|
|
 |
|
Daj reklame
Najlepsze miejsce
DLA CIEBIE

|
|
LIST GOŃCZY ZA MICHNIKIEM
Sobota, 03.06.2010, 03:09pm (GMT)
| Stefan Michnik ma w nosie IPN |
|
|
| Redaktor: konik |
| 27.02.2010. |
|
Nic mi nie grozi, bo mam szwedzkie obywatelstwo - uważa Stefan M., były stalinowski sędzia, którego kazał aresztować na wniosek IPN sąd wojskowy. 80-letni przyrodni brat redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" od kilkudziesięciu lat mieszka w Szwecji.
- Jestem obywatelem Szwecji, a Szwecja broni swoich obywateli. Poza tym to dawne czasy, lata 50. Ja nic nie podpisywałem, nie ma żadnych dokumentów. Byłem tylko podporucznikiem, a przecież żadnego generała, nikogo wysokiego nie skazano. Wcześniej już były jakieś próby wobec mojej osoby, ale nic to nie dało. Tu jest Szwecja - powiedział Stefan M. W rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Stefan M. jest przekonany, że mógłby zostać aresztowany tylko wtedy, gdyby przyjechał do Polski. A tego robić nie zamierza. - Ja mieszkam w bezpiecznej Szwecji, nie ruszam się stąd - oświadczył.
Sąd wysłuchał IPN
Od 2007 roku Stefan M. podejrzany przez IPN o niedopełnianie obowiązków przy przedłużaniu aresztu wobec więźniów UB i tym samym o bezprawne pozbawianie ich wolności - za co grozi do 10 lat więzienia.
IPN wniósł o jego aresztowanie, bo nie stawia się na wezwania, jest obywatelem polskim, a w Szwecji nie ma - według IPN - stałego miejsca pobytu.
W czwartek Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie uwzględnił wniosek pionu śledczego IPN i wydał nakaz aresztowania M. na trzy miesiące.
Nakaz ten ma umożliwić IPN wdrożenie procedur wydania M. Polsce przez Szwecję.
Europejski Nakaz Aresztowania?
Naczelnik pionu śledczego warszawskiego IPN prok. Piotr Dąbrowski oświadczył, że po uprawomocnieniu się decyzji sądu, prokurator może wystąpić o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Jak powiedział, Kodeks postępowania karnego mówi, że "w razie podejrzenia, że osoba ścigana za przestępstwo popełnione na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przebywa na terytorium państwa członkowskiego Unii Europejskiej, właściwy miejscowo sąd okręgowy, na wniosek prokuratora, może wydać Europejski Nakaz Aresztowania".
Dąbrowski dodał, że czwartkowa decyzja sądu garnizonowego jest jeszcze nieprawomocna i wszelkie decyzje co do dalszych kroków będą podejmowane dopiero po jej uprawomocnieniu.
tvn24.pl
***

Stefan Michnik mówi, że nic nie podpisywał. Publikujemy więc za "Wprost" obok "Zobowiązanie", jakie stalinowski morderca sądowy podpisał z Informacją Wojskową.
|
|
|
S. Michnik nie jest święty. IPN żąda ekstradycji.
Policja poinformowała Stefana Michnika (pierwszy z lewej), że udzielono zezwolenia na przeprowadzenie manifestacji. Michnik odmówił rozmowy z dziennikarzami.
W niedalekiej Szwecji żyje Stefan Michnik. Komunistyczny sędzia, który w latach 50. skazał na śmierć wielu polskich bohaterów walczących o wolność. Czy on także spokojnie dożyje końca swoich dni? Problem nie dotyczy zresztą tylko oprawców, którzy ukrywają się za granicą. Również w Polsce nadal mieszka wiele osób odpowiedzialnych za ludobójcze działania czerwonego totalitaryzmu.
To, że minęło już niemal dwadzieścia lat od odzyskania niepodległości i większości z nich nie spadł włos z głowy, źle świadczy o państwie, w którym żyjemy. Niedobry to naród, który nie jest w stanie wymierzyć sprawiedliwości własnym oprawcom. Nie chodzi tu bowiem o żadną „zemstę” czy „kopanie leżącego” – jak nam przez wiele lat wmawiano – ale o ludzką przyzwoitość. Jesteśmy to winni ich ofiarom.
W szkole nie pracował dla IW zbyt długo, bo tylko 11 miesięcy. W lutym 1951 r. ukończył kurs i został skierowany do służby w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Poglądy poglądami, ale za agenturalną współpracę otrzymał wynagrodzenie - 1000 zł.
Dzięki pracy w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie Stefa Michnik przeszedł do historii. Nigdy nie ukończył studiów prawniczych, legitymując się jedynie dyplomem ukończenia ośmiomiesięcznego kursu w szkole im. Duracza, co jednak nie przeszkadzało mu w wysyłaniu ludzi na szafot. Działalność Michnika „po linii sądu” została dokładnie opisana w publikacjach historyka IPN z Wrocławia Krzysztofa Szwagrzyka. Ustalił on, że już dwa tygodnie po przybyciu do sądu Michnik podpisał pierwszy wyrok - na żołnierza Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stanisława Bronarskiego, który resztę życia miał spędzić w więzieniu. Potem Stefan Michnik wydał wiele wyroków w fingowanych procesach oficerów Wojska Polskiego, nazywanych sprawą TUN - od nazwisk gen. Stanisława Tatara, płk. Mariana Utnika i płk. Stanisława Nowickiego.
22 grudnia 1951 r. podpisał wyrok dożywotniego więzienia dla członka Delegatury Rządu RP na powiat płocki Bolesława Jędrzejewskiego, pseudonim Koral. Potem wydawał wyroki śmierci na żołnierzy polskiego podziemia. Na drugi dzień po wykonaniu jednego z nich, w kwietniu 1952 r., otrzymał awans na podporucznika. 10 października 1953 r. w mokotowskim więzieniu uczestniczył w egzekucji cichociemnego rotmistrza Andrzeja Czaykowskiego, ps. Garda.
W tym samym czasie w najlepsze trwała współpraca Michnika z Informacją Wojskową. Nie był już wówczas rezydentem, lecz szeregowym konfidentem dostarczającym informacje o kolegach z sądu. Jego oficerem prowadzącym był wówczas ppor. Piaskowski. Za swoje raporty Michnik dostał kolejne wynagrodzenie - 50 zł. W czerwcu 1953 r. współpracę z Kazimierczakiem przerwano, a jego teczkę przekazano do archiwum.
Polen ska begära en svensk medborgare utlämnad. Mannen var jurist och utfärdade dödsdomar under Stalintiden. – Jag visste inget då, säger Stefan Michnik till Aftonbladet. I går meddelade Witold Kulesza, ledare för den polska kommissionen som utreder brott under nazi- och kommunisttiden, att han ska begära Stefan Michnik utlämnad från Sverige. – Jag har granskat de tre dödsdomar som domare Michnik fällde. Jag är helt övertygad om att åtminstone ett flagrant rättsövergrepp begåtts, säger Kulesza till polska massmedier uppger TT.
”Jag var bara bisittare” Stefan Michnik,70, hävdar att han är oskyldig. Han var verksam i det polska rättsväsendet mellan 1951 och 1953 och bekräftar att det förekom arrangerade rättegångar. – Men jag var bara bisittare och dömde aldrig någon till döden. När det fanns politiska motiv fattades besluten mycket högre upp i hierarkin, säger han. Stefan Michnik hävdar också att han inte fick reda på sanningen förrän flera år senare. – Det är klart att jag har dåligt samvete och känner mig lurad, säger han.
Åklagarna utan makt Summariska rättegångar var vardag under Stalintiden. Offren var verkliga och inbillade fiender till socialiststaten. – Formellt var det alltid en åklagare som höll i åtalen. I praktiken kontrollerades allt av säkerhetstjänsten, säger han. Stefan Michnik har svårt att förstå varför utredare Kulesza nu vill ha honom straffad. Han är svensk medborgare sedan mitten av 70-talet och kan därför inte bli utlämnad.
Annan anledning Istället tror han att den polska högern använder sig av honom för att komma åt hans halvbror Adam Michnik. Brodern är chefredaktör för den stora liberala dagstidningen Gazeta Wyborcza. Stefan Michnik tvingades fly från Polen 1969 på grund av sin judiska börd. Sedan dess har han bott i Uppsala och arbetat som bibliotekarie.
ŻYD MICHNIK SZCZĘŚLIWY BO MORDOWAŁ POLAKÓW !
Czułem zadowolenie, wydając wyroki na wrogów... (Stefan Michnik, 1999- Sefan Michnik/ SZECHTER - jest ostatnim żyjącym stalinowskim sędzią wojskowym wymienionym w słynnym już Raporcie Komisji Mazura, powołanej w 1956 r. do zbadania odpowiedzialności pracowników Głównego Zarządu Informacji, Naczelnej Prokuratury Wojskowej i Najwyższego Sądu Wojskowego za łamanie prawa w okresie stalinowskim. "Prawnicze" dokonania 27-letniego kapitana, w ocenie komisji, stanowiły podstawę do wyciągnięcia wobec niego konsekwencji służbowych.
Po ponad 50 latach Stefan Michnik może stanąć przed polskim sądem, odpowiadając za wszystkie swoje czyny, nie tylko te z dalece niepełnego Raportu Komisji Mazura. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie podjął decyzję o jego aresztowaniu, co umożliwi wszczęcie starań o ekstradycję sędziego do Polski. Ewentualna, choć mało prawdopodobna, zgoda władz szwedzkich na wydanie go polskim organom ścigania doprowadzić może do procesu i skazania sędziego za jego osobisty udział w procesach politycznych lat 50., w tym także za orzekanie wyroków śmierci, których skutkiem było zabijanie niewinnych ludzi. Zapewne - podobnie jak w każdym poprzednim przypadku, gdy podejmowano starania o postawienie w stan oskarżenia któregoś z prawników komunistycznych - rozpęta się wokół tej kwestii ożywiona dyskusja. Głosy zwolenników osądzenia sędziów i prokuratorów stalinowskich wypowiadane w imię wierności dla elementarnych zasad sprawiedliwości zostaną zagłuszone prawdopodobnie i tym razem przez - z pozoru neutralny i spontaniczny - szum medialny. Jego celem jest przekonanie społeczeństwa o bezzasadności ścigania sędziwych już dziś ludzi orzekających wyroki zgodnie z ówczesnym prawem. Nie zabraknie też prób przekonywania, że rozliczanie osób winnych popełnienia przestępstw w systemie komunistycznym jest de facto działaniem politycznym, mającym odwrócić uwagę Polaków od problemów dnia codziennego. W nurt dyskusji włączają się czasem sami oficerowie komunistycznego wymiaru sprawiedliwości, usiłujący przekonać wszystkich do wiary w antysemickie pobudki podejmowanych wobec nich działań ekstradycyjnych. W przypadku Stefana Michnika twierdzi się nawet, że rzeczywistym powodem jego problemów z polskim wymiarem sprawiedliwości jest polityczna walka ze znanym organem prasowym jego przyrodniego brata. W tle publicznej dyskusji rozgrywają się spory prawne o legalność Polski Ludowej i stanowionego w niej zbrodniczego prawa, o instytucji niezawisłości sędziowskiej, w końcu o stanie zdrowia oskarżonego i możliwościach zapewnienia mu właściwej opieki medycznej na czas śledztwa i procesu.
Pod pseudonimem "Kazimierczak" Sam Michnik mieszka tymczasem pod Uppsalą w Szwecji. Urodził się w 1929 r. w Drohobyczu. Jego ojczym Ozjasz Szechter był aktywnym działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po wojnie został kierownikiem Wydziału Prasowego Centralnej Rady Związków Zawodowych i zastępcą redaktora naczelnego "Głosu Pracy". Matka - Helena Michnik - uczyła kadetów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i pisała stalinowskie podręczniki do historii. Przesiąknięty ideą komunistyczną Stefan bardzo wcześnie włączył się w działalność polityczną. W 1947 r. wstąpił do PPR, a rok później był już sekretarzem koła Związku Młodzieży Polskiej w elektrowni warszawskiej. Rekomendowany przez partię 28 sierpnia 1949 r. wstąpił ochotniczo do Oficerskiej Szkoły Prawniczej w Jeleniej Górze kształcącej nowe kadry, mające zastąpić prawników wykształconych przed wojną i pracujących w wymiarze sprawiedliwości II RP. Należał do najlepszych studentów. W charakterystykach służbowych podkreślano jego pilność w nauce przedmiotów kierunkowych i ideologiczne przywiązanie do "władzy ludowej", wyrażane w aktywnej pracy członka egzekutywy Oddziałowej Organizacji Partyjnej PZPR. W trakcie nauki nawiązał kontakt z Informacją Wojskową. 13 marca 1950 r. przed werbującym go oficerem przyjął pseudonim "Kazimierczak", a na osobiście sporządzonym zobowiązaniu do współpracy napisał: "Ja, Stefan Michnik (...) zobowiązuję się do współpracy z Organami Informacji Odrodzonego Wojska Polskiego, mając na celu wykrycie szpiegów, sabotażystów, dywersantów i wszelkiego rodzaju innego wrogiego elementu działającego na szkodę Wojska Polskiego i ustroju Polski Ludowej". Odtąd zasłyszane i zapisane przez "Kazimierczaka" wypowiedzi i zachowania innych podchorążych szkoły były znane Informacji Wojskowej. Zasługi informatora były początkowo wynagradzane tylko finansowo. Szybko uznano jednak, że jego zdolności w zakresie pracy agenturalnej są daleko większe. Jeszcze w tym samym roku "Kazimierczak" awansowany został z informatora na rezydenta. Po 18-miesięcznej nauce w Oficerskiej Szkole Prawniczej Stefana Michnika wyznaczono na stanowisko asesora w największym i orzekającym największą liczbę kar śmierci - Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Sądził tam w procesach politycznych i równolegle pilnie wykonywał zlecone mu obowiązki rezydenta Informacji Wojskowej. Pisał donosy na innych sędziów WSR w Warszawie, dopatrując się w ich orzecznictwie zbytniej pobłażliwości w orzekaniu kar wobec przeciwników politycznych. Jedną z częściej opisywanych przez niego osób był jego bezpośredni przełożony, szef WSR w Warszawie ppłk Mieczysław Widaj. Niezależnie od sporządzania własnoręcznych raportów nadzorował pracę podległych sobie informatorów: "Chętkiego", "Czarucha", "Romańskiego", "Szycha", "Zborowskiego" i "Żywca".
Bezwiedne narzędzie terroru Swoje pierwsze podpisy pod wyrokami skazującymi złożył w połowie kwietnia 1951 roku. Wierność komunizmowi i oddanie walce o "władzę ludową" spowodowało, że niespełna pół roku od rozpoczęcia pracy w sądzie młodego asesora wytypowano do udziału w składach orzekających w procesach odpryskowych grupy gen. Stanisława Tatara, płk. Mariana Utnika i płk. Stanisława Nowickiego "TUN". U boku doświadczonych, starszych wiekiem sędziów 22-latek składał w latach 1951-1953 podpisy pod wyrokami śmierci wobec: mjr. Jerzego Lewandowskiego, mjr. Zefiryna Machali, Karola Sęka, Stanisława Okunińskiego, Tadeusza Moniuszki, Józefa Marcinowskiego, Henryka Gutowskiego, płk. Maksymiliana Chojeckiego, Huberta Cieślaka i Felicji Wolff. Na podstawie podpisanych przez niego wyroków śmierci strzałem w tył głowy zamordowano: mjr. Zefiryna Machallę, Józefa Marcinkowskiego, Stanisława Okunińskiego i Karola Sęka. Po raz ostatni zetknął się ze śmiercią 10 października 1953 r., gdy osobiście uczestniczył przy egzekucji w więzieniu na Mokotowie cichociemnego rtm. Andrzeja Rudolfa Czaykowskiego, ps. "Garda". Wyroków Michnika z karami wieloletniego więzienia nikt dotąd nie policzył. Jesienią 1953 r. objął stanowisko kierownika gabinetu Katedry Nauk Wojskowo-Prawniczych Akademii Wojskowo-Politycznej im. F. Dzierżyńskiego w Warszawie, a następnie instruktora Wydziału Szkolenia Oddziału I Organizacji i Planowania Zarządu Sądownictwa Wojskowego. Zanim w lipcu 1957 r. został przeniesiony do rezerwy, publicznie wyraził swój stosunek do niedawnych obowiązków sędziego wojskowego: "Używano nas - młodych sędziów - do rozpoznawania tych spraw, dlatego że nas łatwo można było dostosować do sytemu, używać jako bezwiedne narzędzie terroru w stosunku do niewinnych ludzi. Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał sprawy. Ja wiem, że raczej ludzie garnęli się do tych spraw, sam muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano". Mimo niewątpliwych zasług dla PRL, w 1968 r. wypomniano mu jego żydowskie pochodzenie. Zmuszony do emigracji, osiadł w Szwecji, gdzie dzięki współpracy z paryską "Kulturą" i Radiem "Wolna Europa" pisał już zupełnie inny fragment swego bogatego życiorysu. "Czułem zadowolenie, wydając wyroki na wrogów" - mówił Stefan Michnik w 1999 r. dziennikarzowi szwedzkiego dziennika "Dagens Nyheter". "Wierzyłem, że służę swojemu krajowi. Dzisiaj widzę, że zostałem oszukany...".
Oprawcy mają się dobrze... W kraju i za granicą żyje do dziś kilkudziesięciu sędziów i prokuratorów stalinowskich pobierających emerytury wielokrotnie większe od emerytur i rent skazywanych przez siebie ofiar. Każdego roku z tego grona odchodzi kolejna osoba, wobec której wymiar sprawiedliwości III RP okazał się bezsilny. Tylko w ostatnim czasie zmarli: były przełożony Michnika - ppłk Mieczysław Widaj, i kobieta uznawana za symbol stalinowskiego bezprawia - Helena Wolińska (Fajga Mindla Danielak). Niewiele brakowało, aby pierwszy z nich pochowany został z honorami wojskowymi w Warszawie. Jedynie medialne nagłośnienie tego faktu zapobiegło sytuacji, w której żołnierze kompanii honorowej Wojska Polskiego oddaliby salwę honorową nad trumną sędziego wojskowego, mającego na sumieniu ponad 100, w większości wykonanych, wyroków śmierci. Niezwykłe okoliczności towarzyszyły także pogrzebowi Heleny Wolińskiej w Wielkiej Brytanii. Uroczystość na cmentarzu w Oksfordzie odbyła się dwa dni wcześniej, niż zapowiadano, a w ostatniej drodze stalinowskiej prokurator towarzyszyła jedynie rodzina i nieliczna grupa zaprzyjaźnionych z nią osób, w tym światowej sławy filozof Leszek Kołakowski. W 2009 r. Telewizja Polska przystąpiła do ekranizacji powieści "Syberiada polska" autorstwa Zbigniewa Dominy - byłego prokuratora stalinowskiego uczestniczącego 7 sierpnia 1952 r. w egzekucji polskich oficerów płk. Bernarda Adameckiego, płk. Józefa Jungrawa, płk. Augusta Menczaka, ppłk. Stanisława Michowskiego, ppłk. Władysława Minakowskiego i ppłk. Szczepana Ścibiora (zob. www.spala24.pl). Czy kolejnym medialnym przedsięwzięciem telewizji publicznej będzie ekranizacja wspomnień Stefana Michnika?
Krzysztof Szwagrzyk, IPN Wrocław
Stefan Michnik-Szechter – stalinowski kat, morderca sądowy, żydowski komunista – orzekał wyroki z zapałem
Z dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, naczelnikiem pionu edukacyjnego wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Zenon Baranowski
Jaką rolę odegrał Stefan Michnik jako sędzia wojskowy w stalinowskim aparacie represji? – Stefan Michnik na pewno nie był człowiekiem, który ponosi jakąś wielką odpowiedzialność za skalę represji w latach 40. i 50. Na pewno nie był to człowiek pokroju Heleny Wolińskiej, której zakres kompetencji był znacznie większy. Ale nie oznacza to, że Stefan Michnik był nic nieznaczącym prawnikiem, który niczego złego w tym okresie nie zrobił. Musimy pamiętać, że w latach 50. uczestniczył w procesach politycznych i orzekał wyroki śmierci. W tej chwili wiemy o kilkunastu wyrokach śmierci, które były jego udziałem.
Wcześniej mówiło się co najmniej o dziewięciu, teraz padają liczby rzędu dziewiętnastu. – Dotąd nikt nie prowadził specjalnych badań nad orzecznictwem Stefana Michnika. Jeżeli osoby, które analizują represje z lat 50., stwierdzają, że tych wyroków śmierci jest już kilkanaście, to pokazuje to skalę problemu. Pamiętajmy jeszcze o nieznanej wciąż liczbie (idącej zapewne w setki) wyroków, w których zapadały kary wieloletniego więzienia. Udział Stefana Michnika w procesach politycznych jest faktem bezsprzecznym i co do tego nikt z historyków badających ten okres nie ma najmniejszych wątpliwości. Kiedy oceniamy tę postać, musimy pamiętać jeszcze o innej sferze jego aktywności w tamtym okresie. W latach 50. niezależnie od tego, że uczestniczył w procesach politycznych, był jeszcze agentem, a później rezydentem Informacji Wojskowej.
Fakt do niedawna zupełnie nieznany… – Tak. Była to całkiem nieznana sprawa. Dopiero połączenie tych dwu informacji: o roli Stefana Michnika jako sędziego uwikłanego w procesy polityczne i jego roli jako agenta i rezydenta Informacji Wojskowej, pozwoli nam określić jego właściwą funkcję w systemie stalinowskim. W mojej ocenie, decyzja sądu jest krokiem w dobrą stronę. Chodzi tutaj o pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które kształtowały skalę terroru w Polsce w okresie stalinowskim. Chciałbym, żeby w tym przypadku starania podjęte przez wymiar sprawiedliwości wreszcie okazały się skuteczne. Dotychczas, jak wiemy, wszystkie działania skierowane przeciwko sędziom i prokuratorom wojskowym były, niestety, bezskuteczne. Helena Wolińska nie jest tutaj wcale jedynym przykładem.
Stefan Michnik w wywiadach próbuje się częściowo tłumaczyć, że był wówczas “młody i głupi”… – Swego czasu zajmowałem się analizą orzecznictwa wymiaru sprawiedliwości z lat 40. i 50. Przebadałem biografie kilkuset osób, które wydawały wyroki śmierci, i mogę wskazać takie nazwiska ludzi, o których można jednoznacznie stwierdzić, że się zagubili w tamtym systemie. Trafili do tego sądownictwa i widać było, że to, co tam robili, było działaniem pod przymusem. Unikali uczestniczenia w procesach politycznych, starali się właściwie wykonywać swoje obowiązki, za co byli karani np. poprzez opinie służbowe. Na pewno do takich osób nie zaliczyłbym Stefana Michnika. Od początku był to człowiek silnie zindoktrynowany politycznie. Z głębokim przekonaniem ideologicznym wykonywał swoje obowiązki. Nie traktował ich jako konieczności wywiązywania się z nałożonych na niego zadań. Robił to z pełnym, wewnętrznym przekonaniem, co widać z treści tzw. wstępniaków umieszczanych w wyrokach. To były ideologiczne uzasadnienia wyroków, które zapadały w tamtym okresie. Jestem absolutnie przekonany, że Stefan Michnik nie może być uznany za niczego nieświadomą, młodą ofiarę systemu komunistycznego, która nie bardzo wiedziała, co czyni.
Dziękuję za rozmowę.
Wydajcie nakaz za Michnikiem
Decyzja Sądu Garnizonowego w Warszawie w sprawie aresztowania byłego stalinowskiego sędziego Stefana Michnika stanowi podstawę do wydania europejskiego nakazu aresztowania – wskazują prawnicy. Michnik przebywający od 1969 r. w Szwecji ma podwójne obywatelstwo, a to państwo z zasady nie wydaje swoich obywateli, więc zastosowanie ENA jest jedyną możliwą drogą, aby Szwecja przekazała go Polsce.
Warszawski pion śledczy IPN, który prowadzi postępowanie przeciwko Stefanowi Michnikowi podejrzanemu o popełnienie zbrodni komunistycznych, na razie nie udziela informacji o dalszych czynnościach, w tym terminie wystąpienia do sądu z wnioskiem o ENA. Naczelnik Piotr Dąbrowski podkreśla, że Instytut podejmie wszystkie czynności, żeby Michnik odpowiadał przed polskimi sądami. Co do zastosowania ENA nie mają wątpliwości prawnicy. Wynika to bowiem z faktu, że Szwecja nie wydaje swoich obywateli. Drogę zastosowania zwykłej ekstradycji badał już swego czasu były szef pionu śledczego IPN prof. Witold Kulesza. Wówczas się okazało, iż poza ochroną obywateli w szwedzkim prawodawstwie nie ma przepisów, pod które można byłoby podciągnąć kwestię odpowiedzialności za zbrodnie systemu totalitarnego. – Szwecja nie ma analogicznych przepisów związanych z rozliczeniem komunizmu i zapewne zakres pojęcia zbrodni przeciwko ludzkości w prawie szwedzkim jest trochę inny niż w naszym – mówił wcześniej prowadzący sprawę prokurator Marek Klimczak. Natomiast umowa o ENA zobowiązuje kraje, które ją podpisały, do wydawania swoich obywateli, aby mogli odpowiedzieć karnie w innych państwach. Wydanie przez sąd nakazu aresztowania otwiera drogę do przygotowania przez IPN wniosku o ENA, który musi także zatwierdzić sąd. Taki wniosek został już swego czasu wystosowany wobec Heleny Wolińskiej. Gdy ENA trafi do władz danego kraju, te mają 90-dniowy termin na jego rozpatrzenie. Prokurator Tomasz Kamiński z centrali pionu śledczego IPN zaznacza jednak, że taki wniosek będzie musiał być rozpatrzony przez szwedzkie sądy, które dokonają jego oceny. Na Stefanie Michniku od 2007 r. ciążą zarzuty udziału w bezprawnym pozbawieniu wolności Józefa Stemlera. Był on jednym z członków składów orzekających o przedłużaniu aresztu członka Delegatury Rządu na Kraj. IPN stwierdza, że “podejrzany świadomie brał udział w prześladowaniu pokrzywdzonych ze względów politycznych i działał w strukturach systemu państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i społecznych. (…) Jego zachowania wyczerpują znamiona nie tylko zbrodni komunistycznej, ale także znamiona zbrodni przeciwko ludzkości”. Z dotychczasowego postępowania wynika, że “podejrzany dopuścił się tego typu czynów także w odniesieniu do co najmniej 19 innych osób, żołnierzy podziemia niepodległościowego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, obywateli podejrzewanych o szpiegostwo na rzecz Rządu RP na Uchodźstwie w Londynie czy nawet funkcjonariuszy MBP podejrzewanych o nielojalność w stosunku do władzy ludowej”. Historycy przytaczają ówczesne wypowiedzi Michnika, który na naradzie partyjnej w 1956 r. mówił: “Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał te sprawy. Ja wiem, że raczej ludzie garnęli się do tych spraw, sam muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano”.
Zenon Baranowski
Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 27-28 lutego 2010, Nr 49 (3675)
ZOB. TAKŻE:
O LIKWIDACJI RODZINY I ABORCJI
art. 148 kodeksu karnego: “W razie zabójstwa dziecka jeszcze nieurodzonego sąd może podżegacza uwolnić od kary”.
2010
Czym się różni norma prawna od normy moralnej? Tym, że pierwsza opatrzona jest sankcją przymusu, stoi za nią przemoc państwa, podczas gdy druga – nie. Dla przykładu – nawet Jacek Kuroń uważał, że aborcja jest “złem”, podobnie jak, dajmy na to, “antysemityzm”, ale stanowczo sprzeciwiał się jej penalizowaniu, tzn. wprowadzeniu zakazu prawnego. Co do konieczności karania “antysemityzmu” nie miał, o ile pamiętam, żadnych wątpliwości. Nawiasem mówiąc, kiedy w początkach lat 90. toczyła się dyskusja na temat dopuszczalności aborcji, zaproponowałem projekt ustawy składającej się z jednego zdania, w postaci kolejnego paragrafu art. 148 kodeksu karnego: “W razie zabójstwa dziecka jeszcze nieurodzonego sąd może podżegacza uwolnić od kary”. Na tej podstawie osoba przeprowadzająca aborcję odpowiadałaby jak za zabójstwo – i to z niskich pobudek, bo z chęci zysku, zaś w konkretnych sprawach sądy mogłyby uwzględniać sytuację matki (podżegacza) i nawet uwalniać ją od kary, bo od winy, ma się rozumieć – nie. Oczywiście głuche milczenie było mi odpowiedzią i w rezultacie większość stanęła na nieubłaganym gruncie “kompromisu”, to znaczy – zalegalizowania aborcji, wprowadzając przy tym cały system przekupywania kobiet. Ostatnio przed Sejmem odbyła się nieliczna demonstracja rodziców obawiających się następstw ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Opinia publiczna słusznie nisko ocenia poziom moralny naszych posłów, ale ocenę tę należałoby uzupełnić o niską ocenę również poziomu intelektualnego. Czy posłowie potrafią przewidzieć nawet oczywiste następstwa własnych decyzji? Raczej nie, bo w przeciwnym razie nasze ustawodawstwo wyglądałoby zupełnie inaczej. Problem polega na tym, że większość naszych elit, zwłaszcza politycznych, stanowią półinteligenci. Półinteligenci – a więc ludzie wprawdzie niemądrzy, ale na tyle spostrzegawczy, że zdają sobie z tego sprawę. Ambicja nie pozwala im jednak się do tego przyznać, w związku z tym największą ich troską jest staranne ukrycie tego mankamentu. Najbezpieczniejszą metodą jest śpiewanie w chórze i stąd właśnie bierze się popularność “Gazety Wyborczej”, w której red. Michnik ze swoimi kolesiami podpowiada im, co wypada dzisiaj myśleć, a co nie uchodzi, no i oczywiście Bruksela, gdzie “pianista pierze bieliznę swą w chemicznej pralni, a wszyscy śliczni tacy są i kulturalni”. Nieliczna demonstracja rodziców pokazuje, czym tak naprawdę interesuje się większość naszego społeczeństwa. Gdyby tak Sejm podniósł cenę kiełbasy, na Wiejskiej pojawiłyby się tłumy wyjące: “Zło-dzie-je, zło-dzie-je!”. Ponieważ jednak tym razem nie chodziło o kiełbasę, tylko o dzieci, to sprawą zainteresowali się już tylko nieliczni. Tymczasem ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie w sposób systematyczny, stopniowo prowadzi do likwidacji władzy rodzicielskiej, a w konsekwencji – do likwidacji rodziny w dotychczasowej postaci. Pretekstem jest zwalczanie “przemocy”, a przemoc ta definiowana jest jako powtarzające się lub jednorazowe “umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste innej osoby, w szczególności narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, niezaspokojenie podstawowych potrzeb ekonomicznych, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność – w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą”. Pomijam już okoliczność, że rozpoznawaniem sytuacji w poszczególnych rodzinach będą trudnili się biurokraci lub stójkowi i na podstawie donosów rozmaitych “życzliwych” będą dokonywali “izolowania sprawców przemocy od ich ofiar”, to znaczy odbierania dzieci rodzicom. Lewica – a stosowny projekt wspierają jej posłowie – zawsze miała ciągoty do społecznych inżynierii realizowanych przez wybitnych przywódców socjalistycznych, a rodzina, jako jedna z postaci porządku spontanicznego, zawsze kłuła ich w chore z klasowej nienawiści oczy. Ważniejsze jest bowiem to, że ustawa wprost prowadzi do likwidacji władzy rodzicielskiej – bo odbiera rodzicom możliwość zastosowania jakiejkolwiek sankcji wobec dzieci – a władza pozbawiona sankcji staje się własną karykaturą. Jest w tym metoda; najpierw, pod pretekstem roztoczenia nad nimi opieki, ludzie zostali pozbawieni władzy nad bogactwem, jakie wytwarzają, a teraz – pod podobnym pretekstem – nawet nad własnymi dziećmi. Miał rację Fredro, ostrzegając, że “socyalizm każdemu równo nosa utrze. Bogatych zdusi jutro, a biednych pojutrze”.
www.michalkiewicz.pl
Infonurt2 : gratulacje dla M. Wreszcie ograniczył swoją piekną „formę” o daj więcej tresci – a co wazniejsze łatwo się doczytać o co mu chodzi!! Co do M.Chrapana poniżej to nie ma potrzeby na KAŁACHY! Wystarczy aby Polakatolicy ruszyli d.. zprzed telewizora i poszli do urn wyborzczych, zagłosowali na Polaków. Jak sie nie ruszą to niedługo znajdą sie w urnach ..jako własne prochy.
Fwd: SABOTAŻ GOSPODARCZY W TERENIE
Podpisujac listę obecności "bezrobotnych" w swoim "Urzędzie Pracy" otrzymałem propozycję poszukania sobie jakiegoś "szkolenia", jednak bez odpowiedzi na pytanie czy owe szkolenie daje możliwości znalezienia pracy. Zawsze chętnie uczestniczyłem w kazdym szkoleniu gdy tylko miałem okazję nawet płacąc duże pieniądze (np. za kurs maklerów PW w 1993 roku). Sęk w tym ze po 1989 roku żadne "szkolenia", kursy, uprawnienia zdają się "psu na budę" jezeli nie jest się w układzie -znajomość z wcześniejszego miejsca pracy wystarczyła do otrzymania odpowiedzi - nie ma takiej potrzeby - na propozycję otwarcia punktu maklerskiego w jednym z banków PKO w Sosnowcu gdzie dyrektorował były "współpracownik" zakładowy, jednak po dwóch tygodniach punkt był otwarty w tym banku ale przez "bardziej" znajomego. Podobnie rzecz się dzieje w każdym przypadku poszukiwania pracy w całej Polsce. Szkolenia nie tworzą miejsc pracy, nie umożliwią jej znalezienie bez "konszachtów", a przy "konszachtach" nie potrzebne są żadne kwalifikacje co wyraźnie widać nawet podczas przesłuchań w komisjach sejmowych. Usłyszałem w wypowiedzi jakiegoś "ministra" że na "szkolenia" każdy najmniejszy nawet powiat wydaje kilkadziesiąt mln złotych, po których bezrobotny dalej pozostaje bezrobotnym w swoim Kraju. - a może "rządzącym" chodzi o przygotowywanie kadr za Poskie pieniądze dla rozwoju innych państw ? - Logicznie myśląc tylko taki wniosek może się nasunąc patrząc na systematyczną, ciągłą dewastacje Polskiej Gospodarki. JEST TO MARNOTRAWIENIE, WYRZUCANIE W "BŁOTO" MILIARDÓW ZŁ ZA KTÓRE MOŻNA URUCHOMIĆ DZIESIATKI TYSIĘCY MIEJSC PRACY !!! STAŁYCH MIEJSC PRACY, A NIE CZASOWYCH JAKIMI SĄ BUDOWY DRÓG, LOTNISK "STADIONÓW" - dla ludzi już wyszkolonych którzy z kolei generowaliby środki na szkolenie następnych. Samymi "Igrzyskami" nie zapewni się rozwoju 40-to milionowego Kraju bez rozwoju przemysłu choćby regionalnego ! Wydawałoby się że jest to logiczne, tak postępują samorządy w państwach zachodnich, nawet w Polskiej komunie był tzw. "przemysł terenowy" podlegajacy administracji terenowej, ale nie dla dzisiejszych "decydentów" począwszy od szczebla centralnego a kończąc na gminnym. Opisywałem jak "marszałek" woj. Warm.-Maz. przeddstawił "perpektywy" "rozwoju" regionu w latach 2009 -2013 w których najważniejszym "dziełem" jest budowa dwóch szlaków turystycznych regionu - "pólnocnego" i "południowego", z których w tej strefie klimatycznej korzysta się najwyżej dwa miesiące w roku. I z takiej "turystyki" ma "żyć" cały region. Mniej więcej podobny "program" zaprezentował jeden ze starostów powiatu Elbląskiego gdzie na Pasłęk przypadły jako najważniejsze "zadania" remonty parę szkół i parę ulic. TO JUŻ NIE SĄ ŻARTY, CI LUDZIE ALBO NIE MAJĄ ZADNEGO POJĘCIA O GOSPODARCE, ALBO DZIAŁAJĄ SABOTAŻOWO NA RZECZ DALSZEJ LIKWIDACJI POLSKIEJ PAŃSTWOWOŚCI, NARODU !!! - Pytanie na czyją rzecz wydaję się zbędne, wystarczy popatrzeć kogo odznaczają swoimi medalami np. Niemcy. Armii praktycznie już nie mamy, NATO zbroi Rosje - SAMI MUSIMY PRZYGOTOWAĆ SWOJĄ OBRONĘ, PRZED OBCYMI I PRZD V KOLUMNĄ !!! - SZYKOWAĆ "KAŁACHY" !!! Marek Chrapan
praca zbiorowa
|