Infonurt2
Bohdan Szewczyk Wydawca, 14 Arletta str. Georgetown,On. L7G 3J3, tel. 905-873-0961
Twoja wyszukiwarka
Niedziela, 09.05.2010, 12:57pm (GMT)
  Strona glowna
  FAQ
  RSS
  Linki
  Mapa strony
  Kontakt
 
MATKA ; Maja Włoszczowska została mistrzynią świata ; Pogrobowcy i ofiary Solidarnosci z KOR ; ZOFIA KORBOŃSKA ; Zapraszam do Kielc na I Kongres Gospodarki Polsko-Polonijnej
::| Poszukiwane zapytanie:       [Szukanie zaawansowane]
 
Wszystkie artykuly  
  Forum dyskusyjne
  Sensacje
  OD WYDAWCY
  TEMATY WAŻNE
  Polityka
  Historia
  Książki które polecamy
  OBRONA SKARBU PANSTWA POLSKIEGO
  Tematy ciekawe
  Filmy
  SPORT
  TŁUMACZ
  Zaprzyjaźnione serwisy
  REKLAMA KLASYFIKOWANA
Daj reklame Najlepsze miejsce DLA CIEBIE

 
 
Sensacje
 
Katastrofa , której nie było.
Czwartek, 07.29.2010, 10:48am (GMT)

 

  Katastrofa , której nie było.

Smoleńsk 10 kwietnia 2010.

 Infonurt2 : Jakby w odpowiedzi na zarzuty ze strony tego  artykułu-hipotezy  pojawił  się film – jedyny dokument ze odlotu  samolotu Tu-154. Dziwny zbieg okoliczności – albo raczej szatkowanie prawdy – dla  uzyskania efektu dezinformacji. Wniosek prosty : po stronie polskiej wszyscy brali udział w spisku  a zamach w Smoleńsku : wojsko też. Film mówi dokładnie  jak KC sugeruje : zacząć od domu az do startu samolotu.Obie informacje otrzymałem w tym samym dniu - ta wojskowa kika godzi póżniej..WSI jednak dalej działa..

 

 

W 10 kwietnia 2010, w Smoleńsku nie było żadnej katastrofy samolotu TU-154M 101 z

prezydentem Lechem Kaczyńskim oraz cala tzw „delegacja katyńska” na pokładzie. Załoga samolotu, prezydent, osoby towarzyszące, w sumie – umownie – 96 osób zostało zamordowane lub zaginęły w Polsce, a nie w Rosji.

Był to krwawy zamach stanu z ofiarami osób całkowicie postronnych.

 

„Katastrofa smoleńska” była jedynie aranżacją medialną, mającą na celu wykluczenie śledztwa  z terenu Polski i urządzenie jakiejś farsy w Rosji. To celem ukrycia tego faktu - zamachu stanu z użyciem siły i masowym skutkiem śmiertelnym postronnych osób.

 

„Katastrofa smoleńska” była jedynie manipulacją „okrągłego stołu” - nowym rozdaniem stołków. Jak za komuny lub później dopuszczano się skrytobójstw mających na celu właściwe uformowanie  zestawu  osobowego strony opozycji, która w składzie odpowiednich person miała układać się z bandziorami, tak teraz należało dokonać gruntowniejszej korekty tego składu. I tak się stało.

 

Nowością są tylko dwa nowe elementy tej techniki okrągłostołowej: podłączenie do gry Rosji  i masowość zabójstw. Rosja jest wyeksponowana w tym zamachu, a nie jest świadectwo jej siły lub roli głównej ale słabości i głupoty. ZSRR nie dał się wmieszać bandycie Jaruzelskiemu w krwawe jatki w Polsce – bo ZSRR był bardziej odpowiedzialny i ludzki niż dzisiejsza Rosja, która jest słaba i chodzi na smyczy „ okreslonych sił na Zachodzie”.

 

Obrazy medialne oraz ogólny charakter informacji nt. rzekomego zdarzenia , którego nie było,

zdołały swą olbrzymią nawałą informacji zagłuszyć racjonalne spojrzenie na wypadki związane

katastrofą. Do nawały gigantycznego zagłuszania włączono „tydzień żałoby” , gdzie w  akompaniamencie ustawicznie nadawanego neurotycznego fragmentu muzyki maglowano w koło

fakty będące relacjami z relacji. W trakcie tego zacierano fakty niewygodne,  a podrzucano sfabrykowane. Prezydenta przywieziono w zalutowanej trumnie. Pochowano go bez sekcji zwłok w Polsce i identyfikacji ze strony uprawnionych przedstawicieli władzy państwowej. Aby i to kolejne przestępstwo zamaskować, ustalono pochówek na Wawelu, który swymi kontrowersjami w kolejny już raz  odwrócił uwagę od istoty  problemu.

 

Powiedzmy dobitnie raz jeszcze, tam w „katastrofie smoleńskiej” żadnych faktów „lotniczych” nie ma. Nie ma dowodów na to, że samolot leciał i rozbił się w lesie koło lotniska w Smoleńsku. Tam nie było katastrofy nie było też i zabitych w tej katastrofie.

Należy zauważyć bardzo proste i podstawowe  fakty:

 

1.Nie ma ani jednego dowodu na to, że wypadek miał miejsce w rzeczywistości.

 

2.Nie ma ani jednego dowodu na to, że ktokolwiek z 96 ofiar rzekomej katastrofy opuścił  

   terytorium Polski żywy.

 

 

 

 

Ad1.

 

1.10          Lotu samolotu Tu-154M 101,  na terytorium Rosji,  nikt nie widział.

1.11          Próby podejścia do lądowania Tu-154M 101, w Smoleńsku, nikt nie widział

            (Wiśniewski nie mówił prawdy twierdząc, że widział samolot, który lądował

            i natychmiast potem rozbił się – a był to samolot z polska szachownica. Takie

            spostrzeżenie w warunkach tam opisywanych nie jest możliwe).

1.12          Momentu rozbijania się samolotu, którego fragmenty wraku widzieliśmy, nikt nie 

            widział.

1.13          Na miejscu położenia wraku – krótko po wybuchu, który opisał Wiśniewski - 

            nikogo żywego lub martwego nikt nie widział .

1.14          Czarna skrzynka nie została zabezpieczona w jej oryginale na miejscu rzekomej 

            katastrofy i jako taka nie stanowi dowodu w sprawie.

1.15          Odstępując tu od chronologii wydarzeń podajmy; startu samolotu TU-154M 101

            z lotniska w Warszawie nikt nie widział.

            Podkreślmy tu dwa dodatkowe zagadnienia.

             - Nie jest znana godzina odlotu samolotu TU-154M 101 z  lotniska na Okęciu.

             - Fakt startu samolotu z lotniska w Warszawie nie może być dowodem na, że 

            samolot ten opuścił terytorium Polski jako sprawny statek powietrzy (aerodyna). 

            Rozróżniamy tu oczywiście sprawnie lecący samolot, od wraku tego samolotu 

            transportowanego w częściach.

1.16          Ślady zniszczeń  środowiska – rzekomego miejsca katastrofy -  sugerują wręcz  

            eksplozję wielu ładunków wybuchowych, które w ten sposób utworzyły pas               

            zniszczenia lasu – wzdłuż rzekomego tragicznego przebiegu lądowania -  wlotu 

            samolot w las. Śladów tych nie mógł dokonać spadający samolot.

                  Zniszczenia podłoża  ściółki w lesie, a pokazane na pierwszych ujęciach filmu

                  Wiśniewskiego  świadczą właśnie o tym. Odsłaniają one  błąd w inscenizacji.

                  Film Koli wykazuje zaś odwrotność, że tamta druga część lasu (wrak podwozia)         

                   jest nienaruszona, czym dobitnie  świadczy o podrzuceniu tam skrzydeł i  

                  podwozia głównego. Gdyby bowiem fragmenty te odpadły od  rozbitego 

                  samolotu to ślizgając się po podłożu zniszczyłyby to podłoże – tak właśnie jak 

                  na na filmie Wiśniewskiego. Też widać tu  błąd w inscenizacji.

                  Samolot miał rzekomo nadlecieć od strony kamery Wiśniewskiego a spaść po 

                  stronie kamery Koli. Konsekwentnie więc; tak sfilmowane  zniszczenia

                  otoczenia powinny narastać a nie maleć. Licząc od kamery Wiśniewskiego do 

                  kamery Koli.

                  Samolot  bowiem, który leci na trawami bagien nie może tych traw 

                  zniszczyć na pasie o szerokości 20-40 metrów i długości 100 metrów prawie - co

                  widać u Wiśniewskiego.

                  Fragmenty wraku,  ślizgające się po gruncie,  muszą 

                  zniszczyć wszystko na swojej drodze, zanim się zatrzymają - czego nie  widać u               

                  Koli.

 

                  Czyli: film Wiśniewskiego powinien ukazać ograniczoność zniszczenia

                  środowiska – tak ja u Koli. U Koli zaś powinno być widoczne pobojowisko

                  takie jak na filmie Wiśniewskiego. Jest zaś odwrotnie.

1.17          Obrazy pokazywane na miejscu sugerowanego wypadku tupolewa nie bilansują

            części wraku jako całości samolotu, z którego fragmenty te mogłyby powstać.

            To dodatkowo bez przesądzania o tym, czy części tego wraku powstały skutkiem

            wypadku katastrofy lotniczej, czy też pochodziły od samolotu, wcześniej,

            celowo rozbitego za pomocą maszyn specjalistycznych. Bez przesądzania także

            o tym, czy fragmenty te pochodziły od jednego samolotu czy od wielu.

1.18          Fotografia składowiska wraku tupolewa 154 pokazywanego przez oficjalna 

            stronę MAK jest prowokacyjna wręcz (nie wiadomo czemu ma to służyć).

            -Ukazuje jedynie ok 40% samolotu jako całości.

            -Brak tam 80% kadłuba w tym kabiny pilota w 100%.

            -Brak foteli w 100%

            -Brak podłogi wewnętrznej w prawie 100%.

            Zdjęcie ukazuje – tak jak w lasku – marginalne zniszczenia statecznika

            pionowego co jaskrawo przeczy tezie o lądowaniu na plecach.

            Dodatkowo statecznik poziomy prawy stawia znaki zapytania co do swego

            pochodzenia.

            Cześć ogonowa – podobnie jak statecznik pionowy – nie wykazuje uszkodzeń

            potwierdzających wersję uderzenia o ziemię.   Fragment ten jest tak oddzielony 

            od części kadłuba, że wskazuje dobitnie na działanie sił odrywających 

            (wzdłużnych do osi) - sprzecznych z teza o oderwaniu tej części konstrukcji 

            jako skutku uderzenia w ziemię. Siły  wzdłużne  do osi mogą być dowodem 

            explozji. Tak samo o explozji świadczą oderwane materiały  termoizolacyjne ( na 

            filmie Wiśniewskiego białe kłęby rozrzucone na długo przed  szczątkami  

            zalegającymi szczątkami kadłuba i ogona)

1.19          Lądowisko i rozbicie odbyło się w lesie. Podczas kiedy części wraku leża na 

            polanie.

            Polanę łatwo rozpoznać na zdjęciach satelitarnych z daty przed 10 kwietnia 

            2010. Co za zbieg okoliczności.

1.20          Części wraku, szokująca poprawność – systematyka - ułożenia:

            - cześć ogonowa kadłuba – do góry nogami – tyłem do kierunku lotu

              Dodatkowo ogon ten leciał do tyłu co widać po charakterze wbicia się w

              ziemię.

            - część przyogonowa kadłuba – do góry nogami – tyłem do kierunku lotu

            - skrzydło lewe (podwozie) – do góry nogami – tyłem do kierunku lotu

                              - skrzydło prawe (podwozie) – do góry nogami – tyłem do kierunku lotu

                              - skrzydło prawe (końcówka) – do góry nogami – tyłem do kierunku         

1.21          Części kadłuba wykazują wyraźnie efekt - explozję, co widać na  „wyplutych”

            zawartościach kabin: okładzin kable etc. Fragmentu wraku autentycznej 

             katastrofy lotniczej są rozrzucone a nie rozdmuchane tak jak to było widać

             na filmie Wiśniewskiego  i  kilku fotografiach.

1.22          Rozwleczone fragmenty samolotu i połamane drzewa miały świadczyć

            o fakcie katastrofy i jej przebiegu. Są jednak dowodem na fikcje katastrofy i 

            jej prymitywną inscenizacje.

            Samolot nie mógł na tak długiej trasie gubić swe elementy konstrukcyjne, tracić

            część skrzydła, opadać, lecieć pod górę zbocza, przeskoczyć drogę       

            samochodową przewrócić się na plecy i potem rozbić się – to równocześnie

            w trakcie jednej i tej samej katastrofy. Podobnie, ułamane wierzchołki

            drzew, które wciąż wiszą na drzewie – a jest tego wiele przypadków.

            Jak to możliwe, że uderzenie samolotu z prędkością 250-300km/h

            pozwala na to aby odcięta skrzydłem korona brzozy pozostała na swym miejscu?

            Normalnie powinna rozpaść się w proch nie do rozpoznania, a tu wisi i ma

            być dowodem katastrofy lotniczej.

1.23          Elementy podłużnic kadłuba przechodzące z kadłuba na część ogonową -

            via wręga - są równo odcięte na prawie całym obwodzie przekroju kołowego

            ogona. Świadczy to sile osiowej , która oderwała ogon od kadłuba – a wiec 

            wybuchu , co wyżej nadmieniano. Dodatkowo wygląd tych uszkodzeń

            może być podstawą do podejrzeń o to, że podłużnice te zostały przecięte

            piłą lub podobne.

                     

Ad2. 

 

 2.10         Osób wchodzących na pokład tupolewa w Warszawie nikt nie widział. 

                  Boardingcard (karta pokładowa) nie była podawana osobom mającym wchodzić 

                 na pokład tupolewa, a jej oderwany odcinek, jako dowód wejścia na pokład

                 samolotu Tu-154M 101, nie istnieje.

 2.11         Odprawa celno-paszportowa członków delegacji w Warszawie  w dniu 10 

                  kwietnia  nie miała miejsca.

                              Min Arabski, który organizował odlot do Moskwy rodzin ofiar – po 12 

                              godzinach od czasu ogłoszenia katastrofy nie posiadał „aktualnej listy ofiar”.

2.12          W Smoleńsku nie potrafiono podać nawet godziny uderzenia TU-154M 101

                              w ziemie. (Nie ma zatem też mowy o jakimkolwiek świadectwie zgonu     

            jakiejkolwiek osoby – ofiary katastrofy -  jako dokumentu spełniającego jakieś

            normy formalne).

2.13          Nie było jakiejkolwiek pracy ratowniczej nad wyszukiwaniem ofiar.

2.14          Nie było pożaru.        

            2.15          Władze Smoleńska podały, że samolot rozbił się ze 132osobami na pokładzie.

                  Wszystkie osoby zginęły. Duża cześć ofiar zginęła w ogniu i zwłoki są nie do

                              rozpoznania. Wiadomość podano niemal natychmiast po alarmie.

2.16         Jak nie było akcji wyszukiwania ofiar, które mogły przeżyć katastrofę,

                to prawie natychmiast zaczęto zwozić trumny.

2.17         Nigdy nie podano, gdzie i jak odnajdowano ciała poszczególnych ofiar.

2.18         Można nawet przypuszczać, że ciała wielu zamordowanych pozostały w      

                 Polsce, a do Moskwy wysłano materiał DNA pobrany od rodzin ofiar, który to

                 kod następnie podrzucono do obcych ciał. Kodów DNA ofiar nie wysłano 

                 bowiem do  Polski celem weryfikacji ale odwrotnie zażądano pobrania takich od

                 rodzin.

           

Jakież są to zatem  części wraku, skąd pochodzą? Nie wiemy, a to jest mniej istotne. Chociaż przypuszczalnie jest tu jakiś związek fizyczny lub pojęciowy polskim tupolewem 101.

 

Biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe – konieczność nakładu pracy ok 2-3 godzin na to aby normalny samolot typu TU-154M doprowadzić do takiego stanu jak to pokazano w TV – jest całkowicie uzasadnione stwierdzenie mówiące, że samolot z którego sporządzono te szczątki

(70 minut lotu) nie mógł znajdować się na lotnisku w Warszawie o godz 7.00 krytycznego dnia.

Powtarzając to co podano na wstępie  można przyjąć, że:

-        szczątki pokazywane w telewizji (Smoleńsk) pochodziły z samolotu bliźniaka, który został przemalowany na samolot 101.

-        Alternatywnie: są to szczątki prawdziwego samolotu 101 podczas kiedy bliźniak samolotu 101 znajdował się w Warszawie krytycznego dnia ok godz 7.00 i odleciał z Okęcia do Smoleńska, podczas kiedy prawdziwy samolot 101 był już na miejscu w Smoleńsku, gdzie  przerabiano go na  wrak upozorowanej katastrofy lotniczej.

 

               Tu możliwe jest nawet i to, z Okęcia nie wyleciał jakikolwiek samolot typu tupolew jako 

               typ samolotu. Wystarczy, że coś wyleciało a to zafałszowano na start Tu-154M 101.

               Posuwając się dalej można podejrzewać, że samolot taki z Warszawy Okęcie w ogóle nie 

               wystartował – bo go tam - FIZYCZNIE - nie było. Jest jednak wpisany rejestrach startu i 

               lotu. Lub też był i wystartował ale o kilka godzin wcześniej – gdzie zafałszowano jedynie  

               godzinę odlotu. Taka mistyfikacja jest możliwa w czasach techniki digitalnej. Pewne 

               informacje nt. sygnałów lub ich braków można zafałszować droga działań hackerskich. 

               Tego nie da się wykluczyć.

 

Należy zauważyć i podkreślić:

Wszyscy obserwatorzy medialni zgodni są co do tego, że odlot ten z Okęcia jako zupełny wyjątek odbył się bez jakichkolwiek świadków, którzy do tamtego dnia zawsze towarzyszyli odlotowi samolotu z prezydentem na pokładzie. Do dnia dzisiejszego godzina odlotu nie jest nigdzie oficjancie opublikowana.

 

Zachodzi tu pytanie, co zatem stało się załogą i pasażerami? Otóż są przesłanki wskazujące na to, że osoby te zaginęły lub zostały zamordowane przed dotarciem do lotniska, czy samolotu.

Tym tłumaczyć można brak ciał -pierwsze godziny- w Smoleńsku (Wisniewski, Bahr i inni), tym tłumaczyć można także wielkie mistyfikacje związane z obdukcją i identyfikacją zwłok – konieczność pobrania kodu DNA od członków rodzin. I nie po to, aby na podstawie tych  kodów

pozytywnie zweryfikować ciała ofiar ale po to aby ten prawdziwy kod DNA podrzucić 

obcym zwłokom ( zmasakrowanym do niepoznania).  Niezrozumiałe dla rodzin ofiar warunki obdukcji, przesłuchań. Zwrot osobistych przedmiotów ofiar, które to przedmioty swym stanem zewnętrznym w żaden sposób nie pasowały do totalnie zniszczonych części wraku tupolewa. Podawanie naiwnych wręcz faktów o rozmowach telefonicznych ofiar z pokładu tupolewa, gdzie ofiary te dodzwoniwszy się do kogoś wypowiadały jakąś formułkę powitalną po czym nie odpowiadały na pytanie, bo rozmowa została przerwana. Np. Jarosław Kaczyński zeznał, że Lech Kaczyński dzwoniąc do niego o godz 6.00 rano poradził mu aby ten się przespał. Radę taką daje się wieczorem, a nie na początku dnia. Może to wskazywać, że właśnie wtedy słowa te były nagrane a prezydent już był w rekach zamachowców i jako poddany  działaniom narkotyków – nagrywał frazy, które były mu dyktowane przez zamachowców. Długotrwały brak informacji co do identyfikacji bardzo dużej liczby ofiar wypadku w tym brak ciał pilotów. Brak listy boardingowej u min Arabskiego aż na kilkanaście godzin po „katastrofie” etc.

 

Reasumując.

 

W dniu 10 kwietnia 2010, do tupolewa, nikt z członków delegacji katyńskiej  nie wsiadał w każdym razie żywy lub przytomny. Zwłoki ofiar dowieziono do Rosji później i to nie wszystkie. Okoliczności  startu samolotu są   całkowicie niejasne.

 

Katastrofy  Tu-15M 101 w Smoleńsku nie było – widzieliśmy jakieś szczątki samolotu i to nie kompletne. Szczątki te pochodzę z demontażu i podrzucenia do lasku i tam wysadzono to wszystko

w powietrze. Zrobiono to bardzo nieudolnie. A co zauważył Shoigu w trakcie rozmowy z Putinem. Shoigu powiedział to do Putina przez zęby ale kamery TV ten moment złapały.

 

Zamach był przeprowadzony po polskiej stronie, a inscenizacja rzekomego wypadku przypadła stronie rosyjskiej. Zaplanowano, że wydarzy się spektakularny wypadek lotniczy na terenie Rosji. To celem - „oddania śledztwa w ręce Rosjan”. W ten sposób cały ciężar dowodowy pochodzi z Rosji, która jest niczym innym jak „pralnia faktów i dowodów”. To na takiej samej zasadzie jak pralnia pieniędzy wśród przestępców. Wielka dumna Rosja praczką brudów polskojęzycznej szumowiny.

 

 

Coż zatem czynić?

 

To proste, należy składać do polskiego aparatu ścigania żądania o wszczęcie śledztwa ws zaginięcia osób ofiar członków delegacji do Katynia w dniu 10 kwietnia 2010 lub dzień wczesniej.

Polski aparat ścigania musi   wszcząć postępowanie wyjaśniające w sprawie zaginięcia tych 96 osób. Fakt bowiem , że ciała tych ofiar  widziano w Rosji nie uzasadnia do mniemania, że

osoby te zostały pozbawione życia w Rosji. Jest absolutnie zasadne wymagać  aby polska prokuratura udowodniła, że osoby te żywe i z własnej woli opuściły terytorium Polski.

 

Należy zbadać cała drogę osoby zaginionej od momentu rozstania się z bliskimi do momentu

opuszczenia terytorium RP. Tu jest ta wielka tajemnica. Poruszenie tego kamienia ujawni prawdę.

A to moga zrobic nawet blisc ofiar, ważne jedynie aby nie robic tego samotnie a wszelkie dane wykładać natychmist w sieci.

 

Krzysztof Cierpisz

100728

 

 

Jest film z pokładu Tu-154; nie wiadomo, kto jest autorem


PAP

Na konferencji prasowej po spotkaniu prokuratury wojskowej z rodzinami katastrofy smoleńskiej poinformowano, że prokuratura jest w posiadaniu pliku wideo odzyskanego ze zniszczonej kasety wideo. - Jego przydatność nie jest wielka, raczej będzie miał znaczenie emocjonalne i pamiątkowe dla rodzin - poinformował płk Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

- Film trwa dwie minuty z sekundami. Pierwsza sekwencja, to jest sekwencja mieszkania prywatnego, można odnieść wrażenie, że ktoś uczy się obsługi kamery. Data jest kilka dni przed wylotem - relacjonował pułkownik Szeląg.

- Następnie jest data 10 kwietnia, nastawienie zegara, można zrozumieć, że nie przestawiony jest z czasu zimowego na letni. Zegar wskazuje, że jest to kilkadziesiąt minut przed startem. Potem hala odlotów, kilkanaście osób do dwudziestu i potem kilkudziesięciosekundowa sekwencja lotu, w której widać kawałek skrzydła samolotu, ziemię, kamera jest prowadzona z jednego okna do drugiego, widać zamgloną ziemię. Z zegara wynika, że jest to około 10 minut po starcie. Żadnych niepokojących sygnałów film ten nie zawiera, żadnych, które mogłyby mieć wpływ na dalszy tok postępowania - powiedział prokurator Szeląg.

"Wszystkie wersje przyczyn katastrofy są aktualne"

- Prokuratura nadal uważa, że wszystkie wersje przyczyn katastrofy są aktualne. W grę wchodzi wszystko. Jednak prokuratura skupia się na czterech możliwościach i pod ich kątem bada przyczyny katastrofy - poinformował podczas konferencji prasowej po spotkaniu prokuratorów z rodzinami ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem płk Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Płk Szeląg wyjaśnił, że prokuratura podczas śledztwa bierze pod uwagę: usterkę lotniczą samolotu, w tym defekty powstałe w wyniku działań obsługi naziemnej lub w trakcie lotu; zaniechanie załogi w trakcie lotu; złą organizację i zabezpieczenie lotu. Ostatnią, czwartą wersją braną pod uwagę przez prokuratorów jest zamach terrorystyczny. - Ta wersja nadal pozostaje w kręgu zainteresowań prokuratury. Prawdą jest, że w wyniku czynności nie zebrano dowodów wskazujących, aby był to zamach terrorystyczny, jednak prokuratura nie może zaniechać badania jakiegoś wątku w sytuacji, kiedy rzeczy nie wyjaśni się do końca - mówił płk Szeląg.

- Podstawą wypowiedzi prokuratora mogą być ustalenia zweryfikowane jednoznacznie. Każdy dzień przynosi szereg nowych dowodów. Inicjatywa dowodowa co do żadnego z wątków nie została wyczerpana. Prokuratura nie może pozwolić sobie na formułowanie hipotez, które czas zweryfikuje. Dlatego nie spełniamy oczekiwań co do przekazywania informacji - wyjaśniał pułkownik.

Prokuratorzy poinformowali także podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Warszawie, że polska prokuratura rozważa, czy nie zwrócić się do strony rosyjskiej z wnioskiem o dodatkowe zabezpieczenie szczątków Tu-154M, które są złożone na płycie lotniska w Smoleńsku.

- We wniosku o pomoc prawną rozważamy zawarcie takiego postulatu, aby zabezpieczyć szczątki samolotu, które spoczywają na płycie lotniska, poprzez przykrycie namiotem. (...) Nie wiem, czy na tym lotnisku znajduje się hangar albo czy była możliwość złożenia szczątków w hangarze. Leżą na płycie pod gołym niebem - powiedział szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg.

Prokuratorzy byli pytani także o to, kto odpowiadał za przygotowanie planu lotu Tu-154M. - Pytanie, kto jest odpowiedzialny za przygotowanie planu lotu, wskazywałoby na to, że prokuratura ma określoną wizję co do roli procesowej tej osoby. Czynności w tym zakresie naprawdę intensywnie trwają. Odpowiedzi nie leżą tylko w Polsce, uzyskaliśmy dokumentację również z ambasady w Moskwie. Jeszcze oczekujemy na szereg dokumentów w tej kwestii - powiedział Szeląg.

Wywiad Z Siergiejem Amielinem


Polski samolot przeleciał bardzo nisko. Strumień gorącego powietrza dosłownie zwalił mnie z nóg i odrzucił na bok. Usłyszałem uderzenie o brzozę, widziałem, jak drzewo się łamie. Pobiegłem na miejsce upadku, ale teren był już obstawiony. Działka, na której rosła brzoza, była zalana jakimś płynem, być może z układu hydraulicznego samolotu
Czy śledczy wiedzą, co wyciekło z tupolewa?


Z Siergiejem Amielinem, docentem z Katedry Elektroniki i Technik Mikroprocesowych smoleńskiego oddziału Moskiewskiego Instytutu Energetyki, dziennikarzem i fotoreporterem, autorem zdjęć i trajektorii lotu Tu-154M, rozmawia Marta Ziarnik

Był Pan w momencie katastrofy polskiego tupolewa w Smoleńsku?
- Mieszkam i pracuję w Smoleńsku. W momencie tragedii przebywałem w mieście. Na miejsce katastrofy 10 kwietnia nie pojechałem. Byłem pewien, że nie uda mi się nic zobaczyć - miejsce katastrofy było szczelnie otoczone przez żołnierzy i milicję. Nikogo nie dopuszczano w pobliże.

Kiedy już jednak Pan dotarł na miejsce, co można tam było zobaczyć?
- Na miejsce katastrofy lotniczej przyjechałem 13 kwietnia. Właśnie wtedy wykonałem fotografie, które zamieściłem w internecie. W tym czasie żołnierze nie dopuszczali tylko do tego miejsca, gdzie leżały szczątki. Sam zaś odcinek, nad którym przelatywał samolot, był dostępny. Można było swobodnie obserwować drzewa ze ściętymi gałęziami, a nawet je fotografować. Wcześniej nie pozwalali tego robić.

Jak wyglądało to miejsce?
- Na trajektorii lotu samolotu można jeszcze było dostrzec drobne części jego poszycia - małe kawałeczki. Później wszystkie je zebrali. W miejscu, gdzie leżały szczątki samolotu, pracowali jeszcze oficerowie śledczy i ratownicy; nikogo tam nie wpuszczali.

Widział Pan wrak polskiego Tu-154M?
- Szczątki samolotu widziałem tylko z daleka, przez gałęzie krzaków. Po dwóch dniach wszystkie zostały jednak wywiezione na plac strzeżony przez żołnierzy, na który nikogo nie wpuszczają. Tam pracują jedynie oficerowie śledczy.

Słyszał Pan od naocznych świadków, jak wyglądała katastrofa?

- Rozmawiałem z właścicielem działki rolnej, na której znajduje się brzoza. Właśnie o nią samolot złamał skrzydło. Ten człowiek odmówił podania imienia i nazwiska. Mogę powiedzieć tylko tyle, że jest emerytem i 10 kwietnia był na swojej działce letniskowej. Opowiadał mi, że tego dnia była tak silna mgła, iż źle widział nawet wierzchołek brzozy. Nie dostrzegł też zbliżającego się samolotu, słyszał jedynie jego dźwięk. Powiedział, że samolot przeleciał bardzo nisko i że to działo się tak szybko, iż nie zdążył nawet zorientować się, o co chodzi. Strumień powietrza zwalił go z nóg i odrzucił na bok. Mężczyzna usłyszał tylko uderzenie o drzewo i widział, jak brzoza się połamała. Kiedy już zdołał się podnieść, pobiegł w stronę miejsca, gdzie roztrzaskał się samolot. Myślał, że może pasażerowie będą potrzebować pomocy. Ale od jego działki do miejsca upadku samolotu jest dość daleko, bo ponad 500 m po prostej, a drogą jeszcze dalej. Dlatego znalazł się na miejscu jednocześnie ze strażakami, którzy go tam nie wpuścili.
Ten człowiek powiedział mi też, że na jego działce znajdowały się niewielkie szczątki skrzydła, a ziemia była zalana jakimś płynem. Myślę, że pochodził on z układu hydraulicznego. Przy uderzeniu w brzozę nie tylko odłamała się część skrzydła, być może został uszkodzony układ hydrauliczny. Dodatkowo sterowanie częściowo lub całkowicie odmówiło posłuszeństwa i maszyna w sposób niekontrolowany zaczęła się obracać wokół własnej osi, ostatecznie upadając podwoziem do góry.

Minister Siergiej Szojgu mówił, że samolot był przełamany na dwie części.

- Jak już mówiłem, szczątki samolotu widziałem z daleka. Ale uważnie przestudiowałem wszystkie fotografie i materiały wideo, jakie udało mi się zrobić osobiście bądź dostać od innych osób, a na których wyraźnie widać, że samolot rozpadł się nie na dwie, ale na kilka części! Duże szczątki to ogon samolotu, dwa kawałki skrzydeł z podwoziem i fragment kadłuba. Cała reszta rozpadła się na drobne kawałeczki. Nie widziałem kokpitu. Te kawałeczki są dobrze widoczne na fotografiach wykonanych na placu, gdzie leżą szczątki.

Jak zabezpieczano miejsce katastrofy?

- Przez pierwsze dni po katastrofie całe miejsce wypadku było otoczone, nikogo tam nie wpuszczano. Ochronę na miejscu katastrofy zaczęto ustawiać po 15 minutach od tragedii. Ściągnięto milicjantów, kursantów szkoły milicyjnej, Akademii Wojskowej Obrony Przeciwlotniczej znajdującej się w Smoleńsku, jak również żołnierzy z jednostek wojskowych ze Smoleńska.

Od osób, które były w Smoleńsku, wiadomo jednak, że
zabezpieczenie

tego miejsca w późniejszych dniach pozostawiało wiele do życzenia.
- Rzeczywiście, nie obeszło się bez ekscesów. Media ujawniły fakt przywłaszczenia rzeczy osobistych osób, które zginęły w katastrofie lotniczej. Kilku żołnierzy, którzy stali w okrążeniu, zrabowało z miejsca zdarzenia kartę płatniczą i dzięki niej wypłacili z
konta

pewne sumy. Jak poinformowała prokuratura Rosji, żołnierze ci zostali zatrzymani i obecnie prowadzone jest śledztwo w sprawie kradzieży. Oni już przed rozpoczęciem służby wojskowej byli karani.
Złodziei interesowały głównie kosztowności należące do ofiar katastrofy. Ale na miejscu były też podzespoły techniczne samolotu mogące wpływać na wyniki śledztwa.

A Pan znalazł coś szczególnego w tym miejscu?

- Kiedy sam byłem (zresztą kilkukrotnie) na miejscu katastrofy, żadnych kawałków samolotu czy osobistych rzeczy ofiar nie widziałem. Znalazłem tam za to pozostałości pudeł z taśmy filmowej i same kawałki taśm. Z tego, co wiem, w samolocie przewożono filmy, które miały być później pokazane na festiwalu filmów w Moskwie. Jeden z kadrów z tej taśmy filmowej sfotografowałem. Jednak nie wykluczam, że inni na miejscu katastrofy mogli znaleźć więcej rzeczy.

Mieszkańcy Smoleńska przeszukiwali teren, który już nie był w żaden sposób chroniony?

- Tak, to prawda. Przez pewien czas - mniej więcej od 20 kwietnia do 1 maja - miejsca upadku samolotu faktycznie nikt nie ochraniał. I tam rzeczywiście można było chodzić i szukać rzeczy.
Dopiero na początku maja na miejscu katastrofy postawiono posterunek milicji. Od tej pory milicjanci przebywają tam całą dobę i nie pozwalają niczego wykopywać; zabraniają również podchodzić do lotniska. Miejsce upadku samolotu znajduje się właśnie na granicy lotniska.

A Pańscy koledzy, rosyjscy dziennikarze, którzy byli na miejscu, widzieli coś więcej?

- Wszyscy przybyli na miejsce katastrofy już wtedy, kiedy do szczątków nikogo nie dopuszczano. Jeden z moich znajomych pracował bezpośrednio na miejscu katastrofy, robił zdjęcia i nagrywał dla Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji. Ale on nie może udzielać żadnych komentarzy do czasu zakończenia śledztwa, ponieważ jest pracownikiem ministerstwa.

Co o katastrofie mówili sami mieszkańcy Smoleńska?
- Świadków tej katastrofy jest bardzo mało. Do tragedii doszło rano, była zła pogoda, większość mieszkańców miasta przebywała jeszcze w domach. Także ci, którzy mieszkają obok lotniska, nic nie wiedzieli o żadnej katastrofie lotniczej i dowiedzieli się o niej dopiero z wiadomości. Samolot widzieli w zasadzie tylko jadący w tym czasie szosą, którą przeciął. Ale oni widzieli go zaledwie kilka sekund. Z ich relacji wynika, że leciał bardzo mocno przechylony na jedno skrzydło i że spadł praktycznie od razu po tym, jak przeleciał nad szosą. Wszystko to rozegrało się niesamowicie szybko.

Zna Pan kontrolerów Pawła Plusnina i Wiktora Ryżenkę?
- Osobiście Plusnina nie znam. Rozmawiałem jedynie z człowiekiem, który zna go od kilku lat, ponieważ również pracował na lotnisku w Smoleńsku. Według jego słów, Plusnin to doświadczony dyspozytor. Wiem, że snuto domysły, że dyspozytor nie pracował na smoleńskim lotnisku i nie znał jego. To jednak nieprawda. Plusnin służył na lotnisku Siewiernyj w czasie, gdy znajdował się tam pułk lotnictwa wojskowo-transportowego, i dobrze je znał.

Jakim sprzętem nawigacyjnym dysponuje lotnisko Smoleńsk Siewiernyj?
- Na ile mi wiadomo, część sprzętu z lotniska została zdemontowana jesienią 2009 roku. Wtedy był rozformowany pułk lotnictwa wojskowo-transportowego, który miał bazę w Smoleńsku. Jednakże loty na to lotnisko wciąż się odbywały, dlatego dysponuje ono sprzętem nawigacyjnym.

Jaki radar jest na lotnisku?
- Na lotnisku Siewiernyj znajdował się radar RSP-6. Radiolokacyjny system lądowania RSP-6 jest przeznaczony do regulowania ruchu na dalekich i bliskich podejściach do lotniska, a także do późniejszego naprowadzenia samolotów (już poza widocznością ziemi) na pas startowy lotniska i kontroli ich zniżania się do wysokości 150-200 m w trudnych warunkach meteorologicznych za pomocą głosowego przekazywania przez kierownika lotów komend dla załóg samolotów przez stacje radiowe
łączności

. RSP-6 bardzo często jest wykorzystywany na rosyjskich lotniskach wojskowych. Ponadto blisko lotniska znajdują się radiolatarnie z dalekim i bliskim zasięgiem

. Żadnej innej nawigacyjnej aparatury na lotnisku nie ma. Ten sprzęt znajduje się tam na stałe.

Dlaczego wieża w Smoleńsku wygląda jak barak w slumsach?

- Punkt zarządzania, czyli wieża lotniska wojskowego Siewiernyj, wyraźnie różni się od wieży z lotnisk cywilnych. Z racji konieczności zachowania tajemnicy mają one niewielką wysokość i maskującą farbę. Widziałem fotografie wieży lotniska Siewiernyj zrobione kilka lat temu. Wtedy ona wyglądała dokładnie tak samo jak obecnie. Inaczej wygląda już wieża smoleńskiego lotniska Jużnyj, który był cywilnym portem lotniczym i teraz nie funkcjonuje.

Czy lotnisko w Smoleńsku jest przystosowane do przyjmowania chociażby takich samolotów jak Tu-154M, które wymagają specjalnych warunków?

- W Smoleńsku jest tylko jedno czynne lotnisko - Siewiernyj. Wcześniej było jeszcze jedno, o którym przed chwilą wspominałem - Jużnyj, ale obsługiwało ono tylko loty pasażerskie odbywające się na małe odległości. Nie funkcjonuje już jednak wiele lat. Regularne loty skończyły się tam w 1991 roku. Ale na lotnisku Jużnyj Tu-154M mimo wszystko nie mógłby wylądować, ponieważ tam jest krótki pas. Lotnisko było przeznaczone dla samolotów Jak-40 i An-2. Obecnie w Smoleńsku samoloty mogą lądować tylko i wyłącznie na wojskowym lotnisku Siewiernyj. Może ono przyjąć Tu-154, ale tylko przy dobrych warunkach pogodowych.

Jak wygląda ścieżka podejścia na Siewiernym?
- Obecnie istnieje tylko jeden kierunek lądowania na lotnisku Siewiernyj - ze wschodu na zachód. Jednak dodatkowy sprzęt, który zabezpieczał możliwość wylądowania w kierunku ze wschodu na zachód, został zdemontowany jesienią 2009 roku.

Gdzie obecnie znajduje się wrak tupolewa. Kto ma do niego dostęp?
- Szczątki samolotu znajdują się na placu smoleńskich zakładów lotniczych, które zlokalizowane są obok lotniska Siewiernyj. Plac ten ogrodzony jest betonowym płotem i jest dobrze strzeżony. Dostęp do szczątków mają jedynie śledczy z prokuratury, specjaliści z Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, jak również pracownicy Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji.

Co sami Rosjanie mówią o prowadzonym śledztwie?

- Śledztwo w sprawie katastrofy było aktywnie omawiane w pierwszych dniach po tragedii. Potem kolejna fala zainteresowania pojawiła się po publikacji wstępnego sprawozdania MAK. Teraz w zasadzie o śledztwie się głośno nie mówi. Dotychczasowe
informacje

są niewystarczające do analizy różnych wersji katastrofy.

Czy wie Pan coś o tym, by kiedykolwiek doszło do sytuacji, w której wieża celowo podałaby błędne komunikaty meteorologiczne, ażeby "zniechęcić" do lądowania? Do tego przyznał się przecież ostatecznie Plusnin. Czy w Rosji stosuje się podobne praktyki?
- Nie posiadam wiarygodnych informacji na tematy związane z tym, jakie były realne dane na temat widoczności na lotnisku i jakie dane przekazywał dyspozytor na pokład samolotu.

Co Pan myśli o przesądzaniu o winie polskich pilotów?

- Nie uważam, by przyczyną awarii było błędne działanie pilota. Być może to automatyka błędnie zadziałała. Najbardziej prawdopodobny jest tragiczny zbieg okoliczności. Myślę, że podczas schodzenia do lądowania coś musiało się zdarzyć. Być może zaczęło się oblodzenie i to odbiło się na niesterowności samolotu. Być może samolot wpadł w granicę warstwy inwersji (granicę zimnego i ciepłego powietrza) i to doprowadziło do utraty prędkości? Tu-154M to ciężko sterowny samolot.

Dziękuję za rozmowę.

1. Minister Siergiej Szojgu mówił, że tupolew był przełamany na dwie części. Uważnie przestudiowałem wszystkie fotografie i materiały wideo, na których wyraźnie widać, że samolot rozpadł się na kilka części. Duże szczątki to ogon, dwa kawałki skrzydeł z podwoziem i fragment kadłuba. Cała reszta rozpadła się na drobne kawałeczki. Nie widziałem kokpitu.
2. Złodziei interesowały głównie należące do ofiar katastrofy kosztowności. Ale na miejscu były też podzespoły techniczne samolotu, mogące wpływać na wyniki śledztwa.
3. Ziemia na działce, na której rosła brzoza, o którą zahaczył tupolew, była ochlapana jakimś płynem. Myślę, że był to płyn z układu hydraulicznego samolotu.
4. Wiem, że pojawiały się domysły, że dyspozytor nie pracował na smoleńskim lotnisku i nie znał jego właściwości. To nieprawda. Paweł Plusnin służył na lotnisku Siewiernyj w tym czasie, kiedy znajdował się tam jeszcze pułk lotnictwa wojskowo-transportowego, i dobrze znał to lotnisko.
5. Na lotnisku Siewiernyj pracuje radiolokacyjny system lądowania RSP-6, popularny na rosyjskich lotniskach wojskowych, przeznaczony do regulowania ruchu na dalekich i bliskich podejściach, a także do naprowadzania samolotów (już poza widocznością ziemi) na pas startowy i kontroli ich zniżania do wysokości 150-200 metrów. W trudnych warunkach meteorologicznych samoloty naprowadzane są za pomocą głosowego przekazywania komend przez szefa lotów.

 

 

K.Cierpisz i PAP-film

Inne artykuly:
KTO ODDAŁ ŚLEDZTWO ROSJANOM (07.29.2010)
CZYTELNICY: W SMOLEŃSKU BYŁ ZAMACH (07.27.2010)
Czas zrozumieć HAARP! (07.25.2010)
W objęciach carycy Władymiry (07.22.2010)
NARÓD PROWADZONY PRZEZ NAJPODLEJSZYCH Z PODŁYCH (07.21.2010)
WIEŻA I "NAPRAWA" TU-154 W SAMARZE (07.18.2010)
PIOTR MALISZEWSKI W ARESZCIE W IŁAWIE (07.16.2010)
PRAWDĘ O SMOLEŃSKU MUSI USŁYSZEĆ POLSKA I CAŁY ŚWIAT (07.16.2010)
21LAT MIJA - CZY TO JESZCZE POLSKA CZY JUŻ RASIJA ? (07.15.2010)
Prokurator Generalny SEREMET: TO MÓGŁ BYĆ ZAMACH (07.08.2010)



  Daj swoje logo tutaj
Miejsce na twoją reklamę

  Fotoreportaz


::| Goracy temat
CD ZAMACH SMOLEŃSKI W/G KLIMUSZKI USA
Zbrodnia i dowody – czyli o zabójstwie Prezydenta Kaczyńskiego
TO JEST DRUGI KATYŃ
Oszustwo "Katastrofy" Smoleńskiej
"efekt przedwcześnie rozerwanej bomby"
ZASZCZULI DR.DARIUSZA RATAJCZAKA I NIE KOMENTUJĄ!
Smoleńsk to zbrodnia z zimną krwią
TRZECI FILM ZE SMOLEŃSKA
ZMARŁA ZOFIA KORBONSKA
Stenogramy uprawdopodobniły zamach

SOSO NEWS EXPRESS
[Do gory]