Infonurt2
Bohdan Szewczyk Wydawca, 14 Arletta str. Georgetown,On. L7G 3J3, tel. 905-873-0961
Twoja wyszukiwarka
Wtorek, 09.07.2010, 02:52pm (GMT)
  Strona glowna
  FAQ
  RSS
  Linki
  Mapa strony
  Kontakt
 
Dziennikarze "Superwizjera" TVN dotarli do Pawła Plusnina ; Śmierć dr Ratajczaka była planowana? ; OD WYDAWCY- WRZESIEŃ 2010 ; MATKA ; Pogrobowcy i ofiary Solidarnosci z KOR
::| Poszukiwane zapytanie:       [Szukanie zaawansowane]
 
Wszystkie artykuly  
  Forum dyskusyjne
  Sensacje
  OD WYDAWCY
  TEMATY WAŻNE
  Polityka
  Historia
  Książki które polecamy
  OBRONA SKARBU PANSTWA POLSKIEGO
  Tematy ciekawe
  Filmy
  SPORT
  TŁUMACZ
  Zaprzyjaźnione serwisy
  REKLAMA KLASYFIKOWANA
Daj reklame Najlepsze miejsce DLA CIEBIE

 
 
TEMATY WAŻNE
 
O SEKSIE I CYWILIZACJI ŚMIERCI
Sobota, 02.06.2010, 04:10pm (GMT)

RUINY EUROPY

Sens i seks

Szymon Hołownia

05 lutego 2010 10:47,

 

Kocham Anglię jak drugą ojczyznę, ale coraz trudniej patrzy mi się na to coraz bardziej zagubione społeczeństwo. Na tłumy świetnie ubranych ludzi, z obowiązkowymi kubkami pachnącej kawy w dłoniach, na wielkich pisarzy i genialnych biznesmenów tak totalnie bezradnych wobec podstawowych pytań o sens życia i o to, czym jest śmierć.

Trzy lata temu w Londynie otwarto pierwszy i na razie jedyny w Europie sklep odzieżowej marki Abercrombie & Fitch. Marka pochodzi z USA, jest tam popularna wśród młodzieży wkraczającej ostro w pełnoletność.

W londyńskim sklepie sieci już od wejścia człowiek czuje się jak na Capri w czasach Tyberiusza lub – warszawiacy zrozumieją aluzję – na ulicy Jasnej, w Utopii. U drzwi dwie wielkie pochodnie, za nimi klienta wita trzech adonisów, wszyscy obowiązkowo z obnażonymi i namaszczonymi torsami à la kaloryfer, do tego dwie dziewczyny na granicy pełnoletności oraz kompletności ubioru.

W całym sklepie półmrok, muzyka łomocząca bez przerwy i bez litości, przytłaczający zapach firmowych perfum rozpylanych tam chyba wiadrami (do tego stopnia, że w kolejnych trzech sklepach bezbłędnie rozpoznają, gdzie byłeś przed chwilą). Znajomi londyńczycy mówią, że przed Bożym Narodzeniem kolejka do Abercrombie liczyła pół kilometra. Poza sezonem wewnątrz też kłębią się tłumy napalonych nastolatków ze świata, z pokorą znoszących dumne spojrzenia wypieszczonego personelu.

Klimaty od czasów Grecji i Rzymu te same – miejsca i ludzie, którym wydaje się, że kwintesencją życia jest intensywność przeżycia. Jego cel – ustawiczny orgazm: emocjonalny, zawodowy, słuchowy czy smakowy. W londyńskim Abercrombie – i to już maksymalna perwersja – za kasami wisi potężna plansza z kolejnym półnagim chłopaczkiem i cytatem z G.K. Chestertona, jednego z największych katolickich pisarzy XX wieku. Efekt rozpowszechnienia internetowych serwisów z cytatami czy zamierzony prztyczek w nos wymierzony światu, który mówi, że sensem życia nie jest spełnienie, a poszukiwanie?

Wystarczy wyjść ze sklepu, by prztyczek w nos zmienił się w nokautujący sierpowy. Na Wyspach rozkręca się właśnie debata o tym, jak powinno kończyć się to, co tak pięknie i pachnąco w salonie Abercrombie się zaczyna. Mary MacDonald, posłanka do szkockiego parlamentu, chora na chorobę Parkinsona, złożyła właśnie projekt ustawy zezwalającej na pomoc w samobójstwie tym, którzy nie radzą sobie z cierpieniem.

Sąd w Anglii orzekł z kolei o niewinności pielęgniarki Kay Gilderdale, która podała śmiertelny zastrzyk z morfiny chorej na syndrom chronicznego zmęczenia córce. W tym samym tygodniu gwiazda brytyjskiej literatury Martin Amis w wywiadzie dla „Sunday Times” proponuje, by na każdym rogu otworzyć eutanazyjne kramy, gdzie starsi ludzie mogliby kończyć życie, otrzymując martini i medal.

Amisowi nie chodzi nawet o to, by ulżyć w cierpieniu chorym. On się boi, jak społeczeństwo poradzi sobie z procesem gwałtownego starzenia, z nadciągającym „siwym tsunami”. Jak sprawić, by młodzi nie wzięli się za łby ze starymi? W możliwie jak najmilszy sposób pozbyć się jakoś starych.

Kocham Anglię jak drugą ojczyznę, ale coraz trudniej patrzy mi się na to coraz bardziej zagubione społeczeństwo. Na tłumy świetnie ubranych ludzi, z obowiązkowymi kubkami pachnącej kawy w dłoniach, na wielkich pisarzy i genialnych biznesmenów tak totalnie bezradnych wobec podstawowych pytań o sens życia, o to, czym jest śmierć.

Na ludzi, którzy mylą seks z sensem, na tych, którzy do tego stopnia chcieli być poprawni politycznie, że sparaliżowały ich tysiące sprzecznych pragnień ludzkich. Którzy głoszą bezkarnie dyrdymały niczym Amis – każdy ma prawo się zabić, jeśli chce. Za pięćdziesiąt lat jakiś jego następca ogłosi przecież tezę idącą o krok dalej – każdy ma prawo zabić innego, jeśli chce, a tamten ogranicza jakoś jego prawa. Za sto lat ta obrazoburcza teza po długich debatach zostanie uznana za normę. Za kolejne sto lat normy nie będą już potrzebne, bo nie będzie ludzkości.

Wyśmiewałem się kiedyś z konceptów, że oto między innymi nasączeni jeszcze jakimiś metawartościami Polacy rozjeżdżając się po świecie, mogą próbować zalepiać te egzystencjalne dziury. Dziś coraz częściej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jedyne, co może jeszcze uratować usychającą od korzeni starą Europę, to skrzyżowane z nią przyniesione skądinąd sadzonki – imigranci. Ewangeliczny fragment o tym, że Bóg lubi składać swoją prawdę nie w głowach uczonych, ale w sercach prostych ludzi, wydawał mi się nieco infantylny. Dziś czuję, że to może być dla nas jedyny ratunek.

Kierowca z jakiegoś afrykańskiego kraju, który – mimo kalectwa – uśmiecha się do wszystkich tak promiennie, że nie mają wyjścia i sami po chwili szczerzą zęby. Pokojówka w hotelu, która przyjechała z Macedonii, widzi moją Biblię, płacze i mówi zdanie, od którego statystyczny Brytyjczyk dostałby apopleksji, a statystyczny Polak dwóch pypci na języku: „Niech pana Bóg błogosławi”.

Kelnerka z Filipin, która między daniem głównym a deserem w nawiązaniu do eutanazyjnej debaty dała mi przepiękny wykład o godności ludzkiego życia, przy której nic i nikt nie ma prawa majstrować. Bo – w przeciwieństwie do tego, co głosi Amis i inni piewcy nowocześnie urządzonych społeczeństw – żyć da się jakoś również i po dniu, w którym tors przestanie przypominać kaloryfer.

 

Infonurt2 : wyglada na to że „Polacy” zostali  po „odłaczeniu od jednej „czarnej dziury  do drugiej”.Co jest cenne  że młodzi szybko oceniają sytuacje i zaczynaja myśleć i miejmy nadzieje że dojdą do wniosku „że wszędzie dobrze ale w domu , w Polsce-najlepiej”

Ludzkie prawo do śmierci

Maciej Nowicki

05 lutego 2010 20:25,

Wielu ludzi, kochanych i otoczonych opieką, nie chce dalej żyć. Żądają eutanazji świadomie i konsekwentnie. Walczą o nią nawet w sądach. Potępianie ich albo protekcjonalne, niepoważne traktowanie jest czymś odpychającym – mówi prof. Jan Hartman, filozof, w rozmowie z Maciejem Nowickim.

Newsweek: Jak zachowałby się pan w sytuacji, gdyby nie było żadnych szans na wyleczenie? Gdyby był pan w ostatniej fazie raka lub dowiedział się, że Alzheimer całkowicie odbierze panu świadomość? Poprosiłby pan o eutanazję?
Jan Hartman:
Nie wiem. Człowiek nie umie wyobrazić sobie samego siebie w takim położeniu. Możemy jedynie przypuszczać, jak byśmy się zachowali. Ja przypuszczam, że prosiłbym o eutanazję. Swoją drogą, wielu ludzi w takiej sytuacji, pragnąc rozstać się z życiem, nikogo o pomoc nie prosi, tylko popełnia samobójstwo. Są jednak tacy, którzy nie są w stanie popełnić samobójstwa i błagają o uśmiercenie ich. O ludziach tych często powiada się, że albo nie wiedzą, co mówią, albo ich prośby są wołaniem o pomoc i troskę. Bywa i tak. Ale kłamie lub nie wie, co mówi, ten, kto twierdzi, że tak jest zawsze. Wielu ludzi, kochanych i otoczonych opieką, nie chce dalej żyć. Żądają eutanazji świadomie i konsekwentnie. Walczą o nią nawet w sądach. Potępianie ich albo protekcjonalne, niepoważne traktowanie jest czymś odpychającym.

Newsweek: Również przeciwnicy eutanazji to nierzadko ludzie dotknięci przez bardzo ciężką chorobę. Mówią, że gdy na nią zapadali, byli pewni, że będą chcieli eutanazji, a następnie dostosowywali się do nowej sytuacji, która przedtem wydawała się im nie do przyjęcia.
Jan Hartman:
Powtórzę: nikt nie wie, jak w takiej sytuacji się zachowa. Nie wie także ten, kto dziś ludzi proszących o eutanazję traktuje jak osoby niespełna rozumu. Doświadczenie kogoś, kto potwornie cierpi i nie ma przed sobą nic poza tym cierpieniem, jest nieprzekazywalne. Wyobraźmy sobie, że przed nami tylko ból, wymioty, duszności, paraliż i nic, dosłownie nic, żadnej nadziei. Tylko śmierć. No i weźmy poprawkę na to, że jednak nie potrafimy sobie tego wyobrazić.

Newsweek: A gdyby ta sytuacja dotyczyła pana bliskich – żony czy dzieci? Jaką podjąłby pan decyzję?
Jan Hartman: Nie wyobrażam sobie siebie w roli osoby dokonującej zabójstwa z litości. Jeśli jednak ktoś z moich bliskich zażądałby eutanazji, wówczas ostatnią rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby czynienie tej osobie wymówek albo utrudnianie spełnienia tego żądania. Zabieranie wolności osobie poczytalnej i niewyrządzającej krzywdy innym jest niegodziwością.

Newsweek: Rozmawiał pan z osobami, które dokonywały eutanazji?
Jan Hartman:
W Polsce nigdy, bo u nas nikt się do tego nie przyzna. Rozmawiałem za to w Holandii. Ci lekarze mówili, że robią rzeczy, które są nienormalne, nienaturalne, wręcz horrendalne... Podkreślali, że przełamują barierę najbardziej fundamentalnego zakazu i przez to żyją w nieustannym wewnętrznym konflikcie
.

Newsweek: Dlaczego w takim razie to robili?
Jan Hartman:
Ponieważ mieli poczucie, że skazując siebie na konflikt sumienia, jednocześnie spełniają czyjeś największe i ostatnie marzenie. Dla mnie jest to straszne. Nie mógłbym postawić się na ich miejscu. Zresztą jeden z argumentów przeciwko wprowadzeniu rozwiązania holenderskiego podkreśla, że państwo stawia lekarzy dokonujących eutanazji w sytuacji moralnie nie do zniesienia. Na to jednak można odpowiedzieć, że gdy brak takiego ustawodawstwa, państwo i tak wie, że są lekarze, którzy eutanazji dokonują, znajdując się w sytuacji ciężkiego konfliktu sumienia.

Infonurt2 : Jest to  kolejny „bełkot”psudo uczonego.Sam sobie zprzecza . Człowiek nie ma prawa odbierać sobie- a tym bardziej innym zycia.Znane sa przypadki cudownych uleczeń,  czy nagłej poprawy   zdrowia.  Problem ten mozna przyrównać  do kwestii : Czy istnieje Bóg. Dla nie wierzacych nie istnieje ...oczywiście.Dokonujący eutanazji występuja w roli Boga..a są tylko ograniczonymi ludżmi – tak jak ty czy ja.

 

SZYMON HOŁOWNIA

Inne artykuly:
MARIONETKI POLSKIEJ"POLITYKI" (02.05.2010)
DYKTATOR CZY PREMIER TUSK ? (02.05.2010)
ZMORA NARODU POLSKIEGO (02.04.2010)
2010 Wielki Jubileusz Krolowej Polski (02.04.2010)
SZEF MAFII HAZARDOWEJ ZEZNAJE (02.04.2010)
B'nai B'rith -ZŁOWROGIE SYGNAŁY DLA POLSKI (02.04.2010)
POSPOLITE RUSZENIE 7 (02.03.2010)
ATAK NA POLSKĘ W INTERNECIE (02.03.2010)
SIEDEM MILIONÓW POLSKICH EMIGRANTÓW (02.02.2010)
" CZEŚĆ NIEROBY" - TO DO POLITYKÓW!! (02.01.2010)



  Daj swoje logo tutaj
Miejsce na twoją reklamę

::| Goracy temat
Pogrobowcy i ofiary Solidarnosci z KOR
ZOFIA KORBOŃSKA
Zapraszam do Kielc na I Kongres Gospodarki Polsko-Polonijnej
Terror KOR- u w Solidarności
Konstytucja RP w rękach Kamory
HOLOCAUST
Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu-23 sierpnia
dr. CAŁA kłamie jak "naukowiec "
Przemilczana pomoc
FRAGMENT Z "Zycie codzienne warszawskiego getta"

SOSO NEWS EXPRESS
[Do gory]