Infonurt2
Bohdan Szewczyk Wydawca, 14 Arletta str. Georgetown,On. L7G 3J3, tel. 905-873-0961
Twoja wyszukiwarka
Piatek, 09.10.2010, 06:47pm (GMT)
  Strona glowna
  FAQ
  RSS
  Linki
  Mapa strony
  Kontakt
 
Dziennikarze "Superwizjera" TVN dotarli do Pawła Plusnina ; Śmierć dr Ratajczaka była planowana? ; OD WYDAWCY- WRZESIEŃ 2010 ; MATKA ; Pogrobowcy i ofiary Solidarnosci z KOR
::| Poszukiwane zapytanie:       [Szukanie zaawansowane]
 
Wszystkie artykuly  
  Forum dyskusyjne
  Sensacje
  OD WYDAWCY
  TEMATY WAŻNE
  Polityka
  Historia
  Książki które polecamy
  OBRONA SKARBU PANSTWA POLSKIEGO
  Tematy ciekawe
  Filmy
  SPORT
 » Justyna Kowalczyk
 » Piłka nożna
  TŁUMACZ
  Zaprzyjaźnione serwisy
  REKLAMA KLASYFIKOWANA
Daj reklame Najlepsze miejsce DLA CIEBIE

  ::| Justyna Kowalczyk
  Wiecej ++
  ::| Piłka nożna
  Wiecej ++
 
 
SPORT
 
KANADYJSKA OLIMPIADA NA DWA GŁOSY
Poniedzialek, 03.08.2010, 01:09am (GMT)

Zdrowy DUCH

  • 02 marca 2010

 

Szymon Hołownia

Dlaczego Piotr Kraśko wczoraj się Przemienił a później też Wniebowstąpił? Dlaczego ojca Tadeusza możemy porównać do drzewa?I wreszcie - kolejna młoda artystyka promuje się metodą "na kościółek". Po "Holy Machine" na dworcu czekamy na instalację "Bóle w krzyżu".  

 1. Błagam, by ktoś wyjaśnił mi, o co chodzi z tym całym sportem. Czy ja się bardzo mylę podejrzewając, że jest to po prostu narzędzie do zastępczego przeżywania trapiących społeczeństwo kłopotów - poprawiania samopoczucia, leczenia kompleksów, odgrywania się na innych, łapania oddechu w chwilach trudu i znoju? Gdy wczoraj w Wiadomościach widziałem Piotra Kraśko jak najpierw doznał Przemienienia, a później o mały włos nie Wniebowstąpił, piejąc z zachwytu nad wielkim sukcesem naszego udręczonego narodu na zimowej olimpiadzie, nie mogłem oprzeć się wrażeniu że pod tym wszystkim jest ukryty znacznie głębszy komunikat. Że pod Kraśką w ekstazie (dłuta Berniniego) kryje się nasz polski triumf, nasze: wreszcie pokazaliśmy światu! Za spiski wrednego Hodona, za tatarskie najazdy, za biwtę pod Cecorą, za rozbiory, za faszyzm, za komunizm, za porażki Benhauera, za to że Amerykanie nie znieśli wiz a Słoweńcom znieśli, za wszystko! Polska - znów dumna, znów wielka, znów opromieniona tak niezwykłym blaskiem bijącym od jednego złotego kółka oraz trzech czy pięciu srebrnych! Orzeł, która znów dumnie podnosi głowę! Hymn i flaga na światowym maszcie! Oto Polska, z którą znów wszyscy będą się liczyć! Czy nie przesadzam?

Myśl, że chodzi tu zwykle o coś więcej niż sportowe osiągnięcia kiełkuje we mnie zawsze, gdy słyszę co dzieje się gdy przegrywamy. Podczas tej olimpiady przed finalnymi sukcesami mieliśmy przecież litanię jeremiad: trasa za łatwa, trasa źle naśnieżona, rywalki mają astmę i biorą leki, nie taki kombinezon, za małe pomieszczenie, Ammanowi wiatr wiał pod narty a nam w poprzek - nie jest tak, że gorzej się przygotowaliśmy, że mieliśmy słabszy dzień, skąd! Spisek! Ktoś próbuje nas zrobić w trąbę! Upokorzyć, zabrać moment radości i chwały! Szczerze podziwiam panią Justynę i wszystkich sportowców, bo w tym co robią są świetni, a ludzie którzy dają z siebie wszystko zasługują na szacunek zawsze i wszędzie. Śmieszy mnie jednak ów sportowy "słoń, a sprawa polska". Mam czasem wrażenie, że przyćmiewa nam to radość ze śledzenia rywalizacji, żeśmy w tym oglądaniu sportu strasznie spięci. To rozczulające jak pielęgnujemy naszą polską specjalność: srebrne medale, "mocne czwarte miejsca", "zwycięskie remisy", "otwieranie drugiej dziesiątki", piętnaste miejsca w klasyfikacji medalowej na zimowych (czemu nie letnich?!) olimpiadach... I znów z podtekstem - innym się udało, nie dlatego że byli lepsi, ale dlatego, że nas wciąż pętają okoliczności obiektywne, komunizm, Jałta oraz plan Marshalla. A może po to właśnie jest sport? By jednoczyć naród choć na krótką chwilę? By dać mu odetchnąć od codzienności? Może ja się czepiam, może to ja jestem patologią, z której bokiem wychodzi inna polska cecha: organiczna niezdolność do radości z sukcesu?

Na koniec teza z innej "mańki" - przecież wszędzie na świecie sportowców przyjmują prezydenci a premierzy fatygują się kibicować. Tu nie chodzi tchyba tylko o ogrzanie się w cieple sukcesu, który zjednoczył naród. A może tak właśnie spełnia się olimpijska idea? Zamiast konfliktów zbrojnych, narody "naparzają" się na stadionach? Widząc przygotowania do ZIO można powiedzieć, że to prawdziwy wyścig zbrojeń. Otoczka ta sama, zmieniają się narzędzia, a poza tym nikomu nie dzieje sie krzywda. Sport jako miejsce zastępczego kanalizowania napięć na arenie międzynarodowej (choć czasem bywa dokładnie odwrotnie - patrz Wojna Futbolowa, ale o Kapuścińskim to piszę felieton na poniedziałek :). 

2. Otrzymałem list od pani Marii, która nie podała ni nazwiska, ni adresu. Pani Maria słucha Radia Maryja i we wzruszający sposób pisze, jak to radio dla niej - osoby starszej i schorowanej jest "całym światem". "Dzięki niemu żyje". Pisze, jak trudny do ogarnięcia jest świat, który za jej życia "zmienił się tak, jakby minęło tysiąc lat". Pani Maria bez gniewu pisze mi, że nie rozumie, dlaczego mówiąc i pisząc o Radiu to co mówię i piszę, podkopuję fundamenty jej świata. Dlaczego wydaję książki w szkodliwym wydawnictwie. Dlaczego piszę takie rzeczy o świętym  Maksymilianie, który jest dla niej jedną z najbliższych osób. Pani Maria poleca mi lektury (m.in. "Antykościół w natarciu"), przesyła też modlitwy i zapewnia o swojej modlitwie. To naprawdę szczere, wzruszające życzenia. Gdybym znał adres pani Marii, chętnie i bardzo ciepło bym jej odpisał. Że nie mam problemu z Radiem jako takim, ze wspólnotą i wsparciem jakiego udziela słuchaczom. Mój kłopot to przyległości. To sposób w jaki osiąga się ten naprawdę szczytny cel. Polityka, biznes, pozycjonowanie siebie, jako pokornych sług Prawdy, którzy jako jedyni mają patent na jej wykładanie, przechowywanie i głoszenie. Chora sytuacja (ale to nie jest do końca wina o. Tadeusza), która cały ten fenomen otacza. Gdy na polu stoi jedno drzewo, wszyscy maszerujący idą albo "w kierunku drzewa", albo "w kierunku innym niż drzewo", każdy z nas chce czy nie chce musi się opowiedzieć: jest z Radiem, czy obok Radia. To nie wymysł - ile to już razy znajomi księża jadący na rekolekcje, ba - nawet hierarchowie opowiadali mi jak przyjeżdżając do parafii są najpierw badani - jaki jest ich stosunek do Radia? Chora sytuacja, w której jeden szeregowy zakonnik odgrywa w polskim Kościele rolę VIPa, któremu kłaniają się biskupi, który - i na to też mam zeznania - pozwala sobie wobec niektórych z nich na zachowania i uwagi, na które mógłby sobie pozwolić chyba tylko papież? Panią Marię, ludzi takich jak ona szanuję całym sercem. Ojca Tadeusza zresztą też, marzę jednak o sytuacji w której będziemy mogli odbyć spokojną rozmowę na temat tego, co nas nawzajem w sobie wkurza, co uważamy za błędne, zrobić sobie po prostu correctio fraterna. Kłopot w tym, że się nie da. Ile razy zapraszaliśmy ojca Tadeusza do rozmowy? Nie do jakiejś bójki, do rozmowy, jeśli chce - to na jego zasadach. Ile razy odmówił? Pani Marii najserdeczniej życzę dużo sił, zdrowia i wielu dobrych ludzi wokół siebie, żeby nigdy nie była samotna. Chciałbym jej też podziękować za list. Bo ja nie muszę w opisie świata zgadzać się z ojcem Rydzykiem, z panią Marią. Naprawdę nie musimy być tacy sami. Istotne jest to, byśmy rozmawiali. Jestem gotów w tej rozmowie bronić moich krytycznych sądów, ale niechże to będzie rozmowa a nie coś co uprawiamy od 20. lat - monologi!

3. W debacie pod poprzednim wpisem (oraz jak słyszałem na facebooku - tyle, że ja nie mam żadnego konta na facebooku - wszystkie założone nie są moje, podobnie jak na naszej klasie) pojawiło się pytanie: kiedy będzie powtórzony program z W. Cejrowskim. Nie będzie. O powody proszę pytać pana Cejrowskiego. Ktoś zarzucił mi też, że w czasie rozmów obrażam ludzi. Bez kokieterii - mógłbym prosić o konkrety? To, że nie zawsze rozmowa toczy się w klimacie miziu - miziu ;) nie oznacza chyba, że na kogoś naskakuję? Serdecznie proszę o wskazania. :) 

4. Koledzy z Faktów zapytali mnie właśnie, co myślę o "Holy Machine", która miała być ustawiona w holu Dworca Centralnego. Maszyna, której podawało się intencje, a ona drukowała paragon. Jakże głęboka, poruszająca refleksja nad zmaterializowanym światem! Matko - jaki banał! Pani artystka opowiadając o tym, skąd wzięło się jej to w głowie zauważyła, że "skoro Kościół od jakiegoś czasu dopuszcza spowiedź przez Internet", to ona chce transponować ten trend na sztukę. Pani artystka może umie robić dzieła sztuki, ale z Googla to chyba nie korzystała w życiu albo też tego co tam znajdzie nie umie czytać ze zrozumieniem. Spowiedź przez Internet?! Jakim cudem?! Robienie sobie jaj z ludzkich intencji, które chcieliby Komuś powierzyć, kwitowanie ich paragonem?! W Polsce są zdaje się jeszcze tabuny młodych, niewypromowanych artystów, po akcji z "Barankami Bożymi" już wiadomo, że wystarczy zrobić coś z religią, żeby się wypromować, czekamy więc na kolejne instalacje, np. zdjęcie rentgenowskie na tle pustego kościoła z podpisem "Bóle w krzyżu", albo coś równie głębokiego. Alleluja! 

Myśl, że chodzi tu zwykle o coś więcej niż sportowe osiągnięcia kiełkuje we mnie zawsze, gdy słyszę co dzieje się gdy przegrywamy. Podczas tej olimpiady przed finalnymi sukcesami mieliśmy przecież litanię jeremiad: trasa za łatwa, trasa źle naśnieżona, rywalki mają astmę i biorą leki, nie taki kombinezon, za małe pomieszczenie, Ammanowi wiatr wiał pod narty a nam w poprzek - nie jest tak, że gorzej się przygotowaliśmy, że mieliśmy słabszy dzień, skąd! Spisek! Ktoś próbuje nas zrobić w trąbę! Upokorzyć, zabrać moment radości i chwały! Szczerze podziwiam panią Justynę i wszystkich sportowców, bo w tym co robią są świetni, a ludzie którzy dają z siebie wszystko zasługują na szacunek zawsze i wszędzie. Śmieszy mnie jednak ów sportowy "słoń, a sprawa polska". Mam czasem wrażenie, że przyćmiewa nam to radość ze śledzenia rywalizacji, żeśmy w tym oglądaniu sportu strasznie spięci. To rozczulające jak pielęgnujemy naszą polską specjalność: srebrne medale, "mocne czwarte miejsca", "zwycięskie remisy", "otwieranie drugiej dziesiątki", piętnaste miejsca w klasyfikacji medalowej na zimowych (czemu nie letnich?!) olimpiadach... I znów z podtekstem - innym się udało, nie dlatego że byli lepsi, ale dlatego, że nas wciąż pętają okoliczności obiektywne, komunizm, Jałta oraz plan Marshalla. A może po to właśnie jest sport? By jednoczyć naród choć na krótką chwilę? By dać mu odetchnąć od codzienności? Może ja się czepiam, może to ja jestem patologią, z której bokiem wychodzi inna polska cecha: organiczna niezdolność do radości z sukcesu?

Na koniec teza z innej "mańki" - przecież wszędzie na świecie sportowców przyjmują prezydenci a premierzy fatygują się kibicować. Tu nie chodzi tchyba tylko o ogrzanie się w cieple sukcesu, który zjednoczył naród. A może tak właśnie spełnia się olimpijska idea? Zamiast konfliktów zbrojnych, narody "naparzają" się na stadionach? Widząc przygotowania do ZIO można powiedzieć, że to prawdziwy wyścig zbrojeń. Otoczka ta sama, zmieniają się narzędzia, a poza tym nikomu nie dzieje sie krzywda. Sport jako miejsce zastępczego kanalizowania napięć na arenie międzynarodowej (choć czasem bywa dokładnie odwrotnie - patrz Wojna Futbolowa, ale o Kapuścińskim to piszę felieton na poniedziałek :). 

Sumienie i jego zmartwienie

Tomasz Jastrun

06 marca 2010

Kiedy Małysz skoczył i fruuunął, głosy komentatorów zmieniły się w radosny skowyt. Takich rzeczy nie robi się publicznie, to jakby kazać nam asystować przy czynności intymnej. W chwili gdy naturalna ludzka potrzeba wspólnoty przeistacza się w wycie przeplatane kwiczeniem, patriotyzm staje się już tylko stadnym instynktem.

Zostaliśmy skazani na trzeciorzędność przez historię i własne słabości, teraz potrzebujemy dowodów, że jednak „Polak potrafi”. Starsi pamiętają to gierkowskie hasło. Ów Polak, co potrafił, wisiał na świerzbie ówczesnym, na niewydolności i niemożności. A wystarczy w miejsce Polaka wstawić np. Szwajcara, by komizm tego zapewnienia, podszytego brakiem wiary w siebie, widoczny był w całej jaskrawości.

Szwajcarzy nie tylko mają wszystko jak w szwajcarskim banku i zegarku, lecz także posiadają Ammanna, a ich Federer jest najlepszym tenisistą wszech czasów. Nigdy nie mieliśmy takiej klasy sportowca. Czy jednak zawsze trzeba być pierwszym? Doceniam, że nasza trzeciorzędność coraz częściej zmienia się w godną drugorzędność. Bardzo dobrze. A ta olimpiada, najlepsza w naszej historii, to jednak sukces 20-lecia wolnej Polski.

Na pociechę mamy zawsze Chopina. Czy jednak tak gęsto fetując rocznicę, nie upupimy samych siebie, nawet ławki mają grać i pieścić nasze siedzenia Fryderykiem.

Sport zdaje się dzisiaj głównym i bodaj ostatnim motorem napędzającym słabnącą energię tożsamości narodowej. Zanika i przepoczwarza się ona w coś innego. Stąd taka desperacja narodowców, ich świat chwieje się i rozpada, mieszają mu się znaki i języki, wszystko płynne i nietrwałe, co tak przenikliwie opisał Zygmunt Bauman. Takie czasy.

Życie nasze to tylko iskierka, co przez chwilkę się skrzy, zawieszona w bezkresnym i martwym wszechświecie. Jak nie szukać identyfikacji z czymś, co większe i silniejsze od nas? Trwa więc gwałtowne poszukiwanie nowej tożsamości, choćby w internecie. To jednak tylko sieci zastępcze i nietrwałe. Owe płytkie identyfikacje są jak piłkarze, łatwo zmieniają barwy klubu, nie zwracając uwagi na granice państwa, tylko na to, ile im zapłacą i gdzie wygodniej. Dlatego z milionów młodych, którzy wyjechali z Polski, tak niewielu wróci. Jaka szkoda!

Karierę medialną robi Jacek Sobala, liberalne media krzyczą, że nowy szef Trójki jest namiestnikiem PiS do zadań specjalnych w Polskim Radiu. Okropne rzeczy o nim napisałem niedawno. Poznałem go, gdy porządkował Jedynkę. Teraz porządkuje radiową Trójkę. A on nagle do mnie dzwoni, nie z nożem w zębach, ale serdecznie zapraszając do współpracy. Jezus, Maria, jaka szlachetność! Mnie nie byłoby na coś takiego stać.

Więc straszna myśl, a nuż skrzywdziłem człowieka, duszę ma pewnie skomplikowaną jak postacie z powieści Dostojewskiego. Chorobliwie nadal ciekaw jestem świata, też jego przewodów kanalizacyjnych – nie mogę sobie odmówić spotkania. Dzwonię jednak uprzednio do ludzi z zespołu Trójki – nie zrobię niczego bez waszej wiedzy, nie przyłożę dłoni do podbijania was przez barbarzyńców. Słowa o tym spotkaniu bym jednak nie pisnął, gdyby sam Sobala nie zacytował mnie w jakimś wywiadzie. Jestem więc już rozgrzeszony. Cytuję: „Rozmawiałem na przykład z Tomaszem Jastrunem, który napisał o mnie w »Newsweeku« w sposób krzywdzący i nieuczciwy. Ręce mi opadły, bo tłumaczył się, że ponieważ pisze cztery felietony miesięcznie, to zdarza mu się krzywdzić ludzi. Cóż, niech to zostanie sprawą jego sumienia. Niech się młodzież uczy, bo ta nagonka odbyła się według mechanizmów ze stanu wojennego”.

Każdy ma jakiś swój stan wojenny. Niech młodzi patrzą i się uczą, jak śmieszni bywają starzy. A ja piszę proszę pana aż pięć felietonów, jeden jeszcze w „Zwierciadle”! A pan mi zaproponował jeszcze cztery miesięcznie, w Trójce! Czy to moralne? Ale bałagan, nie wolno panu opuszczać rąk, tyle jeszcze do zrobienia! Usłyszałem, że przybył pan, by przywracać zachwiane miary. Dlatego, jak widzę, konieczne jest wsparcie ze strony Ziemkiewicza, Wildsteina, no i Sakiewicza z „Gazety Polskiej”. Cała trójka bezcenna w przywracaniu miar. Jeśli mogę coś radzić, polecam jeszcze Stasia Michalkiewicza. Ten czołowy polski antysemita nie boi się nawet terroru politycznej poprawności, acz marnuje się w Radiu Maryja i „Naszym Dzienniku”, gdzie biedak dziwacznie kiełbasi się w stylu, formie, a nawet w obliczu. Do czego Żydzi są w stanie doprowadzić człowieka! W ramach przywracania miar jego głos w Trójce będzie bezcenny. U nas nadal sporo antysemitów, ludzi zwykle leciwych, tym ważniejsze, aby ich póki czas emocjonalnie dopieścić.

Misja radia publicznego to, wedle Sobali, zaspokajać też skrajne potrzeby, np. ludzi zżeranych przez nienawiść, fobie i spiskowe myślenie. Grupka publicystów IV RP świetnie się do tego nadaje. („Wiadomości” w Pierwszym Programie TVP też otwierają nagle szczeliny dla tak kuriozalnych postaci jak np. prof. Wolniewicz, wstyd, coś nagle warkną, by dokopać wrogom PiS, a potem znowu ten bolesny wysiłek obiektywizmu – jak oni się z tym męczą).

A co do sumienia? Felietonista musi podawać swoje i cudze flaki na gorąco. Jak nie popełniać czasami błędów? Martwi mnie ten aspekt mojej pracy. Na razie jednak nie czuję, by me sumienie cierpiało na niestrawność z powodu Sobali. Co będzie jutro, nie wiem.

I jakże często martwimy się o czyjeś sumienie, by zapomnieć o własnym
PRACA ZBIOROWA

Inne artykuly:
MAŁYSZ SKACZE NAJDALEJ (03.06.2010)
NAJLEPSZE IGRZYSKA ZIMOWE KANADY (03.01.2010)
ZŁTY MEDAL MADE IN CANADA (02.23.2010)
SREBRNY "DZIADEK" MAŁYSZ (02.21.2010)
JUSTYNA KOWALCZYK TO POLSKA DRUŻYNA (02.20.2010)
TRENER KWESTIONUJE LEGALNOŚĆ WIĄZAŃ (02.18.2010)
Srebrny medal Adama Małysza. (02.13.2010)
PRZYCZYNY SMIERCI Nodara Kumaritaszwilego (02.13.2010)
ŚMIERĆ Nodara Kumaritashvili (02.13.2010)
MAŁYSZ NA OLIMPIADZIE W KANADZIE (02.12.2010)



  Daj swoje logo tutaj
Miejsce na twoją reklamę

::| Goracy temat
Bjoergen "odgryza" się Kowalczyk
POWITANIE W KRAJU
Kowalczyk rozpoczyna kolejną batalię o laury
NAJLEPSZE IGRZYSKA ZIMOWE KANADY
Najlepsze zimowe igrzyska Polaków
SREBRNY "DZIADEK" MAŁYSZ
JUSTYNA KOWALCZYK TO POLSKA DRUŻYNA
Srebrny medal Adama Małysza.
PRZYCZYNY SMIERCI Nodara Kumaritaszwilego
ŚMIERĆ Nodara Kumaritashvili

SOSO NEWS EXPRESS
[Do gory]