Oscar za męski film dla kobiety
eb , onet.pl , pap 07-03-2010,
Najlepszym filmem jest "The Hurt Locker. W pułapce wojny". „Królik po berlińsku” Bartosza Konopki przegrał z amerykańskim dokumentem "Music by Prudence"
Galeria zdjęć
Po raz pierwszy w historii Oscara za najlepszą reżyserię otrzymała kobieta. Kathryn Bigelow jest byłą żoną Jamesa Camerona, reżysera "Avatara", który rywalizował z nią w kilku oscarowych kategoriach. Jej film i reżyseria były lepsze zdaniem Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.
„Królik po berlińsku” był nominowany w kategorii najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny. Polski reżyser mówił wcześniej, że "Music by Prudence" to jego największy konkurent. - To film o dziewczynie z Zimbabwe, która jest niepełnosprawna i poprzez śpiew pokonuje swoje ograniczenia. Wzruszająca historia, działająca na emocje - powiedział Bartosz Konopka.
Oscary 2010 - czytaj więcej
Oscarową galę w Los Angeles prowadzili aktorzy: Steve Martin i Alec Baldwin. Akademia po raz pierwszy od sześćdziesięciu pięciu lat wybrała najlepszy film spośród dziesięciu nominowanych. Na liście znalazły się: "Była sobie dziewczyna", "Dystrykt 9", "Avatar", "The Blind Side", "Bękarty wojny", "Precious", "A Serious Man", "Odlot", "W chmurach" i "The Hurt Locker".
"The Hurt Locker" zdobył sześć Oscarów: dla najlepszego filmu, reżysera, scenarzysty (autor Mark Boal), za najlepszy dźwięk i montaż dźwięku oraz montaż. "Avatar" ma trzy statuetki: za najlepsze zdjęcia (Mauro Fiore), efekty specjalne oraz scenografię i dekorację wnętrz. Jest największym przegranym w tegorocznej oscarowej konkurencji.
"Precious" ma dwie nagrody - za najlepszy scenariusz adoptowany (Geoffrey Fletcher) i dla najlepszej aktorki drugoplanowej (Mo'Nique). "Odlot" to najlepszy film animowany, Michael Giacchino został nagrodzony za muzykę do tego filmu.
Najlepszym aktorem jest Jeff Bridges (film "Szalone serce"), a aktorką Sandra Bullock ("The Blind Side"). Oscara za całokształt twórczości otrzymali aktorka Lauren Bacall, Roger Corman, który wyreżyserował ponad 50 filmów i operator Gordon Willis. Najlepszym filmem zagranicznym jest argentyński obraz "The Secret in Their Eyes" ("El Secreto de Sus Ojos"), wyreżyserowany przez Juana Jose Campanellę, a dokumentalnym "Zatoka delfinów".
"The Hurt Locker. W pułapce wojny" to film o jednostce saperów w Iraku. Miał 9 nominacji do Oscara, tyle samo co "Avatar". Produkcja budzi kontrowersje. Weterani z Iraku krytykują go za nieprawdziwe, ich zdaniem, pokazanie wojsk saperskich. - Obraz naszej społeczności jest poniżający. Nie jesteśmy kowbojami, nie jesteśmy lekkomyślni. Jesteśmy zawodowcami - powiedział o filmie dyrektor Iraq and Afghanistan Veterans of America, organizacji weteranów obu wojen, Paul Rieckhoff. Przeciw realizatorom filmu wpłynął pozew wniesiony przez sierżanta Jeffreya Sarvera, który jest prototypem głównego bohatera utworu, sierżanta Willa Jamesa.
Zobacz "Królika po berlińsku"
Oscary 2010
Najlepszy film
"The Hurt Locker. W pułapce wojny"
Najlepsza reżyseria
Kathryn Bigelow - "The Hurt Locker"
Najlepsza aktorka
Sandra Bullock - "The Blind Side"
Najlepszy aktor
Jeff Bridges - "Szalone serce"
Najlepsza aktorka drugoplanowa
Mo'Nique - "Precious"
Najlepszy aktor drugoplanowy
Christoph Waltz - "Bękarty wojny"
Najlepszy scenariusz oryginalny
Mark Boal - "The Hurt Locker"
Najlepszy scenariusz adaptowany
Geoffrey Fletcher - "Precious"
Najlepszy film zagraniczny
El Secreto de Sus Ojos
Najlepszy film dokumentalny
"Zatoka delfinów"
Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny
"Music by Prudence"
Najlepszy film animowany
"Odlot"
Najlepszy animowany film krótkometrażowy
Logorama
Najlepszy montaż
Bob Murawski i Chris Innis - "The Hurt Locker"
Najlepsza charakteryzacja
Barney Burman, Mindy Hall i Joel Harlow - "Star Trek"
Najlepsze zdjęcia
Mauro Fiore - "Avatar"
Najlepsza muzyka
Michael Giacchino - "Odlot"
Najlepsza scenografia i dekoracja wnętrz
Dyrektor artystyczny: Rick Carter i Robert Stromberg; scenografia: Kim Sinclair - "Avatar"
Najlepsze kostiumy
Sandy Powell - "The Young Victoria"
Najlepsza piosenka
"Szalone serce" - "The Weary Kind"
Najlepszy dźwięk
Paul N.J. Ottosson "The Hurt Locker"
Najlepszy montaż dźwięku
Paul N.J. Ottosson i Ray Beckett - "The Hurt Locker"
Najlepsze efekty specjalne
Joe Letteri, Stephen Rosenbaum, Richard Baneham i Andy Jones - "Avatar"
rp.pl
OSCAR Mark Boal nagrodzony scenarzysta "The Hurt Locker", dla Newsweeka o Iraku
Krzysztof Kwiatkowski
Żołnierze jeżdżą do Iraku nie tylko dla żołdu i wiary, że robią coś ważnego. Wielu wojna ekscytuje – mówi Mark Boal, reporter nagrodzony Oscarem za scenariusz filmu „The Hurt Locker. W pułapce wojny”, w rozmowie z Krzysztofem Kwiatkowskim.
Newsweek: Pojechał pan do Iraku, aby szukać emocjonującego tematu?
Mark Boal: Nie, chociaż tam zrozumiałem, dlaczego George Orwell czy Ernest Hemingway tak wiele pisali o wojnie. W rejonach konfliktu wystarczy wyjść z domu, aby znaleźć gotową do opisania historię. Wszystko jest dramatyczne, każdy żołnierz ma własną opowieść. Ale do Iraku pojechałem, bo wychowałem się w Nowym Jorku i 11 września 2001 roku przeżyłem szok. Byłem młodym dziennikarzem, pomyślałem, że moim moralnym obowiązkiem jest śledzenie najważniejszych wydarzeń początku XXI wieku. Zdawanie relacji, które nie brzmiałyby jak mowa kaznodziei. Bo ludzie już w taki ton nie wierzą.
Newsweek: Zanim powstał „The Hurt Locker”, napisał pan reportaż o 25-letnim żołnierzu Richardzie Davisie, który dwa dni po powrocie z Iraku został zamordowany przez kolegów z oddziału.
Mark Boal: Wtedy obowiązywała jeszcze propaganda sukcesu, Amerykanie popierali Busha. Dziennikarze traktowali wojnę jak triumfalny marsz. Ja chciałem pokazać deprawację i zezwierzęcenie, jakie rodzą się na wojnie. Na podstawie tego reportażu napisaliśmy z Paulem Haggisem scenariusz filmu „W dolinie Elah”. A potem jako korespondent wojenny przez trzy tygodnie towarzyszyłem oddziałowi saperów w Iraku. Tamte wydarzenia odtworzyliśmy z reżyserką Kathryn Bigelow w „The Hurt Locker”.
Newsweek: Trzy tygodnie wystarczą, żeby się przekonać, czym jest wojna?
Mark Boal: Zależy, jak się je przeżyje. Ja nie pozwoliłem zamknąć się w wiosce korespondentów, mieszkałem w baraku z saperami. Byłem z nimi w dzień i w nocy, wyjeżdżałem na akcje. Żyłem tak jak oni.
Newsweek: Bał się pan?
Mark Boal: Bardzo. W tym czasie Irakiem wstrząsały zamieszki. Codziennie ginęli ludzie. Tam nie ma linii frontu, nigdzie nie można czuć się bezpiecznie. Tuż przed moim przyjazdem wybuchła przyczepa sąsiadująca z tą, w której miałem spać.
Newsweek: Jak udało się panu opanować strach?
Mark Boal: Wytłumaczyłem sobie, że i tak niewiele zależy ode mnie. Tam trzeba mieć cholerne szczęście. To, czy stoi się dwa metry dalej lub bliżej od bomby-pułapki, może oznaczać życie albo śmierć. Pozostaje tylko ta niebywała czujność. Szczególnego znaczenia nabierają banały, które sobie powtarzamy na co dzień – że życie jest cenne i można je stracić w sekundę. Długo nie mogłem wyleczyć się z tego doświadczenia.
Newsweek: Jakie obrazy do pana wracały?
Mark Boal: Widok ofiar. Ciał porozrywanych przez wybuchy. Mówi się, że brutalne filmy i gry komputerowe odbierają nam wrażliwość. Proszę w to nie wierzyć. W rzeczywistości obrazy przemocy zawsze szokują tak samo. Wiele razy żołnierze powtarzali mi: „Nie idź tam, nie oglądaj tego. Nie podejrzewamy cię o brak odwagi, ale pewnych rzeczy po prostu nie powinno się mieć w pamięci”. Nie słuchałem ich. Później zrozumiałem, że mieli rację.
"Alicja", "Avatar" i inni - trzeci wymiar kina
Robert Ziębiński, Newsweek
05 marca 2010 14:15, ostatnia aktualizacja 06 marca 2010 19:16
Żegnajcie płaskie obrazki, witaj, głębio! – rok 2010 zapisze się w dziejach kina i telewizji. Ale cała 90-letnia historia wprowadzania trzeciego wymiaru na małe i wielkie ekrany jest równie fascynująca, jak rewelacyjne efekty zastosowania technologii 3D w święcącym dziś triumfy „Avatarze”.
Gigantyczny sukces „Avatara”► (film zarobił już ponad dwa miliardy dolarów) sprawił, że Hollywood oszalało na punkcie trzeciego wymiaru. Warner Bros. zaryzykował majątek i postanowił przesunąć premierę ukończonej już superprodukcji na motywach greckiej mitologii „Starcie tytanów”, aby przerobić film na 3D. Studio Pixar ponownie wprowadza do kin swoje klasyczne filmy przeformatowane na obraz trójwymiarowy (w polskich kinach można oglądać właśnie „Toy Story 3D”).
Na listach tegorocznych premier kinowych z każdym dniem przybywa filmów zrealizowanych w tej technologii. Czeka nas ponad 25 produkcji, m.in. „Alicja w krainie czarów” Tima Burtona►, trzecia część popularnego cyklu muzycznego „Step Up 3D”, czwarta odsłona „High School Musical”, remake słynnego horroru „Piranie” czy najnowsza produkcja autora kultowych „Gremlinów” Joe Dantego – „The Hole”. Obojętny na modę 3D nie pozostał nawet legendarny twórca kina erotycznego Tinto Brass. W maju we Włoszech ruszają zdjęcia do jego nowej wersji „Kaliguli” (oryginalna z 1978 roku uznawana była za pierwszy w dziejach artystyczny film pornograficzny). Film ma być zrealizowany w 3D i będzie pierwszym filmem porno w całości nakręconym w tej technologii.
Sukces filmu Jamesa Camerona wywołał w kinie rewolucję podobną do tej, jaką było pojawienie się koloru (w 1922 roku do kin trafił pierwszy kolorowy film „The Toll of the Sea” ) czy udźwiękowienie filmu (w 1927 roku Alan Crosland pokazał światu pierwszy dźwiękowy film – „Śpiewaka jazz bandu”). Wraz z pojawieniem się technologii pozwalającej w wiarygodny sposób pokazywać trzeci wymiar spełnia się jedno z odwiecznych marzeń ludzi kina. Od momentu, kiedy sfilmowany przez braci Lumière pociąg wjechał na stację w Ciotat, czym wzbudził popłoch wśród widzów, kino pragnęło zburzyć sztuczną granicę między widzem a filmem, jaką tworzył ekran. Każdy kolejny wynalazek techniczny – kolor, dźwięk, nowe formaty obrazu (panoramiczny, anamorficzny), opuszczenie przez filmowców studiów filmowych i kręcenie w autentycznych plenerach czy wreszcie opatentowanie ruchomej kamery – miał pomóc w tworzeniu obrazów maksymalnie realistycznych i wiarygodnych.
>>>Era avatarów - Peter Jackson i James Cameron o przyszłości kina