Stefan Hambura prowadzi kancelarię adwokacką w Berlinie (stefan@hambura.com)
"Odbyła się rozmowa między premierem Tuskiem a premierem Putinem i prezydentem Miedwiediewem. Ten ostatni zapewnił, że prokuratorzy polscy i rosyjscy będą prowadzili wspólne śledztwo. Dla mnie to kluczowe stwierdzenie." Z mecenasem Stefanem Hamburą, pełnomocnikiem Janusza Walentynowicza i Andrzeja Melaka, rozmawia Rafał Kotomski ("Gazeta Polska").
Co według pana ma podstawowe znaczenie dla wyjaśnienia smoleńskiej tragedii?
Z protokołu przesłuchania Edmunda Klicha przed podkomisją Sejmowej Komisji Infrastruktury wynika, że przez pierwsze trzy dni śledztwo prowadziła wspólnie strona polska i rosyjska. Później zostało ono oddane w całości w ręce rosyjskie. Według mnie jest to podstawowa kwestia, która powinna zostać wyjaśniona.
Polska prokuratura i inne służby stały się petentem Rosjan.
Tak, bo od tamtej chwili strona polska może tylko prosić.
Z próśb niewiele wynika. Polscy prokuratorzy wojskowi bezradnie przyznają, że Rosjanie wciąż nie udostępnili najbardziej kluczowych dowodów w śledztwie.
Sam prokurator generalny Andrzej Seremet przyznał niedawno w wywiadzie telewizyjnym, że brakuje materiałów dowodowych. Potwierdził też, że o pomoc prawną zwrócono się do Stanów Zjednoczonych. To rzeczywiście pokazuje bezradność strony polskiej w dochodzeniu do prawdy. Z mediów dowiadujemy się, że są sprzeczności w zeznaniach rosyjskich kontrolerów lotu i wypowiedziami pilotów wojskowego Jaka. Brakuje kilkunastu sekund w przegranych zapisach czarnej skrzynki. Całe dotychczasowe śledztwo nie napawa optymizmem.
We wnioskach dowodowych do prokuratury za kluczową uznaje pan rozmowę polskiego premiera z Putinem i Miedwiediewem jeszcze przed odlotem na miejsce tragicznej katastrofy. Zadziwiające, że deklaracje o wspólnym śledztwie, które wtedy padły ze strony Rosjan, umknęły uwadze polskiej opinii publicznej.
Przeglądając internetową stronę Kancelarii Premiera, znalazłem notatkę z 10 kwietnia. Wynika z niej, że przed odlotem premiera na miejsce katastrofy odbył on rozmowę z premierem Putinem i prezydentem Miedwiediewem. Ten ostatni zapewnił, że prokuratorzy polscy i rosyjscy będą prowadzili wspólne śledztwo. Dla mnie to kluczowe stwierdzenie. Jest potwierdzeniem polsko-rosyjskiego porozumienia z 1993 r. w sprawie ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych. I prezydent Miedwiediew prawdopodobnie to porozumienie potwierdził. Byłoby dziwne, gdyby premier Tusk o nim nie wiedział – świadczyłoby to o opłakanym stanie ministerstw i pracujących tam urzędników. Obowiązkiem premiera jest zasięgnięcie informacji o stanie prawnym przed tak ważną rozmową z władzami Rosji.
Nawet zakładając dobrą wolę premiera, niektórzy politycy stwierdzili, że do Smoleńska po katastrofie poleciał nieprzygotowany. Tym bardziej nie mógł być przygotowany w czasie rozmowy telefonicznej prowadzonej jeszcze w kraju.
Gdyby tak było, świadczyłoby bardzo źle o profesjonalizmie premiera i rządu. Aż mi się w to nie chce wierzyć… Ale nawet jeśli polska i rosyjska strona w momencie tych rozmów nie miała pełnej wiedzy na temat porozumienia z 1993 r., to zapewnienie prezydenta Miedwiediewa o wspólnym śledztwie jest zawartą ad hoc nową umową. I premier Tusk lecąc do Smoleńska, musiał o tym wiedzieć. Bo faktycznie obowiązywało już nowe porozumienie w sprawie wspólnego polsko-rosyjskiego śledztwa.
Powiedzmy to wyraźnie: czy słowną deklarację Miedwiediewa z 10 kwietnia można traktować w kategoriach prawa międzynarodowego?
Oczywiście. W prawie międzynarodowym istnieje wiele środków i możliwe jest zawieranie umów ad hoc. Zapewnienie o wspólnym śledztwie i przyjęcie go, czyli nieodrzucenie, jest polsko-rosyjską umową.
Rozmawiał premier, ale nie on w tym czasie był głową państwa. Obowiązki po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego przejął już ówczesny marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski. Wniósł pan do prokuratury również o jego przesłuchanie.
Musimy się dowiedzieć, kto ze strony polskiej podjął decyzję, by po trzech dniach oddać śledztwo Rosjanom. Kto odstąpił od porozumienia z 10 kwietnia 2010 r. I nikt nie może się od tej sprawy odżegnywać, bo notatka o porozumieniu była na stronie Kancelarii Premiera. Zatem wiedza na ten temat była pełna.
Pańskie wnioski o przesłuchanie premiera Tuska i prezydenta elekta spotkały się z dużym zainteresowaniem internautów.
W ciągu kilkunastu godzin po umieszczeniu wniosków w internecie zapoznały się z nimi tysiące osób. Stąd mój apel do wszystkich ludzi dobrej woli, by zajęli się sprawą smoleńskiej katastrofy. Przede wszystkim naukowcy z wielu dziedzin, bo mamy w tej kwestii jeszcze wiele do zrobienia. Mam nadzieję, że otrzymamy też pomoc fachowców-prawników badających katastrofy lotnicze. Warto, by wsparli np. Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010. Ta sprawa jest wyzwaniem nie tylko dla polskich naukowców.
Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 wzywa obywateli innych krajów do działań na rzecz wyjaśnienia tragedii.
To dla mnie smutne i rozczarowujące, że rodziny są zmuszone szukać pomocy u obywateli innych krajów. Obowiązkiem polskich władz na każdym szczeblu powinno być wyjaśnienie, co było powodem tragedii. Widać jednak, że rodziny ofiar coraz mniej na to liczą.
Często się zdarza, że o prawdę trzeba walczyć. Ale paradoksalne wydaje się to, że ludzie, którzy domagają się wyjaśnienia tragedii, są odsądzani od czci i wiary.
To straszny paradoks. Zastanawiam się, czy nie pokazuje to pewnej „abdykacji” polskich władz i polskiego państwa. Czy po tej katastrofie normalny obywatel może się czuć w Polsce bezpiecznie i wierzyć w instytucję państwa prawa? Jeżeli śmierć pierwszego obywatela RP, ministrów, parlamentarzystów sprawia, że część opinii publicznej urządza nagonkę na dochodzących prawdy, to zastanawiam się, jak może oceniać funkcjonowanie państwa przeciętny polski obywatel.
Jak ocenia pan szansę apeli o międzynarodowe śledztwo? Wystosował je Ruch 10 Kwietnia, a parę dni temu Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010.
Coś w tej sprawie się ruszyło. Mamy też apel amerykańskiego kongresmena Petera Kinga. Rodziny ofiar rzeczywiście starają się umiędzynarodowić sprawę i trudno im się dziwić. Przebieg śledztwa może wywoływać uzasadnione obawy, że sprawy nie zostaną do końca wyjaśnione z należytą starannością. Rozmawiając z ludźmi, często widzę brak zaufania do funkcjonowania państwa prawa i wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Wiele osób szuka zadośćuczynienia przed trybunałem w Strasburgu. Szybkie i sprawne śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej mogło pokazać, że coś się w Polsce zmieniło. Niestety, stało się inaczej.
I przekonanie, że w Polsce nie da się dojść sprawiedliwości, jeszcze się utrwaliło. Czy jako pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy ma pan dostateczny dostęp do materiałów polskiego śledztwa?
Powołując się na publiczne wystąpienia polskich prokuratorów, mogę tylko wyrazić zdziwienie, że najważniejsze dowody tak długo z Rosji spływają. Nie wiem, dlaczego są tam wciąż przetrzymywane czarne skrzynki, a wrak samolotu nie został dostatecznie zabezpieczony. Na zachodzie Europy miejsca katastrof bada się metr po metrze, z aptekarską dokładnością.
O niechlujnym traktowaniu dowodów i sposobie zabezpieczenia przez Rosjan miejsca tragedii krążą już legendy…
Dla śledztwa najbardziej liczą się pierwsze godziny i dni! Znów powrócę do wątku oddania śledztwa w ręce rosyjskie, bo dla mnie jest to sprawa absolutnie kluczowa. Powtarzam: jak można było, po zapewnieniu prezydenta Miedwiediewa, oddać takie śledztwo? Wszystko, co stało się potem, cały przebieg dochodzenia, to tylko konsekwencje tej decyzji. Musimy się dowiedzieć, kto wypowiedział polsko-rosyjską umowę z 10 kwietnia 2010 r. Premier Tusk? Pełniący obowiązki prezydenta Komorowski? Czy może ktoś inny? Czy to była decyzja dobrowolna, czy podjęta pod naciskiem? Czym kierowały się te osoby?
Wrócę jeszcze do rodzin ofiar smoleńskiej tragedii. Czy przewiduje pan, że dojdzie do ekshumacji zwłok osób, które zginęły?
Według mnie jesteśmy coraz bliżej pierwszych wniosków o ekshumację. Po tym, jak z Moskwy przysłano ubranie byłego wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, czy rzeczywiście w trumnach znajdowały się właściwe szczątki. Czy sprawa z ubraniem śp. pana Gosiewskiego to wierzchołek góry lodowej? Dziwi mnie, że w Moskwie wydano absolutny zakaz otwierania trumien. Powoływano się na prawo rosyjskie. Ale pytam: czy prawo rosyjskie obowiązuje nadal w Polsce?
Rząd chwali się w mediach, że wydał ponad 9 mln zł na pomoc dla rodzin ofiar katastrofy. Ale doradca premiera Michał Boni miał namawiać rodziny do odstąpienia od starań o odszkodowanie.
Sądzę, że na obecnym etapie sprawa odszkodowań jest dla rodzin drugorzędna. Najważniejsze jest dotarcie do prawdy. Chociaż ewentualne roszczenia są sprawą normalną i stygmatyzowanie rodzin z tego powodu jest niedopuszczalne. Jeśli do tego dojdzie, nie zdziwiłbym się, gdyby wszystkie rodziny ofiar poszukały sprawiedliwości w Strasburgu. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, musi wywiązywać się ze swoich traktatowych zobowiązań i traktować obywateli podmiotowo.
Prokuratura postanowiła odrzucić pana wniosek o przesłuchanie Tuska i Komorowskiego.
Dowiedziałem się o tym z mediów, ale nie dostałem jeszcze żadnej decyzji. Kiedy takową otrzymam, zadecyduję o dalszych krokach.
POWRÓT
fot. premier.gov.pl
Adwokat oskarża Tuska
Grażyna Zawadka , Katarzyna Borowska 27-07-2010,
Znany prawnik Stefan Hambura: premier i prezydent działali na szkodę państwa. To akcja polityczna - oburzają się w PO
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez premiera Donalda Tuska i wykonującego obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego wpłynęło we wtorek do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Złożył je berliński adwokat Stefan Hambura, pełnomocnik m.in. syna Anny Walentynowicz w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Hambura chce, by premiera i prezydenta elekta ścigać na podstawie art. 129 kodeksu karnego, mówiącego o działalności na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, za co przewiduje się karę do dziesięciu lat więzienia.
Na czym miałaby polegać szkodliwa działalność Tuska i Komorowskiego?
– Na rezygnacji ze wspólnego polsko-rosyjskiego śledztwa w sprawie przyczyn smoleńskiej katastrofy – mówi "Rz" mecenas Hambura.
Adwokat powołuje się na informację ze strony internetowej premiera z 10 kwietnia 2010 r. Wynika z niej, że podczas rozmowy telefonicznej z Tuskiem prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew miał zapewnić, że śledztwo będą prowadzili wspólnie prokuratorzy polscy i rosyjscy. A o tym, że rząd polski zrezygnował z tych ustaleń, zdaniem mecenasa świadczą słowa płk. dr. Edmunda Klicha, pełnomocnika Polski akredytowanego przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Badania Wypadków Lotniczych, podczas posiedzenia sejmowej podkomisji ds. lotnictwa.
– Wspólne śledztwo trwało tylko trzy dni – mówi Hambura. – Dlatego chcę, by prokuratura sprawdziła, kto i dlaczego od tej ustnej umowy odstąpił. Podkreśla, że dziś zamiast wspólnego śledztwa są dwa odrębne postępowania, a polscy prokuratorzy nie mają dostępu do większości zebranych przez rosyjskich śledczych materiałów. Wjego ocenie na skutek tych decyzji powstała "realna szkoda dla Polski, dla jej prestiżu i znaczenia na arenie międzynarodowej".
– Cały świat się dziwi, że główne śledztwo w sprawie katastrofy prowadzą Rosjanie, a polscy prokuratorzy nie mają do niego dostępu – twierdzi Hambura.
Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego, nie odnosi się do zawartości merytorycznej doniesienia. Potwierdza tylko, że taki dokument wpłynął. – Zawiadomienie zostanie przekazane do właściwej miejscowo prokuratury – mówi.
Wniosek Hambury oburza posłankę Platformy Małgorzatę KidawęBłońską. – To akcja polityczna. Ma doprowadzić do zdyskredytowania polityków i zwiększenia popularności mecenasa Hambury. Nie pomoże w wyjaśnieniu sprawy – mówi. I podkreśla, że z oceną śledztwa trzeba zaczekać na jego efekty.
Hambura złożył miesiąc temu wniosek o przesłuchanie przez prokuraturę premiera Tuska i wykonującego obowiązki prezydenta Komorowskiego. Uważa, że powinni zeznawać, by wyjaśnić sprawę przekazania śledztwa Rosjanom.
– To nie pierwsza politycznomarketingowa akcja mecenasa Hambury – komentował wtedy premier. Zapewniał, że będzie do dyspozycji prokuratury, jeśli ta zdecyduje się go przesłuchać. Jednak śledczy nie uwzględnili wniosku Hambury.
Inna jabłon inne owoce - Walentynowiczowie
Na Wirtualnej przeczytałam, że do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez premiera Donalda Tuska i wykonującego obowiązki prezydenta Bronisława. Złożył je berliński adwokat Stefan Hambura, pełnomocnik m.in. syna Anny Walentynowicz w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej - poinformowała na swoich stronach "Rzeczpospolita". Według Hambury premier i prezydent działali na szkodę państwa.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Adwokat-o...
Według Hambury premiera i prezydenta elekta "należy ścigać na podstawie art. 129 kodeksu karnego, mówiącego o działalności na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej", za co przewiduje się karę do dziesięciu lat więzienia. Za co pozywa Tuska i Komorowskiego adwokat? Za "rezygnację ze wspólnego polsko-rosyjskiego śledztwa w sprawie przyczyn smoleńskiej katastrofy". Według gazety adwokat powołuje się na informację ze strony internetowej premiera z 10 kwietnia 2010 r. Wynika z niej, że podczas rozmowy telefonicznej z Tuskiem prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew miał zapewnić, że śledztwo będą prowadzili wspólnie prokuratorzy polscy i rosyjscy. A o tym, że rząd polski zrezygnował z tych ustaleń, zdaniem mecenasa świadczą słowa płk. dr. Edmunda Klicha, pełnomocnika Polski akredytowanego przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Badania Wypadków Lotniczych, podczas posiedzenia sejmowej podkomisji ds. lotnictwa.
"Wspólne śledztwo trwało tylko trzy dni. Dlatego chcę, by prokuratura sprawdziła, kto i dlaczego od tej ustnej umowy odstąpił. Podkreśla, że dziś zamiast wspólnego śledztwa są dwa odrębne postępowania, a polscy prokuratorzy nie mają dostępu do większości zebranych przez rosyjskich śledczych materiałów" - powiedział Hambura.
Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego, nie odniósł się do zawartości merytorycznej doniesienia. Potwierdził jednak, że taki dokument wpłynął. - Zawiadomienie zostanie przekazane do właściwej miejscowo prokuratury - poinformował.
Hambura złożył wniosek o przesłuchanie przez prokuraturę premiera Tuska i wykonującego obowiązki prezydenta Komorowskiego miesiąc temu.
17 lipca w "Gazecie Polskiej" ukazał się wywiad z panem mecenasem rozmawiał Rafał Kotomski.
http://hambura.salon24.pl/
Już wtedy Stefan Hambura mówił o tym co jest teraz treścią jego doniesienia do prokuratury.
Wczoraj pisałam o działaniach, a raczej ich braku ze strony córki Sariusza-Skąpskiego, a teraz proszę jakże inna postawa.
Janusz Walentynowicz z zawodu jest operatorem żurawi samochodowych i wieżowych.
"Mama jest dla mnie osobą, którą kocham, była, nie, jest, najważniejsza! Wszystko co jest we mnie dobre, pochodzi od niej. Będę starał się Ją naśladować do końca swojego życia. Jej sposób myślenia, postrzegania świata, sposób bycia, ale przede wszystkim żyć w prawdzie" - podkreśla syn.
Anna Walentynowicz jest równie ważnym autorytetem dla wnuków.
Można o tym przeczytać w artykule z "Dziennika Bałtyckiego"
"Anna Walentynowicz: Ciepło rodzinie dawała w dwójnasób." autorstwa Barbary Madajczyk- Krasowskiej z 16 kwietnia b.r.
Ciekawa jestem, czy to doniesienie do prokuratury da cokolwiek. Prawdę mówiąc wątpię. Ważne jest działanie i chęć zrobienia czegoś dla tak ważnej sprawy.
Inna Jabłoń inne Owoce - "Po owocach ich poznacie" (Mt 7.16,20)
POLSCY PMOCNICY MOSKWY
ryszardczarnecki.pl
W olbrzymiej większości nie są bynajmniej na etatach w Moskwie. Pomagają Rosji, ile wlezie - bo chcą. Bo uważają, że tak trzeba. Bo tak się opłaca. Im oczywiście. Bo nie Polsce, ale akurat dla tych pan i panów pojęcie „ojczyzna”, „interes narodowy”, „patriotyzm” to sformułowania ze "Słownika Wyrazów Obcych"...
Ci ludzie: politycy, tzw. eksperci, tzw. autorytety moralne, żurnaliści, wychynęli gromadnie zwłaszcza w ostatnim czasie. Hasło „wyjaśnić katastrofę smoleńską” zjednoczyło ludzi o różnych życiorysach, ale teraz reagujących na zasadzie odruchu psa Pawłowa. To znamienne, że wysunięcie choćby pytań czy wątpliwości związanych z tą tragedią natychmiast wywołuje wręcz histerię. Dotyczy to - co charakterystyczne - nie tylko zarzutów podnoszonych, skądinąd słusznie, wobec rządu Tuska, ale w tym samym stopniu pytań o zachowanie strony rosyjskiej.
Oto ujawnili się nam w wielkiej ilości ambasadorowie i rzecznicy rosyjskich interesów. Najprostsze pytania do Moskwy, które w innym kraju dotkniętym taką tragedią byłyby normą, standardem, oczywistością - u nas wywołują szaleństwo. Szaleństwo obrony Rosji „w ciemno”, bez żadnej analizy, bez cienia jakiejkolwiek refleksji. Mogłoby to być śmieszne, gdyby nie było tragiczne. Podstawowe znaki zapytania, których przecież jest mnóstwo, jeśli są zgłaszane publicznie, spotykają się ze strony „Partii Przyjaciół Rosji” (roboczy skrót: PPR) z paroksyzmem wściekłości, festiwalem nienawiści, panoptikum agresji. Z ręką na sercu: taka sytuacja naprawdę nie byłaby możliwa w żadnym innym kraju członkowskim Unii Europejskiej. To z perspektywy Brukseli widać wyraźnie.
Ta nieformalna, ale zorganizowana i gorliwa „Partia Pomocników Rosji” lub - jak kto woli - „Partia Przyjaciół Rosji” (jak zwał, tak zwał, skrót PPR jest taki sam) stosuje różne techniki. Np. moralnego oburzenia, sugerując, że ktoś, kto w ogóle podnosi kwestie wlokącego się śledztwa, jest etycznym karłem, nikczemnikiem, osobnikiem opętanym niskimi pobudkami etc. etc. Inna socjotechnika to ośmieszenie tych, którzy dążą do prawdy. Macierewicz czegoś tam żąda? Ależ to, proszę państwa, skutek upałów... To dosłowny cytat z wypowiedzi hunwejbina PO z Bydgoszczy, posła Olszewskiego (skądinąd jest tam swoisty „genius loci”: Sikorski, domagający się „dorżnięcia watah” to też przecież parlamentarzysta z tego miasta). Wreszcie pseudoargument „racji stanu”: odbudowujemy przecież stosunki z silnym państwem Rosją, a tutaj niepotrzebnie opozycja wsadza kij w szprychy rządowego roweru, podnosząc sprawę tragedii, która wszak już się nie odstanie. Takich metod i socjotechnik jest więcej. Ale cel jest jeden: pomóc Rosji. Choćby na złość „Kaczorowi” i „PiS-iorom”. I tak właśnie setki „intelektualistów”, polityków i dziennikarzy dopisuje zbiorowo kolejny rozdział do książki Aleksandra Bocheńskiego Dzieje głupoty w Polsce...
Ryszard Czarnecki
"W demokratycznym kraju rząd zostałby zniesiony"
KACZYŃSKI: PREZYDENT MÓWIŁ BARDZO DZIWNE RZECZY
TVN24, PAP
- Niebywałe jest to, że nikt nie poniósł odpowiedzialności za smoleńską katastrofę. W przeciętnym, demokratycznym kraju rząd - po czymś takim - zostałby zniesiony z powierzchni ziemi - ocenił Jarosław Kaczyński. Prezes PiS oczekuje od prokuratury "jawności i powiedzenia prawdy" o współpracy z Rosją.
Jarosław Kaczyński rozmawiał z dziennikarzami przed spotkaniem z prokuratorami ws. smoleńskiej katastrofy. Nie ukrywał bardzo krytycznego stosunku do działań rządu Donalda Tuska oraz śledztwa w tej sprawie.
- Niewyjaśnianie takiej sprawy jest czymś niebywałym. Niebywałe jest też to, że nikt nie poniósł odpowiedzialności za to, co się wydarzyło. W przeciętnym demokratycznym kraju po czymś takim rządu już by nie było, co do tego nie ma żadnej wątpliwości - zostałby zniesiony z powierzchni ziemi, a jego członkowie nie mieliby czego szukać w polityce. W Polsce rząd kwitnie, a inny człowiek, który mówił bardzo dziwne rzeczy, jest prezydentem - grzmiał Kaczyński.
"Oczekuję jawności i oczekuję powiedzenia prawdy"
Zapowiedział, że w czasie spotkania w Centralnej Bibliotece Wojskowej będzie pytał m.in. o zaangażowanie w śledztwo polskich prokuratorów, ich udział w różnych czynnościach, współpracę ze stroną rosyjską i rozważane w postępowaniu hipotezy.
- Oczekuję jawności i oczekuję powiedzenia prawdy jaka jest współpraca z Rosją - niezależnie od tego, czy to będzie dobrze wpływało na nasze stosunki, bo to jest sprawa naszego honoru, polskiej suwerenności, polskiego statusu - stwierdził prezes PiS.
"Rodziny chcą być sojusznikiem prokuratury"
Na spotkanie w Warszawie przybyły rodziny ofiar i ich przedstawiciele, reprezentanci Prokuratury Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz żandarmerii. - Spodziewam się, że otrzymamy informacje, których nie mamy do tej pory, że dowiemy się, jakie są zamierzenia polskiej prokuratury, zapytamy też prokuratorów, co możemy dla nich zrobić - mówiła córka posła PiS Zbigniewa Wassermanna, Małgorzata. Podkreślała, że rodziny chcą być sojusznikiem prokuratury w wyjaśnianiu sprawy.
"10 kwietnia nie było żadnego drugiego Katynia"
Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, mówił, że jest nastawiony "na dłuższe i cierpliwe czekanie" na wyniki śledztwa ws. katastrofy. Jego zdaniem, może się ono toczyć powoli, ale ważne jest, by było prowadzone w sposób dokładny. - Chciałbym, aby prokuratura informowała nas, jakie są osiągnięcia, ale i jakie przeszkody - mówił.
Spotkanie z prokuratorami
Spotkanie ma charakter informacyjny. Śledczy, m.in. w związku z licznymi spekulacjami w prasie, chcą naświetlić rodzinom ofiar kwestie dotyczące bieżącego stanu śledztwa i prawnych uwarunkowań współpracy z Federacją Rosyjską. Zaprezentowane mają zostać przyjęte przez prokuraturę wersje śledcze i omówione kwestie zabezpieczenia przedmiotów i mienia na miejscu katastrofy.
Do tej pory w ramach śledztwa Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie zgromadzono 40 tomów akt, w tym sześć niejawnych; przesłuchano w sumie już 204 świadków. Planowane jest przesłuchanie kolejnych ok. 100 osób, przede wszystkim w wątku dotyczącym organizacji lotu do Smoleńska.