsze zagadnienie socjologiczne.
Punktem centralnym w mechaniźmie funkcjonowania grupy jest jej psychika. Treści duchowe stanowiące jej trzon, a będące organizacją treści tradycyjnych wyznaczają to, cośmy nazwali ideologią grupy.
Mamy od razu rozstrzygnąć co jest jej podstawą fundamentalną. Zdania co do tego są naogół zgodne: zasadniczym fundamentem każdej ideologii grupowej są założenia religijne i wierzeniowe. Ogromna większość tradycyjnych pojęć i praktyk jest pochodzenia wierzeniowego. Stwierdzają to zgodnie wszyscy nieomal badacze tego problemu. Nie może się to nam wydawać dziwnym. W dążeniu do rozwiązania dręczącej zagadki życia i śmierci człowiek od pierwszej chwili, musiał to czynić poprzez przyjęcie pewnych założeń religijnych. Im bardziej był człowiek bezradny i słaby, tym więcej miejsca w jego duszy zajmował stosunek do absolutu. O ten grunt się upierając, czyniąc zeń punkt stały, rzutował człowiek strukturę swej duszy, czyli innymi słowy ideologię grupy. Jest jasną rzeczą, że zasady wierzeniowe nie wyłącznie wypełniały tę pierwotną ideologię. Człowiek musiał się utrzymać wobec wrogiej, lub przynajmniej obojętnej natury i środowiska. Ideologia więc składać się musiała z elementów ustalających stosunek do absolutu czyli Boga i elementów wynikłych z codziennego życia, z codziennych walk.
Zasadą organizującą całość był stosunek do absolutu, wokół niej jako punktu krystalizacyjnego uformowała się reszta treści ideologii grupy. Treści, które byłyby sprzeczne z nią nie mogły się ostać w ideologii grupy i dzięki temu proces selekcyjny sprawiał, iż każda ideologia grupy jest głęboko powiązanym kompleksem, odruchowo reagującym na treści z nim niezgodne. Zjawisko to jest nader symptomatyczne. W świadomościach jednostek ideologia grupy rysuje się jako szereg wartości absolutnych. samo przez się uzasadnionych i oczywistych. Ztąd nie może powstać uświadomienie jej teoretycznej jedności. Próbę teoretyzowania podjąć może ktoś, kto stoi na zewnątrz, zajmuje postawę widza. Tworzenie teorii danej ideologii grupy jest udziałem widza, lecz nie działającego i przeżywającego wartości. Opór ideologii grupy wobec niepasujących do niej treści jest więc ślepy i pozbawiony motywacji racjonalnej. Ideologia grupy, zestalając się wokół założeń wierzeniowych, stwarza więc pewną stałą siłę, nieodmiennie działającą w jednym kierunku, żłobiącą wytrwale swoje rysy w życiu socjalnym. Charakter założeń religijnych oddziaływuje potężnie na kształtowanie się życia społecznego. Oczywiście nie jest to oddziaływanie nieograniczone. Sfera socjalna, życie samo, ma swoje konieczności, których ominąć nie można, lecz pamiętać trzeba o tym, że gdy struktura życia socjalnego jest dość plastyczna, zależna od wielorakich zmiennych i przypadkowych okoliczności, to moment religijny jest stały, dzięki czemu system socjalny, rzeczywistość społeczna każdej grupy, nawet tam gdzie tego nie podejrzewamy, mają na sobie znamiona jego oddziaływania.

2. Elementy ideologii grupy.
Tok życia zbiorowego jest uzależniony od charakteru ideologii grupy. Innymi słowy, ideologia grupy- kształtuje życie społeczne, nadając mu właściwy sobie kierunek i rytm.
Mówić o ideologii grupy, t. zn. mieć na uwadze jakąś zwartą zorganizowaną społeczność. Często może zdarzać się, iż grupa nie jest jednolitą duchowo, w łonie jej istnieją różne prądy duchowe o niejednolitym charakterze. Oczywiście wówczas rozważania o istocie ideologii grupy są mniej aktualne. Kwestie te omówimy szerzej na innym miejscu. Rozważania nasze mają za przedmiot grupę o zwartym, zorganizowanym i trwałym trzonie duchowym, na straży niezmienności którego stoją odpowiednie instytucje. Taką grupą w ramach naszej epoki jest naród.
Rozpatrzmy z kolei elementy składowe mechanizmu, dzięki któremu ideologia grupy trwa na pewnym podłożu biologicznym, urabia stale świat duchowy nadążających pokoleń w/g sobie właściwego wzorca. Najogólniej biorąc elementami tymi są:
a) system religijny,
b) system wychowawczy i jego ideały,
c) rozwój świadomości narodowej,
d) idee ogólne,
c) język i literatura,
f) dziedzina uprawy ducha - filozofia; sztuka, nauka.
Są to kręgi, w które trafia każda jednostka rodząca się w danej grupie, dzięki czemu jej psychika, cały świat duchowy wypełniony jest treściami właściwymi dla danej ideologii grupy. Od charakteru tej ideologii grupy, od jej jakościowości, należy więc profil duchowy milionów jednostek, składających się na naród, a tym samym i to, co zwiemy "charakterem" narodu, decydującym o jego dziejach. Są to elementy natury duchowej. Obok nich istnieją jeszcze elementy a charakterze materialnym, jak: gospodarstwo, państwo, rasa, podłoże geofizyczne; w odniesieniu jednak do interesującego nas przedmiotu t. j. dziejów narodu polskiego-jak już mówiliśmy-czynniki te nie były czymś decydującym. Omówienie ich roli odkładamy do dalszych rozdziałów niniejszego szkicu.
Wróćmy jednak do elementów ideologii grupy.
a) Wzmiankowaliśmy wyżej o tym, iż religia posiada ogromny wpływ na kształtowania się treści tradycyjnych, na całą architektonikę ideologii grupy. System religijny, a więc ustalony stosunek jednostki do, tak lub inaczej pojmowanego absolutu jest jakby osią wokół której krystalizują się wszystkie inne treści, składające się na ideologię grupy. Moment wierzeniowy działa dwojako, a mianowicie: w zależności od samej treści religijnej, a więc sposobu pojmowania istoty absolutu i stosunku doń człowieka, oraz w zależności od systemu organizacji kultu t. j. kościoła. U grup prymitywnych znaczenie czynnika religijnego dla całokształtu życia duchowego jest niepomiernie większe. Złudzeniem jednak byłoby, gdyby ktoś przypuścił, iż moment religijny w społeczeństwach zaawansowanych ulega daleko idącej redukcji. Ulegamy w tym wypadku złudom, stwarzanym przez wiek XVIII i XIX, kiedy to rozwój Europy był oddalaniem się od systemu wierzeniowego, reprezentowanego przez chrześcijaństwo.
U podstaw każdego systemu światopoglądowego leży-taka lub inna wizja absolutu. To też wielkim sukcesem chrześcijaństwa było zepchnięcie swych przeciwników na płaszczyznę czystej negacji w postaci ateizmu lub t. zw. pogaństwa. W gruncie rzeczy bowiem sprawę należy postawić całkiem inaczej jeżeli odrzuca się judejską wizję absolutu, to dlatego, że posiada się inne pojmowanie absolutu, z którego też wyprowadza się całkiem inny system światopoglądowy.
b) Na system wychowawczy składa się nie tylko szkolnictwo, ale także rodzina i środowisko społeczne. Kręgi te są podobne do obrabiarek rzeźbiących dorastające pokolenia. Podstawą systemu wychowawczego jest wyobrażenie ideału człowieka, który chce się urzeczywistnić w plastycznym materiale młodych umysłów. Ideały te mogą być różne: tyle światopoglądów, ile systemów religijnych. Światopogląd bowiem określa istotę wszechrzeczy, cel bytu, wyjaśnia sens życia, jego wartość i system wartości życiowych wogóle. Ideały wychowawcze są prostą dedukcją panującego w danej grupie światopoglądu; realizuje je szkoła z jej systemem, treścią poglądów i kryteriami, które wkłada się w duszę dziecka i dojrzewającego osobnika. Tę samą rolę odgrywa rodzina. Rodzice wszak są to ludzie, którzy o generację wstecz przeszli przez tryby tej samej machiny, posiadają więc profil duchowy już ukształtowany i na swoim odcinku urobić mogą swoje dzieci tylko na ten sam wzorzec. Środowisko społeczne działa na mocy tych samych zasad.
c) Dzieje Europy w ostatnich stuleciach kształtują się pod znakiem narodowości. Istota narodu jest w oczach jednostki upostaciowaniem typu kulturalnego, upostaciowaniem tego o czym jednostka mówi "ja", tylko że w stosunku do niej położonego na zewnątrz. Naród jest jakby "ja" potężniejsze nieskończoną ilość razy; to wielkie ;,ja" istniało, gdy jeszcze indywidualnego "ja" na świecie nie było i istnieć będzie, gdy małe "ja" umrze nieubłaganą; nieodwracalną śmiercią naturalną. Świadomość tego wyższego "ja", istoty własnego narodu, obok wierzeń religijnych, stanowi główny trzon ideologii grupy. W czasach nowszych świadomość narodowa wybija się na czoło, staje się kośćcem każdej ideologii grupy żywotnego narodu.
d) Idee ogólne istniejące w danym środowisku społecznym, działają podobnie. Świat duchowy jednostki kształtuje się pod ich wpływem. W ten sposób formuje się charakter grupowy, jego odrębność. Idee żyją tak samo jak i inne twory duchowe. Glebą dla nich są indywidualne umysły, składające się na grupę społeczną.
e) Indywidualność języka jest potężnym narzędziem przekazywania treści danej ideologii grupy. Język wraz z literaturą dają razem symbole tradycji narodowej. Ta, co jest istotne dla tradycji, w literaturze uzyskuje postać jakby substancjonalną. Literatura jest więc z jednej strony odbiciem życia narodowego, jego zwierciadłem, z drugiej zaś strony sprawnym instrumentem formowania oblicza duchowego nadążających pokoleń, nadawania im profilu zgodnego z substancją treści tradycyjnych narodu. To, co naród w dziedzinie duchowej dokonał ulega utrwaleniu w jego literaturze, a następnie służy jako model do urabiania następnych pokoleń.
f) Naród znaczy swój rozwój drogami jakie wyżłobił w świecie otaczających go tajemniczych żywiołów. Żywioły te, to nie tylko świat materii, a więc środowisko geofizyczne, ale i to, co składa się na istotę człowieka. Wgryzanie się w te żywioły polega na ciągłym wytężeniu ducha. Wytężenie to obiektywizuje się w dorobku filozofii, nauce i sztuce. Naród: nie uważający swego życia za sielankę rozgrywającą się w przytulnym ogródku dobrotliwego, osobowego Boga, lecz za coś nierównie bardziej patetycznego i tragicznego - musi wytworzyć system organizacji myśli, wyszlifować jej narzędzia, uzdolnić do potężnego działania. Dziedzina rozwoju myśli stanie się wówczas jednym z głównych elementów ciągłości i sprawności organizmu narodowego.
Jednolity styl wszystkich wyliczonych elementów ideologii grupy, zwartość wewnętrzna, wynikająca z posiadania mocnego trzonu, należy raczej do rzadkości. Możliwe to jest tylko w dwóch wypadkach: 1) gdy cała ideologia grupy jest tworzona z góry, według pewnego planu, przez jakieś siły dziejowe, poprzez ogarnianie poszczególnych jej elementów i kształtowanie według identycznego stylu, lub też 2) gdy jej elementy uformowane mniej lub bardziej samodzielnie w ciągu dłuższych procesów przystosowują się do siebie, wypośrodkowując w końcu pewne ogólne wspólne cechy. Najczęściej wszystkie te procesy odbywają się równocześnie i są w stadium ciągłych przemian.
Jeśli chodzi o cywilizację rasy białej, to na jej-rozwoju zaciążył przemożnie system religijny, wyprodukowany w Palestynie. System ten po zniszczeniu świata antycznego, ruszył na podbój młodych ludów, usiłując im narzucić jednolity styl, jednolitą zwartą-ideologię grupy. Jednolitość stylu ideologii grupy była tym bardziej imponująca, im bardziej młode było podłoże społeczno-etniczne, które zostało opanowane. Powtórne dynamizowanie kościoła katolickiego po soborze trydenckim pozwoliło na bezwzględne opanowanie znacznych połaci Europy i narzucenie stylu ideologii grupy tak jednolitych, jakich przeszłość jeszcze nie znała. Była to planowa akcja. stwarzania ideologii grupy o jednolitym, zwartym stylu. W pełni udała się ona tylko w Hiszpanii, Włoszech i w Polsce. Zdecydowało to o kierunku rozwoju dziejowego tych narodów.
Zorganizowana ideologia grupy, opierając się o zasadnicze emocje natury wierzeniowej, dzięki opanowaniu aparatu wychowawczego, oddziaływuje potężnie na cały układ socjalny. Ważnym jest dla zrozumienia życia socjalnego grupy zagadnienie mechanizmu, za pomocą którego ideologia grupy trwa, nie zmieniając swej istoty po przez liczne pokolenia. W zasadzie bowiem jest ona zespołem wielkości duchowych, związanych z życiem psychicznym dojrzałego osobnika. Otóż trwanie jej zapewnione jest dzięki temu, iż przenika ona całe życie grupy, organizuje wszystkie jej elementy, wyznacza miejsce dla każdego elementu i kierunek jego ruchu. Dzięki temu całość życia socjalnego upodabnia się do olbrzymiego mechanizmu. w którym wszystkie tryby funkcjonują, poruszane przez niewidzialne, ba duchowej natury, pasy transmisyjne. Oko nasze chwytając tylko ruch cząstek materialnych życia grupy, wprowadzić nas może łatwo w błąd, każąc przypuszczać, iż życie socjalne upiera się o samorzutny ruch wielkości materialnych. Uproszczony, mechaniczny sposób ujmowania zjawisk społecznych nie jat właściwością tylko t. zw. praktycznych umysłów, lecz często obejmuje całe szeregi ludzi, wyznających światopoglądy, -pozornie od zwulgaryzowanego materializmu dalekie.
Ideologia grupy, ogarniając całość życia grupy, puszczając w ruch cały jej skomplikowany mechanizm za pomocą niewidzialnych pasów transmisyjnych, trwa zawsze w umyśle przeciętnej społecznej. Otóż cała treść psychiczna takiej przeciętnej społecznej, dla niej samej wydaje się z zasady czymś naturalnym i jedynie właściwym. Sposób zachowania się w życiu i możność autoobserwacji prawie nie istnieje, dzięki czemu treść ideologii grupy, ani też ona sama nie jest dostrzegalna. Łatwiej natomiast dostrzec skutki socjalne własnego działania, które następnie ująć można w pewne uporządkowane systemy myślowe.
Elementy mechanizmu socjalnego, utrzymywanego w nieustannym prawidłowym ruchu przez ideologię grupy, umożliwiają jednocześnie jej trwanie. Fala nowourodzonych członków danej grupy od pierwszego dnia swego istnienia trafia w tryby mechanizmu socjalnego grupy. Ten mechanizm stale rzeźbi umysły, wyciskając w nich zasady, według których życie socjalne trwa i rozwija się. W końcu osobnik dorastający ma swoją psychikę ukształtowaną całkowicie przez ideologu grupy; nie dostrzegając jej zorganizowanej istoty. Zasady własnego postępowania będą mu się wydawać ,.naturalnymi", "przyrodzonymi", a własna działalność w życiu włączy się nieświadomie w rytm funkcjonowania mechanizmu socjalnego. Innymi słowy: ideologia grupy urzeczywistnia się w funkcjonowaniu mechanizmu socjalnego, który ze swej strony warunkuje ideologię grupy. Pokolenia wkraczające w życie są asymilowane przez ideologię grupy dzięki ujmowaniu ich w tryby mechanizmu socjalnego grupy, który istnieje jako namacalna, zmysłowa rzeczywistość.
Grupy składają się z jednostek. O tym zapominać nie należy Właśnie dzięki temu istnieje to, co nazywamy dwoistością życia grupy. Dwoistość ta wyraża się w tym, iż grupa, jej najistotniejsza właściwość - ideologia nie może istnieć poza jednostkami, gdy jednocześnie te jednostki mają cechy tylko tym jednostkom właściwe, tylko z nimi trwające i kończące się z momentem pogrążenia się w nieodgadnionym wymiarze niebytu. Wobec tego możemy mówić o cechach obiektywnych i subiektywnych grupy i jednostki. Gdy używamy określenia "my" to wówczas grupa jest podmiotem, gdyż "my" oznacza odczucie grupy, jednostka zaś jest tytka kategorią z niej wynikającą. Suma towarzyszy, gdy ich oglądamy lub wyobrażamy jest wtenczas czymś obiektywnym. To samo tyczy jednostek. Wszystko co w jednostce jest odbiciem grupy należałaby do zakresu obiektywności, natomiast cechy nieodłączne od samej indywidualności, byłyby objęte podmiotowością. Ideologia grupy ogarniająca jednostki przejawia się dwojako: nadaje życiu duchowemu jednolity koloryt i wypełnia je jednolitą treścią, bez oglądania się na przyrodzone dyspozycje jednostek.
Zaistnienie w umyśle jednostki wyobrażenia o grupie nie jest warunkiem koniecznym życia grupy. Już sam stosunek do współtowarzyszy jest wyznaczony przez istotę grupy ; każde ustosunkowanie się do nich wyraża rolę jednostki w grupie. Na wyższych szczeblach przyjmie to formy miłości do grupy jako całości, czy też poważania i szanowania swych współtowarzyszy, chęć podporządkowania, wola wysiłku, nawet wtenczas gdy występuje tylko w formie biernego przyzwolenia.
Świadomość grupy jest przeżywana przez jednostki. Oczywiście nie są to przeżycia czysto indywidualne. Musimy tu przejrzeć uroszczenia indywidualistycznego światopoglądu. Streszcza się on następująco: istnieje jednostka, "ja", wyodrębnione przez stwórcę wszechświata, granica jej - płaszczyzna powierzchni ciała. Reszta wszechświata jest przeznaczona tylko do użytkowania dla tego co zwiemy "ja". Błąd jest podwójny gdyż granicą "ja" nie jest własne ciało a po drugie granica ta nie jest stała. "Ja" może być poszerzane ogromnie. "Ja" właściwie sprowadza się wówczas do gruntu, o który opierając się, ulega rozszerzeniu na dowolną część wszechświata. Wyraża się to w świadomości "my", ogarniającej potężny krąg ludzi i rzeczy: "my" objąć może miliony jednostek, niezliczone zakresy rzeczy. I właśnie taka forma poszerzonego "ja", przeciwstawnego nagiemu, czysto indywidualistycznemu "ja", żyjąca w świecie zewnętrznym w stosunku do swego ciała czy też "duszy" (personalizm katolicki), uzdalnia jednostkę do działania, daje jej szeroki, kosmiczny rozmach twórczy. Natomiast ścieśnione "ja" katolickie, czy też laickie i hedonistyczne zuboża przeraźliwie treść życia, kastrując życie socjalne z instynktów dynamicznych, tłamsząc jednostkę i pogrążając ją w bezwładzie leniwej kontemplacji i bezsiły. Życie polskie od XVI wieku, t, j. od czasu pełnego zwycięstwa katolicyzmu i przepojenia jego duchem ideologii narodu, z pokolenia na pokolenie roztacza koszmarny obraz, powstający ze ścisłego stosowania tej fundamentalnej zasady.
Istotą grupy jest nacisk w kierunku zmuszania swych członków do zachowania się według norm ujętych w system, a wynikających z ideologii grupy. Jak już o tym była mowa na straży tych norm stają liczne sankcje. Kodeksy postępowania, honorowy, prawny` zwyczajowy, etyczne-religijny nie pozwalają na dowolność. Normy z zasady noszą charakter kategoryczny. Test to droga, na której uzyskuje się trwałość istnienia grupy, gdyż dopuszczanie w odchyleniu się od norm grupy rychło mogłoby ją rozłożyć, Odruchowy konserwatyzm, poczucie obowiązku, sumienie, są widomymi instrumentami służącymi jej trwaniu. Naogół jednak formalnie ustanowiony system norm jest najproduktywniejszym narzędziem rozwoju grupy. Jego istnienie stwarza ogromne możliwości postępu. Bez normy, wyrażającej coś obiektywnego nie mógłby powstać system wysiłku zbiorowego ani też zapewniona ciągłość wysiłku po przez pokolenia. Kategoryczność normy porusza w jednostce życie emocyj, pobudza fantazję, skojarzenia, wyzwala wrodzone popędy, uproduktywnia wszystkie siły natury ludzkiej.
Ideologia grupy przenikając grupę zestala się w jej tworach rzeczowych, które są szczególnie skutecznymi katalizatorami, wywołującymi podporządkowanie się normom grupy u składających się na nią jednostek.

3. Absolut świadomości grupy.
Grupa jest wszechwładnym panem życia duchowego jednostki. Życie duchowe jednostki jest to właściwie życie grupy. Jednostka przychodząca na świat nie ma wyboru. Jest już członkiem danego narodu przez to, że w nim urodziła się i żyje. Świat duchowy jest produktem równie arbitralnych rozstrzygnięć. Autorytety powodują, iż jednostka przyjmuje narzucone jej treści. Najpierw przyjmuje kryteria zasadnicze danej ideologii grupy, a następnie dopiero treści z tymi kryteriami zgodne. Stąd to pochodzi zjawisko, iż jednostki w skład grupy wchodzące, mając identyczne zasady światopoglądowe, różnią się co do treści psychicznych, które opanowały i przeżywają. Na ich marginesie ukazują się różnice indywidualne w żywotności, sprawności, skłonności, powodujące zróżnicowanie socjalne tych jednostek, które w zasadzie według tego samego schematu społecznego są modelowane.
Narzucanie kryteriów i zasad ideologii grupy odbywa się po przez niezliczone sugestie różnych autorytetów. Cały ten system obejmujemy terminem wychowania społecznego. W dzieciństwie funkcje te spełnia autorytet rodzicielski, nauczycieli, osób starszych, instytucyj, jak kościół, państwo, otoczenie socjalne itd. Świat duchowy jednostki, oparty o te zasady może rozwijać się, poszerzać, nigdy jednak nie maże naruszyć kryteriów na których spoczywa. Dusza przeciętnego osobnika jest systemem wartości odpowiadającym danej ideologii grupy. Jako taki wydaje się być czymś oczywistym i naturalnym. Uzasadnienie jego łączy się zawsze z wiarą w nadludzkie, absolutne pochodzenie. Wierzeniowy charakter systemu wartości, daje mocny grunt pod cały światopogląd. Dzięki temu wszystko może być wartościowane kryteriami, które stanowią podstawę danego światopoglądu. Każdy czyn, działanie, pragnienie, rzecz, stosunki w otaczającym świecie, wartościowane są według tej skali wartości, które wydają się być absolutnymi.
Istnieje więc podstawa światopoglądowa, wyznaczająca system wartości, osobowość jednostki i grupy oraz świat rzeczy, który nią może być wartościowany. Ten system wartości to jest właśnie najgłębsze "ja", osobowość zarówno jednostki, jak i grupy. Tym samym jednak, cały system wartości , o. ile łatwo się stosuje do oceny rzeczy na zewnątrz od niego położonych, nie może być sam wartościowany. .Dane kryteria, stanowiące podstawę ideologii grupy nie mogą być wartościowane przez ludzi, których osobowość z tych samych wartości jest złożona. Stosując kryteria danej ideologii grupy do wszystkiego, co poza nią się znajduje, nie jesteśmy w stanie wartościować jej samej. Wartościować ją można byłoby tylko w tym wypadku, gdybyśmy przyjęli inne kryteria; oznacza to jednak wyjście poza daną ideologię grupy, w jakiś inny system wartości.
Zagadnienie poruszone jest jednym z najbardziej podstawowych. Widzenie świata przez pryzmat wartości swoiście ukształtowanej duszy, nie może następnie zwrócić się na tę samą duszę, ani też jej objąć badawczym spojrzeniem. Wartościowanie pewnych zakresów rzeczy zasadza się na stosowaniu pewnego miernika. Proces ten nie może objąć samego miernika, gdyż wówczas mielibyśmy sytuację człowieka, który stanąwszy nogami na krześle, usiłuje następnie unieść to krzesło w powietrze. Archimedesowy punkt oparcia musi być na zewnątrz.
Obok tego faktu. posiadającego ogromne znaczenie, przechodzimy zazwyczaj, nie dostrzegając jego istoty. Musimy jednak zwrócić nań baczną uwagę, gdyż tu kryje się jedna z dźwigni niezwykłego rozwoju Polski od XVI wieku. Zjawisko socjalne, polegające na tym, iż jednostka wychowana w kręgu danego typu kulturalnego,. danej ideologii grupy, patrzy na świat i wartościuje go kryteriami tej właśnie ideologii grupy, uważając te kryteria za absolutne, święte "tabu" - nazwiemy "absolutem świadomości".
Na przykładzie Polski stwierdzić możemy doniosłość zjawiska "absolutu świadomości". Światopogląd, stanowiący kościec polskiej ideologii grupy, narzuca "przeciętnej społecznej" swoje kryteria, sprawdziany dobra i zła. Miliony jednostek licznych pokoleń widzą upadek życia narodowego w każdej dziedzinie, do której można zastosować miarę ilościową, jednak dzięki absolutowi świadomości, krytyka nie może objąć samych zasad polskiej ideologii grupy, a więc treści duchowych, degradację narodu stwarzających. Stąd też widzimy-uparte trwanie przy zasadach prowadzących naród nieuchronnie ku degradacji. Absolut świadomości blokuje myśl krytyczną nie tylko jednostek. Jeszcze bezwzględniej to czyni w stosunku do myślenia ogółu. Zasady na których spoczywa dana ideologia grupy, są czymś co krytycznie oceniane być nie może z tej prostej przyczyn -, iż w umyśle członka przynależnego do danej grupy kryteria dobra i zła są identyczne z tymi zasadami.

4. Podłoże biologiczne.
Skoro ideologia grupy zostaje już utrwalona, kierunek rozwojowy życia zostaje tym samym z góry przesądzony. O ile panujący w ten sposób system duchowy, wytrzebi treści z nim niezgodne, o ile uda mu się wyrugować wszystko to, co z jego istoty nie wynika, a swoją substancją wypełni duszę zbiorową, to tym samym nada swój styl całemu życiu. Zarówno instytucje społeczno-polityczne jak i formy życia gospodarczego, kształtować się będą pod naciskiem danej koncepcji duchowej, stanowiącej o istocie ideologii grupy.
Zajść tu może wypadek, iż podłoże rasowe, skład rasowy ludności posiada inny profil, inne wrodzone dyspozycje, niż te, które narzuca panująca ideologia grupy. Może być też, że ideologia grupy jest odpowiednikiem pewnego typu rasowego, znaczącego się wybitną przewagą postaw wegetatywnych. Styl ideologii grupy będzie wówczas bardzo odpowiadał tym, którzy takie skłonności w życiu zdradzają. Natomiast gdy podłoże etniczne, któremu taką ideologię grupy narzuca się, posiada zupełnie inny charakter, nieunikniony jest konflikt, który może przybrać różne formy. O ile taka ideologia grupy przezwyciężywszy opory, zaczepi się mocno o grunt etniczny, wówczas będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem głęboko sięgającej degeneracji duchowej. Pokolenia składające się z milionów jednostek, wtłoczone w ramy duchowo niepasujące de ich właściwości, wynikających z charakteru dyspozycji rasowych, ulegną wyjałowieniu. Nie może bowiem być inny wynik, gdy jednostka o wrodzonych dyspozycjach do wytężonej aktywności-życiowej, przez panujący system wychowawczy będzie urabiana na pokornego cierpiętnika. Jest rzeczą pewną, iż rezultaty jakie na tej drodze osiągnie, mierzone kryteriami danej ideologii grupy, nie będą zbyt wielkie. Wówczas to powstaje zjawisko dezorganizacji psychicznej jednostek, składających się na dane podłoże bio-rasowe. Oczywiście przykład przytoczony może być odwrócony. Skutki będą podobne.
Zdrowymi stosunkami możemy nazwać tylko te, w których panująca ideologia grupy znajduje się w stosunku adekwatnym do podłoża bio-rasowego. Tylko wówczas można oczekiwać rezultatów dodatnich w sensie osiągnięcia pewnych limitów rozwojowych, leżących w naturze danego systemu światopoglądowego, stanowiącego trzon ideologii grupy. W przeciwnym razie nastąpić musi dezorganizacja zdolności twórczych podłoża biologicznego i uzasadniona tym, wszystkie dziedziny życia obejmująca jałowość.

5. Istota katolicyzmu i jego oddziaływania.
Jesteśmy narodem nawskroś katolickim. Jest to opinia powszechna utrwalona od pokoleń. I tak jest w istocie. Prawdy tej nie podważy twierdzenie, iż katolicyzm w Polsce jest powierzchowny, że jest pozbawiony pogłębienia teologicznego. Na całokształt katolicyzmu, składa się bowiem: 1) światopogląd, 2) doktryna, jako uporządkowany system pojęć i 3) organizacja kościelna. Światopogląd obejmuje wyjaśnienie istoty kosmosu, jego strukturę, istotę życia człowieka i duszy nieśmiertelnej, a następnie odpowiedź na zagadkę bytu, cel istnienia i sens życia. Najistotniejszą częścią światopoglądu jest problem wartości życia, hierarchia wartości, porządkujących postępowanie człowieka. Otóż pogląd na życie i jego wartościowanie jest jakby trzonem światopoglądu. W tym punkcie zgodzić się muszą wszyscy, iż świat mości duchowych, składających się na pojęcie "polskości" jest dogłębnie katolicki, a właściwie z katolicyzmem jednoznaczny. Odruchowy stosunek do życia, sposób jego wartościowania jest w kręgu "polskości" ten sam co i w katolicyźmie. Postawa życiowa "przeciętnej społecznej" w ostatnich dziesięciu pokoleniach trwania narodu jest katolicka, i to bez względu na to, czy dana jednostka należy do rzeszy wierzących katolików, czy też nie. Wszystkie wartości duchowe "polskości" rodzą w duszy jednostki katolicki stosunek do życia, chociażby nawet nazwy katolickiej był pozbawiony. Inaczej oczywiście jest z rozprzestrzenianiem się doktryny katolickiej. Znajomość jej zasad jest naogół niezbyt wielka. Co prawda dla człowieka wierzącego w prawdy katolicyzmu, ślepo poddającego się organizacji kościelnej, jej władzy, wszelkie spekulacje intelektualne, filozofowanie jest rzeczą mało ważną. Można być dobrym katolikiem i bez tego, jak wykazuje wiekowa praktyka, jeśli się zważy, iż katolicyzm jest fundamentem, na którym wspiera się polskość. Mógłbym mnożyć w nieskończoność cytaty, wynurzenia, oświadczenia, tezy, produkowane powszechnie o katolickości narodu polskiego. Sądzę, iż sprawa ta, jako nie budząca wątpliwości, nie potrzebuje udowodnienia.
Możemy więc przejść do rozpatrywania istoty katolicyzmu, którego wierne wyświetlenie a następnie analiza wpływu jaki wywarł na rozwój życia narodu, jest najbardziej zasadniczym problemem czasokresu 1600-1950 r. Pojmiemy więc głębię tego oddziaływania, gdy uświadomimy sobie, iż "kościół katolicki jest tym dla naszego narodu, czym matka dla swojego dziecka"
*3).
"Religia jest to uporządkowanie stosunku człowieka do Boga"
*4) - ordo homis ad deum. Katolicyzm, jako jeden z systemów religijnych, reguluje ten stosunek w swoisty sposób, jemu właściwy. Ponieważ życie doczesne jest przejściowe, ma ono znaczenie tylko jako faza przygotowawcza do życia przyszłego, stąd też kościół jest instytucją rozbudowaną wokół zagadnienia zbawienia wiecznego duszy. Kościół jest wspólnotą wiernych, dążących do uzyskania zbawienia. Płyną stąd liczne konsekwencje dla jednostki tym pragnieniem opanowanej. "Istota katolicyzmu wymaga od nas synowskiego, ufnego i całkowitego poddania się kościołowi bez względu na jego, przedstawicieli"*5). Formalna przynależność do kościoła nie jest wystarczająca; niezbędna jest jeszcze głęboka wiara wewnętrzna, głębokie poddanie się zwierzchnictwu kościoła, spełnianie gorliwe obowiązków z przynależności doń płynące, gorące jego ukochanie, przywiązanie się uczuciem, duszą i ciałem. Wiara zasadza się na przyjmowaniu zasad nauki objawionej, przez kościół głoszonej tak, "iż uważamy je za nasze własne niejako, że stają się one jakby przekonaniami osobistymi, podstawami czynu, skutecznymi zasadami działani"*6).
Kościół jest arką Noego, dzięki posiadaniu nauki objawionej od Boga, a tym samym jest nieomylny. Do uzyskania zbawienia kościół jest konieczny, gdyż w kościele przebywa Chrystus. Określenie "Chrystus w kościele" pojmować należy w ten sposób, iż przynależność do kościoła, sprawia ciągłość obcowania pośredniego z Chrystusem,. który jest niejako jego substancją. Elementami jej są: nauka objawiona, jako zbiór prawd podanych przez Boga; zasady moralne i obyczajowe, których stosowanie w życiu oznacza naśladowanie Chrystusa, przez co jednostka doskonaląc swą duszę może wznosić się na ogromne wyżyny; ciągła mistyczna obecność Chrystusa wśród wiernych dzięki liturgii i obrządkom; ucieleśnianie się Chrystusa w czasie mszy; dokładne określenie dróg postępowania jednostki w każdej sytuacji życiowej, dzięki którym praca nad zbawieniem własnym nie doznaje nigdy przerwy; organizacja kościoła katolickiego zespalająca wszystkie te elementy w całość. Z drugiej strony kościół jest "ciałem Chrystusowym". Tym ciałem Chrystusowym nie jest jednostka, lecz zespół wiernych. Przedstawia się to w ten sposób, iż ludzkość należy rozumieć jako jednego człowieka... "Człowiekiem jako takim, człowiekiem całkowitym nie jest człowiek pojedyńczy, lecz człowiek cały, jest pełność rozrzuconych w tysiącznych indywidualnościach form, wyrażających ludzkość: ona dopiero razem wzięte dają człowieka całego"
*7). Wynika stąd, iż nie jesteśmy sami, Lecz obok mas, dokoła nas, cała ludzkość. Istotę społeczeństwa utożsamia się z kościołem. Z niej wynika głęboka solidarność metafizyczna, hierarchia, autorytet. W świetle tych uwag musi kościół sięgać bardzo głęboko w duszę swych członków. Naturalnym jest przeto, iż "obejmuje on całe nasze jestestwo w najbardziej wewnętrznych jego przejawach... Nie istnieje nic wyższego ponad nieśmiertelną duszę ludzką, która jest właściwym życiem człowieka. Dobro to najcenniejsze... Jest ona stworzona na obraz Boga... Bóg kocha tę duszę... Miłuje ją tkliwością ojcowską"*8).
Dusza więc jest jedynym trwałym punktem we wszechświecie; jedyną wartością. o którą należy dbać. Dążyć do zbawienia znaczy ta samo co zbliżyć się do Boga. Odbywa się to przez kilka jakby etapów: kościół, Chrystus i Bóg. Chrystus jest tym decydującym ogniwem, dzięki któremu istnieje możliwość przejścia z płaszczyzny bytu do płaszczyzny Absolutu. Sposób zachowania się jednostki w życiu doczesnym, mający ją doprowadzić da zbawienia wiecznego, jest najbardziej charakterystyczną i najważniejszą właściwością katolicyzmu. Ks. dr. Żelazowski jest zdania następującego: "Ponieważ Ojciec niebieski dał nam duszę stworzoną na obraz swój, więc będziemy pragnęli upodobnić Mu się o ile to możliwe. Urabiajcie więc dusze wasze, rozwijajcie w niej dobre uczucia, które umocnią i wewnętrzne zdolności, które zbliżą nas bardziej do Boga Reszta-to marność, bezużyteczność, nicość Oderwijcie się od rzeczy ziemskich"
*9). "Bez wątpienia musicie korzystać...- musicie utrzymywać stosunki pomiędzy sobą, dostosowywać się do warunków istnienia przez wypadki narzuconych: lecz oderwijcie się od wszystkiego; niech oczy wasze bezustannie zwrócone na ideał wasz... doskonalenie waszej osobowości"*10).
Obiektem pracy katolika musi więc być tylko własna dusza. Metoda pracy to wewnętrzne zmaganie się ze swą naturą, której wyrazem są "nieuporządkowane namiętności, owo smutne następstwo grzechu pierworodnego", jak pięknie mówi encyklika papieska "Quadragesimo Anno". Zmaganie się wewnętrzne, związane z wykonywaniem pracy doskonalenia swej duszy, zasadza się na mistyce i kontemplacji, która urzeczywistnienie swoje znajduje w izolacji i odsunięciu od świata, w ucieczce od "życia" i spraw doczesnych. Jest to całkowicie naturalne jeśli się zważy, iż "duchowi katolicyzmu obca jest służba temu światu z zasady"
*11). Z kanonu katolicyzmu wynika odwrócenie się od spraw doczesnych w świątynię duszy, tak jednolicie uharmonizowanej, dającej tyle narcystycznego upojenia, o ile tylko uzyskać się da pełną równowagę ducha, ku której znów dojść można łatwo po przez odrzucenie źródła rozstroju i chaosu, świata zewnętrznego. Odrzucenie ogromu rzeczywistości zewnętrznej, warunkujące błogostan duszy i poddanie się następnie wcale miłej operacji "doskonalenia wewnętrznego" uzasadnia przeświadczenie całego kościoła, iż "katolikowi życie doczesne wydaje się zbyt mało ważne"*12).
W tych okolicznościach cały świat zewnętrzny dla katolika staje się tylko zawadą we właściwym zajęciu, jakim powinno być wyłącznie obcowanie z nieporuszonym Bogiem, w zacisznej kaplicy rozkontemplowanej duszy. Słusznie więc może powie dziać katolik nagabującemu go, politowania godnemu fantaście o dobrze rozwiniętej muskulaturze, wyszkolonym technicznie umyśle i umiejętnościach; a płonącemu żądzą bohaterskiego wysilenia, męki trudu, wytężonego życia codziennego, aż po kres godziny swego istnienia: "rzeczy doczesnych winienem używać tylko o tyle, o ile to się przyczyni do osiągnięcia mego celu ostatecznego, najwyższego"
*13). a właśnie ten cel jest bardzo dokładnie zakreślony; tyczy to także szlaków doń prowadzących, przez co stopień użycia i zetknięcia z "rzeczami doczesnymi" dla każdego katolika może być odczytany z matematyczną dokładnością. To też ze stanowiska katolickiego "biorąc rzecz obiektywnie, najbardziej wielkodusznym i najdzielniejszym jest ten, kto stanowczo wyrzeka się wszystkich wartości i dóbr... które mogą skrępować jego swobodne wzloty do Boga. O tyle też powołanie zakonne jest obiektywnie najlepszą drogą do urzeczywistnia nie ideału chrześcijańskiego"*14). W ten sposób podstawowe zadania człowieka na ziemi najlepiej rozwiązuje się w pustelni, samotnej, zamurowanej celi zakonniczej, lub na jakimś przyzwoitym odludziu.
Katolicyzm wyrósł z gruntu wegetacji i postawy wegetacji stanowią jego najgłębszą bazę. Nie należy się dać zwieść na manowce maskaradzie odprawianej w uroczysty sposób w Polsce. Kościół mając doświadczenie z Reformacją, zdaje sobie sprawę, że opór narastającym siłom, stawiającym nowe koncepcje światopoglądowe, znamionujące się wolą twórczości i wolą spotęgowania życia, jest zgubny. Tam jednak, gdzie maskować się nie potrzebuje, ujawnia swoje istotne oblicze. I tak w kręgu kostniejącej cywilizacji indywidualistycznej, zachodnio-europejskiej, demokratycznej, nie ma potrzeby zgrywać się w roli "dynamistów". Tam wprost, po przez wypowiedzi J. Maritain`a: "przeciwstawia się koncepcję chrześcijańską, jako koncepcję kultury prawdziwie ludzkiej i humanistycznej. Oczywiście mowa o humaniźmie... którego przykład ukazał św. Tomasz z Akw. Jest nim humanizm obmyty we krwi Chrystusowej, humanizm wcielenia. Taki humanizm uznając istotną hierarchię świata, stawia życie kontemplacyjne nad życie czynne i wie, że życie kontemplacyjne to najprostsza droga do miłości Pierwszej Przyczyny, w której się zawiera wszelka doskonałość. Nie znaczy to jednak, aby należało zaniechać życia czynnego. Powinno ono tylko zdążać do ideału osiągniętego przez świętych t. j. do aktywności, która wypływa ex superabundantia contemplationis".
"Lecz jeśli się stawia życie kontemplacyjne świętych na szczycie życia ludzkiego, czy również trzeba stwierdzić, że wszystkie czynności człowieka i cała cywilizacja powinny w nim widzieć swój cel?... Po cóż bowiem najniższe zajęcia codzienne, pocóż handel jeśli nie poto, by ciało zaopatrzone we wszystkie rzeczy niezbędne do życia znalazło warunki potrzebne do kontemplacji. Pocóż cnoty moralne i roztropność, jak nie po ta by uciszały namiętności i zabezpieczały spokój wewnętrzny, podstawowy warunek życia kontemplacyjnego? Pocóż wszystkie władze państwowe jak nie po to, by zapewnić pokój zewnętrzny, potrzebny dla kontemplacji?"
*15).
Na potwierdzenie tych zasadniczych tez, określających postawę katolicyzmu wobec kultury, powołuje się Maritain na autorytet Doktora Anielskiego - św. Tomasza z Akwinu, a więc mistrza: "Gdy się rozpatruje sprawę z należnego punktu widzenia, wydaje się, że wszystkie czynności życia winny służyć tym, którzy kontemplują prawdę". (Sum. contra Gent. IIL37).
Geneza tych sformułowań, przez które przebija wola wegetacji, wyprowadza się z bazy katolicyzmu t, j. z judaizmu. Jak stwierdza J. Maritain: "cud Izraela, cud nadprzyrodzony, to jarzmo, przemocą nałożone na karki zbuntowanych, polega na tym, że Bóg Izraela jest zarazem Bogiem Jedynym, najwyższym, transcedentalnym"
*16). Tam też znajdujemy zasady woli wegetacji, kontemplacji, stanowiące podstawy katolickiego pojmowania życia. Pisze o tym E. Stein: "Człowiek Bogu podobny i człowiek cel stworzenia, to zarazem dwie główne podwaliny żydowskiego humanizmu, którego duszą niejako jest przekonanie o wyjątkowym stanowisku człowieka we wszechświecie"*17). Konsekwencje tego są następujące: "w/g rabina Szymona ben Eleazara ...czyż Widziałeś kiedy zwierzę lub ptaka, uprawiającego jakieś rzemiosło? a przecież one są tylko do moich usług: ja będąc stworzony do usług Boga, tym bardziej winienem się żywić bez trudu. Lecz moje złe postępki są przyczyną skompości pożywienia"*18). To zdanie przypomina treścią i formą ewang. Łukasza 12.24: "spójrzcie na te kruki, które nie sieją ani zbierają, nie mają ani gumna ani spichlerza, a Bóg żywi je i o ile bardziej wy przewyższacie ptaki".
Gdy uprzytomnimy sobie, iż katolicyzm sięga po całą duszę człowieka, ogarniając ją bez reszty wraz z "uczuciem i sercem", to w całej pełni wystąpi socjalna jago strona. Po przez oponowanie duszy jednostki, po przez urobienie według swego modelu, napełnienie od podstaw swoją treścią, katolicyzm tym samym wkracza we wszystkie dziedziny życia zbiorowego. Podstawą życia socjalnego jest typ duchowy jednostki; ten zaś jest produktem panującej ideologii grupy. Ambicją katolicyzmu było zawsze wypełnić sobą ideologię grupy każdego narodu. Tak więc przewaga katolicyzmu, zawsze wiąże się z kształtowaniem życia danej grupy według jego zasad. Jeśli teraz uzmysłowimy sobie podstawy światopoglądu katolickiego, wyżej omawiane, to wówczas dopiero staje się jasne dlaczego kraje katolickie, (katolickie w znaczeniu nasiąknięcia ideologii grupy pierwiastkami katolickimi) mają taką kierunkową rozwoju, a nie inną. Ideał katolickiego życia, pustelnia, czy też izolowana cela zakonnicza, przy oderwaniu się od "nicości" świata zewnętrznego, w zależności od stopnia swego urzeczywistnienia, wpływa decydująco na tętno życia socjalnego w gospodarstwie, polityce, kulturze. Im wyższy stopień urzeczywistnienia ideału katolickiego życia, tym uboższe, bardziej zdegradowane życie socjalne narodu. I na odwrót - im słabszy stopień wcielenia katolicyzmu w rzeczywistość narodu, tym większe możliwości jego twórczości, napięcia życia gospodarczego, politycznego i kulturalnego. Twierdzenie to nie może być odwrócone, gdyż, jak głosi J. Maritain "katolicyzm kształtuje cywilizację, lecz nie jest przez nią ukształcony"
*19). Zdrugiej zaś strony św. Paweł wymownie określa ideały chrześcijaństwa następująco: "poczytam wszystko... za gnój, bylem Chrystusa pozyskał"*20), co jeszcze lepiej opisuje Tomasz a Kempis: "naucz się gardzić rzeczami zewnętrznymi, a oddaj się rzeczom wewnętrznym, tedy ujrzysz przychodzące do ciebie królestwo Boże"*21). Innymi słowy oznacza tę samą istotę św. Jan: "wszystko co jest na świecie, jest pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota"*22). Ażeby zaś nie było wątpliwości co do stosunku chrześcijaństwa do świata, do twórczości, posłużymy się cytatem z Ewangelii św. Jana, głoszącym ni mniej, ni więcej tylko, że "książe tego świata szatan"*23).
Katolicyzm, kierując myśl i dążenie jednostki ku zbawieniu duszy, jednocześnie wskazuje drogę do tego celu prowadzącą: jest to kontemplowanie. Słyszę z góry oklepany argument o pracy, ofiarności itd. Owszem katolicyzm zaleca pracę i wysiłek, lecz tylko w ramach konieczności utrzymania się fizycznego. Nauka kościoła w tym względem jest niedwuznaczna. Ojciec kościoła św. Ambroży wyraźnie mówi o konieczności zachowania ubóstwa, nieprzekraczania minimum życiowego, gdyż cele dalsze mogą stwarzać dobrobyt, bogactwo, a bogactwo to są "powrozy szatana", lub też jak określa św. Alfons Liguryjski: "sidłem piekła"
*24). Ten sam bezwzględny nakaz znajdujemy w Piśmie Świętym: "Bogactwa nie dawaj mi; daj tylko potrzeby do żywności mojej, bym snadź nasycony nie był przywiedziony do zaparcia"*25).
Pełne urzeczywistnienie tych zasad, doprowadzić by musiało do unicestwienia biologicznego wyznawców. To też kompromis stanowi integralny człon katolicyzmu. Dzieje chrześcijaństwa mogą być traktowane jako dzieje kompromisu ze światem, który traktuje się zasadniczo jako zło. Z wieku na wiek kompromisy są coraz większe. Arka zasad chrześcijańskich - kościół katolicki, czuje że albo musi ustępować albo będzie całkowicie z życia wyeliminowany. Dzisiaj sytuacja jest taka, iż kościół może tylko sprzeciwiać się twórczości, hamować rozmach życia, wtykać kotki pomiędzy szprychy toczącego się wozu dziejów, i czyni to bardzo skutecznie, lecz nie jest w stanie zobjektywizowanego dorobku zanegować. Godzi się więc z światem rzeczy gotowych, odruchowo niszczy, możliwości twórczości. Udaje się to mu tam, gdzie panuje nad dźwigniami duszy zbiorowej. Tak jest niestety w Polsce.
Każdorazowe godzenie się z tym co już jest gotowe, co zostało po przez mękę i wytężenie stworzone, a wrogość wobec samej twórczości, przyjmuje groteskową postać. Słyszymy, ze wszystkich stron, że katolicyzm nie tylko nie przeszkadza, ale nawet pomaga. Papież Leon XIII, zwany Wielkim, posuwa się tak dalece, iż występuje wprost jako herold "postępu". W pracy swej p. t. "Kościół a cywilizacja", powołuje się na historię, według której twórczość odbywa się dzięki "chrześcijaństwu", bo wszak... "wielki astronom Kopernik był głęboko religijnym"
*26).
Pojmiemy w pełni, co się tu dzieje, gdy uświadomimy sobie, iż dzieło Kopernika zostało obłożone klątwą, która ciążyła na nim przez trzy stulecia, zaś sam Kopernik uniknął szponów świętej inkwizycji i stosu tylko dla tego, że pośpiesznie umarł. Właśnie dlatego, że czuł zbliżającą się śmierć, ważył się na ogłoszenie drukiem swego dzieła. Co go czekało, tego świadectwem jest straszliwy los jego ucznia G. Bruno. Przejąwszy się ideą Kopernika G. Bruno głosił ją i propagował, za co został spalony żywcem na rynku miejskim w Rzymie w r. 1600. Galileusz uniknął tegoż losu tylko dla tego, że się zaparł siebie. Według Leona XIII jednak, katolicyzm sprzyja rozwojowi...
Należy również wyjaśnić dowcipny chwyt, o rzekomych zasługach kościoła w dziele przechowania dorobku kultury antycznej. Mnisi, którzy przepisywali dzieła starożytnych autorów, czynili to, kierując się popędem twórczym, który nie zawsze był do reszty zabijany przez tresurę chrześcijańską.. Oddajmy tu głos Skardze opisującemu żywot św. Hieronima w swym słynnym dziele "Żywoty Świętych": "W gorączce wydało się mu (św. Hieronimowi), że jest na sądzie bożym. Na pytanie: ktoś jest? odpowiedział: jestem chrześcijanin. Ale usłyszał głos: Nie tak jest, aleś ty jest cyceronianin. I za to, iż tak pilnie bawił się cyceronowymi księgami, ubiczowany jest tak, że przyszedłszy ku sobie, siności na grzbiecie uczuł".
Życie socjalne wykwita z zachowania się przeciętnej jednostki w skład grupy wchodzącej. Gospodarstwo, polityka, a w pewnym stopniu twórczość kulturalna wyrastają z milionów tworzących je podmiotów działających. Stąd też aktywność najbardziej szarej, przeciętnej jednostki, w szarym, codziennym życiu decyduje o aktywności i tętnie tych dziedzin życia. Teraz możemy wyobrazić sobie jak wpływać maże katolicyzm na wymienione dziedziny życia ze swą pogardą dla spraw tego świata. Życie społeczne zaczyna się wówczas rysować jaka luźne zrzeszenie bogobojnych obywateli, dążących do celów wyższych, niż marności tego świata, okazujących aktywność w gospodarstwie tylko w granicach niezbędnych do utrzymania przy życiu swych powłok cielesnych, zaś w polityce nie wyjdzie ona po za troskę o ład i spokój, warunkujący niezmącone wykonywanie praktyk, uwiązanych z doskonaleniem swej duszy. Nie jest to groteska.
Najbardziej katolickie narady Europy, Hiszpania, Polska i Włochy, a jednocześnie najbardziej wynędzniałe, są tej prawdy ilustracją. Wysiłek odrodzeńczy Włoch nie ma nic wspólnego z katolicyzmem. Wyszedł ze źródeł antykatolickich, a prostackie próby zamącenia tej prawdy demaskuje się łatwo, gdy tylko przypomnimy dzieje zdławienia akcji katolickiej przez faszyzm, wypełnianie obozów izolacyjnych niefortunnymi działaczami katolickimi na wewnątrz i protektorat nad Islamem na zewnątrz. O katolickości Francji należy mówić z zastrzeżeniami. Wątpliwej katolickości jest chyba naród, kończący wiek XVIII położeniem pod gilotynę kilku tysięcy duszpasterzy.
Ideał społeczny katolicyzmu jest więc całkowicie pozbawiony momentu rozwojowego. Twórczość kulturalna i cywilizacyjna, którą narody rozwijają bohaterskim lecz tragicznym wytężeniem, wywołuje u katolików politowanie, przestrogi, co najwyżej tolerancję. Lecz trud milionów ofiarnych istnień, o ile jest udany, z góry będzie przywłaszczony na rzecz katolicyzmu. Tu żadnych przeszkód nie ma, nawet cienia skrupułów. Kościół bowiem uznał się za właściciela wszystkich prawd nie tylko tych, które istnieją ale i tych, które kiedykolwiek w (przyszłości czyimś wysiłkiem zostaną zdobyte; oczywiście bez żadnego ryzyka ze swej strony, gdyż mając cele wiecznej i ostateczne na oku z góry orzekł, iż sprawy doczesnego świata są mu obce, wyjąwszy wypadki gdy czyjeś wysiłki, nawet wrogów, będą uwieńczone powodzeniem. Jest coś głęboko odpychającego, jakiś nie dający się wysłowić cynizm w tej postawie.
Struktura grupy, która zastanie urobiona według ideału społecznego katolicyzmu, musi być skostniałym tworem, w którym nie może być mowy o jakichś twórczych przeobrażeniach. Stwierdza to z naciskiem św. Augustyn, dla którego: "państwo jest tylko zespołem ludzi żyjących w zgodzie". Pojmować to należy w ten sposób, iż cele ponad indywidualne w świecie doczesnym winny być zredukowane do właściwej miary. Państwo, naród, kultura, twórczość - są to narzędzia pomocnicze jednostki, dążącej do jedynie ważnego celu t. j. do zabawienia, wobec którego wszystko inne jest nic nie znaczącym epizodem. "Jednostka ludzka istniała wpierw niż państwo i posiada swoje przyrodzone prawo... państwo nie jest celem dla siebie, ani nie jest celem człowieka, ale celem i przeznaczeniem państwa jest dobro jednostek, czyli państwo jest dla obywateli, a nie obywatele dla państwa"
*27).
Z dotychczasowych zestawień wyraziście widać wegetacyjne korzenie katolicyzmu. Jest to koncepcja bytu, wyrosła z oparcia o postawy wegetacyjne. Praktycznie pokrywa się z typem ludzkim o przytłumionej sprawności życiowej, bierności i mierności. Ta mierność może być nie tylko wynikiem cech wrodzonych, ale i skutkiem położenia socjalnego danej grupy, czy jednostki. To też katolicyzm ma z zasady zwolenników najbardziej zapalonych tam, gdzie istnieje degeneracja i wpadek całych grup lub jednostek. Tyczy to ugrupowań socjalnych degenerujących się w ubytku albo w nędzy. Żniwa prawdziwe znajduje wówczas, gdy tragiczny los sprawia katastrofę jakiejś wielkiej cywilizacji, gdy jej gmach rozpada się w proch i atomizuje się.
Możemy więc w końcu określić rzecz podstawową dla katolicyzmu: katolicyzm jest nastawiony na katastrofę każdej wielkości społecznej. Zasobny "mądrością wieków" czyha na upadek mitu, twórczego wytężenia o ile takie istnieje w danej chwili. Radośnie. przeżuwa wspomnienia dziejowych plądrowań, dokonanych w załamujących się przęsłach Wielkości.
Rozpadanie się w naszych czasach "mitu indywidualistycznego", a więc kapitalizmu w ekonomice, demokracji w polityce, indywidualizmu w kulturze, rozpaliło w katolicyzmie łaknienia i żądze wyżej opisane. Trzeba mieć oczy i uszy, aby ujrzeć tę olbrzymią falę wzbierających apetytów, tych ogromnych wysiłków zdążających ku temu, aby rozkład kończącej się wielkiej epoki dziejowej przyśpieszyć; wczujmy się w ducha pragnie ruchu a o te tego, choćby lat ostatnich. Ileż nadziei, że oto wielkość, heroiczne piękno, które nigdy nie było odczute (co prawda zewnętrzny kształt tej epoki był bardzo chropawy), stoczy się na nasz katolicki padół, na nasz katolicki poziom, ku naszemu pojmowaniu życia. Aliści nim żniwo dojrzało, zjawiły się nowe syntezy mitotwórcze, we krwi i męce formować się rozpoczęły tragiczne żywoty Rosji Sowieckiej, Japonii, Niemiec, Włoch. Zamiast !plądrowania i łatwych łupów, rojów usidlonych "dusz", stanęło się przed koniecznością obrony własnych pozycyj. Trzeba było dostosowywać metody obrony do systemu walki sił nacierających; w ten sposób powstała fikcja "katolicyzmu dynamicznego".
W przeciwieństwie do realizowanego ideału kontemplacyjnego, mistycznego, nazwano go aktywistycznym, dynamicznym. Rzekoma metamorfoza jest jednak szyta zbyt grubymi nićmi, by świadomego fałszu nie dostrzec. Ewolucja ta jest wynikiem ciężkiej konieczności, którą katolicyzm czyni ze złamanym sercem; wynika to stąd, iż - jak stwierdza pisarz katolicki - "ponad północnym zwrotnikiem człowiek musiał mozolnie wydzierać przyrodzie rzeczy potrzebne do życia.. I tak im więcej osiedlał się na północy, tym bardziej dusza jego wchłaniała w siebie obrachowany, racjonalistyczny pierwiastek, w przeciwieństwie do statecznego, z naturą związanego rodzaju Azjaty... Zwrócenie się do świata, odwrócenie się od Boga, jest wynikiem napiętego europejskiego myślenia i życia. Tysiącletnia walka z przyrodą pogłębiła w północnych strefach zainteresowania światem i metodami, które służyły do jego opanowania. Europejczykowi walka ta użyczyła cielesnej i duchowej struktury, zdatnej do pracy"
*28). Trzeba było do sytuacji z tego faktu wyrastającej jakoś się przystosować. Wprawdzie, zdaniem katolika - "dla mnie moja dusza jest przede wszystkim cząstką świata, a... szlachectwo osobistości jest większą wartością, aniżeli wszelka wiedza i umiejętność, i wszelkie skutki wynikające z opanowania kultury"*29), to jednak niestety "jest rzeczą niemożliwą świat całkowicie wyeliminować"*30).
A więc zachodzi konieczność uczepienia się w jakiś sposób toczącego się wozu historii. I chociaż katolicyzmowi jest obcy kierunek w jakim się on posuwa, a wstrętna całkiem myśl, iż w twórczości cywilizacyjnej, z mitem związanej, miałby się wysilać, na miejscu zostać nic może, gdyż groziłyby mu konsekwencje, jakie stworzyła Reformacja. Więc pociesza się jak może tłumacząc sobie' "typ ten (katolicyzm aktywistyczny) nie ma oczywiście rozwijać techniki i ekonomii czasów obecnych, ale powinien pozbawioną Boga technikę i ekonomię w najszerszym tego słowa znaczeniu znowu napełnić duchem Bożym"
*31). Ktoś więc będzie po przez tragiczne wysilenie, załamanie rozwijał, budował, tworzył, katolicyzm zaś będzie gotowe owoce "przebóstwiał", gdyż to co jest już gotowe, wszelkie "dobro" z góry doń należy.
O tej megalomanii; pomieszanej z cynizmem, nierozłącznej od istoty katolicyzmu, świadczą choćby takie słowa Maritaina: "katolicyzm cieszy się wszelkim dobrem i bez zawiści wytwarza dobro nawet po za swymi granicami. Lecz dobro to jest tylko pozornie po za katolicyzmem, w rzeczywistości niewidzialnie i do niego należy. Czyż wszystko ostatecznie nie jest nasze, czyż nie należy do nas, którzy jesteśmy w Chrystusie?"
*32).
Gdy to wszystko zestawimy zje sobą, gdy w pełni pojmiemy ideały katolicyzmu jako koncepcji światopoglądowej nawskroś wegetatywnej, gdy uświadomimy sobie z całą wyrazistością, iż ideały te stanowią rdzeń "polskości", to pojmiemy to, co nas otacza. Zrozumiemy skąd to pochodzi to, co nazywamy "pogodą", "spokojem", .,biernością" natury polskiej. W szatkach polskości znajdują się bowiem te treści, które nad Jordanem spłodzone, po przez katolicyzm, po przez polską ideologię grupy wypełniają całkowicie duszę szarego, przeciętnego Polaka od dziesięciu pokoleń.
Trzeba uświadomić sobie z całą wyrazistością, iż to wszystko, co składa się na mechanizm polskiej ideologii grupy, cośmy wyżej od strony formalnej rozpatrywali, jest bez reszty treścią katolicką wypełnione. Światopogląd, ideologia, system wychowawczy, idee ogólne, świadomość narodowa, język, literatura, dziedzina rozwoju myśli, wszystko to jest katolickie. Katolickim jest absolut świadomości, dzięki czemu w kręgu polskości, w kręgu życia duchowego narodu brak jest kryterium, umożliwiającego zajęcie krytycznego stanowiska wobec treści "polskości"... Gdy znajdzie się ktoś kto zajmie stanowisko krytyczne, wartościujące, to oznacza to tylko, iż podstawa i miary wartościowania mieszczą się po za aktualną "polskością", po za "uświęcanymi ideami". I w mniemaniu opinii, ten ktoś przestaje być Polakiem, gdyż "najświętszych" wartości narodu nie uznaje.
Tym zagadnieniom poświęcimy dalsze rozważania.

6. Trzon polskiej ideologii grupy.
Niektórym ludziom uderzająca stałość cech polskiego charakteru narodowego w ostatnich kilku stuleciach narzuca pytanie, co sprawia jego ciągłość i niezmienność po przez liczne generacje, gdy jednocześnie stwierdzamy głębokie przeobrażenia u narodów ościennych? Skąd ta trwałość? - Warunki zewnętrzne ulegają zasadniczym przemianom, wywołując pewne zmiany w trzeciorzędnych cechach charakteru narodowego, natomiast w głównych żadne nie zachodzą! Odpowiedź na to pytanie, Test już przesądzona w rozważaniach dotychczasowych. Polska ideologia grupy wznosi się na zasadach katolickich, katolicyzm stanowi jej trzon. Stąd też zmiany w niej zajść mogą tylko w wypadku zerwania z katolicyzmem, co jest równoważne z odrzuceniem całego nieomal bagażu treści, który dziś nazywamy "polskością". Z całą świadomością mogę przytaknąć twierdzeniu sfer klerykalnych, goszczących i panujących w kolonii rzymskiej, dawnej Sławii, iż światopoglądowa treść polskości i katolicyzmu są identyczne. Tak jest w istocie od pełnych trzech stuleci. Stąd też mówić o stałości charakteru polskiego w tym okresie, t. zn.czy mówić o stałości linii politycznej kościoła katolickiego, lub inaczej: związku religijnego, do którego należy, cała nieomal ludność mówiąca po polsku. Ponieważ organizacja tego związku funkcjonowała bez zarzutu, zarząd lokalny dla spraw Polski stanął na wysokości zadania, więc też trzy stulecia mignęły, jak sen jaki złoty, bez wstrząsów, bez wewnętrznych tarć, pogodnie, szczęśliwie, usposabiając uświadomionych członków organizacji optymistycznie, napełniając umysły otuchą. Wielka parafia Polska pod batutą zakrystii spełniała i spełnia swój cel wzorowo.-Ze stu pięćdziesięciu milionów parafian, którzy przeszli przez ramy związku w ciągu kilku pokoleń, zapewne wysoki bardzo odsetek uzyskał zbawienie wieczne. Tak więc cel tej niezwykłej społeczności został osiągnięty w stopniu nad wyraz zadowalniającym, napełniając serca przodowników poczuciem radości i dumy z dobrze spełnionego dzieła.
Wprawdzie niektóre dziedziny życia Wielkiej Parafii Polskiej miały bilans, który może niezawsze określić się da jako dodatni, ale w świetle obowiązujących najwyższych kryteriów były to już rzeczy drugorzędne należały one zresztą raczej do marności tego świata. Ale nawet w nich Opatrzność nie omieszkała obdarzyć parafian okazjami da osiągnięcia celów wyższych. Klęski doczesne jakie spadły na parafian, martyrologia, upadek narodu, umożliwiły im głębsze doznania, bardziej ich zbliżyły do odczucia rzeczy wiecznych, mocniej skupiły wokół kościoła Chrystusowego, przez co dobra wieczne bardziej im się stały dostępne aniżeli innym, w przebrzydłym materialiźmie i marnej doczesności pogrążonym, spoganiałym narodom.
Katolicyzm z zasady ogarnia całego człowieka, całą jego istotę duchową. Jako światopogląd doskonale rozwinięty i wycyzelowany od strony wegetacyjnych skłonności natury ludzkiej odpowiada tym wszystkim, którzy od urodzenia znaczeni są atrofią żywotności. Ważne więc jest stwierdzenie, w jaki sposób katolicyzm zapewnia ciągłość typowi duchowemu, który sam stworzył, który jest jego dzieckiem, o czym tak lubią z roztkliwieniem rozwodzić się sfery u nas eksponowane.
Polska ideologia grupy w swoich zasadniczych założeniach jest identyczna z katolicyzmem. Jeśli z wyobrażenia katolicyzmu wyrzucimy takie kolorowe akcesoria jak kler, symbole religijne, budowle itp., a pozostawimy tylko to, co w nim jest najistotniejszego, a więc pewien stosunek do bytu, sens życia, ujęty w swoistą filozofię życia i stąd płynące normy dla postępowania człowieka w życiu, to ukaże się, że różnic istotnych nie ma. I nie jest kwestią ważną, czy dana jednostka spełnia lub uchyla się od wykonania tych lub innych zaleceń kościoła. Można być katolikiem nie tylko spełniając przykazania, posty, spowiedzi, odpusty, ale i brnąc przez wszystkie siedem grzechów głównych: nienawiść do instytucji kościoła, do jego sług, bezbożnictwo, nie stoją na przeszkodzie temu, iż ktoś nadal jest katolikiem, po katolicku zachowującym się w życiu społecznym. Mogą być liczne odchylenia się od norm jednostki społeczności katolickiej w motywach, przeżyciach, szczerości doznań, napięciu uczuć religijnych, miłości do Boga, kościoła, bliźniego, gdy jednocześnie sposób zachowania się, mający znaczenie dla życia socjalnego (polityka, kultura, gospodarstwo i ich kinetyka) nie ulegnie żadnym istotnym zmianom. Tak było i tak jest w Polsce. Argument, iż katolicyzm nie znalazł swego pełnego urzeczywistnienia dotyczy tylko wewnętrznych perturbacyj członków kościoła (obojętnych, praktykujących, czy tylko metrykalnych), nie zaś zachowania się, mającego znaczenie socjalne. Sławetny personalizm katolicki, tak szeroko reklamowany, posiada swoje wierne odbicie w polskiej ideologii grupy w postaci indywidualizmu wegetacyjnego. Ten zaś po przez pogardę doczesności uświęcił lenistwo i martwy bezruch. Personalizm, wola wegetacji wszak to są implikaty katolicyzmu. Zresztą czy można wyobrazić sobie w istocie wczorajszej i dzisiejszej polskości coś, coby było ważne, a jednocześnie niezgodne z duchem katolicyzmu, z ową rzekomą cywilizacją "zachodnią" - rzymską?
Szkieletem organizacyjnym polskości nie było więc ani państwo, ani typ kultury, wychowanie, wszystko to byłoby zbyt nietrwałe, nie wytłumaczyłoby trwałości polskiej ideologii grupy. Tylko istnieniem organizacji kościoła, jako fundamentu życia polskiego da się ciągłość charakteru narodowego wytłumaczyć i to dziwne przywiązanie doń.
Stała się ponad to rzecz, która każdego Polaka bez przymiotnika napełnić musi gniewem: w formach polskości umieszczona treść katolicka została nazwana, "narodową", Jestem najmocniej przekonany, że ten niezmiernie perfidny podstęp dziejowy, tak brzemienny w następstwa, nie jest dziełem przypadku lecz świadomej, zimnej kalkulacji. Należy dobrze uświadomić sobie istotę żonglerki terminologicznej. Gdy katolicyzm społeczny, obejmujący kulturę jakiejś grupy narodowej, nazwie siebie "nacjonalizmem", to prawdziwy nacjonalizm, który pragnąłby ogarnąć swoje podłoże zostanie potraktowany jako zamachowiec, wróg, "pogaństwo", "barbarzyństwo", "groza zagłady", "degeneracja". Dzięki prostej sugestii, umożliwiającej podstawienie innej treści pod dane określenie, uzyskuje się olbrzymi aparat sankcyj przeciw prawdziwemu poczuciu narodowemu.

7. Personalizm jako zasadniczy rys polskiego charakteru narodowego.
Ideologia grupy istnieje w psychikach indywidualnych. Stąd też charakter przeciętnej społecznej jest jej wyrazem. Oczywiście ta przeciętna społeczna nie jest zjawiskiem powszechnym w rzeczywistości. W odniesieniu do milionów jednostek możemy raczej powiedzieć, iż każda z nich w tym lub innym punkcie odchyla się ad "idealnej" przeciętnej społecznej. Dopiero przy uwzględnieniu wielkiej liczby jednostek, gdzie cechy wyróżniające nawzajem się znoszą, daje to co nazywam "przeciętną społeczną". Ta przeciętna społeczna w odniesieniu do omawianego okresu historycznego 1600-1950 r. niewątpliwie istnieje jako założenie sprawdzające się na przestrzeni wieków przy uwzględnieniu 120 -150 milionów Polaków, którzy jako dojrzali osobnicy przeszli przez arenę naszej historii. Obejmuje oprócz tego wszystkich ich bez specjalnego rozróżnienia według przynależności stanowej, klasowej itd. Różnice niewątpliwie są w tym wypadku drugorzędne; ponieważ jednak wywarły swój wpływ na przebieg rozwoju, będą uwzględnione w dalszych rozważaniach.
Katolicyzm występuje w dwojakiej postaci: jako organizacja kościelna, nauka objawiona, symbole, jak budowle kościelne, znaki krzyża, stroje personelu kościelnego, ornaty, chorągwie. nabożeństwa itd.; z drugiej natomiast strony, jako zasada ogarniająca życie świeckie grupy (związku religijnego t, j. ogółu członków wyznania katolickiego) o danym folklorze i organizująca według linii kierunkowych z tych zasad wynikających. Zmysłowo dostrzegany charakter pierwszej postaci katolicyzmu nie budzi wątpliwości. Natomiast katolicyzm społeczny, tkwiący w substancji duchowej narodu, zamaskowany, dzierżący ster życia grupy po przez usadowienie się w centrach nerwowych, w ideologii grupy, dla olbrzymiej większości katolików dostrzeżony być nie może. Treści duchowe wypełniające duszę jednostki nie są jej wytworem. Otrzymuje je w postaci gotowej od najwcześniejszych lat dzieciństwa tak, że w końcu jako dojrzałemu osobnikowi wydają się czymś "naturalnym". Na tej drodze odbywa się powoli przemiana, uznająca narzucone kryteria bytu, etyki itd., jako coś autonomicznego. W ten sposób życie narodu z jego naczelnym regulatorem, ideologią grupy zdecydowanie katolicką, uzyskuje pozory całkowitej samodzielności. Praźródło ulega przyćmieniu. Wszystko staje się "narodowe", z rozwoju narodu wynikające. Sugestia ta tak upowszechnia się, iż powiedzenie jakiemuś laikowi w Polsce, iż zachowanie się w codziennym życiu społecznym większości nosi znamiona katolickie, wzbudza z zasady wątpliwość i lekceważenie. Życie społeczne narodu pozornie jest "polskie", mniej zaś katolickie. Tak wydaje się prawie każdemu Polakowi
Jak każdy system światopoglądowy, katolicyzm, a wraz z nim i to co nazywamy "polską kulturą", jest wycelowany na jakiś wielki cel. Jest nim wyhodowanie "ideału człowieka'. Ideał ten jest najwyższy i wszystko ma być mu podporządkowane. Coraz powszechniej określa się ten ideał "personalizmu", jako żer chodzi tu o idealny typ osobowości ludzkiej na ziemi, o personę, o duszę jednostki. Skoro zbawienie duszy jest celem jedynie ważnym, skoro "jednego potrzeba", cały wysiłek doczesny winien być w tym kierunku skoncentrowany. Możemy więc mówić o "personaliźmie" jako najistotniejszej właściwości spółczesnego katolicyzmu. Ogarniając życie duchowe i materialne narodu od wewnątrz, będzie je spychał na tory personalizmu, na szlak kultury personalistycznej. Personalizm leży u fundamentów polskości Wynika wprost z zasady indywidualizmu wegetacyjnego, będącego trzonem naszej ideologii grupy.
Musimy na wstępie stwierdzić, iż personalizm jest czymś głęboko odmiennym od tego, co popularnie zwiemy indywidualizmem. Nie jesteśmy indywidualistami. Niema krzty prawdy w głupawym twierdzeniu iż naród polski jest narodem indywidualistów. Indywidualizmem nazywamy tendencję ku, różnicowaniu się jakiejś substancji, i rozwijaniu osobowości zróżnicowanych cząstek. Znamionuje go ruch, rozwój. Rozwój osobowości zaznacza się w sferze duchowej i materialnej. Pierwsza oznacza uwypuklanie i różnicowanie cech wrodzonych, druga opanowywanie świata zewnętrznego, po przez poszerzenie zasięgu swej osobowości w świat rzeczy i ludzi (wola ku potędze), a następnie przekształcenie tego zasięgu według zorganizowanego wyobrażenia, wykształconego rozwoju osobowości duchowej (wola ku twórczości). Konia z rzędem temu, kto "polski indywidualizm" potrafi utożsamić z indywidualizmem wyżej podanym. a właśnie taką postać ma indywidualizm anglo-germański, owa motoryczna siła "mitu indywidualistycznego", z którym nasz "personalizm" bez żenady ustawicznie utożsamiano. Moment ruchu, rozwoju w personaliźmie nie istnieje. Podstawą jego jest "naga dusza". Jest to zespół odczuć psychicznych, związanych z funkcjonowaniem nagiego "ja". Gdy wyobrazimy siebie w oderwaniu od świata, w oderwaniu od własnego ciała, wówczas w pewnym stopniu zbliżymy się do tego, co wyda się nam jako "ja czyste", bez domieszki elementów zawierających w sobie coś z poza substancji tego "czystego ja". Tak pojęte "ja" w zasadzie jest konstelacją postaw wegetacyjnych. Z niej dopiero możemy dedukować istnienie "ja" wyższego, bo wiecznie trwającego, a więc absolutu, stosunku mego "ja" doń, stosunku do innych "ja"', czyli stosunku do bliźniego itd.
Tak odczutemu "ja" odpowiada personalizm. Bez trudu możemy więc sobie już dalej wyobrazić skutki tego ujęcia dla charakteru jednostki. Typ przeciętnej społecznej w Polsce w ciągu stuleci nosi na sobie wyraźne piętno zarysowanego personalizmu. Nieodłączną jego dalszą cechą jest to, cośmy określili jako "ścieśnienie". Indywidualizm zasadza się na poszerzeniu sfery zasięgu "ja" w świat rzeczy i ludzi. Polski "indywidualizm" ma tendencję odwrotną. Zdąża on od świata zewnętrznego ku czystemu, nagiemu "ja". Stopień tego zbliżania się wyznacza odrębność charakterów poszczególnych indywiduów i całych warstw w Polsce. Jeśli redukcja zatrzyma się na granicy płaszczyzny ciała, wydzielającego "ja" z wszechświata, mamy z zasady typ zmysłowej "indywidualności", ów niewyczerpany rezerwuar dla wszelkich radykalizmów i westchnień ku "sprawiedliwości społecznej". Gdy redukcja postąpi dalej, mamy wielki obóz "wierzących cierpiętników, polakatolików", jękliwymi zawodzeniami wypełniających domy modlitw i całą naszą Ojczyznę. Ogólniej więc można skreślony tu personalizm, ów szumny "indywidualizm", określić jako redukcję zasięgów nazewnątrz, z ciążeniem ku "czystemu ja". Pomimo to powstał oczywisty pojęciowy nonsens, w/g którego bezwładny polski chłopek, szlagon, czy "inteligent", tak samo jak i "kapitan przemysłu" z kręgu cywilizacyjnego kapitalizmu, byli indywidualistami. Idiotyczne to twierdzenie służy do dziś dzień nie tylko za podstawę rozumowania w kwestiach literackich, ale również wywiera doniosły wpływ na ogromne zakresy polityki praktycznej i działania socjalnego. Zwrócę uwagę tylko na jeden moment: ustrój gospodarczy, jego teorie, a następnie polityka gospodarcza w Polsce opierają się na wzorach zachodnich, t. j. angielskich. W ten sposób działanie opiera się o fundamenty mocno wmurowane w fikcję tożsamości bazy społecznej.
Personalizm ("ścieśniony") katolicki jest rysem charakteru narodowego ogromnej wagi. O genezie jego mówiliśmy. Przeważające zakresy rzeczywistości polskiej w każdej dziedzinie życia zbiorowego da się wytłumaczyć jego oddziaływaniem. Bo zważmy tylko: jaki typ zachowania się w życiu codziennym mógł istnieć u jednostki ożywionej personalistycznym pojmowaniem życia? Jakie formy współżycia i współpracy w gospodarstwie, w polityce mogły na tym typie zachowania się wykształcić, jaki ostateczny rezultat wynikł dla narodu, t. j. jaki mógł z tego wszystkiego być bilans rozwoju w ciągu szeregu pokoleń'? Cała rzeczywistość polska w jej obecnym, koszmarnym stanie może być odszyfrowana wstecz, odkrywana, badana, po odrzuceniu pokładów zakłamania i ignorancji, za pomocą klucza tego sławetnego, polskiego "zredukowanego indywidualizmu".
Personalizm jako jedna z zasadniczych cech charakteru narodowego zasadza się więc na tendencji redukowania zasięgu jednostki. Kresem tej redukcji jest czyste i "wieczyste ja". Siła motoryczna, sprawiająca te tendencje, tkwi w postawach wegetacyjnych, wyzwalanych pod naciskiem panującej ideologii grupy. Część istotna natury ludzkiej - popędy dynamiczne są oczywiście należycie stłumione i "legalnego" ujścia nie mają. W tym wypadku "ja" redukuje się do punktu nie materialnego, co byśmy nazwali "duszą jednostki". Ten punkt urasta do wymiarów wartości absolutnej, jedynej, wobec której wszelkie wartości pozostałe są mało znaczącymi drobiazgami. Zrozumieć to łatwo po przez przeciwstawienie. - W każdym wielkim micie dziejotwórczym indywiduum jest tylko jednym z wielu elementów. Jest zatym uwarunkowane po przez inne elementy mitu. Wola wegetacji, wynikająca z personalizmu doprowadza problem do całkiem innego ukształtowania. Czyste "ja" staje się wartością jedyną i absolutną, samą siebie warunkującą.
Przeciętny Polak aby wysoko wartościować swoją osobę, nie potrzebuje być włączonym w jakiś system, który nazywam ogólnie mitem dziejotwórczym. Instynkt podporządkowania się, należąc do grupy popędów dynamicznych, którego tak wymownym piewcą był Kant, a który w formie obowiązku tak wysoko podnosił morale człowieka, jest znany w kręgu naszej kultury tylko jako licha namiastka. Stąd też płynie ów brak zmysłu radosnego podporządkowania się dziełu, rzeczy, idei, osobie itp. u przeciętnej społecznej. Istnieje natomiast co innego, łatwo wprowadzające w błąd: obok przysłowiowego aroganckiego "indywidualizmu", skłonność do nader niemęskiej uległości wobec zdecydowanej, brutalnej siły, w jakiejby ona postaci się nie przejawiła. Charakteryzuje się ona poczuciem niższości u podlegającego. Jest to cecha równolegle idąca z brakiem zdolności do podporządkowania się spontanicznego, ofiarującego swe możliwości na rzecz jakiegoś dzieła, idei leżącej poza "czystym ja". Skłonność do poniżającej samopoczucie uległości wynika z innych źródeł, które dalej omówię. Tu można dopiero odkryć przyczynę dziwnej .,ambicji", tak charakterystycznej dla przeciętnej społecznej, śmiesznej wrażliwości na punkcie "godności osobistej"; gdy jednostka nie żywi w sobie instynktu podporządkowania się czemuś, przez co uzyskuje wzmożone samopoczucie, natenczas sytuacje życiowe ją do tego zmuszające, wywoływać w niej będą uczucie wręcz przeciwne - poniżenia, osłabienia. Nie będąc zdolna do pierwszego, musi znosić drugie; ponieważ poczucie pomniejszenia wartości własnej jest czymś przykrym, stąd płynie odruch obrony - nikomu nie podlegać, o ile tylko możliwe. Jaskrawo uwidocznia się to na terenie organizacji społecznych w formach "prezesomanii". Zazwyczaj w naszym życiu społecznym cele rzeczowe organizacji są czymś pobocznym, mole ważnym: bowiem uwaga skupia się wokół obsady prezydiów, zarządów itd., gdzie kłębią się mierne, śmieszne i potworne "ambicje", jako drobna ilustracja głębokiego schorzenia żywotnych ośrodków narodu.
Implikatem woli wegetacji jest poza tym dążność do osiągnięcia stanu, w którym by istniało coś, co nazwać można czystym trwaniem. Sens życia upatruje się właśnie w nieporuszonym, bezwładnym trwaniu, bez domieszek materialności. Literatura nasza dość wyraziście odzwierciedla tę skłonność. Określić to można jako wolę czystego wegetowania. Wola czystej wegetacji nie tylko dąży do oderwania się od świata zewnętrznego, ale co ważniejsze jest pancerzem przed mocami tego świata, o ile próbuje wywrzeć nacisk na zgrupowanie indywiduów, zwane narodem polskim, w sensie zmiany ich trybu życia, stwarzanego przez zespół sił wyrastających z, woli wegetacji. I rzecz dziwna: tu właśnie typ polski ujawnia podziwu godną siłę odporną. Ze stoickim spokojem zniesie Polak niewolę, upodlenie, nędzę, poniewierkę, lecz zajadle bronić będzie swoich "ideałów" - bezwładnej wegetacji. Siły, które próbują wytrącić Polaka z jego inertnego, bezwładnego trybu życia, budzą odczucie jego "indywidualności". Polskość pogrążona w śnie budziła się zawsze, gdy odczuwała, iż jest rugowana "z ziemi", czy to w zaborze pruskim przed wojną, czy też z Małopolski Wschodniej w ostatnich latach. Bo wszak ziemia to żywioł, pozwalający na rozkoszny półsen-półżycie. Uprzytomnijmy sobie jak odbija się "ziemia" w polskiej powieści, dramacie, poezji, jak się ukochało jej równy, niezmącony rytm pozaludzkiej wegetacji, który rysuje się jako polski, "narodowy" ideał.
Wszelkie siły stojące na drodze ku czystej wegetacji, wywołują odruchy głębokiej niechęci. Jest podziwu godna jednolitość reagowania na koncepcje ideologiczne, które dosięgają Polski. Industrializm amerykański, rosyjski, niemiecki, budzą powszechne politowanie. - Ogrom bohaterskiego wysilenia wielkich narodów na zachodzie i wschodzie naszych granic, nie znajduje w przeciętnej społecznej iskierki uznania. Przeciwnie - opinia nie odbiega od tego, co by można spodziewać się od zgromadzenia buddyjskich mnichów .
Wielkość moralna, stanowiąca znamię epoki współczesnej historii, nie jest ani trochę dostrzegana. Jest to naturalne jeśli się zważy, iż żyje ona w płaszczyźnie nam obcej, jak czwarty wymiar - świat zewnętrzny. Natomiast wyczuwa się, iż w swoim rozmachu świat o nas zawadzi. Wyłania się tu zmiarkowana zdolność oporu Znajduje ona wyraz w tysiącznych odmianach słowa "obrona". Obrona i obrona... Trzeba wszystkiego bronić, gdyż wszystko jest zagrożone; wszystko co się dzieje, co jest aktywne, co do czegoś dąży, co chce wywołać głębsze przemiany jest zagrożeniem, jest groźbą, jest duchem barbarzyństwa wschodu, zachodu itd. itd.
Świat zewnętrzny jest przede wszystkim zbiorem ogromnej ilości bryk fizycznych i cech z nimi się wiążących. Umiejętność operowania tymi bryłami warunkuje duch organizacji i samorzutność organizacji. Najistotniejszą tej umiejętności podstawą jest synteza mitu dziejotwórczego, zespalająca w harmonijną całość bryły fizyczne i wielkości duchowe. Grupa zwrócona ku swej duszy i w niej tylko operująca, traci władzę nad zbiorem brył fizycznych w świecie jej najbliższym. Stan taki jest naturalną konsekwencją zasad, na których byt danej grupy się opiera.
Dalszym skutkiem woli wegetacji, po osiągnięciu w większym lub mniejszym stopniu przybliżenia do czystego trwania, jest pobudzenie odczuć pokory, małości, rezygnacji i cierpiętnictwa. Te stany uczuciowe występują z zasady jako wynik stłamszenia popędów dynamicznych f. j. woli sprawczej, instynktu walki, podporządkowania się, instynktu samopoczucia. Zjawiska te występują w rozlicznych formach; raz będzie to ideologia mesjanizmu narodowego pod poetycką przenośnią "Polska Chrystusem narodów", raz jako "Polska Walenrodem narodów", t. zn.w upojne rozpamiętywanie "martyrologii", lub też wprost jako "ideologia szarego człowieka". Najskuteczniej przemawia się do społeczeństwa obrazami rysującymi "cierpiętnictwo", z czego w polityce wewnętrznej ostatnich lat czyniono udatne zastosowanie. Naodwrót, u podstaw polskości leży głęboka awersja do wszystkiego co z tą ideologią mierności jest sprzeczne. O braku odczucia dla Wielkości, Idei - już mówiłem. Obejmuje ona oprócz tego zdecydowaną wrogość wobec przejawów siły, ekspansji i to zarówno indywidualnej, jak i całych narodów. Karykaturalnie wyraża się w żywiołowej nienawiści wobec każdej wybitnej osobistości, każdej jednostki próbującej się wybić ponad nizinę "szarego człowieka", usiłującej podciągnąć stan aktualnego życia polskiego na jakiś męski poziom, bardziej odpowiadający naturze nieskaleczonej.
Przewaga popędów dynamicznych w danym typie ideologii grupy hoduje charaktery jednostek o przebojowych skłonnościach, skierowanych na zewnątrz. Mamy tu wówczas ideologię bussinesu - o ile jest to koncepcja indywidualistyczna, lub mit imperium, rasy, przewrotu światowego - o ile popędy przełamują się w pryzmacie grupy. Kulminacyjnym stanem psychicznym jest wytężenie woli. Z niej wypływające przeciwstawienie się żywiołom daje stany uczuciowe takie, jak: wzmożone samopoczucie, duma, poczucie godności, twardość, męska szczerość itd. W dalszych konsekwencjach prowadzi to do ducha obiektywizmu, zdolności do działania, zmysłu organizacyjnego, przedsiębiorczości itp.
Nasza ideologia grupy opiera się o postawy zgoła odmienne. Dominującym stanem duchowym, jako konsekwencja zasad, na których spoczywa nasza jaźń zbiorowa, jest nie wytężona wola, lecz sentymentalizm, płynna, rozlewna uczuciowość. Jest ona naturalnym uzupełnieniem personalizmu i woli wegetacji. W psychice indywiduum o takich właściwościach treść przeżyć duchowych nie może być z zasady inna. Duchowość takiej jednostki jest układem jakby zamkniętym, coś w rodzaju izolowanego bajorka, napełnionego stojącą cieczą. Przeżycia koncentrują się więc na zdarzeniach, jakie mogą zaistnieć w tym "własnym" błotku duszy. Zdarzeń tam wielkich nie ma; burz, wstrząsów, wymagających jakiegoś nadzwyczajnego wysiłku, ani śladu. a po za tym? Subiektywny sen o życiu, co się nazywa wrażliwością duszy, mierny egoizm, zwany buńczucznie indywidualizmem, słodki bezruch i niechęć do działania z żalem czasem określana jako "bierność charakteru narodowego". Całość zaś występuje jako kompleks o zdecydowanej zwartości i wewnętrznej spoistości. Nic tu odrzucić, ani dodać nie wolno, bez ryzyka zupełnego zdezorganizowania całości. Głęboki komizm w zachowaniu się naszego społeczeństwa tkwi w próbie wyłuskania pewnych stron swego charakteru, uznanych za "wady", gdy jednocześnie twardo się stoi przy tych wszystkich, które są "zaletami", a jednocześnie te "wady" warunkują. Cóż za bezcenne tworzywo dla wielkiej epopei komicznej!
Odseparowanie się od groźnych żywiołów świata, pogrążenie się we mgle ckliwego sentymentalizmu, odcięło możność odczuć potęgi, siły, samopoczucia i dumy. Zostały tylko marne namiastki jak już o tym była mowa, albo w parze z nimi idące poczucie małości, pokory, duchowej nędzy istoty zrezygnowanej. Jakże spod zakłamania namiastek "indywidualizmu", "ambicji" wyraziście przebija się kompleks małości. Wystarczy nieco przenikliwiej spojrzeć w koko, a ujrzy się zbiorowisko skurczonych, zastraszonych, pokornych duszyczek. Przez pryzmat jękliwej małości patrzy się w Polsce na świat. Uderzająca jest postawa wobec dziejowych przeobrażeń we współczesności: przeciętna społeczna w Polsce nic, albo niewiele wie o niebywałym tempie doniosłych przemian w świecie, natomiast doskonale orientuje się gdzie i jak gnębi się "wolność jednostki", u jakich dynamicznych potęg "kiepsko się jada", nie ma masła, jaj, gdzie zmuszają człowieka do "wyrzeczenia się indywidualności", do "entuzjazmu", do wiary w jakieś mity, rasy, rewolucje, gdzie "biednego" człowieka zmuszają do pracy ponad siły, nie dają spokoju itd. Jeśli są w tych państwach elementy, które dzięki niższości duchowej, nie dały się porwać panującym mitom i są biernym stadem, opinia polska odczuwa w nich coś bliskiego, coś "polskiego" nieomal. Wieczna i międzynarodowa jest bowiem mierność ludzka. To też każdy Polak-katolik skwapliwie podpisze się pod twierdzeniem teoretyka katolickiego Maritain'a: "religia katolicka, dzięki temu, że jest nadprzyrodzona, jest absolutnie transcedentalna ponad-kulturalna, ponadnarodowa i ponad-rasowa"
*33).
Tu kryje się źródło katolickiego błogostanu, pogody, poczucia dosytu, którego nie potrafią zmącić żadne burze, brak; jakichkolwiek impulsów od wewnątrz duszy człowieczej, całkowita jej mumifikacja za życia.

Rozdział IV. Elementy oddziaływania polskiej ideologii grupy.
1. Religia i jej wpływ na kształtowanie się duszy zbiorowej.
Wpływ religii na psychikę "przeciętnej społecznej" jest olbrzymi. W ten lub inny sposób plastyczny wosk, jaką jest dusza jednostki, ulega formowaniu przez panującą koncepcję religijną Nawet jednostka zajmująca postawę buntu wobec systemu wierzeń jej narzucanych nie może uniknąć tego oddziaływania. Nie dotyczy to chyba tylko jednostki genialnej, zdolnej wytworzyć własną, oryginalną wizję absolutu i uorganizować doń swój stosunek.
Każda jednostka ma szereg podstawowych zagadnień bytu, na które dać musi odpowiedź, a odpowiedź ta z natury rzeczy tkwi w problematyce religijnej. Katolicyzm, jako system religijny przepajający sobą polską ideologię grupy, wyniszczył zarodki każdego innego systemu religijnego i na ziemiach polskich zapanował absolutnie. Mamy tu więc wyjaśnienie paradoksu, że stosunek jednostki do absolutu w pojęciu przeciętnej społecznej musi być katolicki, gdyż jakakolwiek inna wizja absolutu jest nie do pomyślenia. Nie było możliwości uniknięcia tego kręgu polskiej ideologii grupy. Każda istota ludzka, rodząca się na ziemi polskiej trafiała w tę sieć. Żaden inny system pojęć religijnych nie mógł być utrwalony w polskich głowach. Na straży tego stało nie tylko środowisko, ale i państwo przez katolicyzm ogarnięte, gotowe użyć zasobnych środków inkwizycji świętej dla ratowania "zbłąkanych dusz". Gdy system katolickiego pojmowania absolutu utrwalił się i upowszechnił na dobre, dalszy ciąg tym samym już był zdeterminowany. Niewola nawet nie zdołała wprowadzić tu jakichś perturbacyj.
Katolicyzm jako kręgosłup polskiej ideologii grupy sprawić musiał przeświadczenie, iż polskość i katolicyzm są to synonimy. Mamy tu tezę, która w sposób niezbity potwierdza słuszność zasad "teorii rozwoju wewnętrznego Polski".
Kierunek zainteresowań narzucony przez religię jest oczywisty: "najwyższą mądrością jest dążyć do królestwa niebieskiego przez wzgardę świata" mówi T. a Kempis w swej słynnej pracy p. t. "Naśladownictwo Chrystusa". Ten sam duch bije z każdej strony Pisma Świętego: "widziałem wszystko co się dzieje pod słońcem: a oto wszystko marność i utrapienie ducha"
*34). Tamże czytamy: "a gdym się zwrócił ku wszystkim dziełom, które uczyniły ręce moje i ku robotom, w którychem się próżno pocił, obaczyłem we wszystkim marność i udręczenie myśli"*35). "Lepszy jest dzień śmierci niż narodzenia"*36).
Oczywiście, negatywny stosunek do życia i twórczości, wola nicości, jako krańcowy wyraz woli wegetacji i personalizmu, nie jest tylko przywilejem świętych ksiąg Starego Testamentu. Jeszcze wyraziściej określa to w Nowym Testamencie św. Paweł: "nie mamy tu stałego miejsca zamieszkania: jesteśmy jakby przechodniami i pielgrzymami na tym świecie a obcowanie (conversatio) nasze jest w niebie". Innymi słowy określa to św. Jakób: "Ktokolwiek chciał być przyjacielem tego świata, stawa się nieprzyjacielem bożym"
*37), a sam Chrystus podkreśla: "ja za świat się nie modlę"*38).
Wola nicości, konsekwentnie rozwinięt. zn.jduje swój wyraz we wrogości do życia w ogóle. Wyraża to Chrystus w uznaniu dla tych, którzy w trosce o zbawienie duszy dokonują na sobie dobrowolnej kastracji (anatomicznej): "są rzezańcy którzy się sami otrzebili, dla królestwa niebieskiego"
*39). Zdecydowana negacja życia nie mogła w tak ostrej formie trwać zawsze. Stąd też dzieje chrześcijaństwa są historią kompromisów z doczesnością, którą a priori traktuje się jako substancję zła. Chrześcijaństwo, a w szczególności katolicyzm, przebyło dość długą drogę od woli nicości do woli wegetacji. Należy tu dać małe wyjaśnienie. Konsekwentniejsze natury znalazłszy się w zaklętym kręgu nieporuszonej wegetacji dojść muszą do wniosku, iż życie nie posiada żadnego sensu; stąd hasło: "umierać to zysk". Jest to swoisty wybuch histerii. Gdy ten mija, mamy powrotne pogrążenie się w słodyczach liryki trawienia. Ten odwrót rysują nam dzieje katolicyzmu. Odwrót od woli nicości do liryki trawienia w niczym jednak nie zmienia postawy wobec twórczości. Postawa ta jest zawsze negatywna.
Czy wobec tego, rozwój Polski w ostatnich trzech stuleciach mógł się potoczyć innym torem, niż to - niestety - było w rzeczywistości?

2. Ideały wychowawcze.
Ideały wychowawcze polskiej ideologii grupy są identyczne z ideałami wychowawczymi katolicyzmu. Te zaś zakotwiczone są w ideałach judaizmu. Wymownie określa to dr. Stein w swej pracy "Ideały judaizmu":
"Dwie zasadnicze idee leżą u podstaw nauki judaizmu o wartości i godności człowieka. Pierwsza to myśl o podobieństwie człowieka do Boga, na obraz którego został stworzony. Druga idea zasadza się na tym, że człowiek jest koroną i celem stworzenia. Jest to pogląd antropocentryczny... według Talmudu został człowiek stworzony na sam ostatek, aby wszystko było dla niego przygotowane".
"Antropocentryczna teleologia, dopatrująca się w człowieku celu świata, leży na dnie różnych talmudycznych wypowiedzi...". "Jeden człowiek waży tyle co całe dzieło Stworzenia" (Abouth de r. Natan XXXI). "Kto opala jedną duszę ludzką, liczy mu to Pismo tak, jakby ocalił cały świat" (Miszna Sanhedrin IV, 5). "...przeto powinien każdy sobie mówić: dla mnie świat został stworzony"
*40).
Ideały powyższe via Rzym spłynęły do Polski, wypełniając polską ideologię grupy. Narzędziem wykonania byli Jezuici. O tym to fakcie z lubością pisze A. Mazanowski w swej pracy p. t. "Piotr Skarga":
"...było od r. 1540 w Europie zakonne zrzeszanie młode, dzielne, ujęte w żelazne karby genialnej reguły, która grupy ludzkie przetwarzała w siły, działające ze sprawnością sprężyny. To zakonne zrzeszenie miało za cel: zgłębiać teologię, nauczać i wychowywać młodzież, podnosić dusze ludzkie kazaniami, walczyć z kacerstwem, pełnić kapłańską służbę. Mysi ściągnięcia do Polski Jezuitów istniała od 1542 roku. Teologom reformacji, piratom dusz, jak ich nazywano, przeciwstawiali Jezuici owi doświadczenie, miłość publicznego dobra, odwagę cywilną, dzielność i szczerość w słowie i czynie. Sprowadzeni przez wielkiego Hozyusza, wysoce cenieni przez genialnego Zamoyskiego, popierani przez Stefana Batorego i Zygmunta III, działali w XVI w. dobroczynnie dla Polski i dla katolicyzmu"
*41).
Ideały wychowawcze polskiej ideologii grupy obowiązujące odtąd u nas przez stulecia zawarł Skarga w dziele p. t. "Żywoty Świętych, starego i nowego Zakonu, na każdy dzień, przez cały rok". Nie są to ideały tylko pewnego wyznania, lecz właśnie "polskie". Dzięki nim Skarga jest do dziś dnia uważany za "Wielkiego Polaka". O tym to dziele pisze A. Mazanowski:
"Wielkie to dzieło, owoc benedyktyńskiej pracy, erudycji i geniuszu, miało za życia Skargi dziewięć wydań, po jego śmierci w siedemnastym wieku cztery, w ośmnastym - cztery, w dziewiętnastym sześć, razem tedy dwadzieścia trzy wydań... Język polski nie miał książki w tym rodzaju; wszakże i poganie pisali życiorysy swych sławnych ludzi. Polski czytelnik z czytania żywotów może nabyć mądrości; patrząc na świętych, uczuje miłość ku ich cnotom, zacznie ich naśladować, ugodni się do działania, wzgardzi marnościami świata, umocni się we wierze"
*42).
Z rozczuleniem dodaje też autor, że "Skarga łączył zawsze religię z polskością"
*43).
Owe ideały wychowawcze reprezentują takie postacie: Abraham, Loth płodzący dzieci z własnymi córkami, Rahab nierządnica, sprzedająca swoją ojczyznę izraelitom, a przede wszystkim postacie świętych ożywionych zdecydowaną wolą wegetacji: św. Symeon, Słupnik, św. Eufrozyna, św. Teresa itd. Wola nicości lub też beztwórczego trwania - oto są ideały żarliwie przez stulecia wpajane. Personalizm, nagie "ja"', usiłujące wydzielić się z rytmu wszechświata, wyniesione da godności najwyższego, świętego wzorca, stało się celem wychowania. Tak było w epoce saskiej i takie tendencje dominują dzisiaj.
Wychowawcza wzory, przyświecające przez długie wieki w Polsce, ujmuje najlepiej sam ks. Skarga:
"Światem tym i rzeczami znikomymi gardzić; niebieskich, dla których do wiary świętej przystajemy zawdy pragnąć i czekać z nierządnymi chuciami i cielesnymi wojnę wieść, a im się i wszystkim sprzeciwić; a tej się służby djabelskiej w śmiertelnych występkach warować: toć to jest chrześcijaninem być"
*44). Innymi słowami ten sam ideał określa św. Kasjan "Jako piórko czyste i suche za najmniejszym powiewem do góry wzlatuje, tak dusza nasza, jeśli jest oswobodzona od ciężarów ziemskich łatwo do Boga się podnosi"*45).
Rodzące się pokolenia trafiają w środowisko, które za pomocą: a) szkoły, b) rodziny i c) otoczenia społecznego urabia świat duchowy dorastającej jednostki. Gdy ta jest już dojrzałym osobnikiem, staje się z kolei elementem rodziny i środowiska, oddziaływującym na następne pokolenie. Mówiliśmy już o ideałach wychowawczych polskiej ideologii grupy. Wszystkie obrabiarki społeczne rzeźbią duszę według tych wzorców.
Czym było i czym jest szkolnictwo w Polsce o tym każdy wiedzieć musi. Polska przedrozbiorowa od "wielkiej" postaci Skargi poczynając aż do rozbiorów - to domena "naśladowców Chrystusa', jak to o sobie mówili jezuici. Przez wieki na wyższych uczelniach głównym przedmiotem obejmującym całe wykształcenie była filozofia "doktora anielskiego" św. Tomasza z Akwinu. Światopogląd katolicki, zasady personalizmu przenikały każdy atom duchowości polskiej. Był to system totalny. Możemy wyobrazić sobie konsekwencje totalizmu katolickiego dla życia duchowego narodu.
Żadnych ośrodków innego typu duchowego totalizm katolicki nie tolerował. Znamy historię prześladowań religijnych, emigracji znacznej ilości Polaków do innych krajów z powodu nietolerancji kościoła.
Wyjaśnia to nam, dlaczego rodzina i środowisko były równie sprawnym instrumentem katolickiego systemu wychowawczego, jak i szkoła, bezpośrednio przez jezuitów kierowana. Personalizm katolicki był tą atmosferą w której musiał rość, dojrzewać każdy, kto się Polakiem urodził. Ofiara takiego systemu wychowawczego nie podejrzewała oczywiście nigdy, tak jak i nie podejrzewa dziś, iż wszelkie sprawy codziennego życia, każdy jej odruch wynika z katolicyzmu. Nic więc dziwnego, iż styl życia w najdrobniejszych przejawach nosi znamię siły go kształcącej.

3. Świadomość narodowa.
O żywotności i zwartości grupy w wysokim stopniu decyduje wyobrażenie jej cech zasadniczych w umyśle poszczególnej jednostki składowej. Świadomość grupy, świadomość narodowa wpływa bardzo silnie na kształtowanie się cech "przeciętnej społecznej". Gdy teraz zapytamy siebie, w jakim kierunku była urabiana umysłowość Polaka, to tym samym zdamy sobie sprawę z tego, dlaczego i jak dalece "polskość" jest identyczna z treściami duchowymi katolicyzmu.
idea narodowa "polska?" Cóż to jest jeśli nie "przedmurze chrześcijaństwa", "wał ochronny zachodniej kultury", oczywiście "chrześcijańskiej". Polska jako bastion katolicyzmu - oto najistotniejsza treść "polskiej idei narodowej". Gdy będziemy szukać czegoś więcej, nic napewno nie znajdziemy. Jest to naturalne i proste. Innych treści poza katolickimi dzisiejsza "polskość" nie zawiera, bo zawierać nie może.
Gdy teraz uprzytomnimy sobie treść polskiej świadomości grupowej, zarys jej celów dziejowych, to jasne się stanie, iż mamy tu drobny fragment ogólniejszego zjawiska, jakim jest dogłębne skatoliczenie wszystkich dźwigni polskiej kultury. Nawet te dziedziny, które katolicyzmowi są obce, to jest istota narodu, jaka kategorii dziejowej, której on wcale nie uwzględnia, zostały skatoliczone. Powstał w ten sposób dziwoląg. "katolickie (a więc powszechne - kosmopolityczne) państwo narodu polskiego".
I oto, ten system religijny kształtował od stuleci świadomość narodową milionów Polaków, robiąc z nas na gwałt przykładnych członków powszechnego związku religijnego. Z radością to stwierdza jezuita ks. S. Załęski: "byliśmy i jesteśmy katolikami, tak dalece, że dla wielu nieprzystępnym jest wcale pojęcie Polaka akatolika"
*46).

4. Idee ogólne.
Rozwój historyczny narodu wyłania pewne idee, wynikające organicznie ze stylu jego życia. Taką ideą, pozornie "polską"; jest "idea wolności jednostki". Gdy uważnie przyjrzymy się jej, dostrzegamy znajome piszczele katolickiego personalizmu.
Indywidualizm i idea niekrępowanej swobody, wyłaniająca się jako koncepcja społeczna narodu angielskiego, zasadza się na wolności jednostki do nieskrępowanej twórczości w dziedzinie myśli i działania. Owocem tej wolności jest rozwój filozofii, nauki, literatury, gospodarstwa i powstanie imperium angielskiego. "Wolność" personalizmu zaś, to wolność wegetowania, wolność trwania w bezruchu, "doskonalenia moralnego" w kontemplacji, która z natury rzeczy wyradza się w to, co stanowi signum specificum naszej epoki saskiej.
Na zachodzie Europy, w przełomowym wieku XVI, kościół połączył się z monarchią, z władzą królewską. Dzięki temu personalizm katolicki w dziedzinie politycznej znalazł się tam objęty obręczą absolutnej władzy monarchów. U nas połączył się kościół z demokracją szlachecką i, przez opanowanie dźwigni ideologii grupy, wychował ten sam typ personalisty, z tą różnicą, iż nie krępował go od strony silnej władzy państwowej. Ta sama wegetacja na zachodzie (Hiszpania, Włochy) pleniła się więc w ramach aparatu państwowego, u nas bez tych ram, swobodnie. Dzięki temu wyłoniła się "idea wolności", która stała się naszą narodową chlubą.
To co nazywamy "ideą wolności" jest więc pochodną przepojenia życia duchowego i społecznego zasadami personalizmu katolickiego. Ująć ją można jako prawo jednostki do nieporuszonego, atwórczego, izolowanego trwania. Jeśli jakieś siły z zewnątrz mącą to trwanie, wówczas rodzi się uczucie pokrzywdzenia i wołanie o "sprawiedliwość". Postulat ckliwej "sprawiedliwości" jest poniekąd negatywem idei wolności, rozumianej w wyżej określony sposób.
W systemie oddziaływań społeczno-wychowawczych polskiej ideologii grupy "idea wolności" odgrywa bardzo wielką rolę. Kształtuje ona duszę typowego Polaka po przez narzucenie zasad wartościowania zjawisk społecznych. Jednostka, której narzuci się kryteria "wolności", wykwitającej z personalizmu, tym samym przyjmuje cały system norm społecznych, wyznaczających sposób jej zachowania się- wobec grupy, narodu, państwa. Jaki jest ów system norm, widzimy to na każdym typowym Polaku, bez różnicy warstw i klas.

5. Literatura, filozofia, nauka i sztuka.
Ten sam obraz otwiera się, gdy spojrzymy na naszą literaturę, filozofię, sztukę i naukę. Wszystkie te dziedziny są wyrazem skatoliczenia polskiej duszy zbiorowej.
Literatura polska posiada wszystkie znamiona katolickości.
W polskiej filozofii, często nazywanej "filozofią narodową", podkreśla się jej "zachodnio-europejski" charakter, gdyż jest w każdym calu chrześcijańska. W ciągu wieków epoki saskiej mamy panowanie świętego Tomasza z Akwinu, a później różnych Libeltów, Kremerów, Cieszkowskich, którzy wysilali się na "ochrzczenie" "bezbożnej" filozofii niemieckiej, podając jej parodyjkę "chrześcijańską", rzekomo jako wyraz ducha narodu polskiego.
O polskiej filozofii, z zasady określanej "filozofią narodową", jako najwierniej odbijającą strukturę duszy narodu polskiego, można rzec jedno: jest to filozofia katolickiej grupy terytorialno-społecznej z domieszkami mniej istotnymi, będącymi okruchami systemów obcych. To, co w systemach filozoficznych powstałych w Polsce do XX wieku jest istotne, to jest katolickie (chrześcijańskie), z jego ducha wynikające; reszta to wysiłek mający na celu "uzgodnienie" losów Polski, tak niezwykłych od końca XVIII wieku z wielkimi przeobrażeniami w świecie i przystosowanie się do prądów filozoficznych w Europie. Uzgodnienie tych sprzeczności dawało się uzyskać po przez zrobienie wynalazku "mesjanizmu".
To groteskowe ujęcie naszej filozofii "narodowej" nie odbiega zbytnio od istoty rzeczy. Dla Trentowskiego naród polski jest królem słowiańskich szczepów, gdyż zawsze "walczył o wolność". U Libelta jest próba spreparowania Hegla na użytek "filozofii narodowej". Okazuje się, iż Słowianie, a wśród nich Polacy, są tym jedynym szczepem, w którym duch narodowy zachował się nieskażony, w przeciwieństwie do innych narodów odmiennych szczepów. I tu o dziwo, dochodzi do odkrycia, iż ten "duch narodowy" to właśnie nic innego jak religia Chrystusowa.
Ba! filozofia słowiańska przedziwnie pokrywa się z katolicyzmem (chrześcijaństwem). Oczywiście, gdzie taki fenomen kosmiczny, graniczący z cudem mógł zaistnieć, tam mieści się pępek świata i ludzkości. Więc też słynny dekalog Libelta w oparciu o ducha "narodowego", tak dziwnie zbieżnego z religią panującą, streszcza się w założeniach "filozofii słowiańskiej" następująco: uznanie jedności świata widzialnego i niewidzialnego, braterstwa wszystkich w jedności myśli boskiej, uznanie religii Chrystusa, jako religii, słowiańskiej, z filozofią zgodnej.
Możemy się dziś śmiać nad tym odkryciem: jasne dla nas jest bowiem, iż treści duchowe duszy polskiej były i są bez reszty katolickie, gdyż to co z katolicyzmem było niezgodne zostało wyniszczone. Ta treść duchowa mieszka jednak w powłoce materialnej polskiej - jest to dla nas pierwsza zasadnicza antynomia dziejów polskich. Jeśli tę treść duchową nazwiemy raz "narodową", a następnie obróciwszy się w koło na pięcie "odkryjemy", że jest katolicką, to bez przeszkód już z tych dwóch przesłanek będziemy mogli snuć całą piramidę wniosków na temat wyjątkowości duszy polskiej i roli mesjanistycznej, jaka przed nią stoi. Podobnie się przedstawia kwestia u Kremera, i Cieszkowskiego. Obaj wychodzą od założeń heglianiznu, rychło go "chrześcijanizują", stawiając na miejsce idei absolutnej Hegla, osobę Boga.
Zasadnicze rysy charakteru polskiego najlepiej są rozpracowane w filozofii Cieszkowskiego. Mamy tu wyraźne odczucie personalizmu, woli wegetacji, sentymentalizmu i niektórych cech wtórnych. Jak należało się spodziewać, są w jego mniemaniu cechy rasowe, głęboko "narodowe", tylko "szczęśliwym` przypadkiem" zgodne z chrześcijaństwem - nie zaś tenże sam katolicyzm w kontusiku i sukmanie polskiej; jest poza tym głęboko przekonany o absolutnej, wielkiej wartości tych cech, budując na tym całą swoją historiozofię o mesjanistycznym zacięciu, o zbawczej roli Polski i Słowian dla Europy tak nieszczęśliwej, nie wiadomo paco i raco zaaferowanej, rozbieganej, rozhukanej, zapracowanej. Tym samym dziwacznym torem potoczyły się myśli naszych trzech wieszczów - Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego.
Poruszyliśmy zagadnienie pasjonujące. Niewiele w dziejach ludzkości znaleźć można przykładów tak potężnego oddziaływania pewnych sugestii i całej piramidy konsekwencyj z nich płynących. Potrącając o filozofię polską XIX wieku chciałem tylko zwrócić uwagę na drogi, którymi katolicyzm przesączał się do każdej dziedziny polskiego życia i obejmował ją w swoje niepodzielne, pozornie tylko pośrednie władanie. Bo czyż uległaby jakiejś istotnej zmianie treść filozofii "polskiej", gdybyśmy wyobrazili sobie, iż twórcy jej wszyscy chadzali w sutannach jako członkowie zakonu "naśladowców Chrystusa"?
Gdy po upływie paru wieków tej pracy, duchowość ludu polskiego w grubszym zarysie została wymodelowana według schematu katolickiego, a uzyskany typ duchowy przekształcił świat rzeczy otaczających na kształt ideału, zawartego w modelu katolickim, przyjść musiała niewola. Wówczas dopiero zjawili się badacze, poszukiwacze, myśliciele, którzy z "niewolą" zgodzić się nie mogli. Penetrując podłoże, na którym mieli działać, t, j. lud polski, stwierdzali ze zdumieniem, że duchowość tego ludu w ich mniemaniu "polska", czysto "narodowa" jest jednocześnie zbliżona do światopoglądu katolickiego. Byli olśnieni tym odkrycie. Przypisywali to wyjątkowości narodowego geniusza. Wobec tego i sama niewola narodu, zdawało się, ma jakieś niezwykłe, ponadnaturalne przyczyny i uzasadnienia. Prosty błąd logiczny, wynikający z nazwania tej samej treści (światopoglądu katolickiego) dwoma terminami, ("duch narodu" i katolicyzm, względnie chrześcijaństwo), sprawił, iż z ziarna katolicyzmu wyrosły nowe pędy, dość bujne, bo żywione sokami umęczonego, zdegradowanego, a pragnącego się odrodzić narodu.
Jeszcze dobitniej wystąpił ten proces w literaturze polskiej. O niej się to mówi z dumą, że jest przeniknięta nawskroś duchem katolickim.
Tak, to jest niedająca się zaprzeczyć prawda.
W końcowym wyniku stało się to, co tak trudno jest w pełni pojąć i ogarnąć: katolicyzm przeniknąwszy do wszystkich ośrodków nerwowych narodu, stał się naturą duchową "polskości". Katolicyzm w postaci quasi polskości posiada dziś byt samoistny. Dziś stan jest taki, iż samo zerwanie z, katolickim kościołem, jego zniszczenie nie zmieni katolickości duszy polskiej; katolicyzm jako "polskość" będzie trwał dalej. Dżdżownica napół zakopana w ziemi, nawet gdy jej połowę wystającą na powierzchni odetniemy nożem, pomimo to żyć będzie bez przeszkód w ziemi swoją drugą połową, rozwijać się, mnożyć, nie troszcząc się o to, co się stało z częścią jej ciała, która uległa zniszczeniu. Katolicyzm ulokowany w substancji narodowej, jest w sytuacji analogicznej. Stąd tak śmieszny i bezsensowny jest antyklerykalizm, dążący do likwidacji widocznej, zewnętrznej części katolicyzmu.
Instytucja kościoła katolickiego jest więc w polskim życiu arką zasad ideologii grupy. Posiada przy tym organy baczące na nienaruszalność tych zasad. Dzięki temu niezliczone fale, uderzające o brzegi Polski w ciągu stuleci wszelkie wstrząsy od zewnątrz, aczkolwiek razem dość silnie wpłynęły na przekształcenia w sferze materii, a więc podłoża życia polskiego, to jednak minęły bez głębszego śladu. Gdy te fale się cofały, gdy wstrząsy zewnętrzne mijały, dusza polska niezmienna w swej istocie, rozpoczynała na nowo żłobić w rzeczywistości polskiej swe rysy, ciągle te same.

Rozdział V. Ciąg harmoniczny.
Mechanizm polskiej ideologii grupy ogarnia sobą całkowicie świat przeżyć duchowych każdego Polaka w ciągu licznych pokoleń. Wszystkie dyspozycje i wrodzone skłonności w naturze Polaka z zasady niezgodne z treściami polskiej ideologii grupy muszą w tych warunkach ulec wypaczeniu, dając w wyniku drugorzędne cechy charakteru "narodowego".
Ponieważ zasady polskiej ideologii grupy są czymś, co panuje niepodzielnie, więc też treści duchowe z nimi niezgodne nie mogły się utrzymać w kręgu "polskości", a tym bardziej nie mogły wytworzyć się trwałe ośrodki, któreby reprezentowały typ kulturalny, odbiegający od zasad personalizmu katolickiego. Dzięki temu mamy jednolity typ kulturalny, jednakowy typ "przeciętnej społecznej", która po przez określony typ aktywności życiowej stworzyła ciąg społecznych skutków. Bilansem ich jest współczesna rzeczywistość polska.
Rozpatrzmy więc szczegółowiej szereg zazębiających się o siebie ogniw: 1) "przeciętna społeczna" jako wyraz potęgi społecznego oddziaływania polskiej ideologii grupy; 2) wtórne cechy charakteru narodowego; 3) niszczenie zarodków typów kulturalnych z istotą katolicyzmu niezgodnych. 4) pojęcie ciągu harmonicznego; 5) ciąg harmoniczny jako oś polskiej historii.

1. "Przeciętna społeczna" jako wynik społecznego oddziaływania polskiej ideologii grupy.
Gdy uprzytomnimy sobie potęgę środków oddziaływania ideologii grupy, powszechność jej zasięgów, to wówczas stanie się nam jasne, iż typ Polaka, taki jaki był w ciągu stuleci, taki jaki jest, nie może być inny. Duchowość przeciętnego Polaka jest produktem obrabiarek wychowawczo-społecznych. Skoro tylko Polak przychodzi na świat, jest już ogarnięty przez środowisko, które od chwili opuszczenia kołyski urabia jego duszę na swoją modłę. Wzorzec, według którego to rzeźbienie się odbywa jest nam znany. Dzięki "absolutowi świadomości" treści nabyte, przyswojone i zasymilowane przez jednostkę wydają się być tak dalece "własne", iż krytyczna postawa w stosunku do nich nie może się zrodzić. Myśl badawczo-analityczna, usiłująca wyjaśnić obiektywny proces formowania duchowości "przeciętnej społecznej", napotyka na odruchowy opór. Jednostka dufna w trwałe własne wartości, składające się na "ja", nie może się łatwo zgodzić na degradację tegoż "ja" po przez uzmysłowienie sobie, jak dalece jest biernym przedmiotem w potoku życia społecznego. Opór przed takim wyjaśnieniem istoty charakteru narodowego i cennych treści duchowych, stanowiących "ja" każdego Polaka ma więc swoje głębokie uzasadnienie, tkwiące w samym mechaniźmie tego zjawiska socjalnego.
Rozpatrzmy niektóre zarzuty przeciw takiemu ujmowaniu "polskości". a więc twierdzi się, że nie istnieje to, co nazywamy "przeciętną społeczną", lecz typy socjalne, właściwe różnym warstwom narodu; inny jest typ duchowy polskiego chłopa, inny szlachecki i z niej wywodzący się inteligencki itd. Zarzut ten polega na nieporozumieniu. Cechy charakteryzujące "przeciętną społeczną" są wspólne dla wszystkich Polaków, lecz nie obejmują właściwości związanych z bytowaniem tej przeciętnej społecznej w konkretnych warunkach materialnych. Postawy duchowe nieulegają zmianie, jeśli jednostka przynależna do warstwy ziemiańskiej znajdzie się na stołku urzędniczym. Może ulec całkowitej zmianie środowisko materialne, lecz zmiany w postawach duchowych tej jednostki ograniczą się do zarejestrowania przeobrażeń w układzie przedmiotów materialnych, w sposobie obchodzenia się z nimi, w pewnych zmianach trybu życia i na tym koniec. Wola wegetacji, jako naturalna konsekwencja personalizmu, jednako ukształtuje życie wśród zagonów małorolnego chłopa, wśród włości "dziedzica", w biurach urzędów państwowych, czy też w salach uniwersyteckich. Co innego już jest, jeśli chodzi o porządek przedmiotów w każdym z tych układów. Jednostka spersonalizowana, a więc o dominującej postawie wegetacji, jeśli ją posadzimy na gospodarstwie włościańskim, ziemiańskim, na stołku urzędniczym itp., po pewnym czasie uformuje otaczającą rzeczywistość według stylu na jaki ją stać. Ta sama "przeciętna społeczna", w danych warunkach materialnych, (zagroda chłopska, folwark, biuro, sala wykładowa) da nam znane społeczne typy: chłopa, szlagona, urzędniczynę, inteligenta.
Pewną rolę odgrywać tu musi sposób oddziaływania ideologii grupy na wymienione kategorie społeczne. Chłop znajduje się pod silnym bezpośrednim działaniem ambony, systemu wychowawczego; mniej go kształtuje sama świadomość narodowa, literatura, a wcale już nie obejmują go kręgi ognisk myśli i ogólnych idej. Ten moment może być brany pod uwagę, lecz nie należy go przeceniać. Wszak jądro polskiej ideologii grupy jest jedno: personalizm katolicki. Przenika on wszystkie kręgi polskiej kultury, i w duszach indywidualnych wyciska swoje piętno. Tak więc dla istoty zjawiska obojętnym jest czy dana jednostka została urobiona przez panujący system religijny, czy przez "polską" świadomość, "ideę narodową", czy przez "polską literaturę", czy przez "polski" system filozofii narodowej, czy też !przez wszystkie kręgi razem.
Częste zdarzyć się znowu może, że spersonalizowana jednostka, lub całe ich masy nie zdają sobie sprawy z istoty personalizmu, traktując go w oderwaniu od judaizmu, a nawet katolicyzmu. Dzieje się to wówczas, gdy oddziaływanie bezpośrednie kościoła i religii jest ograniczone. Wówczas dusze polskie przyswajają sobie zasady "polskości" bez aparatu liturgicznego, dzięki czemu w urabianych umysłach powstaje złuda całkowitej niezależności od "prawd wiary katolickiej" i w ślad za tym idące ich lekceważenie. - Jest to dodatkowa trudność stojąca przed umysłem, usiłującym ogarnąć istotę polskiego życia.

2. Wtórne cechy charakteru narodowego.
Ideologia grupy narodu polskiego, oparta o postawy wegetacyjne, rozwija i daje im aparaturę pojęciową, popędy dynamiczne zaś skazuje na śmierć. Istnieje dla nich wspólna rubryka "grzechu pierworodnego", "nieokiełznanych, barbarzyńskich namiętności", a po za tym cały aparat srogich sankcyj, celem należytego, a skutecznego ich unicestwienia. Obrazowo możemy rzec, iż dla postaw wegetacyjnych, jak dla pielęgnowanych krzewów winogron zbudowano drabinkę, po których mają się wspinać gwoli piękniejszego rozwoju; postawy twórcze, dynamiczne zostały bez drabinki, bez siatek, po których mogłyby się rozwijać, a nawet jako zielsko podłego gatunku podlegają konsekwentnemu tępieniu.
Socjologia zgodnie stwierdza, iż człowiek przynosi ze sobą na świat szereg instynktów, z których najważniejsze są następujące: 1. instynkt woli sprawczej, 2. instynkt samopoczucia, 3. instynkt podporządkowania, 4. instynkt walki. Instynkty te określić można, jako dynamiczne. Musimy je pokrótce omówić.
Masa biologiczna ludzkości w każdej chwili wgryza się w żywioły materii martwej, pokonuje opory niepojęte w swym ogromie i baczyć musi na każdy swój krok, by nie stać się ofiarą czyhających pozaludzkich mocy. Życie utrzymać się może w nieustającej, potężnej walce w której pardonu nie ma. Mocom pozaludzkim przeciwstawia się masa biologiczna ludzkości, której elementem jest pojedyńcze indywiduum. Ale błędem byłoby przypuszczać, iż ta walka spoczywa na barkach tylko żyjących jednostek. Zjawisko tej wiecznej wojny dałoby się ująć obrazowo jako zapasy wielkiego nadczłowieka, jakim byłaby ludzkość obejmująca przeszłe, obecne i przyszłe pokolenia, z żywiołom pozaludzkim. Jednostki byłyby tylko komórkami wielkiego organizmu, tylko w części osiągalnego zmysłami dla żyjących. Ta wiecznotrwała, najadła walka nie odbywa się na ślepo, jak zetknięcie dwóch przypadkowych, obojętnych przedmiotów, mechanicznie wywierających na siebie nacisk. W masie biologicznej tkwią głęboko wykształcone odczucia wrogiego żywiołu, wykrystalizowana wola walki. Już u dziecka bawiącego się piaskiem, wznoszącego zeń jakąś budowę dostrzegamy wolę opanowania oporów tego tworzywa i wyraźne zadowolenie, jakie daje dokonanie nieskomplikowanego dzieła. W duszy ludzkiej tkwi głęboki popęd do przekształcenia świata zewnętrznego na modłę jakiegoś wyobrażenia. Popęd ten, nazwijmy go instynktem woli sprawczej, wypływa z głębokich dyspozycji biologiczne-psychicznych. Przełamując się w zwierciadle ducha grupy, wyraża się w instynkcie samopoczucia, a więc dążeniu do osiągnięcia wysokiego wartościowania ze strony otoczenia. Ściśle z tym związany jest instynkt walki, jako dyspozycja do agresji, wszędzie tam, gdzie świat zewnętrzny, stawiający opór, ukazuje się w postaci istot żywych. Dokonanie jakiegokolwiek dzieła, którego obiekt znajduje się nazewnątrz wymaga podporządkowania się koniecznościom w tym świecie panującym; stąd bierze swoje źródło instynkt podporządkowania, trafnie uchwycony przez A. Vierkandta.
W przeciwieństwie do instynktów wegetacyjnych zwróconych do wewnątrz, instynkty dynamiczne, są skierowane na zewnątrz, do świata będącego poza nami.
Każde pokolenie, każda jednostka, zjawiając się na widowni polskiego życia, dla wrodzonego ładunku energii, zawartej w popędach dynamicznych, nie znajdowały przygotowanych łożysk; przeciwnie - system wychowawczy przez usilne wtłaczanie w duszę polską swoich zasad, z podziwu godną konsekwencją energie te tłumił i dezorganizował w samym zarodku, bo wewnątrz poszczególnych jednostek. Ta praca niszczycielska, otoczona nimbem urzeczywistniania "ideału moralnego", musiała dokonać strasznych spustoszeń w świecie wielkości psychicznych, a więc zmysłowo niedostrzegalnych, nie dających się ująć w jakąś siatkę ilościową. Mieści się tu najbardziej tragiczny front nieustannej walki i nieustającej przegranej narodu polskiego w ciągu stuleci. Powstaje dziwne zjawisko: popędy dynamiczne, pozbawione możliwości prawidłowego ukształtowania się, wydobywają się na zewnątrz jako pewna suma plastycznej energii. Dzięki swej plastyczności zestalają się w kształt przypadkowy, wyznaczony przez aktualną sytuację życiową każdego izolowanego Polaka.
To co z właściwości biologiczne-rasowych Polaka nie może się zmieścić w łożysku "polskiej" ideologii grupy, to ulega wynaturzeniu. Powstają w ten sposób wtórne cechy charakteru narodowego. Cechy istotne, główne charakteru narodowego, wynikające z oddziaływania polskiej ideologii grupy znamy. Jest to: personalizm i wola wegetacji.
Wtórne cechy charakteru polskiego, w przeciwieństwie do głównych, są czymś niezamierzonym. Po prostu właściwości rasowe, gwałcone przez panujący system wychowawczy, ulegają wykrzywieniu, przybierając postać dziwaczną i niespodziewani Ponieważ jednak proces ten jest stary, tak jak stałą jest przeciwstawność pomiędzy "polską" ideologią grupy, a podłożem rasowo-biologicznym, cechy wtórne charakteru polskiego są nierozłączne od cech głównych, są jakby ich cieniem. Aż do niedawna obyczaje chińskie nakazywały chinkom od dzieciństwa wkładać stopy do ciasnych foremek drewnianych, dzięki czemu uzyskiwano pewien kształt stopy, mocno zdeformowany. Obok tego zamierzonego celu osiągano jednak cały szereg trwałych skutków niezamierzonych: ogólne osłabienie., chorobliwość organizmu kobiet poddanych tego rodzaju "upiększeniu".
Coś podobnego dzieje się i u nas w sferze duchowej.
1) Instynkt woli sprawczej, woli poddania swej mocy jak największych zakresów świata zewnętrznego, świat. zn.jdującego się na zewnątrz "ja", lub też tego co znajduje się na zewnątrz grupy, czyli tego co znajduje się na zewnątrz istności "my", stanowi zasadniczą siłę dziejotwórczą. Przejawiać się może w niezliczonych formach. On to stanowi dźwignię nowoczesnej cywilizacji europejskiej. On to stworzył filozofię, naukę, technikę, organizację, epokę kapitalizmu, imperializm itd.
Co się z nim stać musi, gdy jednostka trafi w tryby systemu urabiającego człowieka na modłę personalistyczną? Instynkt wali sprawczej nie ma tu łożysk, w która by miał być uchwycony. Ani w kulturze, ani w gospodarstwie, ani w polityce nie ma nic, co by była dlań ujściem i dawało mu możność do naturalnego wyładowania się. Nieuniknioną koleją rzeczy, instynkt ten musi ulec wynaturzeniu. Skoro w normalnym, codziennym trybie życia polskiego nie ma dla niego zastosowania, prawidłowego łożyska społecznego, z konieczności wytworzy się swoisty kompleks dyletantyzmu. Instynkt woli sprawczej, wywierając nacisk na umysłowość jednostki, a nie mając utorowanych dróg w jej zainteresowaniach, (z istoty personalizmu wynika ucieczka od świata zewnętrznego), będzie szukał ujścia w przypadkowych zainteresowaniach "przeciętnej społecznej". Będzie to wynaturzona forma instynktu woli sprawczej, forma widoczna w naszym przysłowiowym i jakże powszechnym dyletantyźmie.
2) Analogicznie z instynktem samopoczucia. W warunkach stwarzanych przez działanie "polskiej" ideologii grupy, gwałtem hodującej "pokorę" i poczucie nicości, instynkt ter. przybrał groteskową postać "honorności". Samopoczucie jest nieodłączne od wytężenia, wysiłku, zwycięstwa i mocy. O tym nie mogło być mowy w kręgu personalistycznego systemu duchowego. Stąd też płynie chorobliwa forma "honorności", jako naturalna konsekwencja hodowanej postawy nędzy, słabizny i masochistycznego upajania się cierpieniem. Niepojęta wrażliwość na "honor" idzie dzięki temu doskonale w parze z zanikiem elementarnego poczucia godności osobistej. Uderza np. "honorność" przy spełnianiu funkcji całkiem nie przynoszących zaszczytu, w sytuacjach zgoła nie każących domyśleć się istnienia poczucia godności osobistej.
3) Znakomity socjolog A. Vierkandt, wydzielił instynkt podporządkowania się. Dzięki temu instynktowi jednostka posiada zdolność spontanicznego poddania się idei, systemowi, człowiekowi, uzyskując najwyższe samopoczucie moralne. Podporządkowanie się idei, pracy, dziełu, państwu, obowiązkowi, dowódcy, a więc kategoriom, wobec których jednostka, jej życie, dusza, spełnia rolę służebną, wyzwala w człowieku najbardziej podniosłe stany uczuciowe.
Czemu może podporządkować się jednostka w systemie kultury personalistycznej, czemu oddać swój trud, wytężenie całego życia, krew, życie, zdolności? Chyba podporządkowując się celom zbawienia swej własnej duszy. Ale te wymagają wysiłków właściwych kontemplacji. Dzielność, męstwo osobiste, walory fizyczne i umysłowe, zdolność do długotrwałego wysiłku, wola pokonywania trudności, w warunkach polskiego życia są czymś prawie niepotrzebnym. W czasie, gdy Europa przeżywała swój potężny rozwój, mieliśmy epokę saską i znane, a właściwe jej ideały w polityce, gospodarstwie i kulturze.
Instynkt ten uległ wynaturzeniu, przyjmując postać sławetnej polskiej uległości, łatwości godzenia się z losem, łatwemu podporządkowywaniu się sytuacjom narzuconem przeor okrutne życie - słowem, cierpiętnictwo. Wzmogła się pokora i serwilizm, radosne nieomal poddawanie się różnym "martyrologiom".
4) Anarchiczność odruchów, wypływająca ze skłonności do ustawicznej kłótni, sprzeczki, przeciwstawiania się. Kojarzy się z tym w ogóle porywczość, nerwowość, tak wyróżniająca nas od narodów ościennych. Cechy te w ogólności są przejawami instynktu walki, przed którym w naszych warunkach żadna droga normalnego, zorganizowanego społecznie ujścia nie istnieje. Mając drogi wyładowania się solidnie zakorkowane, wypromieniowuje w najbardziej prymitywny sposób, jako stan nieustającego podrażnienia. Potwierdzeniem tego poglądu może być przez wszystkich stwierdzana jałowość sporów, brak obiektywnych przyczyn do permanentnej kłótliwości Polaków we wszystkich dziedzinach życia. Z tego wyciągnięto prostacki wniosek o braku "zgody w narodzie". Niezgoda narodowa jest chorobliwym przejawem niezaspokojonego instynktu walki. Nie ma bowiem obiektu niezgody, co da się dowieść po przez uświadomienie sobie, iż w przeciwieństwie do wszystkich narodów świata nie mieliśmy poważnych starć wewnętrznych w ciągu szeregu wieków. Rokosz Zebrzydowskiego był maskaradą, bunt Kostka Napierskiego dziełem Chmielnickiego, rzeź galicyjska w 1846 r. dziełem austriaków, przewrót majowy r. 1926 wynikiem spisku wojskowego.
Oparcie się panującej ideologii grupy na popędach wegetacyjnych zablokowało drogi socjalnego ujścia dla dynamicznych, sprawiając w ten sposób wyliczone wyżej wtórne cechy charakteru polskiego. Są to kompleksy dyletantyzmu, honorności i idąca w parze z nikłym poczuciem godności osobistej, skłonność do warcholenia, a jednocześnie uległość granicząca z serwilizmem i nakoniec permanentna kłótliwość i nerwowość.
Na tym nie koniec. Popędy dynamiczne, które wyrodziły się we wtórne cechy charakteru polskiego, są czymś plastycznym. Gdy życie codzienne kształtuje się pod naciskiem pewnych sit w taką lub inną konstelację warunków, wówczas wtórne cechy charakteru polskiego, dostosowują się do tych warunków. Warunki z zewnątrz stają się jakby formami w które je się wlewa. W zależności od tych zewnętrznych warunków, ulegały odpowiednim Przeobrażeniom. Wtórne cechy charakteru, wlewając się w przypadkowe formy, narzucane przez konkretną sytuację społeczną jednostki, dostosowywały się całkowicie do niej. W życiu jednostki takie sytuacje są różnolite. Czasem jednak warunki te były wspólne dla większej ilości Polaków, lub nawet całego społeczeństwa. Wówczas to dyspozycje psychiczne, będące wtórnymi cechami, dzięki swej nienaturalnej plastyczności, dokładnie przystosowywały się do konkretnej sytuacji, dając złudę, iż charakter narodu pokrywa się z danym układem stosunków. Np. w w. XIX, zostaliśmy porwani w wir rozwijającego się gospodarstwa kapitalistycznego, motorem którego jest wola sprawcza, wola mocy "kapitanów przemysłu". Rychło nasz kompleks dyletancki przystosował się doń i wielu mogło żywić złudy, iż niektóre warstwy naszego społeczeństwa "przesiąkły" duchem kapitalizmu. Plastyczność wtórnych cech charakteru sprawia, iż warunki zewnętrzne nadają im z łatwością swoje formy. O ile zachodzą zmiany w tych warunkach, zmieniają się też formy psychiki zbiorowej. Oczywiście zmianie ulegają tylko wtórne cechy. Otóż te przypadkowe formy w usposobieniu i dyspozycjach, nazwać możemy trzeciorzędnymi cechami charakteru narodowego. Zmiany w nich następują bardzo szybko.
Zestalanie się szczątków postaw dynamicznych (w formach danych warunków zewnętrznych), a więc cech trzeciorzędnych, powoduje ta, iż wielkie zakresy polskiego życia, nie posiadają żadnej głębszej podbudowy, są efemerydami, spływającymi za lada podmuchnięciem. W ten sposób powstawał paradoks: stałość i niezmienność zasadniczych rysów charakteru narodowego, przy ciągłej płynności i nieustannych metamorfozach znamion wtórnych. Idee społeczne, poglądy, opinia publiczna, formy życia społecznego, doktryny, tryb życia, typy umysłowości, zajęć, ulegały ciągłym fluktuacjom, dawały złudzenie żywego tempa przemian, rozwoju myśli, twórczości narodu, przeobrażeń w stylu duchowości i ta wówczas, gdy trzonowe cechy charakteru narodowego zostawały nie poruszone ani o jotę.
Niesamowitość tego paradoksu polega na tym, iż cmentarna statyka pierwszych determinuje płynność, płyciznę, lichotę i kakofonię drugich. Nie istnieje tu związek przyczynowy, lecz coś znacznie więcej, bo związek strukturalny. Istnienie pierwszych nieubłaganie pociąga za sobą drugie, tak jak czyjaś śmierć, pociąga za sobą nieobecność tej osoby przy stoliku grających w brydża. Zaciążyło to potężnie na możliwości uświadomienia istotnych sprężyn rozwoju wewnętrznego narodu, stworzyło nieprzeniknioną mgłę, niepozwalającą dojrzeć właściwego układu rzeczywistości.

3. Zagadnienie czystości polskiego typu kulturalnego.
Narzuca się pytanie dlaczego w ciągu wieków trwania polskiej ideologii grupy i typu duchowego przez nią produkowanego nie wyłonił się odmienny typ kulturalny, mający swoje podłoże w zduszonych mocach polskiego biosu Chwytają się tego pytania skwapliwie apologeci katolicyzmu, dodając od siebie, iż katolicyzm wszak nie sprzeciwia się postępowi, rozwojowi, a przeciwnie łatwo się z nim godzi.
Zagadnienie to należy pokrótce rozpatrzeć.
Polska ideologia grupy została zestalona i ugruntowana w drugiej połowie XVI w. Dzięki niezwykle sprzyjającym okolicznościom, wkrótce ogarnęła wszystkie dziedziny życia duchowego narodu. Czy wobec jednolitego stylu duchowego, mógł powstać jakiś inny jakościowo odrębny typ duchowy i utrzymać się wobec wrogości katolicyzmu? Odpowiedź na to daje nam historia. Wiemy, iż jeszcze w XVII wieku istniały ośrodki życia duchowego, odmienne niż katolicyzm. Padły one jednak w zaciętej walce. Padł protestantyzm, a mieszczaństwo, jako je go wyznawca, musiało wyemigrować do Prus, Brandenburgii, gdzie uległo nieubłaganej germanizacji. Na ich miejsca w opustoszałych miastach, w handlu i rzemiośle, przyciągano żydostwo, -z. których władcy Polski - Jezuici, spodziewali się przez system szykan i pokus nobilitacji wyhodować dobrych "polakatolików".
Omawialiśmy już kolosalne znaczenie momentu religijnego dla każdej ideologii grupy. Wizja absolutu, sposób pojmowania istoty Boga, w wysokim stopniu determinuje wszystkie dalsze elementy ideologii grupy. To też polityczne zwycięstwa katolicyzmu zadecydowało o linii rozwojowej. Całkiem naturalną było odtąd rzeczą, iż żaden nowy typ kulturalny w łonie narodu polskiego powstać nie mógł. Coraz cięższy kamień przyciskał żywotne moce narodu. Moce te, aby dojść do głosu, aby utrzymać się w rzeczywistości społecznej, muszą wytworzyć swój trzon duchowy, muszą mieć własną wizję absolutu i wszystkie pozostałe ogniwa ideologii grupy. Tylko wówczas ostać się ona potrafi wobec katolicyzmu, a więc i "polskiej" ideologii grupy. Wiemy, iż powstanie tak zwartego i rozbudowanego systemu kulturowego, po upadku reformacji w Polsce nastręczać musiało nieprzezwyciężone trudności.
Okazje dziejowe nie zjawiają się na żądanie. Stąd też bunt przeciw panoszącej się nędzy moralnej "polskiej" ideologii grupy polegał na niezorganizowanych odruchach. Odruchy te z łatwością rozbrajano, asymilowano, włączano do rydwanu katolicyzmu, który uzyskał w ten sposób "dynamicznych" katolików. Zabieg mający ten cel na oku był bardzo prosty: narzucić buntującym się jednostkom lub zespołom swoją wizję absolutu. Gdy ślepe siły dadzą się ująć w ten zaprzęg, kwestia już jest z góry przesądzona. Spojrzawszy wstecz, widzimy stałe stosowanie tej metody. Nic więc dziwnego, iż w ciągu przeszło trzech stuleci nie wytworzył się żaden zarodek nowego życia, nowego typu duchowego. Panujący pozostał typ wywodzący się z postaw wegetacji, dławiący i rozkładający wszelkie siły, które mogłyby mieć znaczenie dziejotwórcze. Dzięki temu mamy tę uderzającą ciągłość treści tradycyjnych "polskości", zwartość kultury "polskiej", stałość charakteru narodowego i przezeń stworzoną niezmienność kierunkowej naszego rozwoju historycznego.

4. Ciąg harmoniczny.
Zdążamy do ważnych uogólnień, do sformułowania zasadniczych pojęć "teorii rozwoju wewnętrznego Polski". Jeśli bowiem zreasumujemy to, cośmy dotychczas powiedzieli, to okaże się, że nasze rozważania zdążały do wyjaśnienia prawidłowości w zachowaniu się "przeciętnej społecznej".
Typowy Polak w ciągu ostatnich dziesięciu pokoleń, zachowywał się w życiu codziennym w pewien prawidłowy sposób. Gdyby można było zachowanie się każdego Polaka, jego codzienną aktywność ująć w jakiś wykres, to okazałoby się, iż linia krzywa, obrazująca aktywność życiową 120 - 150 milionów indywiduów, którzy przeszli przez ramy narodu w ostatnich 300 latach, posiada coś wspólnego, powtarzającego się u wszystkich. Dochodzimy do ważnego momentu; skoro życie psychiczne grupy narodowej posiada prawidłowy, wymierzony rytm, musi on znaleźć swoje odbicie w świecie materialnym, w środowisku zewnętrznym, wśród którego naród bytuje. Prawidłowość zachowania się milionów "przeciętnych" musi decydować o rytmie życia zbiorowego, o polityce, formach społecznych i gospodarstwie. Określony typ aktywności przeciętnego obywatela stwarza formy współżycia, formy polityki i formy życia gospodarczego.
Możemy więc teraz, po określeniu konsekwencji społecznych zachowania się życiowego typowego Polaka, odtworzyć niezmiernie prawidłowy łańcuch związków socjalnych.
Katolicyzm, jako rdzeń polskiej ideologii grupy po przez mechanizm jej oddziaływania społecznego, urabia świat duchowy nadążających pokoleń. Wynikiem tego oddziaływania jest wytworzenie stałych cech charakteru "narodowego", którego zasadą jest personalizm katolicki. Personalizm katolicki jest rdzeniem duszy "przeciętnej społecznej". Ponieważ natura rasowa Polaków nie jest w najmniejszym stopniu adekwatna do systemu treści ujętych w "polską" ideologię grupy, przeto urabianie młodych dusz wiąże się z koniecznością ich kaleczenia, co znajduje swój wyraz w wynaturzonych wtórnych cechach charakteru polskiego.
Personalizm katolicki jako rdzeń psychiki "przeciętnej społecznej" narzuca normy zachowania się, swoiste normy postępowania wżyciu codziennym, w każdej sytuacji życiowej. Normy te wyznaczają typ aktywności właściwy niezliczonym milionom Polaków. Z typu tej aktywności wyłonił się styl naszego życia zbiorowego, styl polityki i gospodarstwa. Aktualny stan form społecznych i politycznych, stan gospodarstwa jest jakby bryłą, wyrzeźbioną przez ubiegłe i żyjące pokolenia. Ich dążenia, pragnienia, postępowanie życiowe zsumowały się w tym co nas otacza, co polską rzeczywistość stanowi.
Wyliczyliśmy szereg ogniw, wynikających jedno z drugiego; pierwsze ogniwo decydowało o następnych, i w końcu doszliśmy do stwierdzenia, iż otaczająca nas rzeczywistość społeczna i materialna korzeniami swymi tkwi w pierwszym ogniwie. Tym pierwszym ogniwem jest styl duszy polskiej, polskiej ideologii grupy, równoznaczny z jej katolickością.
Ten szereg ogniw, harmonijnie ze sobą powiązanych, kolejno ze siebie w prawidłowy sposób wynikających, możemy traktować jako pewną organiczną i harmonijną całość. Użyjemy dla niej specjalnego terminu; nazwiemy ją "ciągiem harmonicznym".
Mamy więc nowe pojęcie: ciąg harmoniczny.
Ciąg harmoniczny składa się z szeregu ogniw, zaczepionych o pierwsze zasadnicze, którym jest "polska" ideologia grupy. Całość "ciągu harmonicznego" rozpada się wyraźnie na dwie sfery: wewnętrzną i zewnętrzną. Do pierwszej zaliczamy wszystkie elementy polskiej ideologii grupy, wraz z jej bezpośrednim skutkiem - spersonalizowaniem polskiego charakteru, do drugiej - sferę zewnętrzną polskiego życia, a więc politykę, gospodarstwo i stosunki socjalne. Ilość ogniw "ciągu harmonicznego" jest nieskończenie wielka, gdyż całe życie zbiorowe narodu jest nastawione pod pewnym kątem, co stwarza swoisty styl "polskości" we wszystkich dziedzinach.
Życie zbiorowe narodu polskiego w ostatnich stuleciach w swej najgłębszej istocie jest ,;ciągiem harmonicznym". Podobne jest do potoku, wypływającego z odwiecznego źródła, płynącego stale w jednym kierunku, pociągającego po drodze w swoje łożysko wszystko, co się tylko da. Wszystkie elementy życia polskiego są wplecione w "ciąg harmoniczny"; na podobieństwo trybów maszyny przyjmują impuls i przekazują go dalej, dzięki czemu mamy żywiołową ewolucję ku ideałowi społecznemu, rysującemu się wyraziście w założeniach "polskiej" ideologii grupy.
Główne ogniwa "ciągu harmonicznego", odgrywające rolę trybów po przez które przekazuje się ruch od motoru, jakim jest polska ideologia grupy, dały by się ująć w następujący szereg:
I. Sfera wewnętrzna ciągu harmonicznego:
a) "polska" ideologia grupy,
b) mechanizm jej działania,
c) personalizm jako zasada "polskiego" charakteru narodowego,
d) przeciętna społeczna i jej system norm etycznych,
II. Sfera zewnętrzna ciągu harmonicznego:
e) typ aktywności życiowej "przeciętnej społecznej";
f) formy społeczno - polityczne, wyżłobione przez typ aktywności "przeciętnej społecznej",
g) formy ustroju gospodarczego,
h) stan polityczny i gospodarczy, jako kres ewolucji ciągu harmonicznego.
Dzieje Polski od końca XVI w. to nic innego, jak tylko ewolucja ciągu harmonicznego do swego optimum, do stanu w którymby różnice pomiędzy zasadami polskiej ideologii grupy, a więc wegetatywną, personalistyczną postawą wobec życia, a stosunkami układu społecznego czyli polityką i gospodarstwem, były sprowadzone do minimum. Jest to kres, ku któremu ciąg harmoniczny, mocą swej struktury wewnętrznej, w przemożny sposób grawituje. To, co stanowi jądro pojęciowo - wyobrażeniowe polskiej ideologii grupy (personalizm katolicki), dąży do uformowania świata zewnętrznego na swoją modłę. Stać się może to tylko po przez dokładne cyzelowanie kolejno wszystkich wyliczonych wyżej ogniw ciąga harmonicznego. I to jest istotną treścią naszych dziejów wewnętrznych.
Jeślibyśmy chcieli przedstawić ciąg harmoniczny za pomocą jakiegoś obrazowego porównania, to może najlepiej istotę jego oddałaby analogia z kopalnią węgla, w której wszystkie procesy są zmechanizowane. Motor całej kopalni, zasilający ją w energię, byłby w tym wypadku podobny do polskiej ideologii grupy. Dzięki całemu systemowi przekładni, pasów transmisyjnych, energia właściwa danemu motorowi przekazuje się na poszczególne aparaty, czynne w głębi kopalni, uzdalniając je do pewnych funkcyj. System pasów transmisyjnych w polskiej ideologii grupy polegałby na wyliczonych elementach oddziaływania (kościół, system wychowawczy, świadomość narodowa, literatura, idee ogólne). Aparaty odpowiadałyby poszczególnym jednostkom. W ten sposób jest oznaczona wydajność danej kopalni i jakość jej produktu. Przerzucając tę analogię na życie polskie stwierdzamy, iż polska ideologia grupy, urabiająca "przeciętną społeczną" i wyznaczająca typ jej aktywności w życiu codziennym, zakreśla końcowe wyniki, a więc rytm i napięci-, życia społeczno - politycznego i gospodarczego, jego potencjał. Im dłuższe okresy czasu i większe ilości jednostek weźmiemy pod uwagę, tym bardziej wyraziste będą końcowe wyniki, dzięki wyrugowaniu oddziaływań przypadkowych sił historycznych.
Jeśli chcemy osiągnąć inne wyniki niż dane, to stać się to może tylko na drodze zainstalowania innego, bardziej sprawnego silnika. Kopalnia zmechanizowana nie jest objektem zbyt wielkim, łatwo się tam dostrzega wzajemne zazębienie całego mechanizmu. Inaczej w zbiorowym życiu narodu. Wobec ogromu objektu, opory stojące na drodze poznania są niepomiernie potężniejsze stają się nie do pokonania, gdy dany światopogląd, stanowiący trzon ideologii grupy, odpowiada jakiejś trwałej dyspozycji duchowej. Postawa wegetacji, wola wegetowania, tkwi głęboko w naturze człowieka. Stawia ona rozpaczliwy opór przed tym, co w człowieku jest wolą twórczości, ubierając swoją postać w najbardziej wymyślne stroje, wzniosłości pełne. Dlatego też ogarnięcie myślowe głównej osi naszej historii w ostatnich stuleciach, t. j. ciągu harmonicznego aż dotychczas nastąpić nie mogło.

Rozdział VI. Ciąg harmoniczny w formach społeczno - politycznych.
System polskiej ideologii grupy stale produkuje niezliczone miliony "przeciętnych społecznych" o personalistycznym profilu duchowym. To zaś co stanowi o istocie "przeciętnej społecznej" znajdzie swój wyraz w strukturze społeczno - politycznej. Spróbujmy więc wyświetlić ogniwa pośrednie, które uzmysłowią nam, jak dalece zasady "polskiej" ideologii grupy determinują rytm życia politycznego i formy państwowe, w okresie od XVI w.

1. Sfera wewnętrzna ciągu harmonicznego i jej związek z życiem społecznym.
Społeczeństwo opiera się na emocjonalnych i wolowych skłonnościach swych członków. Postawa duchowa indywiduów, skłonnych do takiego lub innego współżycia decyduje o bycie społeczeństwa. Gdy teraz wrócimy myślą do tego wszystkiego, o czym była mowa w poprzedzających rozdziałach, stanie się nam jasne, jakie cechy musi posiadać społeczeństwo polskie. Znając mechanizm stwarzający świat wartości duchowych "przeciętnej społecznej", skłonności i postawy polskiego "ja", wiemy jak będzie przeciętny Polak zachowywał się w stosunku do swych towarzyszy i jakie formy współżycia muszą z tego wyniknąć.
O właściwościach polskiego społeczeństwa, o siłach które w nim są czynne możemy z góry sądzić, znając profil duchowy "przeciętnej. społecznej".
Społeczeństwo jest w gruncie rzeczy tylko poszerzonym "ja". To co nazywa się emocjonalnymi skłonnościami społecznymi polega na rozszerzeniu "ja" na układy ludzi i rzeczy, poprzez uczuciowe traktowanie ich, jako swoich, własnych spraw. Wówczas "ja" przekształca się w formę "my". Gdy teraz uprzytomnimy sobie, iż świat duchowy "ja" jest odbitką ideologii grupy, odbitką pewnego systemu duchowego w aparacie psychicznym jednostki, to pojmiemy jak głębokie istnieją powiązania pomiędzy nią a społeczeństwem. Właściwie jednostka żyje tylko w społeczeństwie, w innych jednostkach, w ich świadomościach. Jednostki są podobne do brył fizycznych, albo cegiełek, z których buduje się gmach społeczeństwa. Od ich charakteru, właściwości zależy architektura budowli.
Podobnie jest z państwem. Ulega ono tym samym przeobrażeniom, jakie zachodzą w społeczeństwie. Dzieje się to dlatego, iż państwo jest formalnym odpowiednikiem, a raczej wykładnikiem społeczeństwa. Wszystko to, co zachodzi w społeczeństwie winno znaleźć swoje odbicie w państwie, jako najwyższej formie tegoż społeczeństwa. Różnica jest ta, że gdy społeczeństwo ma świadomość i wolę rozproszkowaną, ograniczającą się tylko do tych, którzy daną świadomością i wolą są ożywieni, to państwo wolę i świadomość zestrzela w jedno ognisko. W społeczeństwie każdy może wystąpić z inicjatywą, może realizować swoje zamierzenia, o ile znajdzie gotowych do ich poparcia; w państwie natomiast te zamierzenia i wola działania ulegają sformalizowaniu, stają się nakazem, obowiązkiem, powinnością. Jedne i drugie ciągle ze sobą się stykają, ciągle na siebie oddziaływują. Na razie skupiamy uwagę raczej na oddziaływaniu ze strony społeczeństwa, które zdąża swój ruch przerzucić na państwo, nadać jemu swoje dążenia i cele. Odbywa się to za pomocą transmisji sił społecznych na państwo, które z kolei oddziaływuje na społeczeństwo. Ta specyficzna dźwignia transmisji ma za zadanie przekazywanie sił w społeczeństwie istniejących na państwo, by to mogło działać zgodnie z układem sił jakie istnieją. W różnych okrasach historycznych i w różnych warunkach socjalnych ta dźwignia transmisji jest inna. Może to być parlament z demokracją, rządy opinii, monopartyjne systemy, dyktatury i t. p. Państwo winno wyrażać istniejący układ sił. Nawet społeczeństwo powstałe po przez podbój, wtedy gdy u steru państwa znajduje się warstwa zdobywców, ma swój odpowiednik w postaci podwładnych i rządzących. Wahania w układzie sił społecznych po przez dźwignię transmisji odbijają się na państwie. Systemem, który usiłował najbardziej wiernie spełniać zadania dźwigni transmisji, była demokracja liberalna z parlamentem, partiami, opinią publiczną, prasą. Sposoby jakimi siły społeczne mają oddziaływać na politykę państwa są określone po przez konstytucje państwowe. Na straży działania tego mechanizmu stoi policja i wojsko. Oddziaływanie państwa na społeczeństwo odbywa się przez system prawa publicznego, którego nieodłączną część stanowi prawo cywilne, chociaż w ustrojach demokratycznych usiłowano te dziedziny od siebie oddzielić jak najbardziej. Prawo pozytywne jest to suma norm obowiązujących, stworzonych p. zez państwo, a mających na celu uregulowanie działalności ludzkiej. Z zasady dany system prawny jest wyrazem sobie odpowiadającego układu sił społecznych.
Po przez układ sił społecznych dochodzimy do wykrycia mechanizmu, stwarzającego formy społeczne, polityczne, formy ustrojowe państwa. U podstaw tego mechanizmu znajdujemy potrzeby polityczne obywateli, u wierzchołka zaś formy państwowe i formy rządu. Jakość i natężenie potrzeb i skłonności społeczno - politycznych obywateli, w danym wypadku polskich "przeciętnych społecznych", po przez szereg ogniw doprowadzić musi do ukształtowania odpowiadających im form państwowych. Gdy z tych skłonności i potrzeb wyłonią się instytucje i urządzenia państwowe, mówimy o nich. że wypływają z "głębokich pokładów duszy narodowej", że są "zgodne z zasadami psychiki narodowej", "z duchem narodu" i odpowiadają jego "ideałom" i t. p. Równie często mówimy, iż dane formy ustrojowe, dane instytucje "nie są zgodne" z duchem tradycji narodowej, duchem dziejów. Wówczas stwierdzamy, iż układ sił społecznych wyrosły z ideologii grupy a ucieleśniany przez aktywność "przeciętnej społecznej" nie ma swego odpowiednika u szczytu gmachu społecznego, t. zn. w strukturze instytucji państwa.
Chcąc wyświetlić działanie mechanizmu społeczno - politycznego, musimy dokonać pewnej abstrakcji pojęciowej. Zdajemy sobie sprawę z tego, iż przeciętna społeczna" jest tworem, pełnym, skończonym. Jej świat duchowy, urabiany przez "polską" ideologię grupy, uzdalnia do codziennej aktywności, zgodnej z zasadami tejże ideologii grupy. Ażeby wykazać jak polska ideologia grupy determinuje formy społeczno - polityczne, musimy w sztuczny sposób wyodrębnić sforę postaw i aktywności przeciętnej społecznej z tej dziedziny. W praktyce życia polskiego "przeciętna społeczna" jest tym samym co nazywamy "polakatolik". Będziemy rozpatrywać "polakatolika" tylko w sferze społeczno - politycznej, w tym celu nazwiemy go "polakatolikiem politycznym".
W oparciu o zasady polskiej ideologii grupy, a więc zasady personalizmu, spróbujmy określić czym musi być "polakatolik polityczny" i jakie w rzeczywistości są jego postawy w życia społecznym, jego potrzeby polityczne, typ aktywności i konsekwencje dla form państwowych.
Z istoty personalizmu katolickiego jako fundamentalnej zasady "polskości" wynika, iż skoro dusza człowieka jako odbicie Boga jest najwyższą wartością, to tym samym dążenie do jej zbawienia, stanowi naczelny cel dążeń ziemskich. Wszystkie inne dążenia muszą być postawione w hierarchii celów na. dalszym miejscu. Oznacza to prymat jednostki wobec interesów społeczeństwa i narodu. Antropocentryzm chrześcijański stanowi fundament polskiej kultury: wyznają go wszyscy Polacy bez względu na to, czy są wierzącymi katolikami, czy też zlaicyzowanymi. O tyle też tylko pojęcie "polakatolika" jest nieścisłe, gdyż obejmuje. również te zespoły Polaków, którzy do katolicyzmu odnoszą się z rezerwą, a nawet są zdeklarowanymi ateuszami.
Celowi ostatecznemu wszystko musi być podporządkowane. Struktura społeczeństwa musi być fundowana z myślą o tym, iż ma służyć jednostce i jej dążeniu do. Boga, t. j. do zbawienia duszy. Według prymasa Hlonda - jak już cytowaliśmy - jednostka istniała wpierw niż państwo, stąd też państwo jest dla obywateli, a nie obywatele dla 'państwa. Zbawienie duszy osiągnąć można po przez pracę nad sobą, po przez doskonalenie moralne. Warunkiem doskonalenia moralnego jest znów możność dokonywania stałych wysiłków coli, pokonywanie zła, zgubnych namiętności, wybieranie dobra, świadomego dążenia ku niemu .W tych wysiłkach jednostka sama musi decydować i obierać właściwą drogę, gdyż bez jej woli nie można osiągnąć zbawienia. Konsekwencją tego jest postulat wolności, postulat takich warunków społecznych, w których jednostka mogłaby swobodnie decydować o swym postępowaniu w życiu codziennym. Zasada wolności jednostki, swoboda decyzji stanowić musi fundament organizacji społecznej, a więc i państwa. Najskuteczniejszą drogą, prowadzącą do zbawienia jest doskonalenie moralne swej duszy w kontemplacji. Kontemplacja jest właściwą metodą pracy nad sobą, dzięki której osiąga się cel najważniejszy. Wynika to z istoty wegetacyjnej katolicyzmu. W wymiarach wnętrza moralnego człowieka, odbywa się praca nad doskonaleniem duszy.
Biorąc to wszystko razem widzimy, iż organizacja społeczna jest dla "polakatolika politycznego" właściwie zbędna: Ma ona znaczenie tylko o tyle, o ile realizuje warunki, w których jednostka będąc włączona w swoje środowisko społeczne, może dążyć do swego najważniejszego celu. Społeczeństwo złożone z takich jednostek nie potrzebuje właściwie organizacji, o ile tylko "polakatolik polityczny" ma zagwarantowaną swobodę ruchu dla czynności związanych z dążeniem do zbawienia. Ta sfera interesów jest zamkniętą otoką, w której "polakatolik polityczny" z zasady najlepiej się czuje. Grawitacja ku takiej otoce, ku strukturze społecznej, w której takie otoki mogą bez przeszkód istnieć, stanowi głęboki trend społeczności katolickiej. Oczywiście, ciągle to należy podkreślać, iż takie tendencje zdradza w mniejszym lub większym stopniu każda jednostka. wychowana w kręgu polskiej ideologii grupy, chociaż najczęściej nie jest świadoma pochodzenia katolickiego treści, stanowiących istotę jej "ja".
Uogólniając wywody stwierdzamy, iż: "polakatolik polityczny" posiadać musi następujące trwałe dyspozycje w życiu społecznym:
a) prymat jednostki wobec narodu,
b) postulat wolności,
c) kontemplacyjna postawa wobec życia,
d) grawitacja ku otoce personalnej.
Gdy teraz spojrzymy na nasze dzieje, na nasze otoczenie, stwierdzamy z łatwością, iż abstrakcja "polakatolika politycznego" jest niezwykle bliska rzeczywistości, iż pokrywa się ze skłonnościami olbrzymiej większości Polaków. Dostrzeżemy tam powszechne przeświadczenie, iż "człowiek" jest celem, grupa zaś jest środkiem, po przez który jednostka realizuje swoje ideały życiowe, katolickie, czy też laickie; ogólne przekonanie, iż "Polak wolnością żyje, do wolności wzdycha, bez wolności jak kwiatek bez rosy usycha"; wiarę, iż każda zgiełkliwa aktywność i rozmach działania, są obce "humanistycznym" ideałom "polskości"; i w końcu, dążenie, do otoki, do której nie docierają burze z zewnątrz, w której Polak "oddycha" swobodnie "wolnością", daleki od namiętności i wszelakich niepokojów, pogrążony w głębokim bezruchu liryki trawienia.

2. Polityczny biegun tomistyczny.
Postawy "polakatolika politycznego", stwarzające ciążenie do otoki personalnej, dają w rezultacie ogromny ciąg skutków społecznych i politycznych. Gdy te konsekwencje wyświetlimy, gdy wykażemy intymne powiązania czyniące je czymś naturalnym, wówczas dopiero pojmiemy, dlaczego rzeczywistość społeczna i polityczna Polski jest taka jaka jest, dlaczego uważać ją należy, jako coś prawidłowego i słusznego. Wówczas dopiero będzie łatwo wykazać śmieszność i beznadziejność wszelkich wysiłków "naprawy" ustroju politycznego Rzeczypospolitej. Trudno bawieni dokonać naprawy czegoś co uważa się za "błąd", gdy jednocześnie czci się i szanuje te siły, które owe zjawiska-błędy, jako coś naturalnego produkują. Mamy tu da czynienia z buntem korzonków przeciw własnym kwiatom.
Jasnym się to stanie, gdy uzmysłowimy sobie., iż rytm życia społecznego i jemu odpowiadające formy społeczno - polityczne w czasokresie 1600 - 1950, są prawidłowym skutkiem zachowania się społecznego "polakatolika politycznego".
Proste rozumowanie, zdążające logicznie od ogniwa do ogniwa i wyjaśniające ten paradoks, napotyka w umysłowości, urobionej przez system "polskiej" ideologii grupy, na zwały przeszkód, oporne sugestie. Jest to źródło trudności dla czytelnika, podążającego za wywodami autora.
Gdy społeczeństwo składa się z "polakatolików politycznych", pierwszą konsekwencją będzie zanik ogólniejszych dążeń. Jest to samo przez się zrozumiałe. Skoro masa jednostek posiada zasadnicze ideały i cele życiowe tego typu, że aktywność zdążająca do ich realizacji może przebiegać w wymiarach pojedyńczej duszy, a wystarczającą bazą w świecie zewnętrznym jest otoka personalna (społeczna i ekonomiczna), to tym samym dążenia społeczne muszą ulec atrofii. Ogólne dążenia, światoburcze idee, mity dążące do przetworzenia świata, jakieś kierunki woli, mające za swój przedmiot świat. zewnętrzny, są tu czymś najzupełniej zbędnym. Ogólna idea może być tylko jedna: wola oporu wobec sił z zewnątrz, które chciałyby burzyć harmonię społeczną person, wegetujących w zaciszu otok.
Może się zdarzyć, że w takim środowisku, składającym się z "polakatolików politycznych" istnieją jednostki o wyższym potencjale duchowym. Dążą one do jakichś ogólniejszych celów, próbują poruszyć pogrążoną w bezruchu masę "polakatolików politycznych". Z góry wiemy, iż wysiłki ich pójdą na marne. Potrafiłyby pociągnąć za sobą tylko jednostki z ładunkiem woli skierowanym na cele inne, niż to, które leżą w założeniach panującego typu duchowego. a wiemy, iż panujący system wychowawczy, takie jednostki konsekwentnie trzebi. Ogólne dążenia mogą powstać tylko wbrew środowisku, w zajadłej walce z nim, w walce z "polakatolikiem politycznym", "polskością", z "katolicyzmem". Na drzewie ciągu harmonicznego nie mogą wyrosnąć inne owoce, niż grawitacja do otoki personalnej, która z zasady unicestwia zarodki jakichkolwiek ogólnych dążeń.
Tam gdzie mamy atrofię ogólnych dążeń i niemożność powstania zgęszczeń twórczej woli, nie może istnieć wysokie napięcie nurtu życia społecznego i politycznego. Skoro jednostki wewnętrznie są "uharmonizowane", uciszane, bosko spokojne, nie możemy się spodziewać jakiegoś napięcia czy zrywu, gdy ujmujemy je w zespołach. Jeśli wola oddziałania jednostki na świat. zn.jdujący się po za "ja" jest bliska zeru, to trudno się spodziewać, by milion takich jednostek dał w wyniku jakąś rewolucję. Wprawdzie wtórne cechy charakteru narodowego, mogą dać obraz bardzo zgiełkliwego chaosu, lecz jest to rzecz najzupełniej inna.
Dalszą więc konsekwencją "polakatolika politycznego" jest osłabienie napięcia nurtu społeczno-politycznego. Społeczeństwo takie, gdy na nie spojrzymy, rysuje się jako suma znieruchomiałych person, zamkniętych w swoich otokach. Stopień spojenia się tych otok jest niewielki. Atomizacja wydaje się być stanem naturalnym dla społeczności składającej się z "polakatolików politycznych". Nie potrafi tego ukryć żadna kazuistyka jezuicka, próbująca starego chwytu sprowadzania kwestii ad absurdum. W tych warunkach atrofia państwa, jako formy istniejących sił społecznych jest nieunikniona. Czy może być inaczej, gdy podłoże społeczne znamionuje się pogodną martwotą wegetujących w ciszy i błogości milionów "polakatolików apolitycznych"?
Szereg skutków społecznych, sprawiany przez upowszechnienie się "polakatolika politycznego", jest więc bardzo prawidłowy. Gdy siły z zewnątrz nie mącą jego funkcjonowania, szereg ten ułoży się następująco: a) zanik ogólnych dążeń, b) osłabienie nurtu społeczno - politycznego, c) atomizacja społeczeństwa, d) atrofia sił państwa, dzięki martwocie podłoża społecznego.
Spojrzawszy uważnie na owe skutki społeczne, ze zdumieniem dostrzeżemy w nich prawidłową tendencję do wypośrodkowania pewnej idealnej, równowagi pomiędzy zasadami personalizmu, a koniecznościami społecznego bytowania człowieka. Człowiek jest istotą społeczną i, jako taki, uznać musi konieczności życia grupowego, z drugiej zaś strony personalistyczne podejście do bytu, stanowiące trzon "polakatolika politycznego" pragnie owe konieczności społeczne mocno zredukować. Na tej drodze wyzwala się grawitacja do form ustrojowych, ideałowi "polakatolika politycznego" najbliższych. Szereg skutków wyliczonych wyżej jest tego zewnętrznym wyrazem, Ów ideał ustrojowy, ku któremu formy społeczno - polityczne ciążą, moglibyśmy nazwać "politycznym biegunem tomistycznym", gdyż sformułowania św. Tomasza z Akwinu z istotą tego ustroju prawie całkowicie pokrywają się.
Tak więc "polityczny biegun tomistyczny" jest środkiem pola grawitacji, ku któremu ciąży przemożnie układ sił społecznych, stwarzany przez "polakatolika politycznego". Jest to bardzo ważne sformułowanie. Gdyby siły z zewnątrz i oddziaływanie przypadkowe nie mąciły harmonii rozwoju, formy społeczne dążyłyby do osiągnięcia "politycznego bieguna tomistycznego", zamierając następnie w trwałym bezruchu.
Epoka saska w naszych dziejach była najbliższa "politycznego bieguna tomistycznego". Od XVI wieku życie społeczne Polski stale ciąży w tym kierunku.
Inna kwestia domaga się wyjaśnienia: "polityczny biegun tomistyczny" nie wiąże się z żadną określoną formą rządów. Forma ustrojowa państwa i rządu jest właściwie obojętna, o ile tylko nie godzi w zasady "politycznego bieguna tomistycznego". Może być monarchia, może być i demokracja, o ile tylko nie narusza otok personalnych; w których zamknęli się w zabiegach koło swego "ja" "polakatolicy polityczni". Stąd też pozornie dziwne zjawisko: ani władza absolutna królów, ani brak wszelkiej władzy (Polska szlachecka epoki saskiej), nie poruszą leniwego nurtu życia społecznego, płynącego po przez zakamarki otok personalnych. Nad wyschłym potokiem można budować wyniosłe łuki mostów lub też nie budować wcale. Najszczytniejsze pragnienia obywateli zaspakajane są poza wszelką organizacją państwową. Stąd też nie mogą się stać jej siłą motoryczną. Jedno i drugie jest sobie dość obce, leży w różnych jakościowo płaszczyznach.

3. Atrofia nurtu życia społecznego.
Ciążenie do "bieguna tomistycznego" najpierw znajduje swój wykładnik w zaniku ogólnych dążeń, a następnie w atrofii napięcia życia społecznego. Jest to bardzo charakterystyczne znamię życia polskiego od przełomowego wieku XVI. Jednocześnie jest ono bardzo prawidłowym skutkiem typu kulturalnego. Skoro bowiem ideologia grupy hoduje "polakatolików politycznych" o właściwym im sposobie zachowywania się w życiu społecznym, to styl tego życia, którym jest ciąg harmoniczny nie może być inny, wyjąwszy wypadki oddziaływania sił z poza układu. W epoce saskiej oddziaływania z zewnątrz były sprowadzone do minimum; wszechwładny kościół katolicki. trzymający w swym ręku wszystkie ośrodki dyspozycji, bacznie uważał na to, by czystość przebiegów nie została przypadkiem zmącona. Później ta opieka stała się mniej potrzebną, gdyż dusza zbiorowa narodu, urobiona według wzorca personalizmu, stała się "polską" i odtąd trwa już niezależnie, spontanicznie rodząc ten sam ciąg.
O napięciu życia społecznego decydują ogólne dążenia, wyrażające się w szerokich zainteresowaniach religijnych, filozoficznych, artystycznych, naukowych, politycznych, przyjmujących postać woli przekształcenia danej rzeczywistości na inną, bardziej odpowiadającą jakiejś wizji. Nawet dążenia gospodarcze nigdy nie występują izolowane, lecz zawsze skojarzone z jakąś ogólną koncepcją. Ferment duchowy i wynikające zeń napięcie psychiczne jednostek towarzyszy zazwyczaj chwilom tworzenia się pewnych koncepcji ideologicznych, światopoglądowych; po odpływie fali ideologicznych zainteresowań mamy zazwyczaj krystalizacje pewnych systemów i idące w ślad za tym urzeczowienie stosunków. Następuje wówczas okres realizacji, wiążący się ze wzrostem momentów materialnych i technicznych, a więc wzmożonego tętna polityki i gospodarstwa.
Gdy to wszystko przeniesiemy na stosunki polskie, to wówczas atrofia nurtu życia społecznego, stanie się nam czymś zrozumiałym. Realizacja ideałów społecznych "polakatolika" musi stworzyć tendencje do ucieczki od marności świata zewnętrznego. Kt. zn. świat zainteresowań przeciętnego Polaka, ten wie jaka tam panuje harmonia, iście katolicka błogość i słodki bezruch. Martwota życia duchowego, spokój płynący z przeświadczenia, iż wszystkie główne zagadnienia bytu są raz na zawsze i ostatecznie przed dwoma tysiącami lat rozwiązane, a arka "odwiecznych prawd", zawsze czujna, nie dopuści do zbłądzenia, wszystko to sprawia, iż żaden głębszy ruch umysłowy, dążący do zasadniczych przewartościowań powstać nie może. Skoro nie mogą powstać walki światopoglądowe (w Polsce od XVI wieku panuje zgoda co do zasad naczelnych), nie mogą też powstać ruchy społeczne, walczące o jakieś nowe zasady. W tych warunkach walki polityczne noszą charakter jałowy, są rozgrywkami o rzeczy drugorzędne, nie zdolne do wydobycia mocy głębszych przekonań i wyzwolenia jakichś nowych sił.
Nurt życia polskiego jest jednolity; im bardziej bliski jest swych naczelnych ideałów, tym mniej aktywności na zewnątrz.

4. Atomizacja narodu.
Cechą polskiego życia dla całej epoki omawianej będzie tendencja ku autarkizacji jednostki i stworzenia wokół niej otoki pozwalającej na niezmącone trwanie, na nieporuszoną wegetację. Tendencja ta da się wyśledzić nie tylko w polityce, ale i w kulturze oraz w gospodarstwie; co prawda w gospodarstwie jej przejawy są najbardziej wyraziste. Odwrotną stroną tego rozwoju jest wrogość wobec sił, któreby tej tendencji się sprzeciwiały. Wszystko to, co godzi w autarkizację jednostki, w jej otokę - jest złem. Godzi ono w najwyższą wartość jaką jest wolność. Jest coś niesamowitego w powszechnym przekonaniu, tyczącym się istoty polskości: gdy przeglądam literaturę, prasę, napotykam zdanie ciągle się powtarzające - "my jesteśmy narodem indywidualistów" "najbardziej istotną cechą duszy polskiej jest umiłowanie wolności". Patrząc na ogrom nędzy, upodlania, małości nas otaczającej, ktoś nie wtajemniczony mógłby się spodziewać głębokiego napięcia buntu przeciw stosunkom, taki gwałt istocie "indywidualności" i wolności zadającym. Otóż nic podobnego nie zachodzi: "indywidualność", "wolność" czują się całkiem dobrze, gdyż rozumiane są jako trwanie jednostek w swoich otokach. Sięgnięcie do wewnątrz tych otok to dopiero zamach na wolność i indywidualność; dopóki jednostka nie odczuje sił, któreby chciały ją z jej położenia w punkcie zerowym wytrącić nie odczuwa, bo nie może odczuć zagrożenia najwyższych wartości.
Stąd spłynie owa uderzająca azjatycka szczęśliwość, sytość duchowa, tak charakterystyczna dla przeciętnego Polaka. Świat, wstrząsany porywami zbiorowych namiętności, wywołuje zdziwienie zabarwione wyższością. Ogrom wytężenia i z niego płynącej męki milionów Niemców, Rosjan, Japończyków wywołuje w świadomości niemal wszystkich politowaniem brzmiące pytanie: "Panie! Po co oni to robią?"
Personalizm i zeń płynące konsekwencje dla struktury społecznej są czymś powszechnym, obejmującym wszystkich Polaków, bez różnicy klas. Rysuje się tu wyjątkowa jednolitość typu kultury polskiej, dająca świadectwo jedności przyczyny, która ją stworzyła. Struktura społeczna, powstająca pod działaniem "polakatolika politycznego" prowadzi do specyficznego nastroju umysłu: nazwany on został - "zachodnią pogodą ducha". Zgadza się to z rzeczywistością tylko w odniesieniu do martwoty katolickiej, np. takiej Hiszpanii, Portugalii; nic wspólnego nie ma z duchowością narodów przodowniczych. Natomiast owa "zachodnia pogoda ducha" pokrywa się w zupełności z najbardziej wschodnią, bo chińską, induską, sjamską, no i małoazjatycką; coprawda, idąc ciągle na zachód można w końcu po okrążeniu kuli ziemskiej trafić na tym "zachodzie" właśnie na Azję i to zapewne mają na myśli nasze sfery katolicko - "narodowe".
Niczym nieograniczona "wolność" jest pojmowana jako nieingerowanie świata zewnętrznego w życie prywatne jednostki. Jednostka w tych formach jakby była całkowicie wydzielona z organizmu życia zbiorowego. Stanowi odrębny, autarkiczny świat, do którego nikt nie ma prawa się wtrącać. Nie oznacza to bynajmniej, iż taka jednostka ukochała wolność dla tego, iż ona jej umożliwia skuteczną twórczość, działalność, tak jak to jest z indywidualizmem typu anglosaskiego. Przeciwnie, o jakiejś twórczości nie ma mowy. Ani w gospodarstwie, ani w polityce przeciętna społeczna nie rozwija jakichś aktywności. Chodzi tylko o to, by coś lub ktoś nie wszedł do martwego bajorka otoki, by siły społeczne, dążenia ponad personalistyczne nie zmusiły do poniechania bezwładnego wegetowania, nie zmąciły liryki trawienia. Tendencja ku wydzieleniu się jednostki z rytmu zbiorowego życia, będąc zgodna z najwyższymi ideałami, prowadzi nieubłaganie do atomizacji, do rozproszkowania społeczeństwa. Skoro bowiem istotne cele jednostki leżą poza społeczeństwem, to tym samym więzy łączące ją z grupą nie mogą mieć jakiejś absolutnej mocy. Brak ogólnych dążeń, słabość nurtu życia społeczno - politycznego, musi znaleźć swój wykładnik w koncentracji uwagi jednostki na sobie, na swych własnych przeżyciach. Tak dochodzi się do przekształcenia grupy społecznej w rojowisko luźnych atomów, połączonych mechanicznymi więzami. Uważne wejrzenie w nasze stosunki społeczne, pozwala dostrzec istotną strukturę, polegającą na tym, iż masy Polaków, czują się przede wszystkim jednostkami, pędzącymi jakby samodzielny izolowany byt. Prądy uczuciowe, namiętności zbiorowe z wielkim trudem przepływają przez przegrody duchowe, którymi otoczyła się każda persona, każdy "polakatolik". Stąd płynie owa, pozornie tylko dziwna, niezdolność do odruchów zbiorowych, brak zmysłu organizacyjnego, wyciskający swoje piętno w każdej dziedzinie polskiego życia.
Grupa narodowa zatomizowana, nie łatwo da się ruszyć z tych łożysk. Opory stające do pokonania są tak liczne, tak ukryte i zamaskowane dla badacza patrzącego z zewnątrz, że niedołęstwo organizacyjne, t. zw. bierność można pojąć i wytłumaczyć tylko wówczas, gdy się ogarnie całość związków, całość ogniw, składających się na "ciąg harmoniczny".
Zwróćmy uwagę na inny jeszcze moment. Świat duchowy jednostki jest wytworem grupy, w danym wypadku "polskiej" ideologii grupy. Tak więc jednostka z jednej strony jest wtopiona w grupę, jest jej emanacją, z drugiej zaś strony w sposób sztuczny, po przez koncepcję personalizmu katolickiego jest z tej grupy wydzielona w postaci izolowanego atomu człowieczego. Są to tendencja najzupełniej sprzeczne. To, że jednostka jest emanacją ducha grupy, wyraża się w popędzie społecznym, zaś personalizm spycha ją do roli duchowego Robinzona. Społeczeństwo rozbite przez panujący system duchowy na izolowano atomy łączy się dzięki wynaturzeniu popędu społecznego w nieporadne grupy i grupeczki. Jednostki nie łączą się w blasku idei, w myśl pewnych pojęć i wyobrażeń, gdyż społeczny system wychowawczy treści te z gruntu unicestwia, dając pojęcia właściwe "polakatolikowi politycznemu". Nie mogąc dać ujścia dla popędu społecznego w blasku mitów i idei ogólnych, jednostki łączą się w cieniu gąsiorów, karafek i czystych przypadków. Popęd społeczny przyjmuje postać popędu mafijnego. Popęd mafijny, skłonność do kojarzenia się w mafie, jest ściśle związana z życiem polskim. Każdy impuls zbiorowy przekształca się w mafię.
Popęd mafijny jest czymś zrozumiałym w środowisku rozwijającym się na zasadach personalizmu Jest on konsekwencją atomizacji.

5. Atrofia państwa.
O mocy państwa nie decyduje forma rządów. Silne państwo może być, mając formy demokracji, absolutnej monarchii, oligarchii i t, p. Siła państwa zależy od jedności ośrodka dyspozycji, od jedności rządu, jego sprawności, zdolności do uruchomienia posiadanych zasobów ludzkich i rzeczowych, tudzież od ich ilości i jakości. Warunki te mogą być spełnione zarówno w ustroju monarchicznym, demokratycznym i każdym innym. Natomiast sama ich natura jest uzależniona od podłoża społecznego, na którym państwo się opiera.
Społeczeństwo składające się z "polakatolików politycznych" stwarza nurt życia daleki od tego, by warunki decydujące o sile państwa mogły się urzeczywistnić. Osłabienie rytmu życia społecznego, atomizacja, upodobnienie się do zbiorowiska luźno zrzeszonych atomów ludzkich, nie daje możności łatwego uruchomienia zasobów ludzkich i rzeczowych nawet w razie zaistnienia jednolitego sprawnego rządu i aparatu państwowego. Społeczeństwo jest pozbawione aktywności, które mogłyby być przez państwo spożytkowane. Pogrążone w bezwładzie i sytej błogości, nawet pomimo dotkliwej nędzy materialnej, zdolne jest tylko do inertnego oporu siłom, które chciałyby je do "aktywnego" życia pobudzić. Leniwy nurt życia polskiego narzuca państwu bierną rolę "nocnego stróża", zapewniającego porządek wewnętrzny. Idea spożytkowania państwa, jako dźwigni dla realizacji celów zbiorowych. nie mogła się zrodzić z tej prostej przyczyny, iż brakło celów, któreby zmobilizowały wolę społeczną. (Inna kwestia to obrona przed siłami z zewnątrz. Zagadnienie to stanie się przedmiotem rozważań w dalszych rozdziałach). Atrofia państwa w tych warunkach staje się czymś naturalnym. Cała ideologia "złotej wolności" polegała przede wszystkim na tym, iż umożliwiała każdemu szaraczkowi szlacheckiemu powstrzymanie całej machiny państwowej, o ile by ona miała zmącić tryb jego indywidualnego życia. Jeśli cała masa szlachecka te formy bytu politycznego sankcjonowała, to tylko dlatego, iż każdy widział w nich dźwignię dla obrony treści, które uważał za najbardziej wartościowe. Jest rzeczą drugorzędną łatwość degeneracji w jaką wpadał tak nastawiony mechanizm państwa. Patrząc na wynaturzenie, łatwo traciło się z oczu istotę rzeczy: formy państwowe, najwierniej odpowiadające głównym rysom charakteru narodowego.
Tendencja ku złotej wolności tkwi u fundamentów polskości. Godzi się ona jednak również z formami absolutystycznego państwa. Pochodzi to ztąd, iż treścią, której wszystko ma być podporządkowane jest wegetowanie osobowości w oderwaniu od świata zewnętrznego, w ciszy i bezwładzie. Ideały "złotej wolności" umożliwiają to najbardziej, gdyż dają możność obrony wobec zamachów z zewnątrz. Jeśli tylko ustrój polityczny właściwy absolutyzmowi nie naraża jednostkę, żyjącą w otoce ekonomiczno-społecznej na jakieś perturbacje, nie mąci procesów trawienno-kontemplatywnych, to "polakatolik polityczny" pogodzi się z nim łatwo.
Tak więc w ustroju demokratycznym, w którym siła państwa jest zależna od dopływu sił z dołu, od społeczeństwa, konsekwencją postaw "polakatolika politycznego" będzie pełna atrofia państwa, której kresem jest "złota wolność". W wypadku absolutystycznej formy rządów, gdy ośrodek dyspozycji państwowych trwa niezależnie od podłoża społecznego, tak jak to było we Włoszech, Hiszpanii, mamy ze strony społeczeństwa bierną uległość i takąż samą martwotę. W ubiegłych okresach historycznych wystarczyło to poniekąd do zapewnienia pewnej siły państwu. Jednostki pogrążone w otokach udawało się mechanicznie poruszać, zmuszać do pewnych czynności, zapewniających jaką taką pomyślność państwa. W razie upadku władzy absolutnej, społeczeństwa te z zasady pogrążały się w anarchii, tak dobrze nam znanej z naszej historii.
Społeczeństwo "polakatolików politycznych" jest zawsze bierną zatomizowaną masą, chociaż w całej okazałości widać to tylko wówczas, gdy odrzuci się obręcze mechaniczne spajające je w pewną zespołową całość.

Rozdział VII Ciąg harmoniczny w gospodarstwie.
System "polskiej" ideologii grupy, produkujący niezliczone egzemplarze "przeciętnych społecznych", a tym samym określający typ ich aktywności codziennej, oddziałać musi decydująco na życie gospodarcze,

1. Polakatolik ekonomiczny.
Znając profil duchowy "przeciętnej społecznej", wiemy, w jaki sposób ona zachować się musi w życiu politycznym i gospodarczym. Dla ułatwienia toku rozważań, podobnie jak to było przy- rozpatrywaniu kwestii społeczno-politycznych, dokonamy wydzielenia polskiego homo economicusa, nazywając go "polakatolikiem ekonomicznym". Polakatolik ekonomiczny jest dla nas wzorcem zachowania się typowej jednostki w życiu gospodarczym. Posługując się tą abstrakcją, czynimy wszelkie zastrzeżenia metodologiczne, przed tym już szezegółowiej omawiane.
Skoro decydująca maca gospodarujących jednostek w interesującym nas okresie, składa się z polakatolików ekonomicznych", to tym samym jesteśmy w stanie określić sposób funkcjonowania gospodarstwa społecznego, wyjaśnić jego rozwój i naturalne tendencje w nim panujące. W oparciu o "polakatolika ekonomicznego", posiadając znajomość jego postaw, stosunku do życia gospodarczego, aktu produkcji, będziemy mogli czytać w dziejach naszego rozwoju ekonomicznego, jak w otwartej księdze. Znajdziemy tu przyczynę naszej odrębności rozwojowej w gospodarstwie w stosunku do wielu innych narodów. O stylu gospodarstwa, jego formach i dynamice decyduje żywy człowiek w tym gospodarstwie czynny. Typowy Anglik różni się od typowego Polaka, tak jak angielski homo economicus, pomijając narazie kwestię zróżnicowania społecznego, jest różny od "polakatolika ekonomicznego".
Już sięgając w średniowiecze dostrzega się, zdaniem E. Barkera, w duszy angielskiej przebłyski bohaterskiej woli ku wykuciu mocy i potęgi. Postawy te zestaliły się w skończony system, w latach 1660-1688. Łączą się one nierozerwalnie z purytanizmem; z niego wynika surowa asceza, wytężona wola, poczucie odpowiedzialności; uogólniony, wyraża się w czystym indywidualizmie. Purytanizm stwarzał niezwykły charakter gospodarczego życia w Anglii: demoniczność wytężonej pracy, przepojenie jej duchem sakralnym t. i. traktowania jako czynności religijnej, powołanie człowieka w życiu doczesnym cło bussinesu jako aktu dyktowanego przez Boga. Trzeba więc było pracować pilnie, gdyż skuteczność pracy poznaje się według skutków t. j. bogactwa. Kontemplację uważano za ucieczkę od pracy, za zajęcie łatwe. W ten sposób po przez filozofię powinności indywidualnej purytanizm pokrywał się z klasyczną ekonomią polityczną. A. Smith był więc wyrazicielem purytanizmu w ekonomice. Na tym podłożu duchowym wyrosła wielka cywilizacja, której blask sugestionował wszystkie narody, a między innymi i Polaków.
Z ducha purytanizmu wynikało dążenie jednostki do wytężonego wysiłku, mającego na celu poszerzenie własnego "bussinesu". Pokrywało się to z dążnością, wykwitającą z popędów dynamicznych, do poszerzenia "ja" na coraz szerszy krąg rzeczy i ludzi w świecie zewnętrznym. Chodziło o to, by świat zewnętrzny. napełniony bryłami fizycznymi, podporządkować swej woli t. j. "ja". Dokonuje się to po przez wysiłek. Zauważmy przy tym, iż społeczeństwo składa się z licznych tak-ich jednostek, ożywionych identycznym pragnieniem. Oporując ciągle w tym samym świecie brył, muszą się ciągle zderzać i pośrednio stykać. Oprócz tego jednostki różnią się między sobą. Ktoś posiada zdolności organizacyjne, ów narzędzia pracy, ten ziemię, tamten tylko mięśnie rąk. Chcąc poszerzyć swoją moc, muszą ze sobą nie tylko walczyć (konkurencja), ale i współpracować. Ta współpraca może znakomicie zwiększyć owoce wysiłku. Musi więc powstać płaszczyzna, w której jakościowo różne typy jednostek (posiadacze ziemi, środków produkcji, pracy, organizatorzy), będą mogły zgrywać swoje wysiłki i możliwości, z zachowaniem swej indywidualności. W ten sposób powstają związki, które stwarza rynek. Zaistnieć on mógł tylko jako owoc: a) towarowego stosunku do wszelkich zagadnień gospodarczych, b) indywidualnej formy dyspozycji wszelkich czynników produkcji i c) stosowania pieniędzy. Genialny wynalazek rynku umożliwia jednostkom, dążącym do potęgi wielokrotne zmultyplikowanie możliwości zdobywczych. Z rynku wynika, jako jego naturalna konsekwencja, podział pracy. Podział pracy, specjalizacja, powodują uproduktywnienie wysiłku wytwórczego, uzyskanie większego produktu przy tym samym nakładzie pracy. Na tym nie koniec. Podział pracy, pierwotnie zaznaczający się w sferze gospodarczej w rozbiciu społeczeństwa na klasy kupców, organizatorów, przedsiębiorców, właścicieli ziemskich, kapitalistów, (wykładnik prawa własności) i klasy robotniczej, postępuje coraz dalej sięga do czynności wykonawczych każdego robotnika, upraszcza i standaryzuje pracę. W końcu praca fizyczna w wielu dziedzinach staje się zautomatyzowana, polega na ciągłym wykonywaniu tych samych ruchów. Nasunąć się tu musiała idea następująca: siły natury (spadek wód, wiatr, siła pociągowa zwierząt, a w końcu prężność pary) również działają jednokierunkowo, prosto. Czy nie dałoby się więc zastąpić pierwszych przez drugie, skoro są tak do siebie podobne? Pozytywna odpowiedź na tak sformułowane pytanie, daje początek erze maszynizmu i industrializmu.
Widzimy stąd, jak typ duchowy po przez cały szereg ogniw stwarzał ekonomikę angielską, jak niedopuszczalnym uproszczeniem byłoby pomniejszać doniosłość motoru duchowego ją stwarzającego. Stąd też tyle nieszczęść pociągnąć musi za sobą całkowite pominięcie przyczyny, która stworzyła świetny rozwój cywilizacji angielskiej. Charakter narodu angielskiego stworzył wszystko to, co olśniewało swoją świetnością. Nie możemy więc spodziewać się tej świetności tam, gdzie brak jej pierwszego ogniwa sprawczego. Katolickość Polski zdecydowanie nas od niego odcina. Dzięki temu jednak mamy twardy grunt pod nogami dla rozpoczęcia pracy poznawczej. Gruntowne poznanie jest warunkiem każdego skutecznego działania. Poznanie prawdy choćby najbardziej przykrej, rzucającej ponury cień na nasze dzieje 1600-1950 r., może pozwolić na wyrwanie się z wsysającego naród trzęsawiska.
Skoro instytucja rynku w znaczeniu kapitalistycznym jest czymś obcym i narzuconym, a w każdym bądź razie nie posiada głębszej podbudowy, utykać będzie również społeczny podział pracy. Hipoteza t. zn.jduje swoje potwierdzenie w historii naszego rozwoju gospodarczego. Najprostszy podział pracy pomiędzy rzemiosło, rolnictwo i handel doznał zahamowania. Są to dzieje upadku naszych miast i znacznie dłuższy okres wyręczania się żydostwem: Tam, gdzie nie może utrzymać się i rozwinąć społeczny podział pracy, tam tym bardziej nie może rozwinąć się technika, nie może zaistnieć postęp metod produkcyjnych. Tyczy to również industrializmu. Tendencje te leżą u podstaw gospodarstwa narodowego. Na marginesie jego mogą od czasu do czasu działać siły powodujące pozorny rozwój. Są to albo wyniki jakichś indywidualnych przedsięwzięć, albo zasięgi obcych organizmów ekonomicznych i politycznych.
Indywidualizm anglo-saski jest przeciwstawieniem naszego indywidualizmu wegetacyjnego. Pierwszy jest wycelowany w świat zewnętrzny, pełen brył fizycznych, które usiłuje w wytężonej walce podporządkować swej woli, drugi - zwrócony do wewnątrz, w świat własnej duszy, usiłuje znaleźć równowagę duchową po przez zwalczanie "zgiełkliwych namiętności", owego "smutnego następstwa grzechu pierworodnego". Siłą motoryczną pierwszego jest wola ku potędze, drugiego wola ku wegetacji i kontemplacji. Spodziewać się więc należy, że i życie gospodarcze, tworzone przez tak odmienne typy ludzkie, będzie nosić odmienny charakter we wszystkich swoich kondygnacjach; najbardziej wymyślne sztuczki nie potrafią tej prawdy zamazać. Wola wegetacji, wyrastająca z personalizmu katolickiego powoduje, iż świat zewnętrzny, wypełniony bryłami fizycznymi, był dla Polaka zawsze czymś nader odległym i obcym. Wykładnikiem tego stosunku jest typowa postawa Polaka wobec wszelkich zagadnień, związanych z gospodarstwem, wyrażająca się w niższym ich szacowaniu; sławetne lekceważenie handlu jest tylko szczegółem tej ogólniejszej postawy. Wszystkie elementy naszej ideologii grupy, cała polskość ma w sobie zasadnicze zaprzeczenie dla problemów ekonomicznych. Z postaw wegetatywnych wynikające zwrócenie się do wewnątrz czyni niepojętym, niezrozumiałym pęd do działalności gospodarczej w skali właściwej umysłowości kapitalistycznej. Już sama czynność gospodarcza, mająca na celu tylko utrzymanie przy życiu jest traktowana jako dopust boży. Stąd też wola pracy zatrzymuje się z zasady na granicy minimum egzystencji. Jest to sposób zachowania się najbardziej typowy. Jest on refleksem ideologii grupy na zagadnienia ekonomiczne. Cała struktura gospodarstwa polskiego swoich zasadniczych zrębach opiera się właśnie w ten sposób o niego. Inne typy zachowania się, bardziej energetyczne, chociaż zdarzały się niejednokrotnie i chętnie są przytaczane jako rzekomy kontrargument, nie wpłynęły w sposób widoczny na strukturę ekonomiki. Możemy je przeto w rozważaniach teoretycznych pominąć.

2. Wola minimum egzystencji.
Wiemy, że istotną cechą "przeciętnej społecznej" jest personalizm i wola wegetacji. Ta sama, zasada dominować musi w "polakatoliku ekonomicznym". Nie możemy się tu spodziewać czegoś innego, jak tylko woli minimalnego wysiłku, minimalizmu w stosunku do czynności gospodarczych. Idąc od fundamentalnych zasad ciągu harmonicznego, śledząc kolejno ogniwo za ogniwem, dochodzimy do postawy gospodarczej "polakatolika ekonomicznego": jest to "wola minimum egzystencji". Gdy teraz spojrzymy w okół siebie, myślowo ogarniemy szeregi naszych znajomych, zmobilizujemy nasze doświadczenie życiowe, sięgniemy do historii, wyłoni się nieodparty wniosek, że postawa "woli minimum egzystencji" jest właściwa ogromnej większości Polaków, tej większości, która decyduje o rytmie życia gospodarczego. Dedukcja i indukcja potwierdzają się tu nawzajem.
Zasadą woli minimum egzystencji jest zdolność do wysiłku produkcyjnego, zapewniającego minimum utrzymania. Napięcie potrzeb i sił motorycznych przez nie wyzwalanych sięga tylko do tego punktu. Po jego osiągnięciu następuje zrównoważenie się w tym sensie, iż dalszy wysiłek dawałby w wyniku większą przykrość niż zadowolenie z zaspokojenia kolejnych potrzeb. Mamy tu do czynienia z teorią użyteczności krańcowej, ale w postaci dość specyficznej. Hedonizm, leżący u podstaw tej teorii, ujmuje rzecz tak, jakby napięcie potrzeb już samo przez się dawało dostateczną siłę motoryczną; tłumaczącą rozwój kapitalizmu. Jak już o tym wzmiankowałem, sprawa przedstawia się inaczej. Jednostka o usposobieniu hedonistycznym ma z góry wytyczoną skalę swych możliwości produkcyjnych użytecznością graniczną i do granic jej się wytęża. Z chwilą gdy napięcie ostatniej potrzeby zrównoważy się z przykrością ofiary, ponoszonej dla jej zaspokojenia, następuje równowaga i dosyt. Rozwój kapitalizmu, jak i form produkcji dynamicznej, pokapitalistycznej, nie ma oparcia w rachunku największego zadowolenia. Motorem ich są ahedonistyczne skłonności człowieka. Jak słusznie zauważa J. Schumpeter, wola mocy nie ma swego kresu, ani granicy, przy której by mogła nastąpić równowaga i dosyt. W naszym gospodarstwie narodowym, jeślibyśmy mieli stosować teorię użyteczności granicznej, rychło byśmy stwierdzili, iż wartość graniczna jest wyjątkowo solidnie ugruntowana, obejmuje wszystkie podmioty gospodarujące w czasokresie od XVII w. do dnia dzisiejszego, a rysuje się z dosadną wyrazistością w postaci woli minimum egzystencji. Zgadza się to z całym światopoglądem religijnym, jaki stanowi podmurowanie naszej ideologii grupy. Według Św. Tomasza z Akwinu "praca zarobkowa powinna służyć tylko celom utrzymania rodziny".
Postawa "woli minimum egzystencji" jest właściwa przygniatającej większości Polaków. Każdy z nich w większym lub mniejszym stopniu zbliża się do ideału "polakatolika ekonomicznego". Zróżnicowanie na warstwy, poziom bytowania materialnego, nie stwarza istotnych różnic, Stan zamożności nie wpływa modyfikująco na "wolę minimum egzystencji". Gotowość do wysiłku, do ponoszenia przykrości trudu myślowego, czy też fizycznego, posiada w tej samej skali chłop, inteligent, "dziedzic", rzemieślnik, czy też typowy "przedsiębiorca" polski. Jest to zjawisko typowe. Jednostki o postawach dynamicznych nie potrafiły stworzyć swego odmiennego typu, ani dać mu wyraz społeczny w ciągu całego omówionego okresu historycznego.
Wola minimum egzystencji winna być punktem wyjściowym badania ekonomicznego. Ona bowiem jest podstawą pod specyficzny rozwój naszego gospodarstwa. Istnienie jej z góry wyłącza możliwość łożyska rozwojowego, podobnego do rozwoju gospodarstwa angielskiego, czyli kapitalistycznego. Wola minimum egzystencji oznacza chęć wysiłku i ponoszenia ofiar tylko da granicy zapewniającej minimum wegetacji. W ten sposób dla badania polskiego gospodarstwa uzyskujemy trwały punkt oparcia. Trwałość ta jest zapewniona dzięki temu, iż postawa ta nosi znamiona powszechności. Od początków XVII w. przepłynęła ogromna ilość istnień ludzkich idąca w setki milionów; sposób ich zachowania się był oznaczony. Tym samym mamy w polu obserwacji zasadniczą siłę, która kształtowała strukturę gospodarczą Polski. W teorii ekonomiki panuje przekonanie, iż dla gospodarstwa największe znaczenie mają siły działające stale i niezmiennie. Nawet wówczas, gdy moc ich w danej chwili jest niewielka, to jednak decydują ono dzięki stałemu naciskowi przez czas dłuższy. Struktura i stan gospodarstwa polskiego wyłoniły się z tego wiekowego oddziaływania żłobiącego.

3. Otoka ekonomiczna.
Wola minimum egzystencji, jako motor działania gospodarczego, determinuje strukturę ekonomiczną społeczeństwa. Produkcja kapitalistyczna, jej rozmach, jest zapewniona tylko przy istnieniu popędów dynamicznych, znajdujących swój ekonomiczny wykładnik w pogoni za abstrakcyjnym środkiem władztwa nad rzeszami, a pośrednio i ludźmi, jakim jest pieniądz. Przy zachowaniu warunku indywidualnej formy dyspozycji środkami produkcji, popędy te doprowadzić muszą do: silniejszego poszerzenia stosunków wymiennych, towarowego traktowania wszystkich czynników, mających znaczenie w wytwórczości i trwałej skłonności wszystkich podmiotów gospodarujących do produkcyjnego użycia dysponowanych możliwości. Umożliwia to sprowadzenie wszelkich czynności do wspólnego mianownika, skłaniając do stałej działalności bez względu na odczuwane konkretnie potrzeby. Dzięki temu w przedsiębiorstwach mogą się łączyć siły produkcyjne różnych osób, potęgując ogromnie wydajność.
Wszystko to nie może zaistnieć tam, gdzie panuje wola minimum egzystencji, wbrew pozorom identyczności form ustroju gospodarczego, opierającego się o prawo prywatnej własności. Umysł polski w życiu codziennym lokuje swoje zainteresowanie gdzie indziej. Są one skierowane do wewnątrz człowieka. Z natury rzeczy zdolność do głębokiego życia wewnętrznego jest udziałem nielicznych jednostek - dla reszty wystarcza czcza kontemplacja, owiana atmosferą bezruchu. Personalizm jest tak powszechnie praktykowaną zasadą, iż dziwimy się, gdy nam zwracają uwagę na niezwykłość trybu życia zeń wynikającą. Dzięki temu życie gospodarcze, ów świat zmagań z żywiołem, w którym człowiek utrwala fundamenty swego istnienia, staje się dodatkiem wprawdzie koniecznym, lecz tylko dla tej konieczności tolerowanym. Świat żywiołów opornej materii, walka z którymi gdzie indziej nadaje sens bytowaniu, zostaje najzwyczajniej potraktowany jako dokuczliwa konieczność, którą należy zbyć jak najmniejszym wysiłkiem. Aktywność jednostek nie styka się ze sobą w płaszczyźnie, jaką stwarza działalność we wspólnym żywiole zewnętrznego świata, przeciwnie każdy ma odrębny światek własnej duszy, w którym sam tylko przebywa. Główne cechy charakteru narodowego powodują więc tendencję ku oddzieleniu się jednostki od jednostki, uczynienia ze społeczeństwa sumy Robinzonów. Wola minimum egzystencji sprawia, iż aktywność gospodarcza będzie miała promień nie wielbi. Dzięki temu poszczególni, zatopieni we względnym bezruchu Robinzoni, nie będą w traficie czynności gospodarczych potrącali o siebie.
U podstaw gospodarstwa polskiego leży zasadnicza tendencja ku wydzielaniu indywiduów z rytmu społecznego. Określiliśmy ją terminem "autarkizacja jednostki". Powoduje ona zesztywnienia struktury gospodarczej, przekształcenie organizmu gospodarczego w sumę izolowanie trwających, nie elastycznych kolonii indywidualnych. Autarkizacja jednostki sprawia skutki sięgające niezmierni' daleko. Skoro najbardziej podstawowe problemy bytu rozwiązać się dają w zaciszu samotnej duszy, odbić się to musi również na życiu gospodarczym. Zautarkizowane duchowo jednostki, autarkizują się również w świecie materii, czyli w stosunkach ekonomicznych. Z indywidualizmu wegetacyjnego wypływa postulat takiego zorganizowania sfery gospodarstwa, by nie byłe ono sprzeczne z autarkizacją jednostki. Osiąga się to w ten sposób, iż wokół każdej jednostki dojrzałej (łączy się to z instytucją rodziny) zestawia się elementy gospodarcze w takiej ilości i proporcji, by jednostka w swym odosobnieniu socjalnym, przy woli minimum egzystencji, mogła się utrzymać fizycznie. Jest to, najogólniej biorąc, ideał życia gospodarczego, ku któremu ciąży indywidualizm wegetacyjny, Zasadnicze rysy charakteru narodowego znajdują tu swoje urzeczywistnianie. Jest to jakby odcisk pieczątki w plastycznej materii.
Przez dzieje gospodarcze naszych ostatnich stuleci przewija się nić stałej dążności ku formom życia gospodarczego, odpowiadającym autarkizacji jednostki. Na dnie każdej prawie myśli, idei, leży pragnienie takiego unormowania stosunków, by z minimalnym wytężeniem pracy i wysiłku organizacyjnego osiągnąć minimum egzystencji. Ucieczka od "świata" wyraża się w głębokim wstręcie do wysiłku duchowego związanego z koniecznością uzgadniania swych czynności i prac z takimiż czynnościami swych bliźnich. Tu leży źródło bijącej w oczy niezdolności organizacyjnej. W ślad za nią iść musi brak zdolności do wyczucia ducha techniki. Wokół zautarkizowanej jednostki powstaje jakby zgęszczenie sił ekonomicznych, pozwalających jej na izolowane trwanie i utrzymanie się. Jest to najogólniejsza tendencja omawianego okresu. Kres tej tendencji wyczuwa się jako ideał, do którego należy dążyć. Istnieje na ten temat pewna literatura, a szereg pisarzy ten ideał jako wyraz ducha "narodowego" zapalczywie propaguje; oczywiście pokrywa się on we wszystkich zasadniczych punktach z katolickimi ideałami ekonomicznymi t. j. z tomizmem. Nazwijmy to zgęszczenie "otoką ekonomiczną" zautarkizowanej jednostki. Jednostka jest niejako jądrem otoki ekonomicznej. Zadaniem otoki ekonomicznej jest zapewnić utrzymanie się jednostce przy danych warunkach t. j. woli minimum egzystencji ze wszystkimi jej pochodnymi: nikłym napięciem woli pracy, antyorganizacyjnym nastawieniem i t. d. Gdy jednostka na trwałe jest pozbawiona aktywności sięgającej ponad konieczności minimum egzystencji, skłonna tylko do pewnego utartego schematu pracy i czynności gospodarczych, rysujących się jako pewny cel sam w sobie (odruchowy konserwatyzm bezruchu), to otoka ekonomiczna musi być specyficznie skonstruowana, by swemu przeznaczeniu uczynić zadość. W tym celu muszą w niej być zawarte czynniki. gospodarcze, pozwalające na rozwiązanie tego zadania.
Należy najpierw zastanowić się, jakich czynników tam nie będzie? Cała produkcja nastawiona na zaspokojenie prostych prymitywnych, a podstawowych potrzeb, wyłącza inne cele: w pierwszym rzędzie cele mające mało bezpośrednio wspólne. go z konsumcją, a więc to wszystko co służy do władztwa, co jest wyrazem postaw dynamicznych. Nie będzie tam mowy o tworzeniu się kapitałów, pojmowanych jako środki wytwórczości, podnoszące stopień mocy człowieka wobec natury. Ażeby to zaistniało, przedtem musiały by powstać warunki umożliwiające akumulację, a t. zn.w musiałaby być uwarunkowana przez formy ustrojowe gospodarstwa, psychologię gospodarczą podmiotów działających i t. d. O tym niema mowy. Również nie znajdziemy tam skłonności do kombinowania, łączenia, organizowania w nowe związki posiadanych elementów gospodarczych, gdyż postawa antyorganizacyjna je wyłącza. Statyczny, niezmienny sposób bytowania, będąc sam w sobie celem, ogarnia również metody produkcji. Zostaje więc tylko człowiek z prymitywnymi narzędziami i natura. Ta natura jest reprezentowana przede wszystkim w postaci ziemi. Rolnictwo i zajęcia rolnicze są podstawą otoki ekonomicznej.
Polskość jest związana z ziemią. Jest to nie wątpliwa prawda. Rozwój każdego narodu rozpoczynał się od tego punktu. Nie byłoby w tym nic jeszcze dziwnego. Inaczej jest, gdy uprzytomnimy sobie, iż liczne narody daleko odeszły już od tego punktu wyjścia. U nas natomiast zręby gospodarstwa narodowego, dzięki petryfikacji ideologii grupy, pozostały niezmienne; wprawdzie fasadę naszego gospodarstwa parokrotnie już przemalowywano, nie wpłynęło to jednak na istotę jego i nie zmieniło jego zasad wyżej podanych. Aktywność gospodarcza, wznosząca się ponad wolę minimum egzystencji, nie posiada uzasadnienia w ideologii grupy. Naturalną więc rzeczą będzie zanik tej aktywności, wyjąwszy wypadki sporadyczne, wynikające z wybuchowej żywotności poszczególnych jednostek wyłamujących się z ram panującego systemu. Z wolą minimum egzystencji wiąże się nie tylko skala wysiłku i granica aktywności, ale także metoda pracy technika produkcyjna; wspólną ich cechą jest minimum inwencji, wysiłku i uwagi. Odpadają metody pracy wymagające skupienia, autodyscypliny, napięcia myśli i woli. Warunki te spełnia praca na roli gdzie rozluźnienie wewnętrzne jednostki może być największe bez ugodzenia w minimum egzystencji. Otoki ekonomiczne są tu najbliższe swego ideału. Drugą dziedziną, gdzie one dobrze prosperują, w- nowszych czasach jest biurokracja.. Wrodzone dyspozycje do biurokracji u Polaków są bezsporne. Wytłumaczyć je łatwo. Poza rolnictwem jest to jedyna zdaje się dziedzina, gdzie mogą powstać otoki ekonomiczne w tak doskonałej postaci. Niema tu konieczności jakiejś choćby minimalnej koncentracji i napięcia wewnętrznego. Odczuć to musiał chyba każdy, kto z urzędami w Polsce miał do czynienia.
Struktura wewnętrzna otoki ekonomicznej jest dostosowana do psychologii gospodarczej podmiotu. Przy woli minimum egzystencji dana otoka ekonomiczna pozwala na wegetowanie. O to właśnie chodzi. Takie pojmowanie życia narzuca ideologia grupy. Istnieje tu, pełna harmonia. Każda inna forma gospodarcza nie odpowiada psychice polskiej. Kapitalistyczne formy gospodarowania rozsadzają otokę ekonomiczną, przez co burzą harmonię duchową jednostki, sprawiają rozstrzelenie się wewnętrzne niezmącenie trwającej "osobowości". Wraz bowiem z rozbiciem otoki ekonomicznej po przez system wymienny, sprężyna duchowa, zapewniająca jej funkcjonowanie t. j. wola minimum egzystencji staje się nieprzydatną. upada poczucie harmonii, stałości, pewności i t. d. Analogicznie dzieje się w formach gospodarczych pokapitalistycznych, dynamicznych; są więc one obce polskiemu usposobieniu, gdyż zagrażają temu, co uważa się za najwartościowsze. Odruch samoobrony wyraża się w odczuciu zagrożenia wolności, swobody. Co innego, jeśli te ustroje gospodarcze dadzą się tak spreparować, że otoka ekonomiczna da się zainstalować wśród ich wiązadeł w postaci "stałej posady" o uregulowanych poborach. Dzieje się to w praktyce na szeroką skalę od czasu gdy kapitalizm i uspołeczniona gospodarka z różnych przyczyn zaczęły przenikać do polskiego życia. Ale o tym gdzie indziej.

4. Skleroza otoczna.
Dążenie "polakatolika ekonomicznego" do najbardziej odpowiadającej mu formy gospodarzenia, reprezentowanej przez to, co określiliśmy jako "otokę ekonomiczną", stwarza ciąg skutków w gospodarstwie społecznym. Odbija się to na organizacji gospodarstwa społecznego, technice i metodach produkcji. Ciąg tych skutków da się ująć następująco:
a) zanik postępu organizacyjno-gospodarczego,
b) upadek techniki produkcyjnej i jej prymitywizacja,
c) obniżenie się społecznej wydajności pracy,
d) atrofia zdolności kapitałotwórczej w organiźmie gospodarczym,
e) zamarcie gospodarstwa społecznego w sklerotycznym bezruchu.
Procesy powyższe rozpatrywać należy na kanwie stuleci. istota ich polega na stałym ciążeniu czynników układu gospodarczego do punktu, który zapewniał by jednostce gospodarującej minimum utrzymania przy minimum inwencji i wysiłku psycho-fizycznego. Cel ten tym bliższy jest urzeczywistnienia, im swobodniejszy jest przebieg sił, składających się na ciąg harmoniczny. Staje się to wówczas, gdy siły z zewnątrz układu (zasięgi obcych cywilizacji i kultur, państwa ościenne) nie wywierają konkretnego nacisku.
a) Organizacja gospodarcza obejmuje nietylko sferę produkcji, ale i wymiany i podziału dochodu. Reguluje ona stosunek podmiotów gospodarczych do siebie i ich stosunek do rzeczy. Granica pomiędzy organizacją i techniką jest płynna. Można poniekąd na całą ekonomikę patrzeć jak na system organizacji, gdyż wiele jest słuszności w twierdzeniu, iż moment organizacyjny poprzedza technikę. Widzimy to wyraźnie u A. Smitha: motor działalności gospodarczej, interes osobisty wiąże się u niego ściśle z instynktem wymiany. interes osobisty dyktuje tu skłonność do wymiany, jako sposobu umożliwiającego wyższy zysk. Stąd już tylko krok do podziału pracy. Podział pracy, jeśli ma sprawnie funkcjonować, podwyższać produkcyjność pracy, musi doprowadzić do użycia środka pośredniczącego dla niezliczonej ilości aktów wymiennych, to jest pieniędzy. W ten sposób wyłania się idea samorodności urządzeń gospodarczych, pozwalających na wielki wprost bogactw. Szybki wzrost bogactw wyraża się w przyroście kapitałów, co z kolei pozwala rozszerzyć produkcję. Postęp techniczny był tu niejako funkcją postępu organizacyjnego, wyrażającego się w instytucji podziału pracy. Z kolei postęp techniczny oddziaływał na organizację.
W omawianym okresie naszych dziejów, równoległych w czasie do epoki kapitalizmu, zasada prywatnej własności była nienaruszona. Znaczy to, iż każdy czynnik, mający znaczenie w produkcji podlegał jakiejś indywidualnej woli. Kojarzenie różnych czynników, przynależnych do różnych indywiduów, musiało odbywać się za ich zgodą. Akt produkcji, wymiany, tylko w ten sposób mógł się odbyć. To uzgodnienie jest właśnie organizacją. Reszta należy raczej do metod produkcji, czyli techniki. Obok indywidualnej formy dyspozycji sił wytwórczych istnieje jeszcze pewien kanon, pozwalający na kojarzenie tych sił: jest to towarowy stosunek do działalności gospodarczej. Różne indywidua, coś dające dla produkcji (praca, surowce. narzędzia, inicjatywa) muszą mieć świadomość wspólnego mianownika, na mocy którego oddają swoje siły wytwórcze pod jednolite kierownictwo; i tak pracownik daje swoją pracę, kupiec surowce, inżynier wiedzę itd. Dzięki towarowemu stosunkowi do działalności gospodarczej, pozwalającej na nieskrępowane dysponowanie dobrami wszelkich gatunków, niezbędnych w produkcji, o ile posiada się abstrakcyjny znak władztwa nad nimi t. j. pieniądze, wydajność produkcji ogromnie wzrasta. Odkrycie nowych rynków, zdobycie nowych źródeł surowca, przeprowadzenie nowych kombinacji handlowych, obniżających koszta produkcji - wszystko to zwiększa ilość dóbr i podnosi sumę ogólnego bogactwa. Przeforsowanie nowych kombinacyj, czyli usprawnienie organizacji gospodarczej jest uzależnione od pewnych warunków. Tymi warunkami są: wola osiągnięcia jak najwyższych zysków, chęć podjęcia się wielkiego wysiłku psychicznego, przezwyciężenie męki jaką sprawia każdy krok samodzielny w nieznane i moment techniki produkcyjnej. Jak słusznie twierdzi Brzozowski, każdy samodzielny krok myśli zawsze jest bólem i męką. Z tym się wiąże jeszcze przyjęcie tych wszystkich następstw, jakie za sobą pociąga każda zmiana, w dowolnym punkcie, dla całokształtu życia. Zmieniając coś w organizacji gospodarczej, należy się liczyć z tym, iż cała równowaga dotychczasowa ulegnie zachwianiu w poszukiwaniu nowej równowagi. W trybie życia codziennego milionów jednostek zajdą zmiany, nieustanny potok zmian.
Czy choć na chwilę możemy przypuścić, iż polakatolik zdecyduje się łatwo stracić najwyższą wartość, spokój duszy, niezmąconą równowagę w której spoczywają miliony współbraci - dla marnego zysku?
Zmiany w technice powodują głęboko sięgające przeobrażenia nie tylko w samej produkcji, ale i w wymianie, podziale produktu społecznego, a w końcu wpływają decydująco na przekształcenia w ustroju gospodarczo-społecznym. Struktura socjalna w wysokiej mierze jest zawisła od stanu techniki i zmian w niej zachodzących. Równolegle, chociaż z pewnym zazwyczaj opóźnieniem, ze zmianami w dziedzinie techniki posuwają się zmiany w organizacji gospodarczej, ogarniając w końcu całą budowę społeczną wraz z jej ustrojem społeczno-klasowym, politycznym i kulturalnym.
Oba warunki, dzięki którym zaistnieć może postęp w dziedzinie organizacji gospodarczej u nas nie istnieją. Dyspozycje duchowe podmiotów gospodarujących są nastawione na utrzymanie niezmiennej struktury organizacyjnej otok ekonomicznych. Zmian w organizacji gospodarczej z powodu przeobrażeń w metodach techniki, też nie należy się spodziewać z uwagi na już omawiany wyżej prymitywizm. Gospodarstwo społeczne dzięki grawitacji do "otoki ekonomicznej" przekształca się w sumę otok ekonomicznych, izolowanych mniej lub bardziej od siebie, w swoistą "harmonię społeczną otok" ekonomicznych. Historia nasza ten wywód teoretyczny potwierdza. Po okresie młodego kapitalizmu w. XV i XVI w., w. XVII zaznaczył się w naszym gospodarstwie (a także w Hiszpanii Włoszech i Portugalii) odwrotem ku zamkniętej, naturalnej, domowej gospodarce. Wrócimy do tych spraw przy omawianiu epoki saskiej.
Oczywiście całkowite zamknięcie się w otoce ekonomicznej jest niemożliwe z wielu względów. Nacisk idący od sfery psychicznej, od postaw gospodarczych "polakatolika ekonomicznego" dążył jednak do możliwie najpełniejszego urzeczywistnienia ideału, jakim była "otoka ekonomiczna". Była tu pewna sprzeczność, której nie umiano rozwiązać w epoce gwałtownego natężenia katoliczenia społeczeństwa. Ktoś musiał łagodzić zbyt ostry kurs realizacji ideałów katolickich, ułatwiać trwanie izolowanych otok po przez objęcie funkcyj, których same spełniać nie mogły. Chodziło o utrzymanie minimalnego podziału społecznego pracy. Funkcje te objął element obcy, nieulegający asymilacji, oporny na atmosferę bezruchu, w której usypiała Polska od końca XVI w. Tym elementem byli żydzi. Oni. to umożliwili realizację założeń "polskiej" ideologii grupy w stosunku nadspodziewanie wysokim.
Rola żydostwa w życiu polskim jest wyrazem głębokiej symbiozy. Struktura ekonomiczna narodu, jako jedno z dalszych ogniw ciągu harmonicznego, prowadziła z nieubłaganą koniecznością do powstania sytuacji, której tylko żydostwo mogło zaradzić. Spekulatywny nietwórczy pasożytniczy charakter żydostwa, doskonale pasował do pochodnych polskiej ideologii grupy. W światopoglądzie katolików gospodarstwo jest bowiem tolerowane tylko, jako nieunikniony warunek życia i duchowego doskonalenia się. Żydostwo te funkcje umożliwiło. Niemcy jako typ duchowy przynależny do innego kręgu kulturalnego, spełniali funkcje uzupełniające tylko tak długo, dopóki zachowali swoją odrębność. Z chwilą gdy ulegali duchowemu wessaniu przez środowisko, stawali się czymś jednorodnym z nim, a wola minimum egzystencji, przyswajana w miarę asymilacji jako postawa wobec zagadnień ekonomicznych, rozbrajała ich w stopniu nie mniejszym niż Polaków rdzennych. Ten dziwny proces trwał nieprzerwanie. Jeśli przypomnimy dzieje bohaterów "Lalki" Prusa, to tym samym odtworzymy sobie jeden z fragmentów przez wieki trwającego zjawiska. Tylko żydostwo pasowało do struktury ekonomicznej kraju, stwarzanej w wyniku prac modelacyjnych światopoglądu katolickiego. Nie naruszając woli minimum egzystencji, przyczyniało się do utrwalenie autarkizacji jednostek i otok ekonomicznych, przejmując na siebie troskę wszelkich kłopotów, zapobiegliwości, a nawet najzwyklejszego myślenia o ich sprawach, jeśli wkraczały poza zagrodę dumnego "indywidualisty". Faktor stał się ogniwem wypełniającym luki w ekonomice polskiej. Do jego kompetencji weszły kwestie związane z wymianą, przemysłem, finansami publicznymi, kulturą, jako wynikiem skłonności hedonistycznych warstw wyższych itd. Dzięki żydostwu katolicka indywidualność duchowa narodu miała możność pełnego rozwinięcia się. Innymi słowy: żydostwo jest uzupełnieniem duchowej natury "polskości" i ramieniem uzupełniającym organizm gospodarczy narodu. Dla czystości przejawiania się w życiu polskiej ideologii grupy, żydostwo posiadało zasadniczą wagę.
b) Ciążenie ku ideałowi, jakim jest harmonia społeczna otok, powoduje daleko idące konsekwencje w stosunku do postępu technicznego. Możliwość postępu gospodarczego jest na tym torze rozwojowym, polskiej rzeczywistości właściwym, mocno ograniczona albo wręcz wyeliminowana. Zasadą postępu ekonomicznego jest uzyskanie większej ilości dóbr przy tym samym nakładzie pracy społecznej, lub też uzyskanie tej samej ilości dóbr w niezmiennej jakości przy mniejszym wysiłku i nakładzie pracy. Zasada ta w równym stopniu stosuje się do gospodarstwa społecznego, jak i indywidualnego. U podstaw jej leży technika. Oddziaływuje ona potężnie na ekonomię i stosunki społeczne wogóle. Ekonomika jest stosunkiem człowieka do człowieka na tle rzeczy; technika naodwrót: stosunkiem rzeczy do rzeczy na tle spraw ludzkich. Nie istnieją więc izolowanie lecz w stosunku współzależności. Rola techniki jest najistotniejsza w dziedzinie wytwarzania, w mniejszym stopniu w dziedzinie wymiany. Pod jej wpływem kształtują się formy produkcji; stwarza ona ogromne możliwości akumulacji dóbr kapitałowych, sprawia socjalny podział pracy itd. We wszystkich tych kategoriach rola techniki jest przeważająca. Postęp techniki odbywać się może w trzech kierunkach: wydajności, jakości i nowości. Postęp wydajności jest najważniejszy: oznacza on spotęgowanie możliwości człowieka i moc jego w stosunku do natury. Postęp jakości sprawia możliwość podniesienia jakości produktów, dzięki czemu uzyskuje się lepsze zaspokojenie potrzeb. Postęp nowości daje nowe kategorie dóbr, zaspakajających nowe potrzeby, np. samolot. Postęp wydajności odbywa się na drodze mechanizacji, racjonalizacji, organizacji., psychotechnizacji. W wyniku tych metod mamy oszczędność pracy, kapitałów, lub też zastąpienie. jednego przez drugie tam, gdzie warunki ku temu stwarzają sprzyjające okoliczności.
Z tego pobieżnego rzutu widzimy jak ogromne są możliwości przeobrażeń życia społecznego, tkwiące w technice. I tu odrazu musimy zrobić uwagę następującą: tam, gdzie technika do głosu dojść powinna, polski ideał ekonomiczny, po przez harmonię społeczną otok ruguje ją, do głosu jej nie dopuszcza.
Rozwój techniki w danym układzie gospodarczo-społecznym zakłada wolę stosowania techniki u podmiotów gospodarczych, przynajmniej u tych, które w gospodarstwie odgrywają decydującą rolę. Stosować udoskonalone metody produkcyjne oznacza dążyć do celów dalszych, niż minimum egzystencji. Musi istnieć wola władztwa, wola mocy, twórczości, wywoływania zmian w świecie zewnętrznym, musi istnieć przejęcie się "duchem techniki". Wraz z nim musi kroczyć gotowość do przyjęcia tych wszystkich następstw socjalnych, o których była wyżej mowa. W polskim systemie ekonomicznym o tym niema mowy. Upory są wielorakie. Wyliczymy tylko najważniejsze: opór wobec nowości, jako mącącej martwą toń życia psychicznego przeciętnej społecznej, żywiołowy opór przeciw konieczności nieustannego przystosowywania form życia do fali przemian, jakie przyniosłaby rozwijająca się technika, tudzież najsilniejszy opór ze strony systemu duchowego, reprezentowanego przez polską ideologię grupy, dla której rwący rytm technik: byłby czymś zasadniczo obcym, a tym samym wrogim. Ogniska oporu są dwojakie: bezwład wewnętrzny podmiotu jako odruch woli wegetacji i bezwład zewnętrzny, stawiany przez miliony jednostek składowych społeczeństwa.
W socjologii istnieje ustalone prawo współzależności zjawisk socjalnych. Zmiana zaszła w jakimś jednym odcinku życia społecznego musi wywołać zmiany we wszystkich innych. To też życie społeczne jest potokiem wzajemnych oddziaływań. Badanie naukowe zasadza się na uchwyceniu związków współzależności i prawidłowości ich przebiegu. Nic więc dziwnego, że gospodarstwo polskie ewoluując do swego ideału, zdecydowanie odrzuca rozwój techniki, gdyż włączenie jego zmąciłoby całkiem linię rozwojową. Brak postępu technicznego w naszym systemie ekonomicznym stanowi coś naturalnego, wynikającego z logiki linii dziejowej czasokresu omawianego.
Istnieje natomiast kwestia całkowicie odrębna, chociaż mająca pozory przeczące twierdzeniu powyższemu. Postęp w technice jest mile widziany, budzi wiele zainteresowań, nadziei, ba! nawet entuzjazmu, gdy się patrzy na technikę jako system środków ułatwiających pracę, lecz nie naruszający wewnętrznej struktury otoki ekonomicznej, a tym samym harmonii społecznej otok. Jeśli technika zapewni możność: I) mniejszego wysiłku psychofizycznego, 2) nie zmieni istoty gospodarzenia "polakatolika", 3) struktury otoki ekonomicznej i 4) harmonii społecznej - witaj nam jako dawno upragniona. Jeśli zatym technika nie stoi w sprzeczności z postawami "polakatolika", z wolą minimum egzystencji, jeśli folguje niechęci do wytężenia i ją ułatwia, jest czymś upragnionym; w przeciwnym razie traktuje się ją wrogo, jako produkt ducha przebrzydłego "materializmu", narzędzie wyzyskiwaczy ludu "pracującego", lub wreszcie charakteryzuje się ją, jako obcą prawdziwemu "człowieczeństwu" i "duchowi narodowemu". Ponieważ technika wykwita z ducha władztwa i walki w stosunku do świata natury, nie może więc odpowiadać systemowi opartemu o wolę wegetacji.
W tych warunkach tendencja ku prymitywizacji technicznej stanowi nieodłączną cechę gospodarstwa narodowego. Na jej tle tym wyraziściej rysuje się obcość oaz wysokiego poziomu technicznego na ziemiach państwa polskiego.
c) Ogarnijmy wyobraźnią, układ gospodarstwa narodowa go, wyznaczony przez grawitacje do otoki ekonomicznej, prymitywizacji technicznej i organizacyjnej. Wysiłek gospodarczy dziesiątek milionów jednostek w tych warunkach nie może być wydajny. Należy się oderwać od obrazów pracującego chłopa, rzemieślnika, robotnika, a wyobrazić sobie typowego Polaka w ostatnich trzech stuleciach, którego wysiłek duchowo-fizyczny odbywa się w okolicznościach, charakteryzujących się pierwotnością narzędzi i metod pracy. Odpadną wówczas liczne sytuacje, które pozornie przeczą naszym wywodom. Wówczas nagle pojmiemy, dlaczego suma dorobku ubiegłych pokoleń jest tak nikła. Każde nasze miasteczko, wieś, osada, to są miejsca, na których żyły dziesiątki rojnych pokoleń. Te same wzgórza, ten sam strumyk, ta sama gleba, były sceną, na których odgrywał się dramat wielu, wielu indywiduów, już dawno nieżyjących. a przecież ślad ich w ukształtowaniu materii, w drogach, budowlach, urządzeniach, kanałach, bibliotekach jest tak nikły. Jest to całkowicie zrozumiałe. Skoro gotowość do ponoszenia wysiłku dzięki "woli minimum egzystencji" i tak już jest niewielka, to prymitywizacja organizacyjno-techniczna w odniesieniu do wszystkich pracowników zajętych w gospodarstwie społecznym, czyni nikłą wydajność pracy czymś naturalnym. Tak było przez stulecia i tak jest dziś. Jesteśmy, jak mówił Żeromski, u źródła "śmiesznej polskiej nędzy".
d) Konsekwencje tego musiały być takie, jakie są. Skoro jest nikła wydajność pracy w przekroju ogólno - społecznym, to produkt jej w przeważnej mierze służy zaspokojeniu potrzeb konsumcyjnych. Jednostki muszą sprzede wszystkim utrzymać swoją egzystencję fizyczną. Ale wówczas okazuje się, że po zaspokojeniu potrzeb konsumcyjnych niewiele pozostaje. Ponieważ nadwyżka produktu społecznego ponad konsumcję jest nikła lub żadna, nie może więc powstać to, co nazywamy akumulacją kapitałów. Obojętną jest rzeczą przy tym, w jakich formach ustrojowych ta akumulacja odbywa się. Akumulacja nadwyżek odbywała się i w starożytnym Rzymie w postaci dróg, gmachów, urządzeń państwowych i t. p., które często przetrwały do naszych dni; w średniowieczu budowano domy boże, miasta. Mamy tu wyjaśnienie zjawiska ubóstwa Polski, upadku gospodarczego, tak charakterystycznego od końca XVI w. To, co zostało zakumulowane u nas w ciągu ostatnich stuleci i stanowi nasze dziedzictwo, jest samo przez się potwierdzeniem naszych wywodów.
e) Uogólniając, możemy powiedzieć: wola minimum egzystencji, jako zasadnicza postawa "polakatolika ekonomicznego", prowadzi po przez prymitywizację organizacyjną, techniczną i dekapitalizację do staczania się gospodarstwa społecznego na najniższy poziom sprawności, gdzie wreszcie zastyga. Bezruch wszystkich czynników gospodarstwa uzyskuje znamiona trwałości. Stan ten nazywamy "sklerozą otoczną". Grawitacja ku niej jest stałą tendencją gospodarstwa narodowego. W epoce saskiej mieliśmy pełne nieomal urzeczywistnienie "sklerozy otocznej". Jest ona całkowicie adekwatna do stylu duchowego "przeciętnej społecznej" i stylu "polskiej" duszy zbiorowej. Znajduje to swoje odbicie w poczuciu głębokiej harmonii i duchowej sytości, nawet przy braku sytości fizycznej.

5. Pauperyzacja.
"Skleroza otoczna" musiała zaznaczyć się wybitnie na stopie życiowej szerokich mas narodu w całym omawianym okresie historycznym.
Niższa wydajność pracy milionów polakatolików w ciągu wieków stwarzała przesłanki do rozrostu pauperyzmu. Przy tym samym wytężeniu mięśni i umysłu przeciętnej społecznej w gospodarstwie polskim, mieliśmy mniejszy produkt globalny, niż u innych narodów. Uchwytna również jest atmosfera duchowa z tego faktu powstająca. Życie szerokich mas ludowych jest przepojone duchem cierpienia i skargi. Nędza bytowania, biernego poddania się bólowi, który jakby nierozłącznie związany jest z istnieniem, przenika duchowość naszego ludu. Wystarczy wejść do pierwszego a brzegu kościoła i usłyszeć śpiewy modlących się. Oczywiście rzecz ta całkiem inaczej rysuje się umysłowości odlanej w formach ciągu harmonicznego. Wszak A. Górski z pogodą i pewnością siebie pisze: "stare pieśni kościelne błagalne, śpiewane na wsi mają w sobie całe objawienia ducha narodowego"
*47). "W tym jęku bezbrzeżnego cierpienia, sponiewieranej nędzy ludzkiej, odbija się cały bezmiar zalewającego polskie życie pauperyzmu. Jeśli ktoś, wsłuchując się w te gorzkożalizmem nabrzmiałe, zawodzące melodię nie ujrzy oczami duszy trzęsawiska nędzy, w którym lud tonie, tę nędzę trybem swego życia utrzymujący i powiększający dla takiego słuchacza istota polskiego życia pozostanie na zawsze niepojęta. Jeśli przy tym duszy jego nie ogarnie gniew, pobudzający wolę ku zniszczeniu fatalnej, pozaosobowej siły dziejowej, tę pauperyzację jako coś pobocznego w swym przebiegu stwarzającej - obca z gruntu będzie dla niego intencja tej pracy, niepojęty wyda mu się i dziwaczny tok rozumowania.
Atmosfera gorzkożalizmu wyraża najgłębsza poczucie niemocy, panująca w naszych warstwach ludowych. Jest ona czymś zupełnie naturalnym. Pewien paradoks kryje się w twierdzeniu, iż niechęć do wysiłku powoduje wielkie marnotrawstwo sił. Zrozumiałym się natomiast staje to, gdy się uwzględni, iż niechęć do wytężonego wysiłku zakłada brak impulsów do żywszej aktywności, a więc i lenistwo umysłowe. Wynik jest ten, że niema mowy o postępie techniczne - organizacyjnym, warunkującym wzrost produktu, przy tym samym wytężeniu psycho-fizycznym. Zachodzi proces wręcz przeciwny: utrzymanie poziomu, posiadanego stanu techniki i organizacji gospodarczej, jest uzależnione od napięcia duchowego, od aktywności podmiotów gospodarczych. Gdy tego napięcia niema, lub jest zbyt słabe, dany poziom techniczne - organizacyjny musi obniżyć się. Wówczas dla osiągnięcia tego samego produktu trzeba się wytężyć bardziej niż przed tym. Co za tym idzie, dla osiągnięcia minimum egzystencji, bez zapału, bez entuzjazmu, dla wykonywanych czynności, trzeba jednak coraz bardziej się wysilać; mamy tu jakby błędne koło. Wola minimum egzystencji wycelowana na minimalny cel i gotowa do minimalnych poświęceń sił, skazana jest przez to samo na wytężenie się zgoła nieproporcjonalnie wielkie.
Psychoza jękliwej "krzywdy społecznej" jest zjawiskiem, każącym ponuro patrzeć na naszą przyszłość. Bezmierny upadek polskiego życia nie wytwarza antidotum. Ideologia "krzywdy społecznej" i jej przeciwstawienie "sprawiedliwość społeczna" są postawami wyrastającemi z poczucia niemocy, jako pochodnej pauperyzacji, a w swych założeniach zgodne są z ideologią grupy, w niczym jej, jako sprawcy tego łańcucha skutków, nie zagrażają.

6. Nadkonsumpcja.
Potrzeby ludzkie, o ile pominiemy te, które są związane z koniecznością fizycznego utrzymania się, są nieograniczone. Z chwilą, gdy tylko nastąpi ich uświadomienie, zaczynają z reguły dopominać się o zaspokojenie, wywierając stały nacisk na umysłowość człowieka. Wynika to stąd, iż potrzeby ludzkie są czymś niezależnym. Nie stoją w jakimś przyczynowym związku z wolą pracy, która jest wykładnikiem typu kulturalnego. Łatwo więc o przeciwstawność pomiędzy kwantum energii gospodarczej typowej jednostki, a jej nieproporcjonalnie wybujałymi potrzebami, szczególnie tam, gdzie styczność z jakąś wysoką cywilizacją owe potrzeby narzuca wyobraźni.
Otóż w Polsce mamy tę przeciwstawność. Przy nader słabym napięciu woli do wysiłku i pracy, nie przekraczającym naogół konieczności utrzymania się, istnieje ogromna skala niezaspokojonych potrzeb konsumcyjnego i luksusowego charakteru. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż jest to właściwość ogólnoludzka. Ażeby znaleźć wyjście z tej rozbieżności, systemy religijne z zasady stawiają ideały ascezy. Asceza ascezie jednak nie jest równa. Asceza purytańska, ta która stała się fundamentem umysłowości anglosaskiej, była oparta o głęboką zasadę celowości. Jednostka, oddając się wytężonej działalności zawodowo-gospodarczej, musiała pędzić żywot ascetyczny, gdyż to było warunkiem owocnej pracy, uwidaczniającej się w bogactwie i rosnących zyskach. Przyrost zaś bogactwa w końcu prowadził do tego, że zaspokojenie licznych nawet potrzeb nie nastręczało trudności. Dla niektórych umysłów ta najzupełniej dowolna zbieżność posłużyła za podstawę do stworzenia systemu ekonomicznego t. zw. kierunku hedonistycznego, według którego dążność jednostki do zaspokojenia odczuwanych potrzeb wyzwalała gotowość do wysiłku i trudu. Była to tak zwana teoria użyteczności krańcowej.
Inaczej działo się w Polsce. Sławetne siedem grzechów głównych katolicyzmu były zawieszone w powietrzu. Nie było dla nich żadnego innego uzasadnienia ponad czysto sakralne. Wykroczenie więc przeciw ascezie katolickiej w życiu codziennym było rzeczą pospolitą. Ilustruje to obyczajowość polska ostatnich stuleci. Wola minimum egzystencji sprawiła w naszej psychologii gospodarczej ciekawe zjawisko. Ideał skromności nakazywał podejmowanie wysiłków produktywnych do granicy spełniającej minimum egzystencji. Niepisaną więc zasadą stawało się przeświadczenie, iż każdy wysiłek, który miałby te granice przekroczyć, byłby czymś niewłaściwym, czasem nawet wprost nieprzyzwoitym. Wszak w światopoglądzie katolickim "gospodarstwo jest tolerowane tylko jaka niezbędny warunek życia i duchowego doskonalenia się"
*48). Jeśli zatem ktoś żywił jakieś pragnienia, które gdzieindziej na drodze wysiłku gospodarczego dawały się zaspokoić, to w życiu polskim napotykał na swej drodze niepisany, nawet wyraźnie nieformułowany, jednak dający się wyczuć zakaz. Wszystkie niemal potrzeby, nawet gospodarcze, o ile znajdowały się po za minimum egzystencji, należało zaspokajać na drodze pozagospodarczej.
W ten sposób powstała dziwna cecha charakteru narodowego. Bogactwo, znaczenie, dobrobyt, zdobyty własnym wysiłkiem gospodarczym, jest w oczach opinii czymś "trefnym". Natomiast za bardzo właściwe uchodzi zdobycie tego wszystkiego, dzięki spadkowi, grze na loterii, bogatemu ożenkowi, wygranej w karty, jakiemuś przywilejowi politycznemu i t. d. Politowania jest godna pozycja "dorobkiewicza", lecz znaczenie zdobyte dzięki jakiejś synekurze politycznej, jakiejś "kombinacji" - to tytuł do chluby. Przeświadczenie, iż zdobycie pozycji gospodarczej w życiu należy uskuteczniać nie na drodze sprawności i wysiłku wytwórczego, lecz za !pomocą zabiegów pozagospodarczych, jest własnością wszystkich Polaków, bez różnicy stanów. W świetle tych uwag rozróżnianie pomiędzy umysłowością szlachecką i nieszlachecką jest pozbawione podstaw. Istniejący typ szlachecki nie oddziałał na rozwój ekonomiczny w tym stopniu, jak to się zazwyczaj mówi. Najbardziej podstawowe cechy agospodarności przypisywane tylko jemu, są właściwe każdemu Polakowi.
Tę dziwaczną cechę, będącą jednocześnie czymś najbardziej prawidłowym, nazywam "postawą nadkonsumpcji". Zasadza się ona na rozbieżności pomiędzy wolą minimum egzystencji, jako normą wysiłku gospodarczego "polakatolika ekonomicznego", a napięciem potrzeb wyższego rzędu, dla których niema uzasadniania w bodźcu do pracy, a tym samym środków pokrycia. Wysiłek gospodarczy zdążający do ich zaspokojenia, nie posiada uzasadnienia moralnego nie jest poparty nakazami religii, etyki, obyczajów. Jest to wyraz umysłowości antykapitalistycznej, stworzonej przez dogłębne wychowanie w ideałach katolicyzmu. Zrozumiałe więc jest, iż będąc produktem polskiej ideologii grupy, "postawa nadkonsumcji" jest właściwa każdemu polakatolikowi. W ciągu ostatnich dziesięciu pokoleń postawa nadkonsumcji zapuściła tak głębokie korzenie w duchowość opolską, że jest jak powietrze niedostrzegalna. Dostrzega się natomiast tylko jej wtórne skutki. I tak, narzeka się na brak zamiłowania do pracy, przywiązania do swego zawodu u naszego chłopa, rzemieślnika, brak zrozumienia dla wytężonego wysiłku produkcyjnego, powszechna niechęć i pogarda dla "dorobkiewiczów", szacunek i ciepłe współczucie dla tych, którzy po przez rozrzutność i marnotrawstwo stracili odziedziczony majątek, przegrali w karty lub przepili. Wogóle konsumcja, wystawność, o ile środki na nią są zdobyte na drodze zabiegów pozagospodarczych, w opinii powszechnej podnosi człowieka, dodaje uroku, w przeciwieństwie do twardego wysiłku gospodarczego i jego owoców, w postaci zdrowego dobrobytu, który na ogół nie wzbudza sympatii, a tym mniej uznania. Wiele paradoksów gospodarczych Polski ma tu swoje źródło.
Postawa nadkonsumpcji wywiera stały nacisk na psychikę polakatolika ekonomicznego. Tak jak ptaszek odczuwa potrzebę uwicia gniazdka, lak też postawa nadkonsumpcji dąży do zaspokojenia, do wyładowania się. Stać się to może dwojako: w sposób niezorganizowany indywidualny i zorganizowany społeczny, W pierwszym wypadku mamy sporadyczne wyładowanie się postawy nadkonsumpcji w izolowanych czynach poszczególnych jednostek. Formy tego mogą być najróżniejsze: brak szacunku dla cudzej własności, skłonność do "letkiego" życia, usług pozagospodarczych i t. p. Inaczej jest w wypadku społecznego, zorganizowanego przejawiania się postawy nadkonsumpcji. Napięcie postawy nadkonsumpcji żywione przez miliony jednostek, w danych konkretnych okolicznościach żłobi sobie ujście społeczne, wykształcając trwały system. W ten sposób powstaje społeczny system realizujący nadkonsumcję. Nazwijmy go "system nadkonsumpcji".
Cechą zasadniczą systemu, realizującego nadkonsumpcję jest to, iż ciężar jego spaść musi na czyjeś barki. Przy niezorganizowanym, indywidualnym przejawianiu się postawy nadkonsumpcji, koszta ponosi przypadkowa jej ofiara, w systemie natomiast - jakaś wielka grupa społeczna. Innymi słowy, realizacja systemu nadkonsumpcji pociąga za sobą konsekwencje w postaci rozpadnięcia się grupy narodowej na: a) podmiot nadkonsumpcji i b) jej przedmiot. Stwarza to podział na swoiste klasy, albo najczęściej, pogłębia konkretny podział zastany.
Skutki społeczne polegają na tym, iż warstwa będąca ofiarą systemu nadkonsumpcji, jego przedmiotem, zostaje zepchnięta na poziom bytowania tak niski, że potrzeby wyższego rzędu niż minimum egzystencji nie będą miały dostępu do świadomości jej poszczególnych członków. Spowoduje to brak wyraźnie zarysowanej postawy nadkonsumpcji u członków tej warstwy. Wówczas łatwo powstaje złuda, iż postawa nadkonsumpcji jest nierozerwalnie złączona z daną górną warstwą, na rzecz której pracuje system nadkonsumpcji. Tak np. wierzono i wierzy się, iż "postawa nadkonsumpcji" jest wyłącznie cechą szlacheckiego charakteru. Doświadczenia w państwie niepodległym, wykazały jednak, iż rządząca warstwa inteligencka posiada też same skłonności, chociaż składa się z jednostek w poważnym stopniu pochodzenia nieszlacheckiego. Nie mogła się nasunąć myśl, iż ustrój społeczno - gospodarczy Polski w XVI w. oparty na poddaństwie, był okolicznością konkretną, w której instalował się "system nadkonsumpcji" wijąc swoje gniazdko. Wyłaniał się on z chceń i pragnień skatoliczonej masy szlacheckiej, żłobiąc swoje łożyska w ramach ustroju pańszczyźnianego, w którym podmiotem systemu musiała zostać szlachta. Mamy tu wytłumaczenie straszliwych skutków poddaństwa w Polsce. Istniało ono i gdzie indziej w Europie, lecz nie wszędzie działał "system nadkonsumpcji". Tylko w krajach dogłębnie katolickich ustrój pańszczyźniany sprawił pauperyzację warstw eksploatowanych (przedmiotu nadkonsumpcji), tak straszliwą, że rozwój ludnościowy na całe stulecia uległ wybitnemu zahamowaniu.
W Polsce Odrodzonej system nadkonsumpcji odradza się w całkiem innej postaci, dostosowanej do konkretnych warunków.

7. Kres ludnościowy.
Ciąg harmoniczny w gospodarstwie narodowym, dąży do nadania mu form najbardziej harmonijnych, najbardziej odpowiadających zasadom personalizmu, umiejscowionym w ideologii grupy. Na drodze swego ciążenia musi w zdecydowany sposób oddziałać na czynnik ludnościowy.
Pamiętajmy o jednej rzeczy: podstawą społeczną ciągu harmonicznego jest jednostka w ramach rodziny, utrzymująca swoje istnienie dzięki systemowi otoki ekonomicznej. Tradycyjny schemat wewnętrzny takiej otoki zapewnia trwałą równowagę społeczną, niezmienność, a tym samym spokój i władztwo nad instynktowną naturą człowieka, nad burzliwymi namiętnościami.
Przyrost ludnościowy odbywać się może tylko dzięki stwarzaniu otok ekonomicznych o takim samym schemacie, jakie istnieją dla wszystkich wieków. Gdy więc są wolne ziemie, można zwiększać liczbę zagród chłopskich, odpowiadającą im liczbę sklepików, warsztatów rzemieślniczych. O ile ta droga jest zamknięta, pozostaje tylko rozwój pionowy w zwyż. Ale wówczas struktura otoki musi ulec rozwaleniu. Mamy wówczas drogi ku kapitalizmowi, industrializmowi, gospodarce dynamicznej, uspołecznionej. Pociąga to za sobą zmianę wszystkich elementów składowych ciągu harmonicznego. Od zasad personalizmu, stanowiących trzon ideologii grupy, po przez zmianę ideologii grupy, jej mechanizmu i treści, typu "przeciętnej społecznej" dojdziemy do nowego typu gospodarczego człowieka, do całkiem innych skutków w strukturze społecznej, niż to dotychczas opisywaliśmy. a jeśli te ogromne przemiany nie nastąpią? Tak też jest w rzeczywistości. Tym samym rozwój ludnościowy musi napotkać na zaporę nie do przebycia. Bezmierna pauperyzacja będzie łożem madejowym, zakreślającym "kres ludnościowy", kres rozwoju populacyjnego, który nie może być przekroczony.
Dzieje lat 1580 - 1780 są potwierdzeniem tego, że istnieje coś, co nazywam "kresem ludnościowym". W epoce 1580-1780, a więc przez 200 lat ludność Polski nie wzrastała ilościowo, zachowując ciągle tę samą liczbę 10 - 11 milionów. W tym samym czasie ludność Anglii podwoiła się, Rosji zwiększyła się dwa i pół razy, Francja zwiększyła swą ludność o połowę, natomiast ludność Włoch i Hiszpanii, podobnie jak i w Polsce, zmianom istotniejszym nie uległa. Dzisiejsza rzeczywistość pozornie nie potwierdza tezy o "kresie ludnościowym", jako czymś, co ściśle związane jest z ciągiem harmonicznym. Są to pozory. W Polsce odrodzonej zbliża się jednak upiór "kresu ludnościowego", uwidaczniający się w niesamowitej nędzy głównego zbiornika sił biologicznych narodu - wsi polskiej. Omówieniu tego fenomenu poświęcimy więcej miejsca w dalszych rozdziałach.

8. Ekonomiczny biegun tomistyczny.
Ciąg harmoniczny w gospodarstwie urzeczywistnia się po przez szereg ogniw. Są one z grubsza następujące:
a) wola minimum egzystencji jako postawa gospodarcza "polakatolika ekonomicznego".
b) otoka ekonomiczna.
c) skleroza otoczna,
d) pauperyzacja.
e) nadkonsumpcja i system nadkonsumpcji.
f) kres ludnościowy.
Analizując poszczególne punkty, z łatwością dostrzegamy, iż każdy z nich jest jakby odciskiem dokonanym przez ten sam przedmiot. Różnice są tylko co do materiału, w którym dokonano odcisku. I tak, "wola minimum egzystencji" jest stosunkiem podmiotu o zasadach personalistycznych do świata żywiołów materialnych, t. j. zagadnień gospodarczych. Otoka ekonomiczna jest idealnym układem sił gospodarczych, pozwalającym spersonalizowanej jednostce na wegetację i doskonalenie swej duszy. Skleroza otoczona jest negatywem otoki ekonomicznej na tle społecznym, od strony jej bezruchu techniczno - organizacyjnego, pozwalającego na niezmącone, pogodne trwanie, dalekie od bure, stwarzanych przez "zgiełkliwe namiętności ludzkie". Niski poziom życia jest tamą przed powstaniem sił społecznych, któreby harmonię i bezruch sklerozy otocznej miały zburzyć. Nadkonsumpcja prowadzi do trwałego zahamowania rozwoju ludnościowego, dzięki czemu proporcje budowy społecznej pozostają bez zmian.
Jasnym się staje, iż mamy tu ciągle ten sam trzon, którym jest istota personalizmu. Usiłuje on tak zestalić żywioły gospodarstwa społecznego, by uzyskać swoje optimum. To optimum, ku któremu ciąży struktura gospodarstwa, nazwać możemy "ekonomicznym biegunem tomistycznym". Ciążenie ku temu ideałowi gospodarczemu jest sprawiane przez zachowanie się "polakatolika ekonomicznego", który przez liczne pokolenia rzeźbi styl gospodarstwa polskiego. usiłując nadać mu strukturę najbardziej zbliżoną do ideału. "Ekonomiczny biegun tomistyczny" w ciągu harmonicznym jest jakby wspólnym mianownikiem wszystkich tendencji ujawniających się w polskim gospodarstwie. Grawitacja ku niemu oznacza jednocześnie: autarkizację "polakatolików" w otokach ekonomicznych, postępującą sklerozę oboczną i zbliżający się "kres ludnościowy", mający doprowadzić do równowagi staniu ludnościowego w danych warunkach. W świadomości "polakatolika" ciążenie do "ekonomicznego bieguna tomistycznego" odbija się, jeśli chodzi o "otokę ekonomiczną", jako pragnienie "sprawiedliwości", w odniesieniu do sklerozy otocznej - jako usuwanie ;,zgubnych przerostów techniki i organizacji", niezgodnej z duchem "narodu", zaś zachwiana równowaga ludnościowa rysuje się jako "klęska przeludnienia". - Tak się widzi rzeczywistość wówczas, gdy mamy 84 głowy na jeden kilometr kwadratowy, zaś Niemcy, czy też Włosi ponad 140 głów i którzy pomimo to dążą do jeszcze gwałtowniejszego rozwoju populacyjnego.

Rozdział VIII. Katolicka harmonia socjalna
Wypełnienie duszy zbiorowej narodu treściami katolickimi stworzyło ciąg skutków społecznych, zasadniczą cechą których było ciążenie ku formom idealnej społeczności katolickiej, kościelnej. Całość tych zazębień, idących od zasad personalizmu katolickiego, nazwana przez nas "ciągiem harmonicznym", zdradza tendencje do uformowania życia polskiego według wzorca, zbliżonego do ideału wielkiej gminy katolickiej. Personalizm, lezący u podstaw polskiej ideologii grupy, dąży do uporządkowania zewnętrznej materialnej sfery życia tak, by ono w swych proporcjach całkowicie pasowało do treści wewnętrznych, duchowych. Kres tych przeobrażeń moglibyśmy nazwać "katolicką harmonią socjalną".

1. Kierunek ciążenia ciągu harmonicznego.
Możemy już odrzucić abstrakcję "polakatolika politycznego" i "polakatolika ekonomicznego". Jeden i drugi służył nam, jako narzędzie ułatwiające rozumowanie, którego celem było wykazanie kierunku istotnej ewolucji panującej w formach społeczno - politycznych i gospodarczych życia polskiego. Teraz wiemy, iż formy polityki i gospodarstwa są żłobione przez "przeciętną społeczną", a więc typowego, dobrego Polaka na modłę personalizmu, według wzorca najbardziej harmonizującego z życiowym zachowaniem się, wysnutym z nasad światopoglądowych katolicyzmu.
Ciąg harmoniczny składa się z dwóch sfer: duchowej wewnętrznej i materialnej zewnętrznej.
Całość ciągu harmonicznego dałaby się ująć w szereg ogniw, przez które idzie ruch od pierwszego na dalsze, aż do końcowego:
I. Sfera wewnętrzna ciągu harmonicznego,
1) polska ideologia grupy:
a) system religijny,
b) system wychowawczy i jego ideały,
c) treść świadomości narodowej,
d) idee ogólne,
e) język i literatura,
f) dziedzina kultury - filozofia, nauka, sztuka,
2) "przeciętna społeczna" i jej profil duchowy;
3) system norm etyczno - moralnych "przeciętnej społecznej".
II. Stera zewnętrza ciągu harmonicznego.
4) typ aktywności życiowej "przeciętnej społecznej":
a) w polityce: "polakatolik polityczny",
b) w gospodarstwie: "polakatolik ekonomiczny";
5) styl życia zbiorowego wyżłobiony przez "przeciętną społeczną":
a) w polityce:
osłabienie nurtu życia społeczno - politycznego,
atomizacja,
atrofia państwa
b) w gospodarstwie:
grawitacja do otoki ekonomicznej,
skleroza otoczna,
nadkonsumpcja,
pauperyzacja,
kres ludnościowy;
6) katolicka harmonia socjalna, jako kres grawitacji form życia zbiorowego narodu:
a) polityczny biegun tomistyczny,
b) ekonomiczny biegun tomistyczny.
Pod naciskiem "przeciętnej społecznej" świat materialny, świat brył fizycznych i ich wzajemnych stosunków, czyli życie społeczne i gospodarcze grawituje do bieguna tomistycznego, politycznego i ekonomicznego ciągu harmonicznego. Mamy więc bardzo prawidłową ewolucję. Wolno nam pominąć rozróżnienie na politykę i gospodarstwo i mówić o sferze zewnętrznej, materialnej ciągu harmonicznego.
Sfera duchowa, wewnętrzna decyduje o zewnętrznej. Wynika to stąd, iż motor ciągu harmonicznego znajduje się w ideologii grupy, w zasadach personalizmu, a więc w sferze wewnętrznej.
Nasza ideologia grupy przetwarzała konsekwentnie życie polskie na swój katolicki wzór. Wzór ten wynikał z istoty założeń światopoglądowych, był ich antycypacją. Stąd też ewoluowaliśmy ku niemu ze złudzeniem swobodnie podejmowanych decyzji. Ideał ten równoznaczny jest więc z wolą i zadaniem, jakie stają w życiu doczesnym przed katolikiem. Doskonalenie wewnętrzne, moralne jest zadaniem naczelnym. W tym celu należy przetworzyć środowisko, w którym się żyje, tak, by z tym zadaniem jak najbardziej harmonizowało. Tu stykamy się z ideałami politycznymi i ekonomicznymi katolicyzmu. Były one podstawą dla doktryn społecznych w starożytności chrześcijańskiej, a następnie w średniowieczu. W nowszych czasach, jako ich chorążowie wystąpili kanoniści, dzięki którym zasady te dziś ostatecznie odrodziły się w postaci tomizmu, oficjalnie przyjętego przez katolicyzm społeczny. Wzmiankowałem już o tym, iż doktryny te wynikły jaka dedukcje z przyjętych założeń światopoglądowych; istniały więc one zawsze in potentia, nawet wówczas, gdy kościół nie występował z konkretną doktryną społeczno - gospodarczą. To też wbrew pozorom, oddziaływanie katolicyzmu w pewnym kierunku było ogromne, nawet wówczas, gdy nie stawiał przed wiernymi sprecyzowanego ideału, określającego kres, ku któremu należy rzeczywistość socjalną naginać. Ponieważ "myśl narodowa Polski budowana jest na prawdach katolickich" - jak pięknie mówią "zasady programu narodowo - radykalnego" z roku 1937 w punkcie 26 - więc też ewolucja stosunków społecznych, jeśli chodzi o kierunek, była tym samym zdeterminowana.
Tak więc pierwsze ogniwo duchowe, punkt zaczepienia determinuje istotę ostatniego ogniwa, będącego już czymś zupełnie materialnym, zmysłowa dostrzegalnym. Patrząc na polskie drogi, na narzędzia, którymi pracuje polski chłop, czy rzemieślnik, fabryki, ich wielkość i ilość, na ilość i jakość parku motorowego, zażywne, czy wychudzone ciała przechadzających się obywateli, widzimy końcowe ogniwa łańcucha przyczynowego, którego pierwsze ogniwo jest całkowicie niematerialne, gdyż katolicką postawą wobec bytu się wyrażające. Silny akcent na pierwszym; odbija się wyrazistym, materialnym echem na ostatnim. Między pierwszym i ostatnim istnieje naturalny stosunek wynikliwości. Należy poza tym zwrócić uwagę na to, czy na ogniwa pośrednie pomiędzy pierwszym i ostatnim nie działały jakieś siły poboczne, postronne, zmieniające przebieg przyczyn i skutków; gdyby tak było, należałoby je uwzględnić i rozpatrzyć i tylko wówczas moglibyśmy poznać prawdziwy rozwój rzeczywistości polskiej da postaci w jakiej ją dziś widzimy.

2. Katolicka harmonia socjalna.
Ciąg harmoniczny grawituje więc do swojego ideału w którym wszystkie wielkości, składające się na człony ciągu, a więc zarówno w sferze wewnętrznej jak i zewnętrznej, są najściślej dopasowane do siebie i uharmonizowane.
Sprawa ta wymaga pewnych wyjaśnień. Osią ciągu harmonicznego, a jednocześnie jego siłą motoryczną jest personalizm. Personalizm zaś polega na wegetatywnym stosunku do życia. Gdyby istniało tylko jedno indywiduum, i to indywiduum o postawach personalistycznych, nie potrzebowaliśmy pisać niniejszej pracy, gdyż procesy życiowe tego indywiduum byłoby proste i zrozumiałe. Z chwilą jednak, gdy mamy do czynienia ze społeczeństwem takich indywiduów, a więc z milionami ludzi, sprawa komplikuje się. Mamy wówczas ciąg pokoleń, system przekazywania treści tradycyjnych, system zapewniający im trwanie w pewnym podłożu biologicznym, instytucję regulującą współżycie wewnątrz grupy i stosunek do grup zewnętrznych, taki lub inny, mniej lub bardziej skomplikowany system gospodarstwa społecznego.
Wróćmy do hipotezy izolowanej jednostki, traktując jej życie jako przedmiot dociekań teoretycznych, Wyodrębnilibyśmy następujące elementy: postawę personalistyczną, ugruntowaną w umysłowości jednostki, jej możliwości fizyczne i intelektualne, zdolność do wysiłku psychicznego, środowisko fizyczne, determinujące w pewnym stopniu kwantum wysiłku dla uzyskania minimum egzystencji. Można na tej drodze uzyskać łatwy schemat teoretyczny, zobrazowany nam żywotem Diogenesa, św. Symeona Słupnika i tylu innych pustelników. Opierając się zatym o treść pojęcia personalizmu z łatwością możemy określić końcowe ogniwo. opisując formy bytowania takiej jednostki. Związek pomiędzy pierwszym i ostatnim ogniwom jest tu oczywisty; wiemy w jaki sposób postawa duchowa św. Symeona Słupnika determinuje jego życie i jakie formy jemu nadaje. Analogię powyższą przenieść możemy na ciąg harmoniczny. Różnica polega na tym, iż ilość elementów w ciągu harmonicznym jest nieskończenie razy większa. Zasady personalizmu w fundamentach polskiej ideologii grupy działają podobnie jak u św. Symeona Słupnika z tą jednak istotną różnicą, iż akt woli tego znakomitego świętego, porządkuje elementy jego osobowości, nastawia je na osiągnięcie celu, o tyleż rany sprawniej i bezpośredniej, o ile ciąg harmoniczny jest od niego ilościowo większy. Św. Symeon, dbając o doskonałość duszy i jej zbawienie, stoi wytrwale na słupie; większość oporów, w tym dziele mu przeszkadzających, mieszczą się w jego osobowości psychofizycznej, w jego ciele. Za pomocą wysiłku woli każe umęczonej lewej nodze nadal pełnić powinność, dźwigać ciało umiejscowione na słupie, gdy prawa jest sfatygowana.
W ciągu harmonicznym akt woli znajduje swój odpowiednik we wzmożonej działalności polskiej ideologii grupy, co oznacza wielki prąd duchowy o znaczeniu historycznym. Ilość sił stwarzających perturbacje w ciągu harmonicznym jest tym samym ogromna. Mącą one czystość przebiegu, rozciągają go na znaczniejsze okresy czasu. Tym nie mniej jednak, ciąg harmoniczny grawituje do swego ideału, stara się stale zbliżyć doń, osiągnąć formy najdoskonalsze. Kres tego ciążenia nazwaliśmy "katolicką harmonią socjalną". Odpowiada ona tym formom bogobojnego żywota św. Symeona Słupnika, gdy ten, pokonawszy wszystkie opory w sobie i poza sobą, na dobre zadomowił się na słupie.
Ciąg harmoniczny, a więc życie zbiorowe narodu, przedzierając się przez zwały przeszkód i oporów, grawituje stale do "katolickiej harmonii socjalnej", której wyrazem jest swoisty ideał ekonomiczny i polityczny.
Ciąg harmoniczny jest podobny do lawiny, składającej się z tego wszystkiego, co stanowi o rzeczywistości narodowej, z wielkości duchowych, biologicznych i fizycznych, lawiny, zsuwającej się pod naporem personalizmu ku ideałowi będącemu jego implikatem. Dany nabój sił, a więc to, co wyzwala polska ideologia grupy nie może pchnąć lawiny po za określoną granicę. Punkt w którym lawina zatrzymuje się jest właśnie "katolicką harmonią socjalną". Przy danych elementach składowych i danych siłach , katolicka harmonia socjalna nie może być inna. Z momentem jej osiągnięcia cały układ, cała lawina społeczna, czyli ciąg harmoniczny, pogrąża się w trwałym bezruchu.
Wszystkie ogniwa, poczynając od pierwszego, t. j. od zasad polskiej ideologii grupy, są w stanie równowagi; formy społeczne, polityka, gospodarstwo, są całkowicie, według impulsów płynących z góry, wycyzelowane. Każda wielkość jest na swoim miejscu, jest warunkowana przez inne elementy, i nawzajem je warunkuje. Jeśli siły, działające od zewnątrz deformują jakiś element, cały ciąg harmoniczny stawia odruchowy opór i stwarza tendencję ku odzyskaniu poprzedniej proporcji, zwalczając czynnik deformujący. Dążność do zachowywania czystości stylu, stałości proporcji jest nieodłącznie związana z ciągiem harmonicznym. Stąd też płynie wrogość wobec tego wszystkie go, co nie może być doń włączone. Wrogość ta ogarnia zarówno wielkości duchowe, idee, prądy umysłowe i społeczne, jak i stosunki materialne, rzeczowe. Odruch samozachowawczy ciągu harmonicznego jest bardzo silny. Ponieważ ciąg harmoniczny żyje w świecie duchowym jednostki, więc też odruchy wrogości wobec obcości, odczucie grawitacji do katolickiej harmonii socjalnej, znajduje swoje odbicie w przeżyciach jednostek nań się składających.

3. Rytm buntu pokoleń.
Z dotychczasowych rozważań widzimy, iż jądrem ciągu harmonicznego są wielkości duchowe, reprezentowane przez polską ideologię grupy. One to rozpoczęły rzeźbić styl "sfery zewnętrznej ciągu harmonicznego", a więc politykę i gospodarstwo. Tak było w momencie fundowania ciągu harmonicznego, a więc w wieku XVI i na początku XVII.
Mieliśmy tu kolejność formowania się łańcucha ogniw ciągu harmonicznego, idącą od ideologii grupy do "przeciętnej społecznej", następnie do typu jej aktywności życiowej w polityce i gospodarstwie; dalej rozpoczęły one żłobić styl polskiego społeczeństwa. W pewnym momencie wszystkie ogniwa tego łańcucha zazębiły się, tworząc organiczną całość. Ciąg harmoniczny utożsamił się z nurtem życia zbiorowego narodu. Pokolenia następne wchodziły więc do ciągu harmonicznego jako pewnej całości. Nie tylko ideologia grupy urabiała ich dusze od kolebki, ale już i czynniki materialne działały w tym samym kierunku. Zarówno formy społeczno-polityczne, mniej lub bardziej zbliżone do politycznego bieguna tomistycznego, jak i struktura gospodarstwa narodowego, rzeźbiła umysły według jednolitej zasady. W umyśle dorastającego Polaka z reguły nie mogły zjawić się żadne inne treści jak tylko te, które narzucał ciąg harmoniczny. Oznaczało to wyrugowanie tego wszystkiego, co personalizmem, jako kwintesencją postaw wegetacji, nie jest.
System wychowawczy ogólnie pojęty musiał więc zdławić to wszystko, co w naturze normalnego biologicznie Polaka było postawą woli twórczości. Dławienie wrodzonych popędów musi być połączone z pokonaniem pewnego oporu. Zepchnięte w podziemia świadomości postawy twórcze, wywierać musiały nacisk, stwarzając stan duchowy niespokojnego napięcia. Świat niezmąconej pogody, uzyskiwany przez personalizm katolicki, spoczywał na podminowanym gruncie stłamszonych, wykoszlawionych instynktów dynamicznych, składających się na popęd twórczy, umiejscowiony w masie biologicznej narodu. Dotykamy niezmiernie ważnego zagadnienia; sprowadza się ono do stwierdzenia, iż, równolegle do rzeczywistości stwarzanej prze katolicyzm w życiu polskim, istnieje półcmentarzysko sił twórczych substancji narodowej, które nie mogąc się wydobyć na powierzchnię, wywierają z podziemi duchowych stały nacisk.
Napięcie panujące w podziemiach duszy zbiorowej narodu, to są właśnie rodzime elementy polskości, skazane na poniewierkę i poniżenie przez panujący system światopoglądowy. Znamieniem owego napięcia jest brak jakichkolwiek form pojęciowych, pozwalających nam je zrozumieć. Przyczyna tego jest Prosta; wszystko co jest twórcze, męskie nie mogło się zmieścić w polskiej ideologii grupy. Postawa woli twórczej została starta z oblicza ziemi, wepchnięta w ciemne zakamarki duszy ludzkiej, jako grzech, pokusa marności doczesnych i dlatego nie było dla niej nawet formy myślowej, słowa dla jej określenia, a tym bardziej jakiegoś zwartego systemu myślowego. Był to wygnaniec, o którym mówić "nie wypada", dla którego niema nawet nazwy. Stąd też treści psychiczne, z głębin duszy polskiej wywierające napięcie, były ślepe. Świadomość katolicka istnienia ich nie uwzględniała.
Trzeba dokonać pewnego wysiłku wyobraźni, by uprzytomnić sobie wagę tego faktu dziejowego. Wyobraźnia rysuje nam przed oczami konsekwentny, planowy wysiłek, stopniowo wypleniający z duszy przeciętnej społecznej treści kulturalne będące resztkami dawnej, samorodnej kultury lechickiej, wyrosłej z ziemi i borów polskich. Akt tej działalności został właściwie dokonany sprzed końcem XVI wieku. Temu też zawdzięczamy, iż z okresu Polski przedchrześcijańskiej nie mamy właściwie nic. Zniszczone zostały wszelkie ślady a jakąś zapamiętałą zaciekłością. Gdy obraz starej przeszłości został należycie zamazany, wówczas wmówiono w nas, iż w czasach pogańskich byliśmy usposobienia wyjątkowo wprost "katolickiego". Nie można bez najgłębszego obrzydzenia słuchać bredni o załzawionej, rozjęczonej, czy też rozśpiewanej i rozlazłej naturze naszych przodków prasłowiańskich. Oczywiście, spreparowawszy tak obraz przeszłości, kazano nam być z niej dumnymi. Wysmażony przez wyobraźnię katolicyzmu ideał naszych pogańskich przodków zbyt jednak jest sztuczny, by można było tym idiotycznym bredniom wierzyć. Libelt i Cieszkowski dali nam swe prace filozoficzne, wywodzące o "wyjątkowości" narodu polskiego właśnie z tego powodu. Dziś zdajemy sobie sprawę, iż ta zgodność istniała najpierw w planach Kościoła, nim o niej dowiedzieliśmy się.
Stałe napięcie ma tendencję do wyrównania się, do periodycznego wyładowania. W warunkach życia polskiego przyjąć to musiało postać periodycznych eksplozyj. Jest nie do pomyślenia, by siły twórcze polskiej masy biologicznej, gwałcone przez żyjący na niej system kulturalny, nie ujawniały swego oporu. Im bardziej katolicyzm usiłował ziścić swój ideał parafii narodu polskiego, czyli "katolickiego państwa narodu polskiego", tym bardziej róść musiał opór ze strony substancji narodowej. Opór ten nie mógł wyrazić się w kategoriach pojęć, gdyż w tej sferze panowała monopolistycznie świadomość katolicka; to też wyrazić się musiał tylko w wewnętrznym odruchowym, ślepym napięciu, w dążności do eksplozji zdławionych popędów dynamicznych.
Stłumione aktywności substancji narodowej szukały na ślepo ujścia. Aktywności to są złączone z żywym człowiekiem. Ten zaś jako taki posiada w swym życiu tylko powiem okres najwyższej sprawności fizycznej i umysłowej. W pewnym okresie swego życia jednostka reprezentuje najwyższy ładunek sił witalnych i skłonność do ich wyładowania. Gdy spojrzymy na ciąg pokoleń to zauważymy, że eksplozja aktywności pewnego pokolenia wyładowuje siły w ten sposób, iż obok rocznika, stojącego u szczytu sprawności i energii, skupiają się roczniki o niższej, niż on witalności; z jednej strony zbyt młode, z drugiej strony już nieco ociężałe. Następne nagromadzenie energii, równe co do potęgi poprzedniej eksplozji, nastąpić może dopiero po upływie całej generacji, t. j. za lat 30 - 40. Opór substancji narodowej przeciw niszczącemu ją systemowi światopoglądowemu, wyrażający się w głębokim, ślepym napięciu wewnętrznym, znajdował swoje ujście w prawidłowych eksplozjach, powtarzających się w ostatnich stuleciach naszej historii co, generację. Prawidłowość ta powstała dzięki pierwszemu wyładowaniu się w odruchowym wybuchu stłumionych, ślepych, pozbawionych wszelkiej organizacji sił. O pierwszej eksplozji stłumionych sił substancji narodu zadecydować mogły momenty przypadkowe; następne jednak posiadają w pełni prawidłowość rytmu.
Przyjąć możemy jako pewnik, iż pierwszym buntem polskim przeciw nędzy istnienia była Konfederacja Barska. Szereg następnych eksplozji następuje regularnie co generację.
I tak: r. 1768-1772 Konfederacja Barska,
od r. 1794 Kościuszko i Legiony Dąbrowskiego,
r. 1830-31 Powstanie Listopadowe,
r.1863-64 Powstanie Styczniowe,
r. 1905 Akcja bojowa P.P.S., Piłsudski.
Jak widzimy, odstępy pomiędzy każdym wybuchem aktywności narodu wynoszą 30-40 lat. Niektóre z nich pozornie dadzą się wyjaśnić zbieżnością z wypadkami politycznymi Europy, lub działaniem określonych, konkretnych przyczyn.
Niewątpliwym jest, iż wzbierające napięcie psychiczne grupowało wokół siebie pewne elementy, które historyk, nieświadomy prądów, nurtujących w podświadomości milionów, (też pozbawionych zdolności określenia swych stanów duchowych w sposób trafny), traktować musiał jako "przyczyny". Każda taka eksplozja była. Faktem ogromnej doniosłości, zmuszającym do zmiany kierunku nurt aktualnego życia, wplatając go w swój rytm, pociągając w swój wir. Dla umysłu badawczego związki te plątały się i gmatwały w sposób dostatecznie zawiły, by mógł on nie dostrzec istotnej siły motorycznej danego wielkiego zdarzenia. Prawie każda z tych eksplozji jest sprzeczna z kategorią zdrowego rozsądku. Konfederaci barscy walczyli o wszystko oprócz tego, coby naprawdę tę wielką eksplozję logicznie uzasadniało. Powstanie Listopadowe było wyraźnie sprzeczne z polską racją stanu. Dla powstania Styczniowego znajdziemy najmniej podbudowy, już nie tylko logiczniej, ale wprost zgodnej z jakimśkolwiek rozsądkiem. Prawo buntu pokoleń, jako ślepe, nie potrzebuje się kłopotać o zgodę z logiką i rozsądkiem - od poprzedniej eksplozji minęło 33 lata, to wystarcza za wszelkie racje.
Nic więc dziwnego, iż dla umysłów trzeźwych, badających oba powstania, nie do przyjęcia była alogiczność tych zjawisk; trzeba je było często tłumaczyć ciemnymi intrygami masonów, lub innych potencyj nieznanych.
Ostatnia eksplozja miała miejsce około 1905 roku. Przedłużyła się ona aż do Wojny Światowej, wciągając w swoją orbitę szereg dalszych młodych roczników. Kolejna więc eksplozja nastąpić powinna z pewnym opóźnieniem. Nastąpić to powinno około 1945 roku. Znaczy to tylko, iż okuło tego roku skaleczona żywotność masy biologicznej narodu odczuwać będzie największe napięcie wewnętrzne. Oznaki tego już dziś możemy dostrzegać. Będzie to jednak eksplozja odmienna od wszystkich poprzedzających. Po raz pierwszy nie będzie ślepa.
Wraża siła będzie wreszcie wyraziście określona. Eksplozja nie będzie kolorowym i jałowym fajerwerkiem, lecz gwałtownym, w blasku błyskawic odbywającym się, zbawczym zabiegiem chirurgicznym.

4. Pierwsza antynomia dziejów Polski.
Gdy zestawiamy obraz naszych dziejów, naszych dzisiejszych pragnień, nasze pojmowanie bytu z tym, co jest polską współczesnością, stwierdzamy zasadniczą i głęboką pomiędzy nimi rozbieżność. Rasowo - biologicznie podłoże polskie i jego dziejotwórcze możliwości z jednej strony, a przyimportowana, obca sadzonka światopoglądowa katolicka z drugiej -- są to rzeczy całkiem przeciwstawne. A pomimo to istnieją ze sobą w najściślejszym związku, w głębokim, pozornie harmonijnym powiązaniu.
Należy sobie uprzytomnić, czym jest w istocie ciąg harmoniczny? Otóż ciąg harmoniczny jest opanowaniem przez katolicyzm podłoża polskiego, samej substancji narodu, ogarnięciem jego centr nerwowych i narzuceniem jemu własnej kierunkowej, całkowicie sprzecznej z kierunkiem, w którym winien by był naród polski rozwijać się, gdyby chciał realizować nurt twórczości i potęgi, gdyby chciał się stać naprawdę czynnikiem w pełni dziejotwórczym.
To stłamszenie naturalnych aspiracji żywotności narodu polskiego, narzucenie mu duszących pęt, po przez wtłoczenie w łożysko rozwojowe ciągu harmonicznego, stanowi najbardziej niesamowitą anomalię, którą określam terminem "pierwszej antynomii dziejów Polski".
Od. przełomu w XVI wieku na rozwoju Polski ciąży upiornie "pierwsza antynomia". Możnaby ją jeszcze określić, jako zasadniczą sprzeczność pomiędzy wyobrażeniem potężnego i twórczego narodu, a kierunkiem rozwojowym ciągu harmonicznego.
Istnienie pierwszej antynomii widzimy po przez porównanie z wielu innymi, niekatolickimi narodami świata. Odrazu narzuca się pytanie: jeśli pierwsza antynomia jest faktem, jakie są drogi wyjścia? Uprzytomnienie toku dotychczasowych rozważań narzuca odpowiedź: skoro pierwsza antynomia wynika z rozbieżności pomiędzy linią rozwojową zdrowego narodu, a tym co jest, czyli linią ciągu harmonicznego, więc też tylko zniszczenie podstaw ciągu harmonicznego do właściwego celu może doprowadzić. Oznacza to likwidację istniejącego typu kulturalnego, panującej w sferze duszy zbiorowej, stylu "polskiej" ideologii grupy i oparcie się o całkiem inne zasady światopoglądowe - stworzenie najzupełniej nowego, odrębnego ciągu. To jest droga jedyna, jeśli ma być skuteczna. Jeśli natomiast ktoś nie zdobędzie się na myśl, iż przyczyna degradacji Polski tkwi w fundamentach ciągu harmonicznego, w personaliźmie, w polskiej ideologii grupy, tym samym znajdzie się na bezdrożach, a każde jego działanie, bez względu na wielkość środków, skazane jest na jałowość. Pierwsza antynomia dziejów Polski, tkwiąc korzeniami w fundamentach polskości, w zbiorowej duszy narodu, nie może być usunięta inaczej, jak tylko poprzez sięgnięcie tam, gdzie ona rzeczywiście się znajduje. Żadna magia tu nie pomoże.
Wszelkie inne zabiegi są beznadziejną jałowością. Osiągają natomiast niespodziewany skutek: mącą czystość obrazu polskiego życia, zamazują wyrazistość przebiegów ciągu harmonicznego, dzięki czemu staje się on niedostrzegalny, ukryty w gąszczu różnych szczegółów. Utrudnia to dojrzenie właściwego układu sił, właściwej struktury życia polskiego, uniemożliwia powzięcie trafnych chociaż, być może ciężkich decyzyj.

Rozdział IX. Odruch spłoszonej błogości.
W szeregu poprzedzających rozdziałów rozpatrywaliśmy procesy rozwojowe życia polskiego, grawitującego ku katolickiej harmonii socjalnej, pod naciskiem motoru duchowego, umiejscowionego w "polskiej" ideologii grupy. Od strony zasad światopoglądowych katolicyzmu było to ziszczanie się jego ideałów w życiu społecznym, natomiast dla narodu oznaczało to prawidłowy proces degradacji, nieubłagane wyniszczanie jego substancji. Gdyby Polska była sama na świecie, nigdy byśmy nie dostrzegli niesamowitości tego, co się dzieje. Sąsiednie narody jednak, mniej dbałe o ideały nadprzyrodzoności, więcej poświęcały uwagi "marnej" doczesności, grzęznąc w "materialiźmie". Powstające stąd różnice w kierunku rozwoju Polski i reszty dynamicznych narodów ujawnić się musiały we względnym cofaniu się naszego potencjału cywilizacyjnego. Po pewnym czasie zaczęto odczuwać to w sposób nader przykry. Wywołało to reakcję psychiczną, polegającą na odruchowej chęci usunięcia tych skutków, jako niemiłych. Nigdy jednak nie powstała idea, iż należy również sięgnąć do przyczyn, owe przykre skutki sprawiających. Był to bunt łodyg przeciw własnym kwiatom.

1. W środowisku tworzących i walczących narodów.
Dotychczas rozpatrywałem rozwój procesów wewnętrznych Polski w oderwaniu od życia narodów ościennych Europy i całego świata. Była to abstrakcja. Teraz, gdy mamy zarysowaną Pierwszą antynomię, można to sztuczne rusztowanie odrzucić. Stwierdzamy zatym, iż nie żyjemy na jakiejś izolowanej przez nieprzebyte oceany wyspie, lecz w punkcie Europy, przez który płyną całkiem wartkie prądy dziejowe. Te prądy są konkretną siłą, oddziaływującą na Polskę, czasem nawet wyjątkowo intensywnie i głęboko. Należy więc teraz rozpatrzyć oddziaływania zewnętrzne od strony skutków, jakie wywierają na tok stawania się wewnętrznego. Te przesunięcia są właśnie przedmiotem rozważań następnych rozdziałów.
Rozwój czołowych narodów odbywał się po całkiem innej, niż nasza, linii rozwojowej. Musimy tu sobie przypomnieć ogólne uwagi z pierwszego rozdziału. Była tam mianowicie mowa o tym, iż historia wykazuje wyraźnie dwoistość torów rozwojowych. Człowiek, jako podmiot dziejów, posiada w sobie dyspozycję do pogrążania się w żywiołach wegetacji, w rytmie zwierzęco-roślinnym, lub też w oparciu o wolę twórczości, o postawę heroiczną, dąży do potęgowania życia po przez wytężoną twórczość kulturalną i cywilizacyjną, polegającą na opanowywaniu żywiołów wegetacji, czynienia ich szczeblami ku potędze i mocy. Wyrazem pierwszej skłonności jest podporządkowanie się rytmowi natury, uczynienie ze świadomości żywiołowo przebiegających procesów wewnątrz jednostki ośrodka zainteresowań. Podmiot czujący i trawiący, działający tylko w ramach fizycznej konieczności, w podziwie kontemplacyjnym przeżywa biernie strumień zdarzeń, płynący przez "ja". Główny strumień doznań mieści się wewnątrz jednostki, gdyż działają w niej, w jej ciele, te same prawa, które rządzą światem po za nią. Gdyby rośliny i zwierzęta posiadały intelekt, zachowywałyby się w ten sam sposób. Jest to nurt wegetacji rozciągnięty na całość istoty ludzkiej. Oddziaływania tego systemu są szczególnie wyraziste w naszym życiu od momentu utożsamienia się katolicyzmu i polskości w XVI - XVII wieku. Ujęliśmy je w szereg prawidłowo wiążących się ogniw: w ciąg harmoniczny.
Wyraża się on w postawie głębokiego dosytu duchowego. Jeśli wejrzymy w literaturę czasów saskich odbijających ducha epoki, to uderza ów stan upojnej, beztroskiej, przejmującej, cichej, szczęśliwości: wszystko jest tam jasne, proste, pogodne. Niema żadnych głębszych niepokojów duchowych ("niech na całym świecie wojna..."), na wszystkich piętrach budowli społecznej. Istnieje tylko irytacja na tych, lub te siły, które chciałyby ów stan harmonii zmącić; są to w przekonaniu najszerszej opinii z zasady wywrotowcy, zdrajcy, zamachowcy, dybiący na najwyższe wartości narodu: Wiarę, Boga i kulturę, rodzinę, cywilizację, ojczyznę, misję spełnianą, wolność itp.
Zupełnie innymi torami poszedł rozwój Europy. W zupełnie inną sferę jest wycelowana postawa twórcza, heroiczna. Nie widzi oma wrogości pomiędzy "ja" i światem zewnętrznym, dlatego też wzrok swój kieruje nie do wewnątrz, lecz w świat żywiołów, "ja" otaczających. Nie liryka trawienia, lecz duch walki, wola twórczości i władztwa nad żywiołami. Wiąże się z tym konieczność uporządkowania świata brył, wykreślenia działania, co prowadzi do stworzenia mitu dziejotwórczego, w przeciwieństwie do postawy wegetacji, która mając swój ośrodek w "ja" biernie czującym i kontemplującym, wytwarza wiecznotrwałe koncepcje bezdziejowe w personaliźmie.
Człowiek, pragnący włączyć swoje istnienie w rytm historii, musi wejść w mechanizm stawania się, a więc czegoś, co powstaje na pograniczu człowieka i pozaludzkich żywiołów. Owocny wysiłek mięśni i mózgu nie może się odbywać w próżni, w odosobnieniu. Tylko wówczas gdy jednostka posiada ogólny zarys akcji dziejowej, t. j. mit, obejmujący liczne pokolenia, niezliczone miliony jednostek w danych, najbardziej konkretnych bo z oryginalności zdarzeń historii wynikających warunkach, tylko wówczas możliwa jest praca, twórczość, objektywizacja mocy. Niema tu kresu, lecz stałe dążenie wzwyż, podnoszenie się z szczebla na szczebel. Po upadku wielkiego mitu helleńskiego i mitu imperium rzymskiego nie zrodził się nowy mit. Całe zmurszałe rusztowanie runęła w gruzy, na rumowiskach zaś kłębiło się potworne mrowie nędzy ludzkiej, uzbrajanej ideologicznie przez judejczyków. Podnoszenie się z tego dna upadku odbywało się bardzo powoli. W oparach średniowiecza dojrzewały stopniowo elementy nowego mitu. Po przez renesans, reformację, zjawił się wreszcie, jako mit indywidualizmu, rozwijany na dwóch płaszczyznach: indywiduum dążące do pełni życia w dziedzinie uprawy i samookreślenia się umysłu, oraz w dziedzinie gospodarstwa. Tak rozwinęła się nowoczesna cywilizacja z jej filozofią, nauką; kapitalizmem i imperializmem. Cywilizacja ta rozwinęła się nad oceanem Atlantyckim. Ośrodkiem dyspozycji stał się Londyn. W innych punktach globu stopniowo narastały nowe siły. Rozwinęły się Prusy, Rosja, nasi ościenni sąsiedzi. W łonach tych narodów formowały się zarodki syntez dziejowych, rosła potęga polityczna i gospodarcza. Gdy teraz zestawimy kierunkową rozwoju świata, czołowych narodów i naszych sąsiadów z linią rozwoju Polski od przełomu wewnętrznego w XVI w.-stwierdzimy istnienie zasadniczej rozbieżności. Punkty wyjścia są różne. Typy kulturalne Polski i ościennych narodów odbiegają od siebie zasadniczo. Znając jednak różnice punktów wyjścia, możemy spodziewać się różnic w dalszych ogniwach.
Rychło różnice kierunków rozwojowych dają o sobie znać w ten sposób, iż narody' "zmaterializowane", zwrócone de marnej doczesności, zaczynają traktować narody skatoliczone, ich substancję życiową jako mierzwę dla swego wzrostu. Staje się to i naszym udziałem. Wywołuje to szereg niezmiernie doniosłych następstw.
">
2. Nożyce potencjałów zewnętrznych.
W znacznej części okresu 1600-1950 naród polski rozwija się tak, jakby byk całkowicie izolowany od reszty świata. W tym czasie pierwsza antynomia zbliżała się da swego kresu, uzyskując na wewnątrz harmonijną równowagę epoki saskiej, na zewnątrz zaś całkowicie wywracając równowagę polityczną Europy środkowo-wschodniej, dzięki osiągniętej równocześnie głębokiej degradacji. Osiągnięcie katolickiej harmonii socjalnej całkowicie pokrywało się bowiem z upadkiem i bezsiłą. To, co dla "polskiej" ideologii grupy było realizacją najgłębszych ideałów, dla narodu było kresem degradacji i rozkładu. Nierozłączność jednego od drugiego bowiem, właśnie stanowi pierwszą, zasadniczą antynomię. Otóż rozwój odbywał się tak, jakby upadanie narodu było stratą niewielką wobec ogromu "osiągnięć" w dziele "doskonałości" moralnej. Naturalną rzeczą było, iż poziom życia gospodarczego i społeczno-politycznego ościennych narodów był całkiem inny. W tym czasie, gdyśmy pogrążali się w bagno epoki saskiej, Anglia tworzyła imperium, system ekonomiczny kapitalizmu, który ogarnął następnie cały świat, budowała się potęga Prus, przyszłych twórców Wielkiej Rzeszy, wreszcie rosła potęga Rosji.
Różnice zarysowywały się coraz większe. Potencjał ludnościowy, polityczny, gospodarczy naszych sąsiadów rósł, nasz malał. Tę rozbieżność określimy pojęciem "nożyce potencjałów zewnętrznych". W miarę jak poszczególne narody z coraz większą precyzją realizowały założenia swych mitów dziejowych, "nożyce potencjałów zewnętrznych" róść musiały nieuchronnie na naszą niekorzyść, gdyż były wyrazem rozbieżności kierunków rozwojowych. Zjawisko "nożyc potencjałów zewnętrznych" tym samym należy uważać za coś bardzo prawidłowego. Skorośmy obrali linię rozwoju, wykwitającą z zasad światopoglądowych personalizmu katolickiego, tym samym prawidłowy i niezmącony rozwój wyraz swój znaleść musiał w grawitacji do katolickiej harmonii socjalnej i konsekwencji w naszym potencjale cywilizacyjnym.
W tych płaszczyznach, gdzie zaistniała styczność między Polską i ościennymi narodami, nasza niższość w polityce i gospodarstwie wydawała się bezsporna. W epoce saskiej ta niższość była bijąca w oczy. Dostrzegano ją wyraźnie we wszystkich dziedzinach życia materialnego, czyli w sferze zewnętrznej ciągu harmonicznego. To, co dawało się zmierzyć ilością, lub dostrzec zmysłami, mówiło o niezaprzeczalnym upadku, w porównaniu z odpowiednimi dziedzinami sąsiadów bliższych i dalszych. Jest rzeczą niepomiernej wagi to, iż niższość naszą dostrzegano tylko w sferze faktów, t. zn. w sferze zewnętrznej, materialnej. Porównywać ze sobą można tylko rzeczy dające się sprowadzić do wspólnego mianownika: są to więc dziedziny wymierne, dające się ująć w ramy ilościowe, porównywalne. Można więc stwierdzić, iż potencjał militarny jakiegoś kraju jest niższy niż innego, gdy porównamy stany liczbowe ich armii, wysokość przeszkolonych rezerw, ilość dział, amunicji, zasoby mobilizacyjne, środki komunikacji, potencjał ekonomiczny, obejmujący stan produkcji i jej możliwości wojenne, wydajność przemysłu, rolnictwa, sprawność administracji, wreszcie nastroje polityczne, strukturę socjalną i wiele innych. Zestawiając w ten sposób, najtrudniej jest dociec przyczyny niższości. Dostrzega się ją bowiem tylko w sferze materialnej, w końcowych ogniwach długiego łańcucha związków funkcjonalnych. Klęska militarna sprawia, iż przyczyną niższości wydaje się być słabość czynnej armii, ilość żołnierza stojącego pod bronią. Jeżeli nawet do próby na polu bitew nie doszło, to przyczynę zasadniczej niższości opinia większości upatrywać będzie w niedołęstwie dowództwa, słabości rządu, złej administracji, wadliwej strukturze politycznej i t. p. Z zasady refleksje wiążą się z czymś, co jest właściwie końcowym rezultatem całego łańcucha przyczyn i to "coś" wydaje się właśnie być główną przyczyną.
Uogólniając rozważania o istocie ,.nożyc potencjałów zewnętrznych" stwierdzić możemy: a) prawidłowość ich występowania, b) dostrzeganie ich dzięki ujemnym skutkom dla niezależności politycznej, spowodowanym przez interwencję silniejszych sąsiadów, c) ujmowanie "nożyc potencjałów zewnętrznych" od ich strony materialnej, wymiernej, i to zarówno w polityce, jak i w gospodarstwie.
Kierunek rozwojowy życia narodowego, stwarzany przez ciąg harmoniczny", dawał najzupełniej prawidłowe wyniki końcowe w postaci bieguna tomistycznego w polityce i ekonomice. Umysł "przeciętnej społecznej" nic tu nie kwestionował, uważając wszystko za naturalne i zgodne z jej ideałami. Gdy natomiast spoglądał na te końcowe wyniki, t. j. na katolicką harmonię socjalną od strony wydajności życiowej, od strony warunków geopolitycznych, związanych z położeniem Polski, widział ogrom upadku, dający obraz "nożyc potencjałów, zewnętrznych".

3. Istota odruchu spłoszonej błogości.
Sielanka w rodzaju saskiej trwać wiecznie nie mogła. Zaczęły się ujawniać nader widoczne i całkiem niemiłe skutki "nożyc potencjałów zewnętrznych". Niższość tę odczuto w sposób dotkliwy wszędzie tam, gdzie Polska weszła w bezpośrednią styczność z sąsiadami, jako kontrahent. Nieliczenie się z Polską, jako czynnikiem politycznym kazało dostrzec i dalsze ogniwa: a więc ustrój polityczny, formy państwa, upadek gospodarczy, ciemnotę mas, ich nędzę, uniemożliwiającą politykę skarbową, któraby zapewniła środki dla podtrzymania siły państwa itd.
Aktywna polityka sąsiadów wobec Polski powodowała, iż w coraz większej ilości powstawały płaszczyzny zetknięć z nimi i w sposób coraz przykrzejszy te kontakty odczuwano. Dzięki temu na rzeczywistość polską, musiano spojrzeć innymi oczami. Im bardziej sąsiedzi ingerowali w życie polskie, tym bardziej uświadamiano sobie niezwykłość tego, co na rzeczywistość polską się składało. Uczucie głębokiego dosytu duchowego zaczęło poniektórych opuszczać. Stało się wyraźne nawet dla mniej rozwiniętych umysłowo, iż nie jesteśmy w stanie rzucić na szalę tych możliwości, co nasi sąsiedzi, że jesteśmy słabsi. Obejmowało to nie tylko możliwości wojskowe, ale i podbudowę wojskowości, a więc polityczny potencjał wogóle. Tak więc, obok uczucia zadraśniętej dumy grupowej, zmysłowo wyczuwalnych przykrości, decydującym stanem uczuciowym dla dalszego rozwoju było uczucie zagrożenia. Kulminuje ono w wyraźnym uświadomieniu niższości. Polskość, dostrzegłszy swą niższość w pewnej dziedzinie, odczuła zagrożenie dla całej swej istoty. Wszystkie najwyższe wartości, ideały kulturalne, dotychczasowy dorobek uwidoczniony w stanie rzeczywistości, państwo, swoboda decydowania o swym postępowaniu, misja dziejowa wydały się nagle zagrożone w swym istnieniu z momentem uświadomienia, iż zachłanności sąsiadów nie przeciwstawi się argumentu siły. Proces budzenia się uczucia zagrożenia przebiegał różnymi drogami, różnymi etapami. Pożywką dlań były klęski, jakie szybko się zaczęły mnożyć ku końcowi epoki saskiej. Nie znaczy to wcale, iż przedtym uczucie to nie istniało, zrazu było tylko słabsze, jako zależne od stopnia impulsów z zewnątrz.
Naturalnym przejawem psychiki każdej grupy społecznej jest instynkt obronny. Jakaś ideologia grupy, permanentnie żyjąca w ciałach kolejno nadążających pokoleń, posiada organa kontrolne, alarmujące, gdy jakieś niebezpieczeństwo, jej istocie zagrażające, ma się zbliżać. Tendencje ku wyrównaniu "nożyc potencjałów zewnętrznych", idące z zewnątrz, oznaczały nic innego, jak tylko upadek faktyczny państwa polskie go. Tym samym przed świadomością "przeciętnych społecznych" z jakich składa się społeczeństwo polskie, zarysować się musiała upiorna wizja zniszczenia całego dzieła, wycyzelowane go w ciągu wieków. Misterna budowla społeczna stanowiąca o ciągu harmonicznym, stawała się zagrożona w swym istnieniu. Możemy przewidywać, jaka być musi reakcja uczuciowa milionów "przeciętnych społecznych". Zwróćmy uwagę na dwa zjawiska, będące właściwie tym samym, tylko widzianym z dwóch różnych stron:
a) pełne urzeczywistnienie się ciągu harmonicznego, po przez osiąganie katolickiej harmonii socjalnej, co znaleźć musi swój wykładnik w uczuciu sytości duchowej, w błogostanie saskim u "przeciętnej społecznej", i
b) nożyce potencjałów zewnętrznych wraz ze świadomością zagrożenia.
Oba te zjawiska występują zazwyczaj równocześnie. Owocem ich jest nowa kategoria, którą nazwiemy "odruchem spłoszonej błogości". Błogostan duchowy "przeciętnej społecznej" odczuwającej ziszczanie się w świecie zewnętrznym tego, co stanowi istotę "ja", jest w niespodziewany, można rzec "nielogiczny" sposób mącony przez poczucie zagrożenia. Reakcja na to nie może być inna, niż to co skreśliłem "odruchem spłoszonej błogości". "Odruch spłoszonej błogości" jest jakby echem tego, że nożyce potencjałów zewnętrznych są czymś prawidłowym, nieuniknionym, a ze stanowiska zasad polskiej ideologii grupy całkiem niespodziewanym. Odruch spłoszonej błogości to motor naszego życia politycznego od połowy XVIII w. Ponieważ nożyce potencjałów zewnętrznych" były zjawiskiem trwałym, tak jak trwałą była rozbieżność rozwoju dziejowego Polski i jej sąsiadów, tak też trwale musiał im towarzyszyć "odruch spłoszonej błogości", wykształcony w "ideologię obrony". Jeden z autorów współczesnych pisze, iż tak jak misją dziejową Anglii jest władztwo nad morzami, misją dziejową Japonii sięgnijcie po władzę nad Azją, Rosji - rewolucja światowa, tak misją narodu polskiego jest obrona. Jest to spetryfikowany wyraz "odruchu spłoszonej błogości". Nie może być inaczej, skoro "polska" ideologia grupy wtłacza naród w łożysko rozwojowe ciągu harmonicznego; odruch spłoszonej błogości, idea obrony jest tylko dobitnym wyrazem, iż schemat dziejowy pozostaje ciągle ten sam.

4. Polityka zagraniczna Polski w świetle "nożyc potencjałów zewnętrznych".
Nożyce potencjałów zewnętrznych mocno zaciążyły na zasadach naszej polityki zagranicznej w ciągu ostatnich wieków. W okresie gdy nożyce potencjałów zewnętrznych nie są uświadamiane, sprawa jest prosta. Inaczej natomiast jest, gdy nożyce potencjałów zewnętrznych z tych, lub innych powodów są uświadamiane. Wówczas w zależności od tego, czy w ślad za tym idzie odruch spłoszonej błogości, lub też nie, mamy wytyczone ogólne podstawy polskiej polityki zagranicznej.
Rozpatrzmy wypadek, gdy obok uświadomienia nożyc potencjałów zewnętrznych mamy brak poczucia zagrożenia. Dłuższy okres naszej historii epoki saskiej tym się właśnie znamionuje. Opinia publiczna widzi niższość Polski w dziedzinie cywilizacyjnej, w rozwoju gospodarstwa, sprawności państwa, potencjału militarnego itd. Jednocześnie jednak uświadamia sobie, że stan ten nie pociąga za sobą zmian, które ze stanowiska polityki zagranicznej uważać by było można za ujemne. Następstwem tego jest wniosek, że rzeczywistość polska w polityce i gospodarstwie jest czymś wyższym, doskonalszym, niż to jest w analogicznych dziedzinach u innych narodów. Inne narody zagubiły się w ..grubym materializmie", w pogoni za osiągnięciami gospodarczymi i politycznymi, zatracono wolność, osobowość, ów najwyższy skarb, a myśmy tych grzechów nie popełnili i na dodatek czujemy się doskonale. Z drugiej strony, ponieważ stan ten nie odbija się ujemnie na państwie, więc też zapewne bezkarność ta ma swoje uzasadnienie w tym, iż słabość polityczna i ekonomiczna Polski jest jej siłą. Sytuacja ta była tak niezwykła, iż w końcu zaczęło się wydawać; że za kulisami polityki międzynarodowej istnieją jakieś niezbadane prawa, pozwalające na nieliczenie się z zasadami, dotychczas rządzącymi losami narodów. Zdumiony umysł "przeciętnej społecznej" z epoki saskiej zamknął to w znanej formule "Polska nierządem stoi", lub "nasza słabość jest ostoją wolności". I dopiero pierwszy rozbiór podważył pewność tych zasad, na których przez czas dłuższy opierał się stosunek przeciętnej społecznej do zagadnień polityki zagranicznej. Po tym dopiero doszedł do głosu "odruch spłoszonej błogości".

5. Fikcja hipotezy błędu.
Polityka jest świadomym działaniem, skierowanym ku określonemu celowi. Moment świadomości działania i celu pociąga za sobą konieczność pewnych procesów myślowych. Ponieważ reaguje się na konkretne przejawy i stany rzeczywistości polskiej, działanie więc musi być oparte na analizie tej rzeczywistości: wykrycie związków przyczyn i skutków, odcyfrowanie poszczególnych ogniw, pozwala wejrzeć w skład i mechanizm sił, które takie, a nie inne fakty do rzeczywistości powołały. Ogarnięcie myślowe całości pozwala dopiero na montowanie mechanizmu działania, mającego stworzyć nową rzeczywistość. Lekarz, przystępując do chorego, ma za zadanie wyjaśnić przede wszystkim, co choremu jest, ustalić przyczyny choroby, cały mechanizm związku przyczyn i skutków, zachodzących w organiźmie pacjenta. Wyjaśnienie tego punktu, t. j. postawienie diagnozy, daje możność przystąpienia do właściwego leczenia. Polega ono na stosowaniu stojących do dyspozycji środków wobec stanu, w jakim się pacjent znajduje. Między stosowanymi środkami, a daną dolegliwością organizmu pacjenta istnieć musi istotny związek, ten bowiem dopiero warunkuje skuteczność leczenia. Analogicznie jest z rzeczywistością polską. Odruch spłoszonej błogości wyzwala wolę działania, skierowanego przeciw przykrym skutkom "nożyc potencjałów zewnętrznych". Analiza przyczyni, je sprawiających, musi poprzedzić działanie. Analiza ta, stanowiąca o diagnozie przebiega w tak niezwykły sposób, że musimy jej poświęcić nieco miejsca. Szczególnie ciekawe są końcowe wyniki poszukiwania "przyczyni" nożyc potencjałów zewnętrznych. (Uwagi na ten temat stać się powinny podstawą osobnej pracy, gdyż zahaczają o najbardziej żywotne zagadnienia bytu zbiorowego narodu).
Dla "przeciętnej społecznej" zjawisko "nożyc potencjałów zewnętrznych" jest czymś niepojętym, nielogicznym. Istotnie, gdy staniemy na jej stanowisku, spojrzymy jej oczyma na życie polskie wówczas niższość polskiego gospodarstwa, polskiej państwowości wobec rozwoju cywilizacyjnego sąsiadów jest zagadkowa. Wszak "przeciętna społeczna" obejmująca swą duszą cały ciąg harmoniczny, czująca prawidłowość w powiązaniu jego ogniw, od "a" do "z", nie może jako rzecz naturalną traktować "nożyc potencjałów zewnętrznych" i z nich wynikającego "odruchu spłoszonej błogości". Gdy "przeciętna społeczna", wejrzawszy w głąb siebie, oparłszy się a swoje zasady światopoglądowe, a więc personalizm. zechce sprawdzić cały ciąg harmoniczny, poszukując przyczyn "nożyc potencjałów zewnętrznych", to - idąc myślowo od ogniwa do ogniwa, dojdzie w końcu do bieguna tomistycznego w polityce i w gospodarstwie, słowem do katolickiej harmonii socjalnej, stwierdzi zasadniczą prawidłowość we wszystkim. Stan gospodarstwa i polityki będzie naturalnym wyrazem ogólnych założeń. Wydawało by się, że wszystko jest w porządku. Tak też rysuje się sprawa w umyśle przeciętnej społecznej. W chwili, gdy pada stwierdzenie, że wszystko jest prawidłowe, jednocześnie "przeciętna społeczna" dowiaduje się o "nożycach potencjałów zewnętrznych", o niższości polityczno-ekonomicznej Polski. Sprzeczność wyraźna; z jednej strony błogostan saski wyłącza odruch spłoszonej błogości, z drugiej zaś pewności siebie "przeciętnej społecznej" przeciwstawia się fakt "nożyc potencjałów zewnętrznych". W każdym wypadku staje się wobec tego samego dylematu: optymistyczna wiara w wartości przez "polskośćo reprezentowane, które czuje w sobie każda "przeciętna społeczna", dumna z nich, otaczająca je czcią, jako najlepszą i najgłębszą cząstką swego "ja" - zderza się gdzieś w dalszych ogniwach stale z przejawami niższości cywilizacyjnej i degradacji. Głęboką równowagę i sytość duchową mącą nieustannie przykre ciosy gdzieś z peryferyj ciągu harmonicznego tam, gdzie się styka on z życiem obcym.
W tej ciągłej przeciwstawności nie mogło zrodzić się przypuszczenie, iż pierwsze w jakiś sposób wywoływało drugie. Jeśli jednak jedno i drugie stale z sobą współistniało, to wyłączając związek przyczynowy między nimi, wytłumaczyć to było można tylko po przez "hipotezę błędu". Zakłada się mianowicie, że w szeregu ogniw ciągu harmonicznego; pomiędzy pierwszym a końcowym, musiał zaistnieć gdzieś błąd; nasze wysokie wartości duszy narodowej, porządkując życic polskie według swego wzoru, potykały się o jakieś wadliwa ogniwo, dzięki czemu dalsze nosiły już w sobie zarodek dezorganizacji, sprowadzając w końcowym wyniku tak niemile odczuwane nożyce potencjałów zewnętrznych. Hipoteza błędu jest więc tutaj jedynie możliwą próbą wytłumaczenia niezwykłego toku rozwojowego Polski. Przyjęła się ona od wieków powszechnie w duszy polskiej, przenika każdą myśl, każdą koncepcję, tyczącą się zagadnień życia społecznego Polski. Zasięg "hipotezy błędu" jest niezwykle obszerny. Przejawy nożyc potencjałów zewnętrznych dla przeciętnej społecznej pozornie łatwo się tłumaczą, gdy się przyjmuje hipotezę "błędu" w jakimś punkcie mechanizmu życia narodowego. Myśl pobudzona przez odruch spłoszonej błogości, próbując wyjaśnić niestosunki, schodzi na bezdroża "hipotezy błędu". U podstaw hipotezy błędu leży przeświadczenie, iż w szeregu ogniw pomiędzy ideologią grupy, jako pierwszym, a stanem rzeczywistości, jako ostatnim ogniwem, musiał zaistnieć jakiś błąd; że nastąpiło uchylenie się od prawidłowego przebiegu, dzięki czemu powstała rzeczywistość obciążona błędem, wyrażającym się w "nożycach potencjałów zewnętrznych".
Konsekwencje przyjęcia hipotezy błędu są olbrzymie. Po upadku Rzeczypospolitej Szlacheckiej pierwszy odruch dyktował przeświadczenie, iż przyczyna tkwiła na zewnątrz narodu polskiego, jako "barbarzyństwo zaborców", "zachłanność sąsiadów" itp. Rychło jednak rozpoczęto szukać błędu. Źródło naszej niższości tkwiło korzeniami w samej ideologii grupy, w fundamentach polskości, przejawy jej barwiły wszystkie dalsze ogniwa; badanie zdążające natomiast do wykrycia "błędów" musiało się rozpoczynać od punktu, gdzie go z całą oczywistością stwierdzono, t. j. od ogniw ostatnich. Łatwo więc wykrywano nędzę polską jako element "nożyc potencjałów zewnętrznych" i cofając się. wstecz, szukano błędu w ogniwach coraz bliższych, jednak nie dochodzących do ich praźródła - zasad polskiej ideologii grupy. Zejście na bezdroża hipotezy błędu jest zdeterminowane. Jest to jeden z uderzających paradoksów polskiego życia. Sprobujmy go pokrótce wyjaśnić.
Jak o tym już była mowa, świat wartości duchowych jednostki, czyli "ja" jest odbitką ideologii grupy. Cały bagaż duchowy jednostki, kryteria dobra i zła, system wartości, wszystko to jednostka otrzymuje gotowe od swego otoczenia, w którym wyrasta. Wszystkie owe treści duchowe jednostka uważa za absolutne i własne. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, które już wyżej określiliśmy "absolutem świadomości", gdyż jednostka świat swego "ja" uważa za coś absolutnego, jedynie godnego czci miłości. Z "absolutu świadomości" wyrasta głębokie przeświadczenie, iż system wartości, stanowiący o istocie "ja", jest jedynie słuszny i nie podlegający ni krytyce, ni kwestionowaniu. Stojąc na stanowisku "absolutu świadomości", dostrzegamy całkowitą prawidłowość wszystkich wyliczonych ogniw, pełną zgodność z treściami, wyznaczającymi "ja". Wynikiem tej zgodności jest ów sławetny katolicki błogostan i niezmącona pogoda. Podstawy ideologii grupy nie mogą być kwestionowane nawet w najlżejszym stopniu, gdyż kryteria wartościowania i sama ideologia grupy są to rzeczy identyczne. Można natomiast wartościować wszystko to, co znajduje się na zewnątrz. Dlatego też "przeciętna społeczna", sprawdzając ogniwa ciągu harmonicznego i stosując do nich kryteria personalistyczne, znajduje je zawsze w porządku. Nigdy zaś nie wykryje pierwszej antynomii t. j. zgubnego oddziaływania samych zasad personalizmu, polskiej ideologii grupy, gdyż będąc uzbrojona w kryteria personalistyczne nie może wartościować tych samych kryteriów. Jakiemiż sprawdzianami "przeciętna społeczna" mogła by wartościować polską ideologię grupy, skoro sama jest jej produktem, stosuje jej kryteria? Brak tu punktu archimedesowego. Można ruszyć ziemię z posad gdy się posiada punkt oparcia w jakimś układzie po za ziemią. To samo tyczy "przeciętnej społecznej". Nigdy nie może ona podejść z krytycznym nastawieniem do zasad personalizmu, zasad "polskości", gdyż zespolona jest organicznie z tym samym układem wartości. Tak jak ktoś, stanąwszy na krześle nie jest w stanie unieść tego krzesła w górę, tak umysł "polski" jest pozbawiony możności zajęcia krytycznego stanowiska wobec zasad "polskiej ideologii grupy". Zasady te są dlań przedmiotem chluby, miłości. Bluźniercza myśl o tym, iż jego najgłębsze "ja" jest przyczyną "nożyc potencjałów zewnętrznych" nigdy powstać nie może, gdyż konsekwencją jej byłoby poczucie bezmiernego upadku moralnego, całkowitej deprecjacji "ja". Stanowisko krytyczne zająć może tylko wówczas, gdy stworzy uprzednia własny, odrębny system wartości i jego kryteriami oszacuje polską ideologię grupy, w stosunku do której uzyskuje się wtedy dystans, jako do rzeczy zewnętrznej, przedmiotowej, a jednocześnie obcej.
W świetle tych uwag pojmujemy, jak straszną fikcją jest hipoteza błędu, jak z nieubłaganą koniecznością narzuca ją "absolut świadomości". Niższość polskiego życia da się ująć w zestawieniach cyfrowych, a więc w kryteriach przedmiotowych; stąd też mamy możność dostrzeżenia "nożyc potencjałów zewnętrznych", nie jesteśmy natomiast zdolni dostrzec siły, która owe "nożyce potencjałów" stwarza. Istotna przyczynia, prowadząca nieubłaganie do "nożyc potencjałów zewnętrznych" pozostała więc niewidoczna. Może więc bez przeszkód stale oddziaływać w tym samym fatalistycznym kierunku. Będąc pozbawieni zdolności uchwycenia źródła degradacji, stykamy się stale z jego namacalnymi przejawami. Przejawy te, w naszej bezradności, usiłujemy zrobić przyczynami. W związku z taką postawą stoi niezachwiana wiara w rychłe odwrócenie się losów, w tryumf dobra t. j. tego wszystkiego, co "my" reprezentujemy, w zwycięstwo nad "złem", czyli tym, co tylko chwilowo wydaje się być mocniejszym. Mamy tu najprymitywniejszy odruch psychologii grupy. Występuje on u wszystkich grup społecznych znajdujących się w odwrocie dziejowym. Tak czuły ginące plamiona czerwonoskórych w Ameryce, tak reagowały przez czas dłuższy Chiny, z niewysłowioną pogardą patrzące na białych barbarzyńców, poniewierających bezwładną masę chińską. Z wyniosłym podrażnieniem znoszą Chińczycy panoszenie się małych, żółtych przybyszy z wysp Nipponu, tego wzgardzonego pomiotu "małp i złodziei".
Taką też diagnozę postawiono u nas po doświadczeniach końca XVIII wieku. Mamy ją uwiecznioną w dziedzinie poezji, filozofii, literatury, a nawet w "nauce" historii. Jaskrawą formą przejawiania się tej postawy były szopki "mesjanistyczne", inną jeszcze jaskrawszą postacią była historyczna szkoła "optymistyczna", która dotąd przenika do głębi całą umysłowość narodu. Ten sposób przedstawiania rzeczy nie dla wszystkich i nie zawsze był wystarczający. Z chwilą gdy przyczynę niższości przeniesiemy do wewnątrz rzeczywistości polskiej, mamy t. zw. "pesymistyczną" szkołę myślenia. U podstaw jej leży dążność do wykrycia przyczyny niższości po przez cofanie się w łańcuchu skutków i przyczyn. Stan jakiegoś odcinka, znamionujący się niższością, musi mieć jakąś przyczynę. Ta przyczyna może się wydawać skutkiem jakiejś przyczyny dalszej itd. Z natury rzeczy przy naświetleniu każdego ogniwa istnieje tendencja do uważania go za przyczynę absolutną wszelkiego zła. Komuś to może się wydać jeszcze nie dość uzasadnione, dzięki czemu następuje posunięcie o dalsza jedno lub więcej ogniw wstecz. Po pierwszym rozbiorze uważano, iż przyczyna tkwi w małej ilości wojska; wkrótce stwierdzono, iż ilość wojska zależy od ilości pieniędzy w skarbie, stąd wołanie o reformę skarbowości, finansów, systemu podatkowego. Okazało się, że wszystko to zależy z kolei od organizacji politycznej, siły i niezależności rządu, a t. zn.wu posiada swoje uwarunkowanie w zgodzie narodu, w świadomości przeciętnego szaraka, jego przygotowaniu społeczno-obywatelskim, a więc oświacie itd., itd.
Przy każdym z tych ogniw diagnoza socjalna zatrzymuje się bezwładnie. Wysiłki licznych umysłów popychają ją wzdłuż coraz głębiej położonych ogniw. Dotykamy niezmiernie interesującego zjawiska psychologii społecznej. Próba wyjaśnienia niższości polskiego życia po przez badanie szeregów przyczyn wstecz, zatrzymuje się przed zasadami polskiej ideologii grupy z czcią i szacunkiem. Jest to zrozumiałe, jeśli się uwzględni, iż ten proces myślowy zachodzi pod pokrywami czaszek ludzi, którzy do narodu polskiego należą, czyli że ich podstawy światopoglądowe są ugruntowane w tych samych zasadach polskiej ideologii grupy. Otóż te dalsze ogniwa są przedmiotem krytyki Każde z nich nosi na sobie piętno rodowodu i w każdym jest widoczna "przyczyna" degradacji.
Brak możliwości wykrycia i uświadomienia sobie przyczyny zasadniczej sprawia niesamowite następstwa. Zanika bowiem w ten sposób możność odróżnienia przyczyny od skutków. W każdym ogniwie, dzięki temu pomięszaniu się, można upatrywać główną przyczynę niższości Polski, a wszystkie pozostałe już jaka dalsze pochodne. W tej sytuacji musiała się wyłonić niezwykła kakofonia sądów. Tak się też stało w rzeczywistości. Każdy, kto tylko chce, może w Polsce z równią słusznością orzec, iż przyczyna degradacji Polski jest to a to; ponieważ nikt prawdy powiedzieć nie jest w stanie, więc też wszyscy mają równą rację. Taki sam ciężar gatunkowy mają twierdzenia, iż Polskę gubi: niepunktualność, wielka własność ziemska, agitacja żydo-komuny, opanowanie handlu pierzem i jajami przez żydów, słabość czy też moc rządu, partyjnictwo, totalizm, parlamentaryzm ,dyktatura, bierność, indywidualizm, uległe poddawanie się losom i bujna samowola, nędza i rozrzutność, brak organizacji, złodziejstwo, ciemnota, słaby rozwój handlu. dumping, niedorozwój miast i kupiectwa, etatyzm itd., itd. Wielki łańcuch przyczyn i skutków, jaki powstaje z pierwszej zasadniczej antynomii, z momentem urwania się głównego ogniwa t. j. polskiej ideologii grupy, sprawia, iż w umyśle "przeciętnej społecznej" łańcuch tem rozsypuje się na milion samodzielnych ogniw .
Widzimy więc, iż badając ogniwa ciągu harmonicznego od końca wstecz, krytyce można poddać prawie wszystkie, oprócz pierwszego, t. j. naczelnych zasad "polskości". W ten sposób umyka jedyna istotna siła, która "nożyce potencjałów zewnętrznych" stwarza. Wszystkie pozostałe ogniwa ciągu harmonicznego nadają się do spekulacji jako siedliska "błędu". Szereg tych ogniw, nazwiemy "amplitudą błędów", gdyż umysł " przeciętnej społecznej" jest skazany na wieczne w niej błądzenie.
Fikcja błędów pozwala na największe dowolności w określaniu "przyczyn" degradacji i niższości Polski. Niema tu żadnego obiektywnego sprawdzianu. Każda fikcja da się udowodnić z równą nieomal łatwością. Obok fikcji poważnych, autorytatywnych, istnieją niezliczone fikcje, czekające na swoją kolejkę, w stanie mniej lub bardziej embrionalnym. bycie polskie jest spowite mgłą tych fikcji, owijających się jak chwytliwe liany c każdy przejaw aktywności. Wyrwanie się z tego błędnego koła nie jest możliwe, dopóki nie zaistnieje archimedesowy punkt duchowy, pozwalający w oparciu o jego kryteria poddać wartościowaniu samą ideologię grupy. Wówczas spadnie czapka niewidka z pierwszej zasadniczej antynomii, a demoniczne mgły fikcyj pierzchną jak mroki nocy przed blaskiem słońca.

Rozdział X. Ciąg reformistyczny.
Prawidłowa ewolucja ciągu harmonicznego do swego ideału - katolickiej harmonii socjalnej - sprawia to, że "nożyce potencjałów" są czymś naturalnym, nieuniknionym i stałym, stanowiącym wyraz istnienia zasadniczej antynomii dziejów Polski. Odruch spłoszonej błogości wyzwala aktywność, zdążającą do usunięcia przykrych następstw "nożyc potencjałów zewnętrznych". tak powstaje system działań, usiłujących łatać końcowe skutki ciągu harmonicznego, bez myśli nawet o tym. by zahaczyć o samą przyczynę, stale i prawidłowo te skutki (nożyce potencjałów zewnętrznych) reprodukującą. Nic więc dziwnego, iż system tych działań zestali się w postaci stałej instytucji społecznej, zajmującej się pracą Danaid.

1. Działania reformistyczne.
Hipoteza błędu w swoisty sposób tłumaczy głębokie niestosunki życia polskiego. W pewnym stopniu daje namiastkę teorii rzeczywistości społecznej, wyjaśniając stan istniejące, Posiada oprócz tego tę dogodność, iż pozwala na przesuwanie tabliczki z napisem: "tu jest błąd" w dowolne miejsce organizmu społecznego, nigdy nie dopuszczając do sytuacji, w której by trzeba było przeżywać przykre uczucie bezradności, płynące z niewiedzy.
Fikcja "błędów" jest punktem wyjścia dla zorganizowanego działania, mającego na celu usunięcie błędu, i takie ukształtowanie rzeczywistości polskiej, by znikła niższość narodowego życia wobec ościennych społeczeństw. Aktywność do tego celu zmierzającą nazwę "działaniem reformistycznym". Zawiera ono w sobie ogół tych czynności, które mają doprowadzić do wydźwignięcia naszego potencjału na poziom równoważący nacisk ze strony sąsiadów. Działania reformistyczne mają bardzo starą historię sięgają głęboko w czasy przedrozbiorowe. Są one koroną tych procesów psychosocjalnych, które nakreśliłem w rozdziałach poprzednich. Jako takie posiadają nader solidną podbudowę.
Każde działanie ludzkie przebiega po liniach nakreślonych uprzednio przez umysł. Akt działania, przed tym, nim wywoła jakieś zmiany we wszechświecie, istnieje jako wyobrażenie. Niema tu różnicy pomiędzy robotnikiem kopiącym rów, trybunem ludu wygłaszającym płomienną mowę, kucharką gotującą obiad, dzieckiem usypującym pagórek z piasku, czy też politykiem przeprowadzającym reformy społeczne. Plan działania reformistycznego jest więc produktem umysłu w postaci wyobrażenia, do którego następnie nagina się jakiś odcinek rzeczywistości. Interesować nas musi przede wszystkim to, co poprzedzało powstanie zorganizowanego wyobrażenia, stanowiącego istotną część planu działania reformistycznego. Odpowiedź na to w pewnym stopniu już została przesądzona. Na sformułowaniu jej decydująco zaważyć musi każdorazowo teoria rzeczywistości polskiej w danej chwili, wyrażona przez daną hipotezę błędu. To rozstrzyga o planie działania reformistycznego, co w danej chwili uważa się za "przyczynę" niższości polskiego życia. Jeśli bowiem za samoistną przyczynę degradacji uważa się brak oświaty, słabość władzy wykonawczej, brak dyscypliny politycznej, czy też niedorozwój handlu, to odpowiednio kształtuje się doktryna i z niej wynikający plan działania reformistycznego. Po liniach przez nią zakreślonych przebiegać będzie samo działanie reformistyczne. O ile plan działania reformistycznego przesądza o istocie tegoż działania i jego kierunku, to sama doktryna reformistyczna zdeterminowana jest przez daną teorię t. j. daną hipotezę błędu. O tym jak powstało zjawisko hipotezy błędów i jej szczegółowe stosowania, była już mowa uprzednio. Każdy hipotetyczny błąd może wystarczyć za fundament, na którym wzniesie się plan działania reformistycznego.
Działania reformistyczne ogólnie wycelowane są na usunięcie .,nożyc potencjałów zewnętrznych", czyli inaczej wyrażając - na spełnienie "postulatów antynożycowych". Umysłowości "przeciętnej społecznej" wydaje się bowiem, że gdy dany punkt, stwarzający niższość Polski, zostanie usunięty, to tym samym wszystkie trudności zostają rozwiązane. Tak więc ,.nożycom potencjałów zewnętrznych" przeciwstawia się "postulaty antynożycowe". Dzięki hipotezie błędu, "postulaty antynożycowe" wydają się być czymś zrozumiałym, przez co pierwsza antynomia ulega dokładnemu przysłonięciu. Sprawa wówczas pozornie jest jasna i prosta: skoro zaistniał jakiś nieprzewidywany "błąd" i niemiłe jego skutki, to po przez spełnienie "postulatów antynożycowych" da się go zneutralizować. Grozi nam zguba z powodu braku wojska i uzbrojenia? Trzeba więc mieć taką armię, któreby potrafiła Państwo obronić. Brak nam samochodów? Ileż ich trzeba posiadać, aby nożyce potencjałów motoryzacji zamknąć? Załóżmy milion sztuk. Ciężki przemysł? koleje? przeludnienie? analfabetyzm? karlenie fizyczne rasy? sprawny rząd?... Postulaty antynożycowe nie stoją w żadnym związku z rozwojem historycznym narodu polskiego.
Zjawiają się nagle, nie jako wyraz potrzeb wyrosłych z wewnętrznego nurtu cywilizacyjnego, tworzonego przez naród, lecz jako niepojęta, z zewnątrz narzucona, twarda niespodziewana konieczność. Postulaty antynożycowe są negatywem nożyc potencjałów zewnętrznych, noszą przy tym przedziwny charakter. Sposób w jaki one są uświadamiane zasługuje na to, by je nazwać "apriorycznymi". Suma "apriorycznych postulatów antynożycowych" jest rozpaczliwą i nieświadomą próbą wyrwania się z nurtu historii. Koszmar historycznych uwarunkowań wstecz i w przód próbuje się przechylić przez gorące pragnienie, by pewien stan rzeczywistości społecznej zaistniał. W ten sposób powstaje ogólna formuła "koniecznych potrzeb państwa". Ahistoryczny charakter postulatów antynożycowych - "potrzeb państwa" powoduje to, że są one agregatem luźnych, oderwanych, niepowiązanych ze sobą zadań państwowych. Wyrwanie się z nurtu historii jest tylko pozorne. grodki, którymi można zrealizować "potrzeby państwa", są całkowicie w kręgu historycznej rzeczywistości. Państwo, jako instrument dysponowania posiadanymi zasobami rzeczowymi i ludzkimi, wyjść poza nie nie może. Skazane jest na dysponowanie tym, co stworzył dotychczasowy rozwój historyczny. Otóż ten rozwój historyczny, jak wiemy z "ciągu harmonicznego", posiada swój styl i wyraźny kierunek ewolucji.
Już cały szereg pokoleń kroczy w wytyczonym przez "hipotezę błędu" kierunku, dogłębnie rozwijając różne fikcje. Największe talenty, jakie posiadaliśmy w poezji, filozofii, nauce, zostały w niemożliwy sposób wykoszlawione. Wieszczowie specjalizowali się w fikcji "Chrystusa narodów", filozofia pogrążyła się w mętach "mesjanizmu", historycy płodzili fikcje "słabości władzy wykonawczej" itd. W tej, z gruntu chybionej aktywności umysłów, jest pewna analogia do wysiłku, jaki w pocie czoła wykonują ludzie, z uporem pompujący miechy kowalskie i puszczający powietrze z tych miechów prosta..., w atmosferę. Wielkość pracy narodowej włożonej w rozpracowanie najprzeróżniejszych fikcyj jest imponująca. Bagaż intelektualny przeciętnego Polaka w przeważającej części składa się z mieszaniny różnych fikcyj.

2. Istota ciągu reformistycznego.
Pochodne pierwszej antynomii dziejów Polski układają się więc w następującej kolejności: nożyce potencjałów zewnętrznych, odruch spłoszonej błogości, postulaty antynożycowe, plan działania reformistycznego, wznoszony na hipotezie błędów.
Zauważmy odrazu, iż pochodne te noszą charakter energetyczny. Powstają one bowiem dlatego, że ideały umiejscowione w zbiorowym ciele narodu polskiego czynią go nieporadnym wobec świata żywiołów. Aktywność narodu ulega zahamowaniu, co znajduje swój wykładnik w mniejszym wytężeniu woli i mięśni, jeśli chodzi o władztwo nad światem materii; w ten sposób następuje zamieranie gospodarstwa i życia publicznego wogóle. Oczywiście rozwijają się instytucje inne, skierowane ku innym celom. Jako przykład podamy ilość klasztorów na ziemiach państwa polskiego w r. 1562, kiedy wynosiła ona 69; ta liczba o dwa stulecia później wzrosła do 889 klasztorów t.j. trzynastokrotnie. Są to oficjalne dane z dzieła "Relacje Nuncjuszów Apostolskich". Do sprawy tej wrócimy jeszcze. Mamy tu do czynienia ze zmianą kierunku zużycia energii życiowej i skutkami tego zjawiska. Działania reformistyczne polegają więc na takim skorygowaniu przebiegów życia społecznego, by dzięki nim uległ odwróceniu strumień życia i nastąpiło spełnienie postulatów antynożycowych.
Weźmy jako przykład nożyce potencjałów zewnętrznych w odniesieniu do naszej siły zbrojnej, tak jak to było w epoce króla Stasia. Uzbrojeni w pojęcia "teorii rozwoju wewnętrznego Polski" wiemy, iż słabość militarna Polski w XVIII w. była wyrazem prawidłowego rozwoju, wyrazem dokładnego urzeczywistnienia się ciągu harmonicznego. Zdajemy sobie sprawę z tego, iż włączenie się katolicyzmu w demokrację szlachecką i dokładne realizowanie zasad personalizmu musiało stworzyć rozwój, który określiliśmy grawitacją do bieguna tomistycznego, co konsekwentnie oznaczało osłabienie nurtu życia społecznego, atomizację społeczeństwa na otoki personalne, atrofię państwa i rządu oraz zabezpieczenie tych pozycyj za Pomocą instytucji "liberum veto". Nie było tu żadnego błędu: przeciwnie, zdumiewająca konsekwencja, która dała podstawę pod mit Polski jako "Chrystusa narodów". Toż samo w dziedzinie gospodarczej: przejęcie się ideałami personalizmu katolickiego stworzyło grawitacje ku otoce ekonomicznej, sklerozę otoczną, pauperyzację itd. I tu także wszystko jest prawidłowe, pozbawione błędu. Tak więc w końcu dochodzimy do polskiej siły zbrojnej tej epoki: po pierwsze nie było komu ją organizować, gdyż państwo i rząd uległy prawidłowej atrofii; po drugie nie było z czego organizować, gdyż upadek ekonomiczny (również prawidłowy) nie pozwalał na utrzymanie wielkiej armii; po trzecie siła zbrojna nie była nikomu potrzebna, jak to wynika z prawidłowych wyobrażeń "przeciętnej społecznej" o polityce zagranicznej. Innymi słowy: rozbrojenie Polski w XVIII w. było jednym z końcowych (prawidłowych) ogniw ciągu harmonicznego.
Dołączmy do tego teraz takie kategorie, jak: nożyce potencjałów wojskowych, odruch spłoszonej błogości, postulaty antynożycowe, t, j. wizja wielkiej armii, plan działania reformistycznego, czyli stworzenia siły zbrojnej. Stworzyć silną armię, t. zn.czy mieć pieniądze; mieć pieniądze, t. zn.czy stworzyć instytucję sprawnej skarbowości publicznej, a to z kolei pociąga za sobą konieczność posiadania sprawnej administracji, społeczeństwa, mającego z czego płacić i chętnego do płacenia i t. d. Okazuje się więc, że aby zrealizować jakiś postulat antynożycowy, w danym wypadku siłę zbrojną, trzeba zwrócić się do życia społecznego, płynącego łożyskiem ciągu harmonicznego i, idąc wstecz, dokonywać stałej korekty w jego przebiegach. Każde ogniwo musi ulec poprawce, zmianie. Każda taka poprawka jest gwałtem wobec ciągu harmonicznego, przemocą wobec prawidłowości, stwarzanych przez wewnętrzny jego rytm.
Działania reformistyczne, nastawione na postulaty antynożycowe, ażeby je zrealizować, muszą traktować ciąg harmoniczny jako tworzywo, jako surowiec. Ciąg harmoniczny z jego prawidłowością, wycyzelowaniem jest dla działań reformistycznych materiałem do budowy "postulatów antynożycowych". Nie oglądają się one na jego strukturę, lecz traktują go jako coś plastycznego, co ma być formowane według planu działania reformistycznego tak, by konieczne, nieubłagane "potrzeby państwowe" zostały zaspokojone. Mamy tu do czynienia z najzupełniej nową, odrębną kategorią, w stosunku do której prawa ciągu harmonicznego mają być w zawieszeniu. Działają tu inne prawa i inne siły niż w ciągu harmonicznym. "Postulaty antynożycowe" są linią graniczną, pomiędzy ciągiem harmonicznym, a tą nową kategorią. Zasadnicze cechy tej nowej kategorii to są: plan działania reformistycznego, polegający na korygowaniu przebiegów życiowych, stwarzanych przez prawa ciągu harmonicznego, ujmowanie całości życia polskiego, zawartego w formach ciągu harmonicznego tylko jako sumy zasobów ludzkich i rzeczowych, wreszcie traktowanie państwa, jako narzędzia pozwalającego na operowanie tymi zasobami w myśl działania reformistycznego.
Wróćmy do przykładu z siłą zbrojną. Chcąc ten postulat antynożycowy zrealizować, musiano mieć plan działania, czyli ogniwa: sprężysty rząd, sprawny aparat skarbowy, zasobnych podatników, podatki, przemysł zbrojeniowy, budżet wojskowy, armię. Podstawą planu działania jest traktowanie życia społecznego Polski jako tworzywa, surowca. Uczynić ten surowiec plastycznym, podatnym materiałem do budowy nowego ciągu ogniw, na końcu którego znajdzie się silna armia, mogło więc tylko państwo. Ono bowiem tylko mogło być w naszych warunkach instrumentem, zdolnym do przesuwania, przestawiania brył fizycznych (ludzkich i rzeczowych), składających się na ówczesną rzeczywistość polską. Żywą, organiczną całość, jaką jest ciąg harmoniczny, traktowano jako luźny zbiór rzeczy i ludzi. Wiemy, iż ciąg harmoniczny stawił opór usiłowaniom, gwałcącym go. Próba naruszenia jego form politycznych i ekonomicznych dała w wyniku Targowicę, o której dziś wiemy, iż miała zdecydowane poparcie 90 proc. aktywnych elementów politycznych społeczeństwa polskiego.
Przykład ten jest typowy. Da się rozciągnąć na całość życia zbiorowego narodu. Stoimy wobec szeregu faktów, posiadających znamiona prawidłowości, powtarzalności. Możemy je uogólnić, dochodząc w ten sposób do wykrycia całkiem nowego zjawiska społecznego, istniejącego od stuleci, które jednak nie jest dotychczas postrzeżone. Umysł "przeciętnej społecznej", będąc produktem "polskiej" ideologii grupy, dodatkowo cyzelowany przez funkcjonującą całość ciągu harmonicznego, pozbawiony jest tym samym tych elementów pojęciowych, które pozwalają na dostrzeżenie owej kategorii. Jest to naturalne skoro się zważy, iż brak świadomości istnienia ciągu harmonicznego musi się odbić w braku zdolności do ujęcia kategorii zeń poniekąd wynikającej. Nic więc dziwnego, iż powszechnie dostrzega się szereg luźnych stale powtarzających się fenomenów, bez możności ujęcia całości. Widzi się poszczególne drzewa, nie dostrzega się lasu.
Spróbujemy uchwycić istotę nowej kategorii po przez ułożenie szeregu wyłuszczonych wyżej nowych pojęć.
Pochodne grawitacji ciągu harmonicznego do jego optimum, czyli katolickiej harmonii socjalnej są następujące:
a) nożyce potencjałów zewnętrznych,
b) odruch spłoszonej błogości,
c) hipoteza błędu,
d) postulaty antynożycowe.
Wola realizowania postulatów antynożycowych rozwija ten ciąg dalej:
e) działania reformistyczne, skierowane na realizację postulatów antynożycowych,
f) plan działania polegający na korygowaniu form życia, stworzonych przez ciąg harmoniczny,
g) ujmowanie rzeczywistości społecznej ciągu harmonicznego jako sumy zasobów ludzkich i rzeczowych, mających być surowcem dla realizowania postulatów antynożycowych,
h) traktowanie państwa jako zasadniczego instrumentu, pozwalającego na operowanie zasobami rzeczowymi i ludzkimi.
Zauważmy, iż "nożyce potencjałów zewnętrznych" i "odruch spłoszonej błogości" są czymś stałym, czymś, co wyrasta z wiekowego rozwoju ciągu harmonicznego. Tym samym działania reformistyczne, nastawione na spełnianie postulatów antynożycowych, muszą się zestalić w trwały system, ciągle łatający skutki, stwarzane przez prawidłowy tok rozwojowy polskiego życia, ewoluującego ku katolickiej harmonii socjalnej. System działań reformistycznych, stale usiłujący przeciwstawiać się końcowym skutkom ciągu harmonicznego, dokonujący nieustannej pracy Danaid, nazwiemy "ciągiem reformistycznym".
Istotą "ciągu reformistycznego" jest wola usunięcia zagrożenia z zewnątrz po przez realizację postulatów antynożycowych. Narzędziem działania jest państwo, które w oparciu o istniejące na jego terenie zasoby ,usiłuje dokonać takich poprawek, by samorzutny rozwój ku katolickiej harmonii zahamować, a prąd życia społecznego skierować w łożysko, którym ten płynąc, doprowadzi do usunięcia zmory nożyc potencjałów zewnętrznych. Musi więc stale zadawać gwałt ciągowi harmonicznemu, w sposób mechaniczny łamać jego opór, mechanicznie przesuwać bryły ludzkie i rzeczowe z miejsca na miejsce, bez zdolności do uchwycenia głównego nerwu stawania się: wewnętrznej duchowej postawy jednostki, t. j. przeciętnej społecznej.
Wewnętrzna struktura "ciągu reformistycznego" wystąpi wyraźniej, gdy wyżej podany ciąg ogniw ustawimy w innym porządku:
1. Odruch spłoszonej błogości jako siła motoryczna ciągu
2. Państwo jako instrument, pozwalający na dokonywanie dowolnych przesunięć i korekt w świecie brył materialnych.
4. Zasoby rzeczowe i ludzkie na terytorium państwa.
5. Plan działania jako wizja dróg postępowania wysnutych z takiego lub innego "błędu", mających doprowadzić do ziszczenia postulatów antynożycowych.
Pojęcie ciągu reformistycznego o takiej treści, całkowicie pokrywa się z rzeczywistością. Od połowy XVIII w. w naszej rzeczywistości rozpoczyna działać ciąg reformistyczny, przechodząc kolejno liczne fazy rozwojowe, osiągając wysoką organizację w okresie sejmu czteroletniego, a następnie odradzając się w Polsce Niepodległej po przez przewrót majowy w 1916 r. Jednostki stanowiące załogę ciągu reformistycznego, patrząc na zjawiska przez pryzmat "hipotezy błędów", sądzą, iż zło może być usunięte po przez "właściwe" ustawienie figur i pionków na szachownicy życia społecznego. Ta "właściwe" ustawienie jest z jednej strony zmianą dotychczasowego biegu rzeczy (ciągu harmonicznego), z drugiej zaś strony, wyrugowaniem "błędu". Plan akcji ciągu reformistycznego jest więc wytyczeniem torów, po których mają się poruszać pionki, jeśli ma się dojść de kresu, oznaczającego spełnienie postulatów antynożycowych.
Możemy zwrócić uwagę na inną jeszcze kwestię. Rzeczywistość stwarzana przez ciąg harmoniczny nosi znamiona, właściwe rozwojowi historycznemu, organicznemu. Tak też rysuje się ta sprawa w umysłowości "przeciętnej społecznej". Natomiast to wszystko, co wiąże się z ciągiem reformistycznym jest czymś, co z historią, z organicznym rozwojem życia polskiego niema nic wspólnego. Postulaty antynożycowe narzucają siły działające z zewnątrz w sposób niespodziewany, aprioryczny. Ahistoryczność jest cechą charakterystyczną ciągu reformistycznego.

3. Ideologia państwowa.
Ośrodkiem nerwowym ciągu harmonicznego jest ideologia grupy, zorganizowana dusza narodu, mająca w sobie wiele podobieństw do matrycy, z której czyni się miliony odbitek w postaci milionów egzemplarzy "przeciętnych społecznych". Każda "przeciętna społeczna" jest nosicielem treści polskiej ideologii grupy. Treści te, wmontowane w system norm, nakazów moralnych, zwyczajów, przyzwyczajeń, pragnień, konwenansów, dążą do przelania się na zewnątrz, do uorganizowania świata zewnętrznego według swego wewnętrznego stylu. Tak więc sprawcze jądro ciągu harmonicznego to przede wszystkim: wartości ideowe, normy moralne. To jest kościec ciągu harmonicznego.
Co innego jest w ciągu reformistycznym. Czerpie on swoje soki żywotne z odruchu spłoszonej błogości, natomiast ośrodkiem jego jest narzędzie realizowania postulatów antynożycowych. Tym narzędziem, które postulaty antynożycowe ma spełniać, jest państwo. Jako ośrodek dyspozycji, pozwala ono na taki szafowanie elementami rzeczywistości, takie poprawianie przebiegów życia społecznego, że w końcu postulaty antynożycowe "powinny" być spełnione.
O ile w ciągu harmonicznym na czoło wysuwają się momenty natury ideowej, kwestii sumienia, postępowania zgodnego z normami moralności, to w ciągu reformistycznym dominują momenty wyobrażenia działania, i to działania skutecznego, w sposób prawny realizującego postulaty antynożycowe, "konieczne potrzeby państwowe". Oprócz tego polem działania dla ciągu reformistycznego jest to wszystko, co stanowi zewnętrzną, materialną sferę ciągu harmonicznego. Mamy tu wyraźną sprzeczność. Sięga ona bardzo głęboko. Kwestii tej poświęcimy następny rozdział. Na tym miejscu wystarczy nam stwierdzenie istnienia przeciwstawności pomiędzy ciągiem harmonicznym, a reformistycznym. Można to wyobrazić sobie na prostym przykładzie: pan Maciej urządza swoje gospodarstwo według swego wewnętrznego, duchowego ideału personalistycznego. Skutkiem tego pod względem technicznym, organizacyjnym i wydajności, gospodarstwo jego bardzo podupada, ulega prymitywizacji, wzamian jednak za to pan Maciej uzyskuje głęboką harmonię, pogodę i równowagę duchową, dającą mu najwyższą sumę spokojnego, niezmąconego szczęścia. Takimi żywotami zbiorowymi są: Polska, Hiszpania, Portugalia, Chiny, Indie i t. d. Zjawia się jednak syn pana Macieja, pan Paweł, który ze zgrozą stwierdza, że gospodarstwo jego ojca w danych warunkach ulegnie naciskowi konkurencji, stosującej bardziej wydajne metody gospodarowania, umożliwiające szeroką ekspansję. Wprawdzie panu Pawłowi są obce pobudki duchowe gospodarstw konkurencyjnych, to jednak docenia skutki różnicy (nożyc potencjałów), która może pozbawić go dziedzictwa. Po takim stwierdzeniu ulega odruchowi spłoszenia i na gwałt usiłuje system gospodarki swego papy reformować. Spotyka się tu jednak ze zdecydowanym oporem. Jakto? - pyta pan Maciej - czy ideały moje, piękne, szlachetne, dzieło natchnionych mistrzów, esencja dobra, piękna i prawdy, mogą być złe, niedobre w skutkach? Nonsens, synu! Słuchając tylko własnego sumienia, pan Maciej przekonać się nie da, musi nastąpić walka pomiędzy ojcem i synem. Postawy moralne ojca ścierać się będą z pochopnością do działań reformistycznych syna.
Przykład powyższy przeniesiony na ciąg harmoniczny i reformistyczny oznacza, iż pomiędzy nim musi dojść do starcia. Ośrodki nerwowe obu ciągów: a) normy moralne i wartości ideowe harmonicznego, b) realizacyjny aparat państwowy reformistycznego-zajmą w stosunku do siebie postawę walki. Jeśli teraz wejrzymy w świat duchowy "przeciętnej społecznej" to stwierdzimy starą prawdę, iż pojęcie ciągu harmonicznego, a także i ciągu reformistycznego są tam nieznane. Objektywny fakt ścierania się dwóch kategoryj społecznych - ciągu harmonicznego i reformistycznego nie może więc być określony, tak jak to uczyniliśmy. Walka jednak ciągów istnieje i w jakiś sposób musi być zarejestrowana przez świadomość najtępszej nawet "przeciętnej społecznej". I tu stwierdzamy rzecz następującą: wartości duchowe, normy moralne ciągu harmonicznego są to wartości "polskie", są to elementy duszy "polskiej", "narodowe"; przeciętna społeczna widzi ścieranie się "narodu" z "państwem". Z jednej strony mamy więc "naród", "narodową ideologię", z drugiej "państwo", a więc "ideologię państwową". Mamy więc wyjaśnienie fenomenu "ideologii państwowej", przeciwstawności narodu i państwa, na który to temat wypisano u nas w ciągu wieku imponującą liczbę bzdurstw. Tam gdzie mamy ścieranie się obu ciągów, z zasady słyszymy o ideałach, normach moralnych, sumieniu z jednej strony, z drugiej zaś wołanie o czyn, działanie, przy jednoczesnym lekceważeniu ideologii i norm moralnych. Ścieranie się znaleść musi swój wykładnik w objektywnym konflikcie, jeśli chodzi o stosunki w mechaniźmie życia zbiorowego i w konflikcie subjektywno - ideologicznym, jeśli się tyczy podmiotów działających.
Stykamy się tu z niezmiernie ciekawym procesem różnicowania się sił społecznych na ciąg harmoniczny i reformistyczny, na ideologię "polską", "narodową" i "ideologię państwową". Szeregi zwolenników ideologii państwowej powstają z tych samych "przeciętnych społecznych" o tej samej ideologii grupy, w umysłach, których zjawia się dodatkowy impuls - odruch spłoszonej błogości. Natężenie odruchu spłoszonej błogości sprawia, iż pod jego naciskiem odbywa się różnicowanie na tych, którzy zostają w ramach ciągu harmonistycznego i na tych, którzy wzgardziwszy przejściowa "ideologią", stwierdzają konieczność natychmiastowego "czynu", choćby nawet doraźnie z tą ideologią sprzecznego. Linia graniczna obu ciągów przechodzi przez głowy milionów Polaków w sposób fantastycznie zygzakowaty. Prawie wszystkie ruchy ideowo - polityczne Polski znajdują się w ramach ciągu harmonicznego. "Ideologia państwowa" porywa jednostki z tych ruchów po przez sugestionowanie "koniecznościami państwowymi", postulatami antynożycowymi. W zależności od mocy sugestii następują przesunięcia w umysłach jednostek, sprawiające przewagę "interesów i potrzeb państwa" nad umiłowaniem ideałów "narodowych".

4. Obszar działania ciągu reformistycznego.
Z dotychczasowych rozważań wynika już jasno, iż skuteczność "ciągu reformistycznego" z natury rzeczy musi być bardzo ograniczona. Skoro nie uzmysławia się sobie istnienia pierwszej antynomii dziejów Polski, nie może zbudzić się myśl, iż pochodne grawitacji ku katolickiej harmonii socjalnej, a więc nożyce potencjałów zewnętrznych są czymś naturalnym, nieuniknionym. Umysł "przeciętnej społecznej" jest w sytuacji pana Sznapsiewicza, obdarzonego przemożnym pociągiem do trunków, darzącego je miłością i przywiązaniem za chwilę rozkoszy upojenia, lecz nie mile odczuwającego "katzenjammer" po każdym upiciu się. Oszołomienie alkoholowe jest więc dlań uczuciem przyjemnym, "katcenjammer" przykrym. Pan Sznapsiewicz, miłując trunki, nie dopuszcza myśli, iż takowe sprawić mogą nieznośny "katzenjammer". Zakłada z góry jakieś inne "poboczne" przyczyny. Może zjadł kotlecik nie świeży? Może pogoda deszczowa ból głowy sprawiła? a może brak deszczu i susza? Pan Sznapsiewicz wiele przyczyn znajdzie. Będzie więc i pił i katzenjammer odpowiednio zwalczał
Podobnie zwalcza "błędy" ciąg reformistyczny, nigdy o istotną przyczynę, o "polską" ideologię grupy, o świat duchowy "przeciętnej społecznej" nie zahaczając. Praca jego polegać będzie na korekcie w sferze zewnętrznej, materialnej, ciągu harmonicznego. Mocą aparatu państwowego będzie przesuwał bryły ludzkie i rzeczowe w dowolny sposób, spodziewając się błędy usunąć. Wiemy, jak polakatolik uformował styl polskiego gospodarstwa, polskiej polityki i form społecznych. Jedno i drugie jest nadbudową nad typem jego aktywności, jest czymś prawidłowym. Ciąg reformistyczny wpatrzony w końcowe wyniki, traktując je jako nie wystarczające, chce osiągnąć inne, lepsze. Jednocześnie jednak polska ideologia grupy, motor duchowy "przeciętnej społecznej", jest dlań "tabu". Nie istnieje tu dlań żadne zagadnienie. On wierzy, że jest gdzieś błąd w organizacji, w wyzyskiwaniu ładunku aktywności wnoszonego przez przeciętną społeczną. To samo kwantum energii ludzkiej chce skierować w inne łożysko, inne niż to, które uformowało się spontanicznie, jako sfera zewnętrzna ciągu harmonicznego. Przesunięcia w sferze zewnętrznej ciągu harmonicznego są właściwą domeną aktywności ciągu reformistycznego. Oczywiście zyski w ten sposób uzyskane muszą być małe. Miliony "przeciętnych społecznych" możemy ustawiać, rozstawiać, reorganizować we wszelki sposób, nie wyzwoli to z nich jednak żadnych nowych aktywności, mających istotniejsze znaczenie. I do tego właśnie ograniczy się skuteczna działalność ciągu reformistycznego. Nie jest on zdolen, przy największym wysiłku osiągnąć zwiększenie kwantum energii społecznej w skali, któraby miała jakieś większe, istotne znaczenie. Zdolen natomiast jest dokonać tylko transformacji danej postaci aktywności na inną. Może więc mobilizować dane zasoby ludzkie i rzeczowe, prace, zdolność wysiłku, przemieniając je w kształt najbardziej odpowiedni do wymogów chwili. Kosztem jednej dziedziny może realizować postulaty antynożycowe w innej. Każdorazowo jest zamknięty w kolisku danych stałych możliwości, które daje ciąg harmoniczny. Dezorganizowanie sfery zewnętrznej ciągu harmonicznego, narzucanie jej form odpowiadających bardziej zasobnemu w energię życiu, stwarza złudy osiągnięć. Wtłaczając strumień życia w jakieś uplanowane łożysko, ciąg reformistyczny może drenować wszystkie dziedziny na rzecz jednej, lub kilku tak dalece, aż osiągnie w niej widome efekty: okupić jednak to musi tym dokładniejszym uszczupleniem substancji życiowej wszystkich innych.
Reasumując, stwierdzić więc możemy, iż ciąg reformistyczny:
a) jako obszar swego działania posiada zewnętrzną sferę ciągu harmonicznego,
b) zdolen jest dokonywać w niej dowolnych przesunięć mechanicznych,
c) nie mogąc przekroczyć danej sumy rozporządzalnych środków, ani ich wydatnie zwiększyć, może jedynie dokonywać przesunąć z jednej dziedziny do drugiej, będąc tym samym w zasadzie skazanym na jałowość.
Znaczy to, iż realizacja postulatów antynożycowych w jednej dziedzinie odbija się tym głębszym upadkiem w jakiejś innej. Dla indywidualnych umysłów, stanowiących ekipę ciągu reformistycznego, nie jest dostępna prawda o nikłych możliwościach w dziele realizacji postulatów antynożycowych. Tak więc naturalne zjawisko polegające na tym, iż realizacja jakiejś grupy postulatów antynożycowych musi znaleźć swój wyraz w proporcjonalnie większym niedociągnięciu w innym punkcie organizmu narodowego, wyzwoli tendencje ku rozszerzaniu obszaru działania ciągu reformistycznego, głębszemu przesunięciu, przeorganizowaniu we wszystkich dziedzinach. Naturalna tendencja ciągu reformistycznego zmierza więc do ogarnięcia całej zewnętrznej sfery ciągu harmonicznego i próbuje ją co raz głębiej przeorywać. Proces ten musi przejść cały szereg etapów. Dojście do jego najdalszego kresu mogłoby dopiero w zbiorowym umyśle ciągu reformistycznego zrodzić refleksje, iż nie jest on organicznie zdolen rozwiązać problemu "nożyc potencjałów zewnętrznych" w ich całokształcie. Zbyt długa to jednak droga.

Rozdział XI. Przeciwbieżność ciągów
1. Linia przeciwbieżności ciągów.
Zestawmy człony ciągu harmonicznego i reformistycznego obok siebie, ujmując je z grubsza w kilka punktów:
Ciąg harmoniczny:
a) polska ideologia grupy,
b) "przeciętna społeczna",
c) typ aktywności "przeciętnej społecznej" w polityce i gospodarstwie,
d) mechanizm życia zbiorowego powstający pod naciskiem tego typu aktywności grawitacja do bieguna tomistycznego w formach społeczno - politycznych i w gospodarstwie.
e) katolicka harmonia socjalna.
Ciąg reformistyczny:
f) nożyce potencjałów zewnętrznych,
g) odruch spłoszonej błogości,
h) postulaty antynożycowe,
i) aparat państwowy jako instrument realizacji postulatów antynożycowych,
j) dana rzeczywistość społeczna, uformowana przez ciąg harmoniczny, traktowana jako tworzywo, suma zasobów do realizacji "potrzeb państwa",
k) plan działania jako system poprawek, którym należy poddać rzeczywistość powstałą pod działaniem ciągu harmonicznego.
Spójrzmy uważnie na ujęte w punkty główne ogniwa ciągów: harmonicznego i reformistycznego. Punktem wyjścia pierwszego są treści duchowe, zawarte w polskiej ideologii grupy; na nich wznosi się nadbudowa socjalna życia zbiorowego mamy więc kolejno - polską ideologię grupy, przeciętną społeczną, typ jej aktywności w postaci polakatolika politycznego i ekonomicznego i rytm przez niego nadany tym dziedzinom życia; po przez grawitację do bieguna tomistycznego, politycznego i ekonomicznego, uzyskuje się optimum w "katolickiej harmonii socjalnej".
Ciąg reformistyczny swoje pierwsze ogniwo ma tam gdzie się kończy ciąg harmoniczny: nożyce potencjałów zewnętrznych, jako nieubłagana pochodna katolickiej harmonii socjalnej, są punktem wyjścia dla ciągu reformistycznego. Odruch spłoszonej błogości rysuje wizie rzeczywistości, w której by nie było nożyc potencjałów, przeciwstawia więc nożycom aprioryczne (bo ahistoryczne) postulaty antynożycowe. Wizja tego "co być powinno", aby uchronić się przed ujemnymi skutkami niższości wobec ościennych narodów, jest następnie realizowana przez państwo. Realizacja postulatów antynożycowych odbywa się po przez usuwanie "błędu", po przez korygowanie wstecz ogniw ciągu harmonicznego. Idąc od końcowych ogniw ciągu harmonicznego w górę, aparat państwowy musi reformować ciągle, posuwając się ku podstawom wyjściowym. I tak naprzykład, w epoce króla Stasia stwierdzono niższość polityczną Polski, dzięki niedorozwojowi ludnościowemu; sąsiedzi gwałtownie rozwijali się, zwiększali swój potencjał, Polska stała w miejscu. W ciągu dwóch stuleci (1580 - 1780 r.) ludność Polski nie wzrastała. Przyczyną tego była bezprzykładna nędza mas chłopskich, większa niż u sąsiadów. Nędza z kolei była spowodowana przez ucisk pańszczyźniany. (system nadkonsumpcji) i martwotę gospodarstwa (skleroza otoczna). Źródło tego znów upatrywano w ciemnocie społeczeństwa, a sięgając dalej, w wadliwej organizacji systemu szkolnego i t. d. Wychodząc od końca ciągu harmonicznego, od nożyc potencjałów zewnętrznych, ciąg reformistyczny dąży wstecz od ogniwa do ogniwa, reformując je po kolei, zmieniając styl ciągu harmonicznego.
Stwierdzić więc możemy:
1) kolejność zaczepienia ogniw ciągu reformistycznego jest tego rodzaju, że pierwsze ogniwo ciągu reformistycznego, jego punkt wyjścia, rozpoczyna się tam, gdzie kończy ostatnie ogniwo ciągu harmonicznego.
2) fakt, iż ciąg reformistyczny, jako naturalny obszar swego działania traktuje sferę zewnętrzną ciągu harmonicznego, wierząc, iż w jej obrębie potrafi rozwiązać problem postulatów antynożycowych.
3) moment niezmiernej wagi: ciąg reformistyczny, zaczynając się od ostatniego ogniwa ciągu harmonicznego, rozwija się w kierunku wręcz przeciwnym, przeciwbieżnym. Usiłuje zreformować do gruntu ogniwa ciągu harmonicznego, przeobrazić go według swej wizji, i pracę rozpoczyna od jego końca.
4) Oprócz tego momentem, zjawiającym się nieubłaganie, jest konieczność pokonania oporu, stwarzanego przez rzeczywistość, wyrosłą z pnia ciągu harmonicznego. Ciąg reformistyczny po przez "system korekcyjny" będzie musiał łamać i zmieniać dotychczasowe łożyska, walczyć z ciągiem harmonicznym w całym obszarze jego zasięgów.
Uogólniając możemy powiedzieć co następuje: Ciąg harmoniczny i ciąg reformistyczny spoczywają na tym samym podłożu, lecz zakotwiczone są w punktach przeciwstawnych; to, co dla jednego stanowi punktem wyjścia, dla drugiego jest etapem końcowym i naodwrót. Ponieważ akcja rozpoczyna się na przeciwległych punktach tej samej linii, jest ona z konieczności przeciwbieżna; w każdej chwili i w każdym punkcie sobie się przeciwstawia. Aktywności przebiegające przez oba ciągi skazane są na permanentne ścieranie się ze sobą.

2. Świat pojęć i wyobrażeń "przeciętnej społecznej" na tle przeciwbieżności ciągów
Rzeczywistość społeczna polska składa się jakby z trzech warstw: a) w najgłębszej leży główny nurt, stwarzający właściwy rozwój historyczny narodu - ciąg harmoniczny; b) na nim leży inna warstwa, stwarzana pracz ciąg reformistyczny, będąca niejako skutkiem głównego nurtu: zaś na samej powierzchni polskiego życia, mamy piankę, ogrom zjawisk, powstający ze ścierania się ze sobą nurtów głębiej leżących. Warstwa piany pokrywa szczelnym płaszczem to, co jest głębiej położone, co jest istotne. Taki jest układ faktyczny. Całkiem inny jest świat wyobrażeń, składający się na świadomość "przeciętnej społecznej".
Wszystko to, co my nazywamy "polską ideologią grupy" żyje w świadomości przeciętnego Polaka jako świat jego duszy, stanowiąc jego osobowość, "ja". Zasady światopoglądowe, które wyznaczają "polskość" są równoznaczne z "ja" przeciętnej społecznej. Dzięki temu są czymś tak naturalnym, iż ich się powszechnie nie dostrzega. Trudno jest pojąć dla Polaka, iż świat jego duszy, t. j. "ja", jest uwarunkowany przez siły, iż może być rozpatrywany, jako przedmiot, i, co ważniejsza, oceniany zdecydowanie ujemnie. Ponieważ sam do tego nie jest zdolny, więc też wszystko wydaje mu się "oczywiste" i "naturalne". Zagadnienie "polskiej ideologii grupy" nie istnieje dlań i jest rzeczą niezmiernie trudną przekonać go o tym, że w ten sposób na życie polskie można patrzyć, i że to ma jakąś doniosłość "praktyczną". Nic więc dziwnego, że ciąg harmoniczny, najgłębszy nurt polskiej rzeczywistości jest niedostrzegalny. Dopiero działanie "nożyc potencjałów zewnętrznych", groza upadku sprawia, że dostrzega się niektóre zjawiska. Dzięki przeciwbieżności ciągu harmonicznego i reformistycznego i urazom, jakie świat duchowy ("ja") przeciętnej społecznej przy tym doznaje (pokrzywdzenia, korygowanie przez ciąg reformistyczny przebiegów ciągu harmonicznego), stają się postrzegalne pewne zakresy zjawisk. Najbardziej są "oczywiste" zjawiska, będące pochodnymi ścierania się obu ciągów. Powstaje dziwna sytuacja: świadomość polska nasiąknięta jest wyobrażeniami zjawisk społecznych, które są najmniej ważne. To co najbardziej decyduje o polskiej rzeczywistości, to jest najsłabiej uświadamiane. I na-odwrót: im dalej jesteśmy na peryferiach głównego nurtu, wśród jego pochodnych, tym bardziej owe pochodne zjawiska stanowią główną treść umysłowych zainteresowań przeciętnego Polaka.
W przeciwbieżności obu ciągów tkwią źródła niezliczonych konfliktów, Mówiłem już o tym, iż ciąg reformistyczny ma swój środek ciężkości w działaniu, t. j. w takim sposobie użycia posiadanych na terytorium państwa zasobów, któryby pozwolił zrealizować postulaty antynożycowe. Tak więc cechą ciągu reformistycznego będzie przerost momentu "czynu" i taktyki. Tu dochodzimy do źródeł zarzutów "bezideowości", apoteozy czynu, haseł takich, jak "mniej ideologii, więcej motoryzacji" i t. p. Przeciwbieżność w dziedzinie psychicznej wyrazi się odczuciem pokrzywdzenia wartości moralnych, sumienia, "sprawiedliwości". Wskazuje to na stopień oddziaływania "systemu korekcyjnego", który tknął swoim rylcem niezliczone przebiegi procesów życiowych ciągu harmonicznego. Poprawki te "przeciętna społeczna" przyjmuje, jako godzące w "słuszność" i "prawdę". Analogicznie jest z życiem politycznym, gospodarczym i kulturalnym. Są to jednak zjawiska trzeciorzędne, organicznie pochodne od czegoś, co jest naprawdę ważne, o czym jednak ta sama opinia publiczna właściwie nic nie wie.
Stwierdzić za tym możemy rzecz niezmiernej wagi: pomiędzy nurtem życia społecznego, a wyobrażeniem a nim, istnieje głęboka rozbieżność. Naród polski jest bezradny wobec samego siebie. Wszystkie działania dzięki temu, iż spoczywają na założeniach rzeczywistości urojonej są nieskuteczne, jałowe. Dobry znawca anatomii potrafi momentalnie zabić konia jednym ukłuciem szpilki, laik zaś w tej dziedzinie, nawet uzbrojony w łom nie potrafi tego samego dokonać.
Tak ujmując rzecz, możemy mówić o znaczeniu "teorii rozwoju wewnętrznego Polski".

3. Przeciwbieżność ciągów w polityce.
Przeciwbieżność ciągów w życiu społeczno-politycznym wynika stąd, że tendencje rozwoju każdego z nich zmierzają do osiągnięcia różnych ideałów. Ciąg harmoniczny grawituje do bieguna tomistycznego, rysującego się przed wyobraźnią "przeciętnej społecznej", jako kres przy którym uzyska ona najgłębszą równowagę duchową, zaś ciąg reformistyczny, żyjący ciągłym strachem o byt państwa, będzie naginał rzeczywistość w zgoła innym kierunku. Obie tendencje, posiadające własne rozbieżne i całkiem sprzeczne wizje form ustrojowo - politycznych, muszą więc nieustannie ze sobą się ścierać. Rysują się one jako dwa strumienie płynące w różnych, nawet sprzecznych kierunkach. Są to postawy, wyobrażenia, pojęcia, cele indywidualne i cele zorganizowanych grup i w końcu dwie sprzeczne wole ukształtowania ustroju politycznego, każda na swoją modłę. Stan ten możemy określić jako rozbieżność nurtu polityczno-ustrojowego, lub krócej - "rozbieżność nurtu politycznego".
Mamy więc pierwszy element przeciwbieżności ciągów. Sformułowanie jego umożliwi nam snucie wątka rozumowania, którego celem jest myślowe rozwikłanie chaotycznego kłębka, nazywanego "rzeczywistością społeczno - polityczną Polski".
Następnym elementem będzie zagadnienie siły państwa, jako postulatu narzuconego przez konkretne warunki geopolityczne. Nożyce potencjałów zewnętrznych sprawiają, iż kwestia ustroju politycznego jest apriori przesądzona. Jeśli Polska chce istnieć jako niezależne państwo, to musi być zdolna do wydobycia ze siebie wielkiej mocy politycznej. Wyznacza to tymsamym formy ustrojowo - polityczne. Muszą one spełniać warunek niezbędny dla funkcjonowania sprawnego rządu t. zn. kolejno ujmować wszystkie siły społeczne w takie ramy, by rząd posiadał możność ich uruchomienia. Innymi słowy: nieubłagane konieczności państwowe nakazują stworzyć taki system polityczny, w którym centralny ośrodek dyspozycji, jakim jest rząd, będzie posiadał zdolność operowania wszystkimi siłami znajdującymi się na terytorium państwa, w celu najproduktywniejszego ich użycia według planu, który wynikać będzie z nakazu chwili. Tym samym oznacza to, iż każdy element życia zbiorowego winien być zdolny do przyjęcia dyspozycji płynących z góry i do bezapelacyjnego podporządkowania się im. Jeśli więc założymy, iż na czele państwa stoi król lub prezydent, w którego ręku leżą uprawnienia do przedsiębrania zasadniczych decyzyj, to rząd jest ich wykonawcą. Rząd jest w tym wypadku ramieniem nadrzędnego ośrodka dyspozycyj państwowych. Administracja państwowa jest jego przedłużeniem w życiu społecznym, na kształt systemu nerwowego, przekazującego dyspozycje ruchowe do poszczególnych części organizmu ludzkiego. Obszar skutecznego oddziaływania administracji państwowej w zasadzie jednak jest dość ograniczony. Ulec może natomiast dowolnemu rozszerzeniu o ile jego dyspozycje będą przyjmowane przez mniej, lub bardziej szerokie sfery społeczeństwa, jako bodźce wyzwalające spontaniczną wolę w tym samym kierunku. Wola państwowa i wola społeczna będą wówczas czymś identycznym. Państwo i społeczeństwo będą się ze sobą nieomal całkowicie pokrywały. Wola państwowa, biegnąca przez system rozprowadzający dyspozycje ogarniać będzie każdą jednostkę, jej świat duchowy, kierując reakcję w tym samym kierunku. Dyspozycje płynące od góry nie będą napotykały prawie żadnego oporu, wskutek czego spełniony zostanie postulat sprężystego dysponowania wszelkimi zasobami natury ludzkiej i rzeczowej. Ażeby to było możliwe, musi zaistnieć typ człowieka, którego świat duchowy jest przepojony ideałami ożywiającymi państwo. Wiąże się to z typem człowieka, zdolnego do entuzjazmu społecznego, przeżywającego ogólne idee, cele narodu i państwa, jako najbardziej swoje, człowieka, który własne najbardziej codzienne czynności łączy w swej wyobraźni z wizją życia zbiorowości i jemu bez zastrzeżeń, radośnie się podporządkowuje. Zaistnienie takiego typu duchowego człowieka nie może być dziełem przypadku. Typ umysłowości wyłaniający się ze środowiska społecznego jest produktem danej ideologii grupy: systemu zasad regulujących stosunek jednostki do absolutu, t. j. religii, systemu wychowawczego i jego ideałów, idei ogólnych, treści stanowiących o istocie świadomości narodowej, języka, literatury, sztuki, ilozofii, pojęć sprawnych i obyczajowych. Od istoty i treści tych kręgów kulturalnych zależy charakter przeciętnej społecznej, jej profil duchowy, determinujący sposób zachowania się w życiu codziennym. Widzimy więc, iż podstawowy warunek sprawnego państwa swoje podstawy ma w sferze życia psychicznego, która znów jest niczym innym, jak tylko odbiciem danego typu kulturalnego, czyli ideologii grupy.
Zakładając istnienie typu "przeciętnej społecznej" o postawach duchowych, odznaczających się silnym odczuciem potrzeb państwowych, a tym samym skłonnością do spontanicznego poddania się dyspozycjom idącym z góry, trzeba liczyć się z tym, iż napięcie tego typu postaw nie u wszystkich jednostek składających się na dane społeczeństwo udzie równie wysokie. Jednostki o wyższym napięciu duchowym, ze względu na skuteczność działania społecznego, muszą być ujęte w odpowiednie ramy organizacyjne. Zorganizowane w odpowiedni sposób, przenikają swoją siecią wszystkie komórki życia zbiorowego, a przede wszystkim te, do których administracja państwowa dotrzeć nie jest w stanie, przez co zapewniają najwyższą sprawność państwu, najlepsze spożytkowanie sił narodowych. Na zewnątrz, optycznie rysować się to będzie, jako zorganizowanie się społeczeństwa w karnych szeregach, stojących do dyspozycji państwa. Będzie to więc dyscyplina maszerowanie czwórkami, hierarchia, mundury, stopnie, rozkazy, posłuszeństwo i t. p. Z naciskiem raz jeszcze podkreślam, że są to zewnętrzne przejawy ujęcia w system społeczny wewnętrznych duchowych treści. Człowiek jest siedliskiem treści psychicznych, a jednocześnie bryłą fizyczną, która rusza się, zmienia swoje miejsce, zbliża się do innych brył ludzkich, oddala się. Z chwilą gdy organizujemy treści duchowe, wpływamy też w jakiś sposób na ruchy ludzkich brył fizycznych. Mamy wówczas: zbiórki, raporty, marsze w szeregach, schodzenie się i rozchodzenie.
Sprawne państwo będzie wówczas dopiero rzeczywistością, gdy rząd będzie mógł uruchomić, zależnie od swej woli wszystkie zasoby narodu, co jest uzależnionym od woli społeczeństwa, woli przeciętnej społecznej, nastawianej w tym samym kierunku. Równoległość albo identyczność dążeń państwa i indywidualnych wól, składających się na zorganizowane społeczeństwo, są tu warunkiem podstawowym. O ile będzie znana przyczyna, która zrodziła "rozbieżność nurtu politycznego", to tym samym pozostanie tylko ją usunąć, a zadania zostanie spełnione.
Dotykamy tu najbardziej delikatnego miejsca teorii rozwoju wewnętrznego Polski. Z dotychczasowego wykładu czytelnik wie, jak olbrzymi łańcuch uwarunkowań posiada rozbieżność nurtu politycznego. Jest ona produktem przeciwbieżności ciągów harmonicznego i reformistycznego; oba zaś stanowią zasadnicze osie naszego życia zbiorowego w ostatnich kilku stuleciach. Wiemy iż rozbieżność nurtu politycznego tkwi korzeniami swymi w trzewiach naszego życia, iż jest wyrazem tragicznej antynomii dziejów Polski. Całkiem inaczej rysuje się ta sprawa w umysłach składających się na zbiorową świadomość ciągu reformistycznego. Jedynie trafna myśl; iż rozbieżność nurtu polityczno - ustrojowego jest najbardziej prawidłowym wyrazem grawitacji do bieguna tomistycznego, napotykającej na przeciwbieżny ruch ciągu reformistycznego - zrodzić się nie mogła. Grawitację tę wyjaśniano za pomocą hipotezy "błędu" w strukturze politycznej państwa. Błąd ten, jako jeden z dowolnych ogniw amplitudy błędów, może być raz "liberum veto", raz sejmokracją, t. zn.w czym innym. Na tej drodze ulegał przysłonięciu tragizm położenia narodu, a jednocześnie kwestia rozbieżności nurtu politycznego wydawała się sprawą dość łatwą do rozwiązania. Pozostawało usunąć tylko błąd, a siły państwowo - twórcze przezeń zakorkowane trysną wartkim strumieniem. Błędami muszą być te usterki, które w postaci oporu napotyka ciąg reformistyczny, dążący do realizacji warunków sprawnego państwa.
Wyżej omówiłem warunki sprawnego państwa. Stwierdziłem, iż państwo wówczas jest zdolne do uruchomienia wszystkich zasobów, gdy nastawienie woli w masie narodu jest równoległe do kierunku dążeń państwa. Podkreśliłem decydującą rolę warunków duchowych, które są z kolei determinowane przez panujący typ kulturalny, t. j. ideologię grupy. Stąd wynika, iż w Polsce brak tego podstawowego warunku. Wszystko to dla ciągu reformistycznego nie istnieje. Widzi on tylko "błędy" w strukturze politycznej, organizacyjnej. Nie dostrzega wielkości duchowych, postaw decydujących o postępowaniu człowieka, widzi natomiast, iż fizyczne bryły ludzkie, jakimi są jednostki, nie maszerują czwórkami, nie wznoszą okrzyków państwowotwórczych, nie zgłaszają gotowości posłuszeństwa państwu i t.p. Ciąg reformistyczny na mocy swej wewnętrznej struktury jest predestynowany do tego, by wszystkie przeszkody upatrywać w płaszczyźnie organizacyjno-rzeczowej. Rozbieżność nurtu politycznego, przedstawia mu się jako przypadkowe zapory ("błędy") w organizacji elementów społecznych.
Ponieważ pojęcie "rozbieżności nurtu politycznego" nie może zjawić się w zbiorowej umysłowości ciągu reformistycznego, więc też rozbieżność ta niepostrzeżona jest jako naturalny fakt. Brak "teorii rozwoju wewnętrznego Polski" sprawia, że odczuwa się ją tylko, jako stały opór na drodze dążeń "państwowo - twórczych". Ten opór rysować się będzie jako konkretne fakty, jednostki, partie, instytucje; w gruncie zaś rzeczy są to elementy "rozbieżności nurtu politycznego", dostrzegane na długość nosa. Będzie się widziało poszczególne drzewa bez myśli, iż ma się przed sobą ścianę zwartego lasu. Każde drzewo będzie się wydawało, jako istotna "przyczyna", jako ośrodek oporu. Każdorazowo będzie się uważało, iż oto zwalcza się jedyny "prawdziwy" błąd, istotną zaporę przed realizacją postulatów antynożycowych w sferze polityki. Rozbieżność nurtu politycznego, stroić się będzie w coraz to inne sukienki, coraz inne nazwy. Mechaniczne łamanie tych oporów, otwierać będzie coraz nowe ich szeregi w nowych postaciach. W całości będzie to olbrzymia, dziejowa halucynacja walki z upiorem "błędu", istniejącym w bezradnym umyśle, jako upostaciowana fikcja.
Niweczenie form społecznych, stworzonych przez ciąg harmoniczny, połączone być musi z konfliktem obiektywnym i subiektywnym. Stanowi to osobny rozdział przeciwbieżności ciągów.

4. Przeciwbieżność ciągów w gospodarstwie
Taż sama rozbieżność tendencyj co i w polityce występuje w gospodarstwie. Ciąg harmoniczny po przez aktywność "przeciętnej społecznej" chce tak urządzić świat materialny wokół siebie, by on nie mącił mu liryki trawienia. Stąd wola minimum egzystencji, grawitacja do otoki ekonomicznej, skleroza otoczna i w końcu ekonomiczny biegun tomistyczny, zapewniający trwały spokój i pewność, że osobowość nie zostanie rozstrzelona przez namiętności wewnętrzne i siły perturbacyjne z zewnątrz. W przeciwieństwie do tego ciąg reformistyczny, zapatrzony w grozę nożyc potencjałów zewnętrznych, dąży do stworzenia rytmu życia gospodarczego zgoła odmiennego. Zdaje sobie sprawę z doniosłości gospodarstwa dla polityki. Stąd też głucha i uparta walka pomiędzy obu tendencjami, Oczywiście do tej walki dochodzi wówczas, gdy ciąg reformistyczny znajduje się w posiadaniu władzy państwowej. Było tak w epoce Sejmu Czteroletniego i po roku 1926 w Polsce Odrodzonej. Chodzi bowiem o to, że ciąg reformistyczny w gospodarstwie ujawnić się może dopiero po opanowaniu aparatu politycznego. Ciąg reformistyczny w polityce może występować jako tendencja społeczno - ideowa, niezależnie od posiadania steru rządu.
Dla opinii polskiej była i jest niedostępna myśl o tym, że degradacja narodu sprawiana jest przez ukochane ideały, zakotwiczone w systemie "odwiecznych prawd". Sądzono, iż rozwój gospodarczy nastąpić "musi". Fikcja "błędów", leżąca u podstaw ciągu reformistycznego uzasadniała to w sposób niezbity. Ogrom tragicznego wysiłku, który o postępie gospodarczym innych narodów decydował, nie był wogóle dostrzegany. Nie mógł więc pobudzić do jakichś płodniejszych refleksji. Istniała tu naiwna, lecz ze stanowiska "teorii rozwoju wewnętrznego Polski" uzasadniona wiara w automatyzm rozwoju dziejowego. W tym samym kierunku działały sugestie naszych bieda - ekonomistów, którzy przyswoiwszy sobie dorobek myśli teoretycznej kapitalizmu, z dobrą i tępą wiarą stosowali go w Polsce, mgłą napełniając sklepienia czaszek licznych wychowanków wyższych uczelni. Rozumowano następująco: jeśli "homo economicus" jest powszechny w czasie i przestrzeni, to dla czego nie mógł by on sprawić u nas rozwoju gospodarczego. podobnego do tempa, znan